poniedziałek, 11 maja 2009

Kochajmy zwierzęta. Nie bójmy się ludzi.

Parę osób oskarżyło mnie ostatnio o to, że nie lubię Rafała Ziemkiewicza. Prostowałem ten zarzut wielokrotnie, a dzisiejszy wpis zacznę od ponownego oświadczenia w tej sprawie. Lubię teksty Ziemkiewicza, szanuję wiele jego talentów i generalnie uważam go za bardzo cenny element współczesnej polskiej publicystyki. Cenię pisarstwo Ziemkiewicza i nawet jeśli zbyt często uważam jego teksty za płytkie i niemądre, nie zmienia to faktu, że Ziemkiewicz jest dla mnie nie byle kim. Gdybym Ziemkiewicza nie lubił, to nie polemizowałbym z nim, a już na pewno nie czytałbym, co on ma do powiedzenia. Nie lubię natomiast Żakowskiego, jego kolegi Najsztuba, nie znoszę wręcz fizycznie Kuczyńskiego, więc nawet jeśli od czasu do czasu coś na ich temat wspomnę, to wyłącznie z czystej chęci dania świadectwa, a nie by tracić czas na bezsensowne polemiki.
Wspomniałem Waldemara Kuczyńskiego. Po raz drugi już chyba na tym blogu. Trudno. Jak trzeba, to trzeba. Dzisiejsza Rzeczpospolita opublikowała podpisany przez niego tekst http://www.rp.pl/artykul/303426.html, z którego potrafię się – oczywiście – odnieść wyłącznie do samego początku. Za to w formie pogłębionej refleksji Zanim jednak przejdę do rzeczy, parę słów o Kuczyńskim. Ja nie uważam, że Kuczyński jest idiotą. Nie twierdzę, że to co on myśli, mówi i pisze, to opinie niemądre i pozbawione wartości. Ja nawet nie będę się upierał, że Kuczyński to człowiek zarozumiały, leniwy i zły. To wszystko, jeśli idzie o Kuczyńskiego, z mojego punktu widzenia, jest absolutnie nieistotne. Durniem może być wspomniany Ziemkiewicz. Ziemkiewicz może być patentowanym leniem, który popełnia błąd za błędem. Kuczyński stoi zupełnie w innym miejscu. On jest już tylko zdrajcą.
I jako zdrajca, Kuczyński zasługuje też na pewnego rodzaju zainteresowanie. Jak już wspomniałem, on był już bohaterem moich refleksji. Poszło o jego wielokrotnie formułowaną wypowiedź, że jeśli efektem tego ma być unicestwienie Jarosława Kaczyńskiego i jego politycznego projektu, to Kuczyński jest gotów zgodzić się na to by Polska spłonęła. Oczywiście, ja sobie zdaję sprawę z tego, że przykłady tego typu zdziczenia można znaleźć w wielu miejscach. I to nie tylko na ulicy. W końcu emocje, jakie rozpalili koledzy między innymi Kuczyńskiego, nie poszły na marne. A więc wszystko co widzimy, wszystko czego słuchamy, to wszystko też zapamiętujemy. W przypadku Kuczyńskiego, chodzi o to, że on jest po pierwsze osobą publiczną, a po drugie, on ten jad umie z siebie wylać w sposób wyjątkowo, że tak powiem, czysty. I przez to stanowi klasykę.
Dziś Waldemar Kuczyński pisze tekst w Rzeczpospolitej z jedną – jak się zdaje – tezą. W Polsce jest jak jest, ponieważ jedna czwarta społeczeństwa to urodzeni mordercy. I on nie ma na myśli jakiejś jednej czwartej. On tu jest bardzo precyzyjny. Nie wiem, jak Kuczyński rozwija swoją myśl i wiedzieć nie muszę. To co mnie interesuje, to początek jego tekstu, w którym z dumą przypomina tytuł swojego starego tekstu zatytułowanego Boję się narodu, oraz wybity fragment dzisiejszego artykułu: „Jedna czwarta Polaków chciałaby niezbyt brutalnego, za to opiekuńczego zamordyzmu, ubranego w orły, sztandary, defilady wojskowe i w politykę historyczną, jak w wierszyku ‘Kto ty jesteś? Polak mały.’”
Kuczyński prezentuje swoje insynuacje akurat na tle odradzania się prawdziwego, komunistycznego zamordyzmu w postaci gazu pieprzowego, policyjnych pał, powracających dowcipnie życzeń dla obu Kaczyńskich – nie tylko na onetowym portalu – żeby zdechli szybko i skutecznie. Przy wtórze dopingu ze strony najbardziej zaangażowanej części społeczeństwa w temacie „zrobienia porządku z anarchią i bandytyzmem”, a wszystko w ramach najbardziej oczywistych działań piarowskich na rzecz przedłużenia rządów Platformy Obywatelskiej.I ja go rozumiem, a raczej może w tym wszystkim rozpoznaję. To jest klasyka. Natomiast to co mnie tu szczególnie uderzyło, to owo wspomnienie wierszyka Władysława Bełzy, którego uczyli mnie, najpierw moja babcia i dziadek, a później Rodzice. Oto ten wierszyk w całej okazałości: Katechizm polskiego dziecka
-Kto ty jesteś?
- Polak mały.
- Jaki znak twój?
- Orzeł biały.
- Gdzie ty mieszkasz?
- Między swemi.
- W jakim kraju?
- W polskiej ziemi.
- Czem ta ziemia?
- Mą ojczyzną.
- Czem zdobyta?
- Krwią i blizną.
- Czy ją kochasz?
- Kocham szczerze.
- A w co wierzysz?
- W Polskę wierzę.
- Coś ty dla niej?
- Wdzięczne dziecię.
- Coś jej winien?
- Oddać życie.
To jest właśnie to, co Kuczyńskiemu skojarzyło się z brutalnym zamordyzmem. Wiersz Bełzy i te sztandary, te orły…
W tej sytuacji, ja też mam pewne skojarzenia. Otóż kiedyś jedna pani kupiła sobie pytona. Prawdziwego węża - pytona. I z nim mieszkała, bawiła się z nim, a nawet spała. Kiedyś z niepokojem zauważyła, że jej pyton, śpiąc nie zwija się ta jak dotychczas, ale śpi wyciągnięty. Ponieważ wystraszyła się, ze pyton może być niezdrów, sprowadziła lekarza – specjalistę od gadów. I oto, czego się dowiedziała. Pyton jest jak najbardziej zdrowy, tyle, że zaczyna się przymierzać do ostatecznego zjedzenia swojej pani. I ćwiczy, czy jest w stanie ją skutecznie skonsumować. Dlatego tak się rozciąga. I sprawdza swoje możliwości. Powoli, cierpliwie. A ona biedna myślała, że jest chory. Ale miała jednak szczęście, prawda, panie Kuczyński?
Na ile potrafię ocenić sytuację, Pan się już nie wyślizgnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.