piątek, 8 lutego 2013

Za co nie lubimy ziemi, wody i hemoglobiny?

Ponieważ wszystkie moje dzieci, oprócz pizzy i festiwalu Open’er, są uzależnione jeszcze od Internetu, a kontakt mamy stały i dobry, one właściwie nieustannie przynoszą mi jakieś znalezione w Sieci ciekawostki. Czy to jest jakaś nowa, „absolutnie fantastyczna” piosenka w wykonaniu wschodzącej rewelacji muzycznej sceny pop, czy jakaś sensacyjna informacja o tym, że w Papui Nowej Gwinei lokalni mieszkańcy zamęczyli na śmierć jakąś dziewczynę, bo uznali, że ona jest czarownicą, czy to wreszcie chodzi o jakiś zabawny filmik – oni do mnie przychodzą ze wszystkim.
Ostatnio atak nastąpił niemal jednocześnie z dwóch stron. Najpierw jedno dziecko, a chwilę później drugie przysłało mi link do pewnego… nie będę się wykręcał, i powiem, że wydarzenia. Jest to bowiem, z mojego, głęboko skażonego pewnym szczególnym rodzajem emocji, punktu widzenia – wydarzenie. Może najpierw popatrzmy:



Otóż to. Rozumiem, że ten filmik ktoś umieścił w Internecie, następnie on zyskał odpowiednią popularność, by wreszcie trafić do naszego domu, z jednego prostego powodu – dla śmiechu. Z początku pewnie chodziło tylko o zwykły materiał dla jakiejś lokalnej telewizji, który pozwoli wypełnić część ramówki, natomiast później szło już wyłącznie o śmiech. I to jest oczywiście zrozumiałe. W końcu, kiedy ten człowiek zaczyna coś opowiadać o tej wodzie, ziemi i hemoglobinie, które go bardzo interesują, i w dodatku robi to w odpowiedzi na pytanie, co go najbardziej denerwuje, to jest to bardzo śmieszne. Ja bym natomiast pragnął zwrócić uwagę na to, że on wcale nie stroi sobie żartów. On jest jak najbardziej poważny. Ja bym nawet powiedział, że on jest poważny śmiertelnie. I niech nas nie zmyli to, że on nie odpowiada na pytanie, co go denerwuje, ale opowiada o tym, co go interesuje. To są tylko pozory. On zresztą, co każdy uważny obserwator z pewnością wyłapał, w pewnym momencie wypowiada te słowa: „Chemia… nie podoba mi się”. A więc, on tak w istocie mówi o tym, co go denerwuje. Bo on się tym, co go denerwuje interesuje najbardziej. To jest właśnie taki człowiek i takie życie. Taka ziemia, woda, dwutlenek węgla, hemoglobina, halucynacja, chemia – jemu się to wszystko bardzo nie podoba. Więc kiedy przychodzi do niego ktoś z lokalnej telewizji i zadaje wesołe pytanie: „Co pana najbardziej na co dzień denerwuje”, on zaczyna mówić o tym, czym żyje. Właśnie na co dzień.
A ja się zastanawiam, co mu się stało, że on tak bardzo tej ziemi, tej wody, tej hemoglobiny nie lubi? I nie mam oczywiście żadnej sensownej odpowiedzi. Proszę zwrócić uwagę. Gdyby on odpowiedział, że najbardziej nie lubi polityki, albo że najbardziej nie lubi srających psów i wrzeszczących dzieci, a jego interesuje czarny metal, albo gdyby odpowiedział, że nie podoba mu się Monika Olejnik – wtedy byśmy sobie jakoś dali radę. Tymczasem jemu się nie podoba chemia i halucynacje. No i jeszcze ta hemoglobina. I on ani trochę nie żartuje. To jest to, co wiemy na pewno. On nie żartuje.
A mi tak brakuje tego jednego pytania. Tak bardzo bym chciał, żeby ta idiotka zapytała go, dlaczego on tak bardzo nie lubi tej hemoglobiny? Dlaczego? Bardzo bym chciał to wiedzieć.
Najnowsza moja książka, przewrotnie zatytułowana, „Marki, dolary, banany i biustonosz marki Triumph” zawiera 50 rozdziałów, z zamykającym całość „Skowytem”. Proszę posłuchać samego zakończenia:

Jak tylu innych poza nim. Tylu innych. Niedawno podeszła do mnie na ulicy jakaś kobieta i poprosiła o pieniądze. A ja nagle sobie uprzytomniłem, że ją znam. Że to jest pani, która jeszcze wtedy, choć już za schyłkowej komuny, kiedy urodziło się nasze pierwsze dziecko, przychodziła do nas jako... ja wiem? Środowiskowa położna, czy jak to się mogło nazywać, by sprawdzić, czy w domu panują odpowiednie warunki do wychowywania dziecka. Przyszła raz, drugi, a kiedy w pewnym momencie tak się jej u nas spodobało, że zaczęła się zachowywać trochę jak Ray Liotta w filmie „Unlawful Entry”, poszedłem do lokalnego ośrodka zdrowia i ją zwyczajnie zgłosiłem. No i ją chyba ostatecznie zwolnili z tej pracy. No i nagle ją po latach spotkałem. Szła sobie ulicą i zaczepiała ludzi o pieniądze.
No tak. Czas pszczół już przeminął. Jesteśmy w Nowym Dzielnym Świecie. Czy słychać ten skowyt?

Mija kolejny tydzień, i ani jedna godzina, którą pozostawiliśmy za sobą, nie pozwoliła nam zapomnieć, jak dramatycznie jesteśmy słabi.

W kwestii finansów. Miniony miesiąc pozwolił sprzedać wystarczająco dużo książek, by pokryć koszta druku. Niestety ten kij ma dwa końce. Książka jest wprawdzie zapłacona, natomiast wszystko co powyżej dopiero zacznie spływać od nowego miesiąca. W związku z tym, jak już nie raz w przeszłości, sytuacja robi się nerwowa. Bardzo więc proszę o wspieranie tego bloga w każdy możliwy sposób, czy to przez przekazywanie wpłat na podany obok numer konta, czy dalsze kupowanie książek, czy wreszcie jak najczęstsze tu bywanie. Najlepiej oczywiście i jedno i drugie i trzecie, ale i tak za kazdy gest dziękuję.

7 komentarzy:

  1. Dobry wieczór,

    z tego wpisu i poprzednich wynika, że zna się Pan na wielu sferach życia człowieka. Ze szczególnym uwzględnieniem intelektualnej, emocjonalnej czy socjalnej. Pewnie nie jestem tak bacznym obserwatorem naszej rzeczywistości jak Pan, ale może gdyby oprócz pisania na tym blogu, sprzedażą publikacji dodatkowe źródło dochodu mogłoby stanowić uprawianie psychoanalizy. Ja sam poszukuję dodatkowych źródeł dochodu lecz nie mam takich zdolności jak Pan.

    Z poważaniem,

    Jędrzej
    ten o którym swego czasu był "przedmiotem" (dzięki znajomości z Kozikiem) blogowego dochodzenia czy jest stąd gdzie stoimy my czy stamtąd gdzie stało zomo.

    OdpowiedzUsuń
  2. @toyah

    Tak całkiem z automatu przypomniała mi literatura wspomnieniowa pochodząca od ofiar, które miały szczęście przeżyć w niemieckich obozach koncentracyjnych i do powszechnej literatury przeniosły powstałe w obozowym slangu określenie: "muzułmanin".

    Tyle tylko, że tutaj nie chodzi o wyniszczenie fizyczne. Na razie.

    ----------
    PS. niedokształcone trole z góry uprzedzam, że jakiekolwiek kojarzenie z Islamem będzie oczywistym dowodem kretynizmu, o ile nie znacznie gorzej.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Jędrzej I
    Nienawidzę psychoanalizy. Jestem jej radykalnym przeciwnikiem. Kim jest Kozik, wiem. Pana nie pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
  4. @orjan
    Jak idzie o ostrzeganie idiotów, nigdy tego za wiele.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Jędrzej I.

    A, na przykład, pewien poeta inżynierem nie był i zgoła niewiele wiedział o budowie maszyn. A jednak potrafił opisać lokomotywę, jej działanie i zastosowanie. Zresztą nie tylko techniczne, ale także społeczne.

    Może więc taka perspektywa?

    Ktoś musi być lokomotywą. To warunek ruchu. W każdym razie, wagony w ruchu jak najbardziej uczestniczą, a marudzącym na peronie tylko się wydaje.

    Więc może ...

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziwne - muszę powiedzieć, że dla mnie odpowiedź Pana na wideo była dosyć klarowna (i wogóle nie śmieszna) czyli to co go najbardziej denerwuje to zanieczyszczenie środowiska - woda, ziemia...."taka sytuacja". Do puki Pani przeinaczyła jego odpowiedź wszystko było jasne, mimo tego, że skutki zanieczyszczenia środowiska na hemoglobinę należy wyguglować. Interesuje go chemia, halucynacje, ściemy jednym słowem i to się jemu nie podoba. Proszki, chemia, mystyfikacja.... Dla mnie jasne o co chodzi. Może Pan się wyraża trochę skrótowo, ale gdyby Pani się zapytała co z tą wodą, ziemią, i z tą sytuacją itd się jemu nie podoba może by dostała bardziej dokładną odpowiedź.
    Pozdrawiam,
    a

    OdpowiedzUsuń
  7. @adthelad

    Masz rację i Toyah też ma, gdy domyśla się, iż ten człowiek udzielał odpowiedzi "na poważnie".

    Obawiam się, że ten paprak dziennikarski nie potrafiła uchwycić, albo dla chamskiej hucpy usunęła jakąś, istotną część informacji.

    Ja puszczam wodze zupełnej dywagacji, jednak korci mnie zdać pytanie: jak byśmy komentowali wypowiedź tego człowieka, gdyby, na przykład, zatarto przed nami jej kontekst onkologiczny?

    Powtarzam! Nie wiem o nim zupełnie nic. Jednak skojarzenie tej zbitki słów: "chemia", "hemoglobina", może być właśnie takie. I co wtedy?

    Wydaje mi się, że nie należy tak łatwo porzucać kredytu szacunku dla obcych. Tym bardziej, że niektórzy nadmiernie szafują szacunkiem dla osób już dobrze rozpoznanych.

    Między innymi dla dziennikarzy.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.