piątek, 18 września 2015

Niewiarygodna i smutna historia biednego Michasia i jego niegodziwego ojca

Ponieważ dziś wyjeżdżam do Opola i okolic na targi i cykl spotkań, a więc już teraz przedstawiam kolejny felieton z „Warszawskiej Gazety”. Mam nadzieję, że będzie jak zawsze.


Pamiętamy, jak kilka dni temu, próbując ratować partię przed klęską, premier Kopacz ogłosiła, że z list Platformy wystartują Ludwik Dorn, Grzegorz Napieralski i Michał Mazowiecki, co zdychającej Platformie przyda świeżej krwi, a przy okazji rozszerzy elektorat na tyle, by pojawiła się szansa nawet jeśli już nie na zwycięstwo, to przynajmniej na honorową porażkę. Panowie pojawili się na specjalnie zwołanej uroczystości, wygłosili odpowiednie przemówienia, zbierając serię takich czy innych komentarzy, i sprawa ucichła, ustępując miejsca kolejnym równie wstrząsającym sensacjom.
I oto nagle spadła na nas wiadomość, że Michał Mazowiecki jednak kandydować nie będzie. Czemu? Co takiego się stało? Kto mu co zrobił, że mu ochota na polityczną karierę minęła? Tego nie wiemy i, szczerze powiedziawszy, odpowiedź na tę zagadkę mało nas interesuje. Natomiast niezmiernie interesujący jest fakt, że w celu uczczenia owej niezwykłej decyzji, tygodnik „Polityka” zamieścił wspomnienie na temat Michała Mazowieckiego i podał co następuje:
Gdy Michał miał pięć albo sześć lat, za radą znajomych umieścił najmłodszego syna w ośrodku w Świdrze z nadzieją, że będzie tam pod lepszą opieką i obserwacją niż u samotnego ojca. – To był niewypał – mówił Michał Mazowiecki. – […] Ojciec przyznał potem, że to była pomyłka”.
I to jest bardzo interesujące. Oto Mazowieckiemu umiera żona, on zostaje z trójką dzieci i najmłodszego natychmiast oddaje do przytułku. Wagę owej informacji zdecydowanie wzmacnia wspomnienie, nie tak przecież dawne, o tym, jak owe dzieje biednego wdowca były opisywane przez media przed kilku laty. Popatrzmy na fragment odpowiedniego tekstu z „Super Expressu”:
Ciężar ich wychowania spadł na niego. Kiedy go internowano, najmłodszy syn miał zaledwie 13 lat. […] Bardzo to przeżywał. Na dodatek w przeddzień oszczeniła nam się Figa - opowiadał premier Teresie Torańskiej”.
[…] Poświęcił się dzieciom całkowicie. Poza pracą i domem nie miał życia prywatnego. […] Jego premierowanie oceniać będą potomni i historia. Wiadomo jednak, że z roli ojca wywiązał się wzorowo.
Zawsze miał czas dla dzieci. Kiedy już został premierem i niemalże nocował w Urzędzie Rady Ministrów, to synowie chcąc go zobaczyć, odwiedzali go, jedli razem obiad lub po prostu wpadali pobyć z ojcem. Byli prawdziwą rodziną na dobre i złe. Starsi synowie pomagali mu przy pisaniu jego exposé”.
I tu właśnie pojawia się to pytanie: A młodsi? Co z młodszymi? Mieliśmy okazję oglądać ów szczególny występ Michała Mazowieckiego, kiedy władze Platformy Obywatelskiej postawiły go na tej czarnej scenie i kazały mu mówić. Wszyscy, mam nadzieję, wciąż pamiętamy ów prawdziwie wstrząsający widok człowieka z innego świata. A dziś zostajemy już tylko z tą jedną wiadomością: kiedy biedny Michaś miał zaledwie 5 lat, właśnie zmarła mu mama, a jego ojciec uznał, że dobrze mu zrobi zamieszkać w przytułku.
I pomyśleć tylko, że dla nich wszystkich, nie ma w tym absolutnie nic ciekawego.

Dla przypomnienia. Dziś o 19.00 spotkanie w Domu Kultury w Kietrzu, jutro i pojutrze Jarmark Franciszkański w Opolu, a jutro o 18.00 kolejne spotkanie na Uniwersytecie Opolskim. Zapraszam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.