niedziela, 27 października 2013

O gnuśności i zakopanych talentach, czyli refleksje po Targach

O targach w Krakowie trochę już pisałem wczoraj w Salonie24, głównie pod kątem wrażenia, jakie na mnie zrobił Wojciech Cejrowski, spotykający się ze swoimi czytelnikami na stoisku wydawnictwa Bernardinum, umieszczonego dokładnie naprzeciwko naszego. Nie będę powtarzał wszystkiego, co na ten temat napisałem, przypomnę może tylko krótko, że na mnie autentyczne wrażenie zrobiło to, jak wielu fanów ma Cejrowski wśród młodzieży wczesnoszkolnej, i z jaką cierpliwością i szacunkiem on ich wszystkich traktował przez te długie godziny, kiedy zmuszony był głównie pozować do zdjęć i podpisywać się na podsuwanych mu pod nos kartkach papieru. Gabriel twierdzi wprawdzie, że nie ma się czym emocjonować, bo szacunek dla czytelnika – choćby i czytelnika zaledwie potencjalnego – jest kwestią zupełnie podstawową, ja jednak widzę naprawdę bardzo wiele powodów, dla których akurat ktoś taki jak Cejrowski mógł na większość tego wysiłku zwyczajnie machnąć ręką. A nie machnął. On to przetrwał z szerokim uśmiechem na twarzy.
Cejrowski stał tam przy tym swoim fikuśnym stoliku przez bite 6 godzin, boso, w tej swojej wzorzystej koszuli, i popijając tę swoją dziwną herbatkę, gadał z tymi dziećmi, uśmiechał się do nich radośnie, i przyciągał nieustanne tłumy, które normalnie można zobaczyć może tylko w telewizji, kiedy oglądamy jakieś największe światowe gwiazdy popu. Samych książek może za wiele nie sprzedał – a już na pewno nie tyle, ile planował – bo tak naprawdę on tam nie był przede wszystkim pisarzem, ale bohaterem popularnej świadomości, no ale ani przez moment nie można było pomyśleć, że to wszystko jest niezasłużone i niesprawiedliwe.
I oto dziś już wprawdzie Cejrowskiego nie było, natomiast – też tuż obok nas – pojawił się pisarz Stasiuk. I ja uważam, że to, czego byliśmy świadkami właśnie jak idzie o Stasiuka, stanowi doskonałe wręcz uzupełnienie tego, czego wczoraj dokonał Cejrowski. I doskonale przy okazji tłumaczy skalę zjawiska. Proszę sobie wyobrazić, że kiedy przyszedł Stasiuk, natychmiast ustawiła się bardzo długa kolejka czytelników, którzy jednak po tym, jak już kupili, co tam chcieli kupić, i po tym, jak już uzyskali autograf artysty, sobie poszli… i Stasiuk już do końca dnia został niemal zupełnie sam. Widząc, że kolejka zniknęła, poszedłem tam zobaczyć, co on porabia, i zobaczyłem Stasiuka, jak siedzi nadęty i podpisuje jakiemuś samotnemu desperatowi książkę. Ani nie stoi, ani z nim nie rozmawia, ani nawet na niego nie patrzy, tylko siedzi rozwalony w tym głupim krześle i coś tam bazgrze.
I myślę sobie, że to, w tej relacji właśnie między wczorajszym Cejrowskim, a dzisiejszym Stasiukiem, leży cała odpowiedź na pytanie o to, czym jest sukces prawdziwy, a czym sukces zafałszowany. Zaglądam do Wikipedii i czytam o Stasiuku:
Jest laureatem Nagrody Fundacji Kultury (1994), Fundacji im. Kościelskich (1995), im. S.B. Lindego (2002), Nagrody im. Beaty Pawlak (2004) za Jadąc do Babadag, Nagrody Bursztynowego Motyla im. Arkadego Fiedlera za Fado (2007). Kilkakrotnie nominowany był do Nagrody Literackiej Nike, którą otrzymał raz – w 2005 r. za Jadąc do Babadag. Dnia 5 października 2005, podczas uroczystości w krakowskim magistracie, został uhonorowany przez ministra kultury Waldemara Dąbrowskiego Srebrnym Medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis.
Autor licznych felietonów prasowych, publikowanych na łamach ‘Tygodnika Powszechnego’, ‘Gazety Wyborczej’, ‘Tytułu’, ‘OZON-u’, ‘Frankfurter Allgemeine Zeitung’ i innych pism. Jego książki zostały przetłumaczone na wiele języków, m.in. na angielski, fiński, francuski, niderlandzki, niemiecki, rosyjski, norweski, ukraiński, węgierski, włoski, czeski i rumuński”.
Notki dotyczącej Cejrowskiego przytaczać nie muszę, bo raz, że wszyscy mniej więcej wiemy, co tam możemy znaleźć, a poza tym wiemy też, że tam naprawdę nie ma nic ponad to, że on wszystko, co zawdzięcza, zawdzięcza wyłącznie sobie, i – niech będzie, jeśli ktoś sobie życzy – swojemu cwaniactwu i przebiegłości. Ale swojemu, a nie jakichś szarych promotorów.
I właśnie na targach książki w Nowej Hucie można było zobaczyć efekty tego podejścia. Cejrowski był oblężony od początku do końca przez tłum rozentuzjazmowanych fanów i czytelników, natomiast Stasiuk zrobił, co miał do zrobienia, następnie wrzucił na ramiona jakiemuś brudnemu hipisowi pudło z niesprzedanymi książkami i odszedł „z godnością”.
Kiedy już go pożegnaliśmy rozbawionymi spojrzeniami, zajrzałem na to stoisko raz jeszcze i rzuciłem okiem na jego najnowsze książki. I teraz, proszę uważać, bo powiem coś, co jest faktem nie podlegającym dyskusji. Nie wiem, jak to było z nim wtedy, gdy odbierał te fundowane przez swoich kumpli z „Wyborczej” nagrody, ale dziś, to co on pisze, stanowi literaturę na takim poziomie, że ja osobiście mógłbym tego typu książki wydawać po 12 na rok. Zwyczajnie, co miesiąc. Tyle że o wiele, wiele lepsze. To, co dziś produkuje Stasiuk, to przykład tak niesłychanej bezczelności, że ja nie umiem znaleźć na to słów. Tam, na tym nieszczęsnym, opustoszałym stoisku leżały cztery jego książki: „Dojczland”, „Taksim”, „Dziennik pisany później” i „Grochów”. Ja zdążyłem rzucić okiem na dwie z nich: „Dziennik” i „Grochów”. To są książeczki o treści zajmującej mniej więcej jedną czwartą tego, co ja umieściłem w mojej książce o biustonoszu i Świadkach Jehowy, a jak idzie o poziom literacki, to jest tak, jak już wspomniałem wcześniej. Coś takiego, to ja mogę pisać codziennie, tyle że wcześniej musiałbym się ciężko upić, by zabić sumienie.
I to jest druga rzecz, jakiej się podczas tych targów nauczyłem. Brak talentu i zgnuśnienie zawsze idą w parze. Zastanawiam się nawet, czy tak naprawdę jedno i drugie to nie ta sama cholera. Ewangelia to jednak potęga.

Przy okazji chciałbym podziękować wszystkim tym, którzy przyszli na Targi, żeby się z nami zobaczyć, a niekiedy i kupić nasze książki. Pozdrawiam szczególnie Jolę z Sieprawa z Rodziną i Leszka z Krakowa, którzy są ze mną od samego początku. Dzień w dzień. Dziękuję.

2 komentarze:

  1. Zgadzam sie z Panem w krytycznej i nieco zlosliwej ocenie Stasiuka. Ja mam z grubsza podobny stosunek do jego literatury co Pan. Jednak przyznaje, ze regularnie nabijam mu kabze, poniewaz czesc ksiazek jakie sie ukazuja w jego wydawnictwie sa wspaniale. Mam tu na mysli przede wszystkim serie reportazy autorstwa Paula Theroux i Collina Thubrona. Ale nie tylko. Zdumiewa mnie, ze to wydawnictwo majac za szefa takiego -jakby nie bylo oportuniste - posiada tak dobry sluch do dobrych ksiazek. Byc moze to zasluga jego zony.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cejrowski i Stasiuk - zupełnie dwa inne, obce i wykluczające się światy.
    Aż żałuję, że nie byłam na targach i nie mam zdjęcia z Cejrowskim, bo też bym chciała mieć. Ze Stasiukiem bym nie chciała.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.