wtorek, 15 października 2013

Karnowscy tańczą gangnam

Wczoraj moje dziecko kazało mi obejrzeć coś, co ją zainteresowało dokładnie tak, jak dziesiątki przeróżnych zabawnych rzeczy, na jakie się codziennie trafia w Internecie, a mnie akurat wręcz poraziło. Chętnie bym to coś tutaj wkleił, jednak jest to nie do zrobienia z dwóch względów. Przede wszystkim, o ile wiem, ten filmik nie jest dostępny na youtubie, lecz tylko na stronie TVN-u, no a poza tym, jak się domyślam, nawet gdybym wiedział, jak się wkleja filmowe materiały spoza youtuba, to TVN i tak by mi to natychmiast kazał usunąć. Zresztą, jak sądzę, oni by mi to kazali usunąć i tak.
Co to jest takiego? Otóż mamy poranną audycję zatytułowaną „Dzień dobry TVN”, a w niej dziewczęce trio muzyczne o nazwie Patty i piosenkę zatytułowaną „Krzyk”. Najprościej byłoby teraz wkleić tu odpowiedni link i mocno zaapelować do czytelników, żeby w niego kliknęli, i na własne oczy zobaczyli, o czym to dziś rozmawiamy. Wiem jednak, że bardzo często to nie działa, w tym sensie, że wielu z nas zwyczajnie nie chce się klikać w linki, na końcu których znajduje się nie wiadomo co, a zwłaszcza już, gdy i tak za chwilę wszystkiego i tak się dowiemy. Ja jednak bardzo zachęcam: proszę kliknąć w ten link i zobaczyć na własne oczy, co się dzieje:
http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/patty-i-krzyk,102265.h
Już? Dobrze. Ci co obejrzeli, niech przez chwilę odetchną, a ci, którzy się jednak uparli, by czytać, niech posłuchają. Otóż mamy te trzy dziewczyny, które wyglądają, jak cudownie doskonała karykatura wyposażenia burdelu w Dombasie. Jedna stoi przy klawiszach, druga – najwidoczniej bez majtek, ale za to zasłonięta gitarą –bezmyślnie patrzy w dal, trzecia udaje że śpiewa. One wszystkie zresztą udają, że coś robią, i to nie tak, jak to przed laty widzieliśmy na filmie „Wojna domowa”, gdzie aktorzy udawali, że są zespołem. One udają ten występ w taki sposób, żeby nikt nie miał najmniejszych wątpliwości, że to jest na niby. One nie dość, że nie ruszają się w rytm muzyki, nie dość, że gdy ta goła gitarzystka uderza w struny, nie słychać żadnego dźwięku – chodzi o to, że one nawet nie próbują robić min, jakie się robi występując. Wszystkie trzy stoją nieruchomo, patrzą tępo przed siebie, a z offu leci ta piosenka. A TVN postanowił je wypromować.
A ja myślę, że tu najprawdopodobniej chodzi właśnie o to – tu musi o to chodzić – by widzowie programu „Dzień dobry TVN” mogli się pośmiać. To jest zdecydowanie żart, tyle że od początku do końca utrzymany w takim nastroju, żeby nie wyglądał na żart, ale na niefortunnie wyprodukowany syf. Mam wrażenie, że tu plan był taki, by ludzie, śmiejąc się z tych dziewczyn do rozpuku, podając sobie wzajemnie ten link, i namawiając znajomych do tego, by zajrzeli na youtuba i obejrzeli inne występy tego zespołu, zobaczyli, nie jaki to żart, ale jaki to syf. I to właśnie będzie żart. Że ludzie myślą, że to syf, podczas gdy to jest tylko żart.
Ja mam wrażenie, że spece od dostarczania idiotom rozrywki bardzo pozazdrościli autorom czegoś, co weszło do historii popu, jako Gangnam. Gdyby ktoś nie pamiętał, przypomnę. Oto mamy jakiegoś starego grubego Koreańczyka, który próbuje niezgrabne bardzo tańczyć do jakichś dyskotekowych rytmów, a poza tym już tylko te 20 czy 100 milionów odsłon. I przebój na cały świat. Otóż ja podejrzewam, że to właśnie jest nowy kierunek, zgodnie z którym współczesny pop będzie się rozwijał. Od dziś będzie już coraz częściej i coraz bardziej chodziło o to, by tej najmniej wybrednej publiczności nie dostarczać, czegoś, co bardziej wyrobiona większość będzie uznawała za syf, a na odbiorców owego syfu będzie patrzyła z pogardą, ale o towar, który będzie syfem w sposób oczywisty nawet dla najgorszych durniów, tyle że oni z jednej strony będą z niego szydzili, a z drugiej się nim bawili. I w ten oto sposób, System będzie mógł powiedzieć, że on ludzi traktuje z szacunkiem. Że nawet dla idiotów ma ofertę, która pozwoli im się poczuć lepszymi. Dla ludzi z aspiracjami będzie jazz i barok, dla pospólstwa zostanie rock and roll, dla idiotów będzie Patty, z bonusem w postaci informacji, że tak naprawdę to jest gówno, ale przynajmniej na wesoło, no i tylko już na samym końcu zostanie Telewizja Trwam i ten ich chrześcijański New Age, z którym mohery będą sobie mogły robić, co chcą.
A więc uważam, że to jest przyszłość. I, jak zwykle w awangardzie tego horroru idzie ITI. Ale nie tylko. Ponieważ szykuje się zmiana władzy, ktoś z naszych musi dołączyć do tego, co przed nami. Tygodnik „W Sieci” przedstawił okładkę, na której Tomasz Lis przebrany za hitlerowca, z różańcem i zakrwawioną pięścią masakruje Kościół Jezusowy. I wbrew temu, co pewnie większość z nas sądzi, ja uważam, że ta okładka jest czymś absolutnie fantastycznym. Od czasu gdy „Newsweek” opublikował na całą Polskę zdjęcie małego chłopca „robiącego laskę” księdzu, wydawało mi się, że jak idzie o nakręcanie złych emocji, rekord został ustanowiony, i przynajmniej przez najbliższe lata nikt go nie pobije. I oto okazuje się, że bracia Karnowscy zrobili wreszcie coś, co, aby przetrwać na tym rynku, zrobić musieli. Otóż wynajęli prawdziwego specjalistę od mokrej roboty, który Tomasza Lisa i cały jego projekt wysłał na przysłowiowe drzewo.
Kiedy w londyńskim szpitalu urodził się przyszły król, brytyjski dziennik „The Sun” z tej okazji zmienił tytuł na „The Son”. Dziś to wydanie gazety chodzi na e-Bayu po wielokrotnie wyższej cenie. Jestem przekonany, że numer „W Sieci” z Lisem z zakrwawioną pięścią ściskającą różaniec za kilka lat też będzie stał równie wysoko. A jeśli, zgodnie z – też moim zdaniem znakomitym – okładkowym tytułem, pewnego dnia zostanie w Polsce zamordowany jakiś ksiądz, ta właśnie okładka będzie powszechnie traktowana, jako dowód w sprawie.
A ja w dodatku będę pierwszy, który, jeśli nie daj Boże do tego dojdzie, odnajdzie gdzieś Tomasz Lisa i każę mu te okładkę osobiście zeżreć. Dam mu ja osobiście, i osobiście dopilnuję, żeby nie zostawił ani jednego strzępka. A jak zacznie się dławić, strzelę mu w psyk i powiem, żeby nie histeryzował.
Skąd, ktoś zapyta, u mnie ten rodzaj emocji, który może wręcz robić wrażenie jakiejś schizofrenii. Otóż ja się tylko dostosowuję do propozycji, których sam w żaden sposób nie składałem. Oto nadchodzi świat, gdzie będzie tylko rżenie i dzika satysfakcja z pokonania wroga. Mam wielką nadzieję, że kiedy Tomasz Lis będzie żarł tę okładkę, w tle będzie występował Zespół Patty i wszyscy będą tańczyć. Podkreślam raz jeszcze: ja tu nic nie wymyśliłem. Przyszedłem na gotowe.

Ja wiem, jak wygląda ostatnio wsparcie dla tego bloga, i powiem szczerze, że to rozumiem. W końcu, jak długo można? W końcu, nawet wśród przyjaciół trudno się opędzić od podejrzeń. Gdybym tylko mógł, to bym wszystko to opisał. Nie mogę, więc mogę tylko prosić. Ten blog stanowi nasze podstawowe źródło oparcia. Bez tego – leżymy. Proszę o zrozumienie. Dziękuję.

1 komentarz:

  1. Przeszło tysiąc wpisów pod kawałkiem potwierdz, że autorzy trafili w target a Ty masz jak zwykle rację. To jest serwowanie antypopu, robi się syf i udaje że jest śmiesznie. Nie jest śmiesznie bo te dziewczyny tak do końca głupie nie są i czuja że coś jest nie tak, one się nie śmieją. Ja kiedyś czytałem o gangsterach-sutenerach, którzy podrywają zagraniczne laski z biednych krajów, zabierają im paszporty a później kręcą pornole każąc się uśmiechać za cenę zwrotu papierów. Tu jest to samo dlatego o śmiechu nic. To jest syf i jako syf będzie miał milion odsłon. I masz rację, publika tego syfu będzie się z radości klepać po udach oglądając. To się niczym nie różni od kabaretów, które zapodają gagi na poziomie przyszła baba do lekarza a cała sala rży do rozpuku. Jak widzę tych kulturalnych (byle kogo nie stać na występ artystów) śmiejących się ludzi to mam mdłości. Tak samo jest z tymi programami gdzie ludziom się wmawia, że jak ładnie zaśpiewają czyjąś piosenkę to zdobędą sukces a całość jest po to żeby prowadzący mieli lepszą "moc sprzedażową" biorąc później udział w reklamach. W którymś ostatnim tego typu programie dwóch prowadzących co to za kurtyną coś dogadują do kotleta i do występujących zaczęli coś gadać o ogórkach. Wykonawca coś powiedział oni podchwycili i jeden spytał "gdzie jest mizeria", a drugi odpowiedział niby pod nosem "mizeria już tu jest" i poszli dalej w tany. To jest wszystko robione tak świadomie, celowo i na 100%. Antypop. Zatęsknimy za największym syfem z popu właściwego. W PRL-u tez robili takie wrzutki jak "Dentysta sadysta" ale to nie miało jeszcze wtedy wzięcia choć pewnie na tyle było "nowoczesne", że każdy pamięta. A Lis w mundurku jest w pytę. Złamali mu parę kręgów szyjnych jednym ciosem karate.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.