piątek, 25 września 2015

Czy Erytrejczycy wiedzą, do czego służy nóż?

Ponieważ muszę bardzo intensywnie robić korektę najnowszej książki, z którą bardzo byśmy chcieli zdążyć na październikowe targi w Krakowie, nie mam wręcz fizycznie możliwości, by napisać coś nowego. Ponieważ jednak wszyscy w ten czy inny sposób żyjemy sprawą emigrantów, znów nieco wcześniej proponuję najnowszy felieton z „Warszawskiej Gazety”, a przy okazji coś, czego wydawałoby się nie trzeba powtarzać, gdy nagle okazuje się, że jak najbardziej. I to nie raz, nie dwa.

Pisałem już o tym swego czasu na blogu, ale i nie tylko, jednak w związku z bardzo świeżą decyzja polskiego rządu, by posłusznie wykonać wszystkie polecenia kanclerz Merkel i jej przedstawicieli w Brukseli i wpuścić do Polski całe to nieszczęście funkcjonujące pod nazwą „uchodźców”, wydaje mi się czymś bardzo koniecznym, by sprawę przypomnieć.
Otóż parę lat temu w internetowym wydaniu telewizji TVN24 ukazała się, ilustrowana ślicznym zdjęciem, niemal jak z przewodnika turystycznego, informacja zatytułowana „Rodzina imigrantów rozsadza budżet szwajcarskiej wioski”. Poniżej natomiast poleciała już goła historia. Oto trzy lata temu do owej wioski o nazwie Hagenbuch, zamieszkałej przez nieco ponad tysiąc mieszkańców, z lokalnym budżetem 150 tys. euro przybyła z Erytrei w Afryce dziewięcioosobowa rodzina, a ponieważ ona od początku nie była w stanie utrzymać się przy życiu, natychmiast została otoczona opieką gminy. Na pierwszy gwizdek poszło darmowe mieszkanie z tysiącem euro czynszu plus 2,1 euro na utrzymanie. Po pewnym czasie, kiedy okazało się, że rodzice nie są w stanie zajmować się siódemką dzieci, troje czy czworo z tych dzieci zostało umieszczonych w sierocińcu, generując dodatkowe koszta opieki nad tymi pasożytami do wysokości 30 tys. euro miesięcznie, natomiast z myślą o tych, co zostali w domu, wydatki podniesiono do 16,5 tys. euro. Efekt więc był taki, że na utrzymanie owej rodziny miesięcznie trzeba było wydać 50 tys. euro, co stanowiło jedną trzecią całego budżetu i co oczywiście zagroziło bankructwem gminy. W tej sytuacji, władze rozważają podwyższenie podatków.
I o tym właśnie był ów artykuł w tvn24.pl. Że przez tych dziewięcioro dzikusów trzeba będzie podwyższyć podatki, kto wie, czy nawet nie o 5%.
Ja wprawdzie, co pewnie większość z nas zauważyła, użyłem w powyższej relacji słowa „pasożyty”, które w tekście tvn24, choćby z uwagi na tak zwaną polityczną poprawność, oczywiście nie pada, jednak zrobiłem to bardzo celowo. Otóż nie mam najmniejszej wątpliwości, że taki właśnie był jedyny cel, dla którego redaktorzy portalu postanowili nas uraczyć tą absurdalną opowieścią. Chodziło wyłącznie o to, byśmy sobie wszyscy w jednej chwili pomyśleli, że jaki to straszny jest ów „socjał”, który spokojnych, porządnych i uczciwie pracujących obywateli zmusza do dzielenia się swoimi pieniędzmi z bandą jakichś nie wiadomo skąd wziętych pasożytów. Proszę sobie wyobrazić, że w wiadomości portalu nie pada nawet słowo „Afryka”; tam jest tylko ta jakaś „Erytrea” i ta dziewiątka jakichś brudasów, pewnie Cyganów.
Od dnia jednak owej publikacji minęło nieco czasu i dziś już wszyscy świetnie wiemy, że ów „socjał” to nic szczególnie szokującego, by nie powiedzieć złego. I naprawdę nie ma się czemu dziwić. W końcu co nam szkodzi pomóc z naszych podatków paru biedakom, kiedy już za rogiem czają się następni? A ci już z całą pewnością nie czekają aż im damy jakiś zasiłek.

Przypominam wszystkim, że mam jeszcze u siebie kilka ostatnich egzemplarzy „Siedmiokilogramowego liścia”, czyli pierwszego zbioru moich felietonów. Gdyby ktoś był zainteresowany, proszę o kontakt pod adresem toyah@toyah.pl. Jeszcze chwila i po nich zostanie już tylko jeden pamiątkowy egzemplarz.

1 komentarz:

  1. To ja Cię przebiję ;)
    http://www.wykop.pl/ramka/2763215/20-azylantow-w-austrii-oglosilo-strajk-glodowy-zadaja-2000-euro-kieszonkowego/

    OdpowiedzUsuń