środa, 2 kwietnia 2014

Dlaczego na europejskiej mapie pogody nie ma Sopotu?

Ledwo umilkł śmiech, jaki ogarnął nasze rozpolitykowane towarzystwo od Gdańska, przez Warszawę i Poznań po Wrocław, na wieść o tym, że Jarosław Kaczyński pojawił się w za dużej kurtce, to znów słychać dziarski rechot tym samych analityków od spraw politycznych, tym razem jednak spowodowany tym, że ten sam Kaczyński, zobaczył mapę pogody dla Europy we francuskiej telewizji i ze zdziwieniem (a może i bez) spostrzegł, że nasi europejscy przyjaciele Francuzi nie uwzględnili tam Warszawy.
Czy to jest informacja ważna, czy nie? Otóż to że Jarosław Kaczyński zadumał się nad pozycją Polski tak jak ją odbiera reszta Europy, moim zdaniem ważna to informacja nie jest. Ja rozumiem, że on na co dzień telewizji nie ogląda, a telewizji obcojęzycznych już zwłaszcza, a zatem brak Warszawy na europejskiej mapie pogody mógł go zaciekawić. Dla nas jednak, ludzi już naprawdę aż nadmiernie doświadczonych, tego typu news nie jest żadnym newsem, a zaledwie smutnym potwierdzeniem faktu, że pozycja Polski tak jak ją możemy sobie symbolicznie przedstawić na owej mapie pogody jest dokładnym odzwierciedleniem pozycji Polski, jaką wywalczyło dla nas owo dziwne trio w osobach Donalda Tuska, Bronisława Komorowskiego i Radosława Sikorskiego.
A zatem to, iż Kaczyński poczynił tę obserwację, a następnie się nią podzielił z wyborcami gdzieś w Bochni czy Leżajsku z naszego punktu widzenia jest wiadomością równie interesującą, jak ta, że minister Rostowski jeszcze do niedawna był przekonany, że Bydgoszcz to chłopiec, a nie dziewczynka. W końcu my tu nie jesteśmy od tego, żeby się ekscytować truizmami. Natomiast moim zdaniem dość ciekawe jest to, że ta banda idiotów uznała fakt, że Jarosław Kaczyński w ogóle zainteresował się tą mapą pogody za dowód na to, że z nim jest coś nie tak. Przepraszam bardzo, ale to ja już jestem w stanie zrozumieć strojenie sobie żartów z owej za dużej kurtki – w końcu, dobrze jest, jeśli osoba publiczna dba o wygląd i nie wygląda, jak tłusta świnia, czy zapruty menel, co akurat niektórym politykom Platformy Obywatelskiej i partii zaprzyjaźnionych zdarza się nader często – natomiast żeby widzieć mapę Europy bez Warszawy i nie dość, że samemu na to uwagi nie zwrócić, to jeszcze szydzić z tych, co zwrócili, trzeba mieć faktycznie coś z nie po kolei w głowie.
Jest jednak coś, o czym swoją drogą już tu dawno temu pisałem, a co dla tych wszystkich platformerskich śmieszków powinno jednak mieć na tyle istotne znaczenie, by tu akurat ich świadomość nieco wyostrzyć. Otóż, jak wiemy, telewizja TVN, a więc stacja bardzo z władzą zaprzyjaźniona, od lat już ma bardzo interesująco zaprojektowaną mapę pogody. Pozwolę tu sobie zacytować fragment swoich refleksji dotyczących tej kwestii jeszcze sprzed czterech lat:
Otóż na pogodowej mapie Polski są Lublin, Poznań, Kraków, Warszawa, Szczecin, Katowice, Łódź i… nagle coś, co się nazywa Gdańsk/Sopot. Najpierw pomyślałem sobie, że to dziwne. No bo skąd nagle Gdańsk/Sopot, a już nie Warszawa/Piaseczno, Katowice/Gliwice, Łódź/Pabianice, Kraków/Nowa Huta?
Oczywiście tamte pytania były postawione czysto retorycznie, bo ja doskonale już wtedy, a co dopiero dziś, wiedziałem na czym ten przekręt – bo to oczywiście jest prawdziwy propagandowy przekręt – polega. Otóż gdyby Donald Tusk i jego najbliżsi kumple byli z Pabianic, Żyrardowa, czy z Gliwic, te miasta zostałyby na sto procent elegancko zaznaczone na tefauenowskiej mapie pogody. Bo co jak co, ale są rzeczy, właśnie na poziomie znaków i symboli, których ta banda kłamców nigdy nie zaniedba. Donald Tusk to jest człowiek z Sopotu, więc nie może być tak, żeby ów Sopot nie został oficjalnie uwzględniony, jako kluczowe miejsce na politycznej mapie kraju. Nawet jeśli ta polityka akurat się na chwilę ukryła pod mapą pogody.
A ja bym teraz już tylko chciał wiedzieć, czemuż to ci wszyscy mądrale, co dziś się pokładają ze śmiechu z tego powodu, że Jarosława Kaczyńskiego zafrapował brak Warszawy na europejskiej mapie pogody nie znaleźli powodu do śmiechu, widząc z jaką starannością właściciele koncernu ITI przed laty złożyli swój hołd Wielmożnemu Panu Premierowi, jego Małżonce Dzieciom i Przyjaciołom? Tamto nie było śmieszne? Śmieszne jest, że komuś dokucza brak na mapie Europy Warszawy, natomiast nie ma nic zabawnego w tym żałosnym wydziwianiu z Sopotem?
Swój tekst sprzed lat zakończyłem następującym akapitem:
Troszkę się obruszyłem, ale po chwili wiedziałem. Nie dzieje się nic złego. To dla naszego premiera. To dla niego. Żeby nie musiał się za bardzo nadwyrężać. I tak nie jest łatwo. A i też nie zostało zbyt wiele czasu. Niech ma”.
Do dziś podtrzymuję te opinię: niech ma, niech się cieszy. Jeśli tylko bym miał coś do tej refleksji dziś dodać, to może dwie uwagi. Przede wszystkim nie spodziewałem się wówczas, że oni aż tak długo pociągną, no a poza tym wydaje mi się, że ów brak Warszawy na europejskiej mapie to też pewnie gest. Gest ze strony przyjaciół Donalda Tuska specjalnie dla niego, Bronisława Komorowskiego i Radosława Sikorskiego. Kto jak kto, ale Francuzi muszą świetnie wiedzieć, co tym trzem sprawi prawdziwą satysfakcję. Oni swoje ambicje zdążyli im zaprezentować wielokrotnie.

Zachęcam do kupowania mojej najnowszej książki, jak i - o ile ktoś ich jeszcze nie ma - wszystkich wcześniejszych. To jest zaledwie jedno kliknięcie stąd: coryllus.pl. No i niezmiennie, jeśli tylko komuś akurat zbywa, a powyższy tekst mu się spodobał, bardzo proszę o wspieranie tego bloga. Dziękuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.