wtorek, 10 lutego 2015

O tym jak Czesław Mozil postawił naszych pod ścianą

Każdy dzień przynosi tyle refleksji i tyle jest do powiedzenia, że minął weekend, a my wciąż mamy zaległy felieton z „Warszawskiej Gazety”. Ponieważ nadszedł już kolejny wtorek, a więc czas na to, bym Bachurskiemu wysyłał kolejny tekst, proponuję jednodniową przerwę w Dudzie i rzut oka na tych, co się wokół Dudy próbują kręcić. I wcale nie mam na myśli Czesława Mozila.

Mam jak najbardziej świadomość, że czytelnicy „Warszawskiej Gazety” zajmują się sprawami, których powaga wyznaczana jest przez tematy naprawdę poważne, i mam nadzieję, że przez dotychczasowe teksty owej świadomości dowiodłem. Dziś jednak, narażając się na zarzut niepotrzebnego zaniżania poziomu, chciałbym się zająć tematem z pozoru błahym, a mimo to, w moim przekonaniu zasługującym na to, by powiedzieć parę słów prawdy.
Jestem pewien, że wielu z nas słyszało o reżimowym artyście nazwiskiem Czesław Mozil, popularnie występującym pod artystycznym pseudonimem Czesław Śpiewa. Jeśli ktoś nie wie, o kim mowa, to trudno. Nie mamy tu ani miejsca ani ochoty, by wchodzić w szczegóły, a poza tym, kim on jest, nie ma większego znaczenia.
polega na tym, że ów Mozil, który w Polsce jest artystą dość popularnym, pojechał z występami do Wielkiej Brytanii, by pośpiewać dla Polonii. Podczas występu w Liverpoolu, jakaś kompletnie pijana Polka nieustannie Mozilowi przeszkadzała, rozmawiała na głos, dogadywała, w końcu odebrała dzwoniący telefon i zaczęła prowadzić normalną rozmowę. W tej sytuacji, Mozil przerwał występ i kazał – skutecznie i przy solidarnym wsparciu ze strony publiczności – dziewczynie wyp…dalać.
I oto na konserwatywno-prawicowym internetowym portalu wpolityce.pl, będącym bezpośrednim przedstawicielem tygodnika „W Sieci” w Internecie, ukazała się relacja z tego wydarzenia, którą nasi dziennikarze przedstawili w taki sposób, że oto reżimowy piosenkarz Czesław Mozil występował dla brytyjskiej Polonii, ponieważ jednak przede wszystkim jego występ stał na bardzo niskim poziomie, a poza tym podczas występu obrażał przebywających na emigracji Polaków, w pewnym momencie któraś z dziewcząt zwróciła się do Mozila z widowni, by wykazał szacunek, na co ten jej kazał – i tu akurat wszystko pozostaje zgodne z prawdą – ...ier….
Po co ja zatem piszę ten tekst? Otóż po to, by zwrócić uwagę na jedną, moim zdaniem, niezwykle istotną sprawę. Sytuacja jest taka, że jesteśmy otoczeni przez wilki, a artysta Mozil jest jednym z nich. Jako wilk powinien być niszczony z pełnym poświęceniem, to jednak co zrobił portal wpolityce.pl, przynosi same szkody i żadnej – powtarzam, żadnej – korzyści. Wiem doskonale, jak redakcja portalu wpolityce.pl sobie wszystko skalkulowała: mamy tego Mozila, należy mu dowalić, bo zasłużył, a co się do niego przylepi, to nasze. A zatem mieliśmy do czynienia z czymś, co od wielu lat przeżywamy, obserwując propagandową agresję skierowaną przeciwko Prawu i Sprawiedliwości. Różnica polega na tym, że o ile oni, przez to że trzymają władzę na każdym poziomie, mogą sobie pozwolić na wiele, nam pozostaje wyłącznie uczciwość i maksymalna staranność. Wszelkie próby pójścia na skróty przynoszą wyłącznie straty. Straty nie do odrobienia.
Ktoś powie, że Mozil musiał oberwać, bo obrażał Polaków. I tu muszę poinformować o czymś bardzo smutnym. Polacy w Wielkiej Brytanii w swojej masie zasługują na absolutnie najgorsze epitety. No ale to akurat jest temat na inną rozmowę.

Przypominam, że w księgarni pod adresem www.coryllus.pl trwają różnego rodzaju promocje, a więc ostatnie już egzemplarze dwóch pierwszych książek Toyaha idą po 15 złotych zaledwie, no i przede wszystkim od paru dni rock’n’roll nokautuje za jedyne 25. Jeśli ktoś będzie zawiedziony, zwracam bez mrugnięcia okiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.