niedziela, 10 lutego 2013

O czarownikach z Pracowni Pytań Granicznych

Swego czasu przedstawiłem na tym blogu tekst poświęcony naukom, których nazwa zaczyna się od przedrostka „-psy”, zatytułowany „Puk, puk! Dziś w sprawie duszy”, który później zresztą umieściłem w książce o siedmiokilogramowym liściu, i którego końcowy fragment chciałbym przypomnieć:

Nie widziałbym żadnego sensu pisania tego tekstu, gdybym miał poprzestać tylko na przedstawieniu tego, jak się rzeczy mają. Musimy się bowiem zastanowić, co to się stało, że wśród tych w wszystkich przedziwnych zjawisk, jakie 20 lat temu zaczęły wpadać do Polski tak szeroką falą ze świata, który to, co my przechodzimy, ma już dawno za sobą, jest też całe to psychiatryczne szaleństwo. Mam tu pewną teorię, do której, choć pozostaje ona wyłącznie teorią i to może aż nazbyt kontrowersyjną, jestem bardzo przywiązany. Otóż kapitalizm, taki, jakim go znamy, jest dokładnie taką samą bzdurą, jaką był kiedyś socjalizm. Kiedy przed laty słyszeliśmy bajki o tym prawdziwym socjalizmie – tym prawdziwym i sprawiedliwym – który dopiero nadejdzie, i bajki o tym, że to co jest, to jeszcze nie to, ale że już za chwilę zza rogu wyłoni się ten mesjasz, tak samo jest i z dzisiejszym kapitalizmem. Wciąż się nam powiada, że wprawdzie tu, w Polsce, my dopiero zaczynamy, że to jeszcze jest taki kapitalizm dziki i nieokrzesany, ale przecież wiadomo, że na przykład w Nowej Zelandii, czy gdzieś w Szwajcarii, czy w cholera wie, jakim innym zakątku świata, wszystko jest git. I że jeśli tylko będziemy mieli dobry, liberalny rząd, złożony z uczciwych i zdeterminowanych ministrów, i korzystający z rad porządnych ekonomistów, u nas też zapanuje równowaga.
Tymczasem, jeśli się przyjrzeć nie teoriom, ale ludziom i tu w Polsce i tam w tej Nowej Zelandii, to musimy dojść do wniosku, że oni wszędzie mają dokładnie tyle samo do gadania, co w każdym innym miejscu na świecie. Mogą oczywiście głosować w wyborach i niekiedy wyrazić swoją opinię, ale – jak idzie o kwestie podstawowe – to mają przede wszystkim chodzić do pracy, w tej pracy pracować dokładnie tak jak im się każe, wieczorem, w większym lub mniejszym stanie wzburzenia i rozczarowania, wracać do domu, a po tych pięciu dniach stresu, mogą iść na zakupy.
Pisałem już o tym w tym miejscu wielokrotnie i mogę to powtórzyć parę razy jeszcze. Tak jest ułożony ten świat, że innej opcji właściwie nie ma. I im bardziej rozwinięty jest dany kraj, im bogatszy i z im większą ofertą, tym bardziej dramatycznie układa się ten tydzień, ten miesiąc, ten rok. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że wielkość owej oferty jest też wprost proporcjonalna do tego wysiłku. Im człowiek jest mocniej trzymany za gardło, tym więcej rozrywki, zabawy i najróżniejszych gadżetów mu się oferuje. A jednocześnie tym niższego poziomu owa rozrywka i owa zabawa sięgają.
Jak niektórym wiadomo, uczę angielskiego. Przez te wszystkie lata, miałem stałą możliwość obserwowania poziomu intelektualnego młodzieży zarówno tej mądrej, jak i tej głupszej. Ale również wielokrotnie miałem kontakt z dziećmi wręcz wybitnymi. Dziećmi, które mają przed sobą bardzo jasno określoną przyszłość, dzieci uczące się języka nie po to by go znać, ale żeby wygrywać olimpiady i dostać się na najlepsze studia. Nikt mi nie chce wierzyć, kiedy opowiadam ilu z tych wspaniałych, sympatycznych, inteligentnych osób nie miało na przykład pojęcia, co znaczy słowo Bitlesi, albo kim był Shakespeare.
Pamiętam kiedyś, jeszcze z starej komuny, znalazłem gdzieś informację, że szokująco duży odsetek amerykańskiej młodzieży uważa, że jajka są robione w fabryce. Tak jak coca-cola, czekolada, czy buty. To, o ile sobie przypominam, było mniej więcej w tym samym czasie, kiedy my tu w Polsce zaśmiewaliśmy się z żartów Allena o psychoanalitykach. No i to prawie też już mamy.
Trzeba się uczyć, pracować, mieć dużo pieniędzy i nie zwariować. A jeśli komuś coś na tym polu nie wychodzi, to powinien skorzystać z porad czarownika. Czarownik ten może występować w każdej postaci. Może to być wróżka stawiająca horoskopy, człowiek z wahadełkiem, telewizyjny teleturniej, dziewczyna z ogłoszenia, esemesowy konkurs, a jak ktoś jest bardziej ambitny, to nawet siłownia, lub Towarzystwo Diamentowej Świadomości, czy coś podobnego. Dla ludzi stąpających bardziej po ziemi, pozostają psychiatria, psychologia i psychoanaliza. Psychiatria dla tych, którzy nie wytrzymali, psychoanaliza dla tych, którzy nie wytrzymują, a pani psycholog dla tych, którzy się boją, że mogą nie wytrzymać. Bo żyć trzeba, a skoro – jak mówią nawet ludzie pobożni i zorientowani bardzo tradycyjnie – nie wiadomo nawet czy Jezus był autentycznym Zbawicielem, czy wyłącznie symbolem, okazuje się, że to życie to nie lada wyzwanie”.

Jak to się stało, że akurat dziś przypomniał mi się tamten tekst? Otóż na fali niedawnych doniesień o tym, że kolejny Dominikanin postanowił machnąć ręką na tę całą regułę i próbować żyć zgodnie z zasadami wyznaczanymi przez rytm kosmosu, tygodnik „Do Rzeczy” zamieścił najpierw odpowiedni tekst, a po nim rozmowę z przeorem klasztoru w Krakowie, gdzie – i tu i tam – wszyscy wspólnie próbują dojść do jakiegoś konsensusu w próbie znalezienia odpowiedzi na pytanie, dlaczego oni to robią. No i wygląda na to, że winowajcą nie jest ani zbyt słaba wiara, ani ludzka próżność, ani nawet kobieta, tylko psychologia. Mogę się oczywiście mylić, ale wydaje mi się, że słowo „psychologia” w obu tych tekstach pojawia się najczęściej. W pewnym momencie, przepytywany przez „Do Rzeczy” ojciec Kozacki formułuję tak prostą, że językowo wręcz niezgrabną, choć bardzo jednoznaczną tezę: „Dostrzegam wśród niektórych moich braci, że psychologia jest czymś, co pokrywa brak duchowości. […] Jeśli komuś brakuje zawierzenia Jezusowi i budowania na Ewangelii, to czasem ratując siebie i próbując być dla innych, szuka w filozofii, w psychologii, które zastępują mu duchowość”.
A ja sobie myślę, że ta diagnoza, to naprawdę nie byle co. Jeśli on, a więc człowiek, który, jak sam przyznaje, był świadkiem wielu dramatycznych wręcz kryzysów, wspomina o tej fascynacji psychologią, to znaczy, że warto by było tego akurat elementu nie lekceważyć.
W poprzedzającym tę rozmowę artykule, autorzy wspominają, że były ksiądz Tomasz Węcławski, występujący obecnie publicznie, jako prof. Tomasz Polak, pracuje dziś na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, gdzie wspólnie z żoną prowadzi zajęcia w czymś, co nosi nazwę Pracowni Pytań Granicznych. Ciekawy więc bardzo tego, co to za bestia, o ilu głowach i jakich językach, zaglądam więc na stronę internetową tego czegoś, i czytam co następuje:
’Graniczność’ jest perspektywą poznawczą co najmniej równoprawną wobec innych powszechnie przyjmowanych perspektyw. Obszary graniczne między różnymi źródłami poznania / dyscyplinami nauki okazują się szczególnie płodne eksploracyjnie, obiecują nowe możliwości, mimo ryzyka niepowodzeń. Dlatego jesteśmy gotowi do:…”.
Dalej następuje wyliczenie w punktach tego, do czego gotowi dziś są państwo Polakowie, jednak, ponieważ dalszy ciąg jest zbyt straszny, bym miał ryzykować umieszczanie go tutaj na tym blogu, a poza tym zwyczajnie szkoda mi miejsca, z tej części proponuje zrezygnować. Natomiast chciałbym wspomnieć pewne też już nie nowe świadectwo zaprzyjaźnionego księdza Rafała Krakowiaka, znanego nam tu bardziej może, jako Don Paddington, który opowiadał nam jak to kiedyś wspólnie z paroma kolegami-księżmi zastanawiał się nad tym, co się mogło takiego przytrafić księdzu Węcławskiemu – człowiekowi, wedle wszelkich danych, swego czasu bardzo swoją pobożnością twardego – że postąpił jak postąpił, i wtedy jeden ze starszych księży zasugerował, że oni wszyscy w pewnym momencie nie są już w stanie dłużej znieść „powszedniości” grzechu, jakim są codziennie dręczeni w spowiedzi. No i pozostaje im ucieczka w alkohol, dziwki, ewentualnie właśnie w psychologię.
Kiedyś szwajcarski psychiatra Karl Gustav Jung napisał, że z jego zawodowej praktyki wynika, że praktykujący katolicy praktycznie nie potrzebują usług psychiatrycznych, bo ta część ich człowieczeństwa jest znakomicie wypełniana przez sakramenty, w tym Sakrament Pokuty. A ja już tylko mogę dodać, że moja intuicja każe mi podejrzewać, że z tą psychologią nie ma żartów. Jeśli ona jest aż tak zaborcza, a celem swojego ataku uczyniła akurat konfesjonał, to znaczy, że to już jest czysty satanizm. W wyżej przypomnianym tekście pojawia się czysto fikcyjna nazwa „Towarzystwa Diamentowej Świadomości”. Myślę, że dziś, wiedząc znacznie więcej, niż wiedzieliśmy wtedy, możemy spokojnie zastąpić tę fikcję czymś jak najbardziej realnym, mianowicie Pracownią Pytań Granicznych na poznańskim uniwersytecie, z pierwszym mistrzem owej czarnej ceremonii, księdzem Tomaszem Węcławskim. I nie dajmy się zwieść tym manewrem ze zmianą nazwisk – Jemu nie jest potrzebny żaden prof. Polak; On musi mieć coś autentycznego; On podróbkami się brzydzi.

Przed nami kolejny tydzień. Pierwszy tydzień szkolnych ferii, a więc z punktu widzenia kogoś, kto żyje z tego, że dzieci się uczą, czas wyjątkowo podły. Bardzo wszystkich proszę o wspieranie tego bloga, i pozostaję nieskończenie zobowiązany.

18 komentarzy:

  1. Ten wpis daje do myślenia. Osobiście raczej broniłbym psychologii jako nauki, ale przy założeniu idealistycznego podejścia do nauki w ogóle. Z wiekiem jednak coraz więcej we mnie krytycyzmu. Jaka jest realna nauka to widać - dominują 'naukowcy' koniunkturalni, sprzedajni, poprawni politycznie, a najważniejsze osiągnięcia nauki są monopolizowane już nawet nie przez armię, a przez jakieś jeszcze gorsze kliki rządzące światem. Nie inaczej jest z psychologią.

    Nie chcę się rozpisywać o osiągnięciach psychologii dla manipulowania ludźmi - temat-rzeka, współczesne możliwości w tej dziedzinie są wstrząsające. Ciekawe informacje np. pod hasłem neuromarketing.

    Na pewno zaś psychologia jest nadużywana jako współczesna szarlataneria, o czym piszesz. Tu przypomina mi się niedawne zdarzenie, które przypomnę z pamięci wraz z moją refleksją. Otóż gdzieś w USA miała miejsce strzelanina w szkole, sprawca jak zwykle popełnił 'samobójstwo', natomiast lokalne władze w trosce o dzieci pozostałe przy życiu przyprowadziły im - uwaga: psychologów i psy. To naprawdę daje do myślenia. Nie wiem, co robi psycholog w takiej sytuacji, mogę sobie tylko wyobrażać. Czy siada z tym dzieckiem przy biurku i z nim rozmawia? Realizuje jakąś procedurę, wypełnia ankietę? Pokazuje dziecku jakieś kolorowe obrazki? Czy jego profesjonalne podejście każe mu traktować tę małą pokiereszowaną główkę jako mechanizm, który trzeba ponownie nastawić? Trochę to szokujące. A co jeśli dziecko np. zapragnie się do niego przytulić i wypłakać? Czy to mieści się w jego 'ofercie', czy raczej poprawna politycznie psychologia odrzuca takie metody jako staroświeckie? Wiele pytań, nie znam odpowiedzi. Ale w tv powiedzieli, że te przywiezione psy mają właśnie dzieciom pomóc. Domyślam się, że dzieci mogą się z nimi bawić, zapewne głaskać je i przytulać się do nich. Mamy więc psychologa, który wypełnia te swoje ankiety i realizuje jakiś program naprawczy oraz psy, do których można się przytulić. Nie wiem, jak dla mnie nie wygląda to najlepiej...

    OdpowiedzUsuń
  2. @filozof grecki
    Dyskusja jest tak marna, że faktycznie najlepiej jest uznać, że wszyscy myślą nad tekstem, który, jak piszesz, daje do myślenia. Zaraz go wkleję w Salonie. Zobaczymy, jak będzie tam.

    OdpowiedzUsuń
  3. szkoda go na salon za dobry jest zwłaszcza akapit o tym jak sakrament spowiedzi wyniszcza!!! ja nie wiem co powodowało tymi odchodzącymi z kapłaństwa ale przemyślenia tych zatroskanych z doświadczeniem pokazują brzemię jakiego nawet sobie nie uświadamiałem do dzisiaj

    OdpowiedzUsuń
  4. Daleko mi do głębokiej wiedzy na tematy religijne, jednakże dla mnie argument o brzemieniu spowiedzi, jako przyczynie wypalenia i odejścia, nie jest taki oczywisty. Spowiedź istnieje prawie 2000 lat i jakoś sobie z tym radzili różni księża. Nie myślałem o tym nigdy głębiej z tej przyczyny, że zawsze wydawało mi się (być może naiwnie), że ksiądz, choć jest zwykłym człowiekiem, to jednak ma szczególne "układy" z Panem Bogiem i to bardzo pomaga mu w dźwiganiu tego brzemienia. Ale to tylko moje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. wg mojej wiedzy z Bogiem każdy ma układ
    bardzo prosty wolną wolę
    reszta to konsekwencja jak ją wykorzysta

    OdpowiedzUsuń
  6. @Bazyl
    Pewnie że tak. Chodziło mi o to, że księża mają w jakiś sposób wypracowaną w czasie przygotowań do kapłaństwa dyscyplinę duchową. Ponadto wiele czasu poświęcają modlitwie. Myślę, że to daje im siłę do wytrwania mimo różnych przeciwności i pokus i dlatego tylko nieliczni odchodzą.

    Prawdę mówiąc, jeśli powodem byłaby ludzka słabość, zakochanie się, to rozumiem, choć nie pochwalam. Ale wejście na barykady walki ideologicznej byłych duchownych, to już jest bardzo dziwne i przykre. Jak pisze autor - stoi za tym jakaś ciemna siła.

    A wystarczy przejrzeć strony tej Pracowni Pytań Granicznych Polaka d. Węcławskiego. Ich zainteresowania to m.in. gender, popularyzacja lewicowych filozofów, wolność (zapewne jako przeciwieństwo życia w wierze)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam "Wyznania" Św. Augustyna w przepięknym tłumaczeniu Zygmunta Kubiaka. To koniecznie trzeba przeczytać...

      Usuń
  7. Właśnie dziś rano rozmawiałem z żoną o psychologach: psychologia coraz bardziej przestaje być nauką - chyba że mówimy o nauce manipulacji ludźmi zamiast udzielania im pomocy. To samo grozi chyba lekarzom - prościej jest zmanipulować/zlikwidować pacjenta niż go wyleczyć. No i na końcu uogólnienie, mam nadzieję, jeszcze trochę na wyrost: taki los w postmodernizmie czeka każdą dziedzinę wiedzy: o wiele łatwiej jest zakomunikować, że coś się wykonało niż wykonać. Łatwo się to robi, ale potem żyć z tym trudno. Czy jakaś cywilizacja upadła już w ten sposób?

    OdpowiedzUsuń
  8. To, że te wybitne dzieci nie wiedzą, kim był Szekspir, oznacza pewnie, że nie występuje on w programach szkolnych?
    Bo lekcje przecież chyba odrabiają?

    OdpowiedzUsuń
  9. @Iza
    On może występować, tyle że nauczyciele im nie zwracaja uwagę na jakąkolwiek hierarchię. I w ten sposób taki Szekspir może im sie mieszać z Herbertem, czy z Orzeszkową.
    Na szczęście wszyscy znają Szymborską.

    OdpowiedzUsuń
  10. @SI:"Właśnie dziś rano rozmawiałem z żoną o psychologach: psychologia coraz bardziej przestaje być nauką"

    Psychologia nigdy nie była nauką. Tak jak wiele innych dziedzin aktywności człowieka. Tak na marginesie nauka jest przereklamowana. Ma bardzo wąski zakres stosowalności i do tego wiele wynalazków (i odkryć) zostało dokonanych metodami poza-naukowymi (intuicja, przypadek, ...).

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeśli chodzi o satanizm (o którym mowa we wpisie), to sprawy posuwają się zaskakująco szybko. Nie kierunek a ta niepokojąca szybkość zaskakuje.

    Na S24 pojawiły się informacje o nagłówku z Onetu o "brzozie 666". Otóż artykuł za tym nagłówkiem nie jest jakimś dziennikarskim naciąganiem faktów dla uzyskania dramatycznego efektu. Jest to dokładne powtórzenie komunikatu NPW - sprawdziłem na ich stronie. Przytoczę fragment:

    "Wysokość pnia brzozy, liczona od poziomu podłoża, po odcięciu odcinka o długości 156 cm, wynosi 510 cm. Średnica drzewa w miejscu jego ścięcia wynosi 52 cm.

    Jak wynika z powyższego, brzoza została przełamana na wysokości ok. 666 cm, licząc od poziomu podłoża, a nie jak wcześniej podano omyłkowo – ok. 770 cm. Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie przeprasza za błędne podanie danych, będące niezamierzonym efektem oczywistej omyłki rachunkowej. Omyłka ta wynikła z chęci jak najszybszego udzielenia odpowiedzi na pytanie dziennikarza.

    Należy mieć przy tym na uwadze, że drzewo zostało przełamane w sposób nieregularny oraz że rośnie na podłożu, które utrudnia precyzyjny pomiar."

    Podkreślenia są moje. Precyzyjny pomiar jest utrudniony, ale wynik z dokładnością do 1 cm nie wygląda na mało precyzyjny. Nie 670 cm, ani 665 cm, nawet nie 6,66 m. Tylko akurat 666 cm. Kto tam siedzi w tej prokuraturze? O czym oni myślą?

    OdpowiedzUsuń
  12. @filozof grecki
    Szydzą z nas. Zwyczajnie z nas szydzą.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Toyah
    Właśnie tak.

    Choć pojawiła się też ciekawa koncepcja, że podanie "szatańskiej" liczby jest takim sygnałem prokuratury do społeczeństwa. Wg tej koncepcji komunikat ten jest celowo absurdalny, by unaocznić, że nie ma żadnego śledztwa, jest tylko jedna wielka ściema. Koncepcja ciekawa, ale trudno uwierzyć, że w takiej sprawie System nie ma tam oddelegowanego oficera, czy raczej kilku, którzy poczynania i komunikaty NPW ściśle kontrolują. Pozostaje więc szyderstwo.

    OdpowiedzUsuń
  14. @filozof grecki
    Strasznie to wszystko dziwne.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mój ojciec wprawdzie ma wykształcenie zawodowe, ale za to jest bystrym facetem. I on już bardzo dawno temu stwierdził, że katolikowi nie jest potrzebna cała ta psychologia, bo od tego ma konfesjonał. A w USA i ogólnie na zachodzie byli głupi, zrezygnowali z BEZPŁATNYCH przecież usług Kościoła Katolickiego i teraz muszą bulić za dokładnie te same usługi psychoanalitykom.

    OdpowiedzUsuń
  16. Mam silne podejrzenie, że każdy z nas ma gdzieś w swojej rodzinie ojców, wujków, babcie, czy dziadków, którzy w równie spektakularny sposób potrafili - i to niejednokrotnie - zawstydzić tych mądrali w ich gabinetach. I pomyśleć tylko, że cała ta ich wiedza pochodzi z tego, co usłyszeli od swojego księdza, a następnie skonfrontowali z tym, co zobaczyli przez okno.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten Pan Tomasz i panna Beata to są słowni akrobaci, tylko trudno to podziwiać i nauki z tego wynosić. Znam psychologa który niema przyjaciół i znajomych, ponieważ w każdym słowie rozmówcy upatruje podtekstów wobec siebie...

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.