sobota, 21 września 2013

Dlaczego Kylie Minogue nie jest nasza?

Jak już wyjaśniałem czytelnikom bloga w Salonie24, z którymi zmuszony jestem się rozstać na parę tygodni, sytuacja jest taka, że w październiku będziemy wydawać książkę o zespołach, a w związku z tym muszę się skoncentrować niemal wyłącznie na tym właśnie projekcie. Tu oczywiście wszystko zostanie mniej więcej tak jak było, ale mogą się zdarzyć pewne opóźnienia. Proszę się jednak nie gniewać i nie odchodzić. Dziś napisałem trzy kolejne rozdziały, i nie mam siły nic nowego wymyślić. A więc troszkę wcześniej niż zwykle, proszę sobie rzucić okiem na najnowszy felieton dla "Warszawskiej Gazety". Też właściwie o zespołach.

W poprzednim felietonie zwróciłem uwagę na zamieszczony przez tygodnik „W Sieci” tekst Witolda Gadowskiego o agenturalnej przeszłości, zamordowanego przez biznes-partnerów, Marka Karpia. Gdyby ktoś jednak sądził, że „W Sieci” zajmuje się tylko kompromitowaniem naszych jak najbardziej usprawiedliwionych emocji, chciałbym zwrócić uwagę na wywiad, jaki redakcja przeprowadziła z piosenkarką Anią Rusowicz.
Gdyby ktoś nie kojarzył, Ania Rusowicz, to córka dziś już nieżyjącej, a kiedyś niezwykle popularnej gwiazdy tak zwanego big beatu, Ady Rusowicz. Przyznam szczerze, że miałem parę razy okazję obejrzeć sobie tę Rusowicz w akcji, i byłem pod wrażeniem. Od czasu gdy oglądałem występ parodysty Bolesława Gromnickiego, jak udawał Wiktora Zina, nie widziałem tak fantastycznie wykonanego popisu.
To jednak, co mnie w tej rozmowie uderzyło, to jeden fragment. Otóż dziennikarka pyta Rusowicz o jej pierwszą muzyczną fascynację, na co ta odpowiada, jak następuje:
Wstyd przyznać – Kylie Minogue. Miałam cztery lata”.
Mam nadzieję, że rozumiemy, o co chodzi. Fascynacje muzyczne Ani Rusowicz mają swoje źródło w piosenkach Kylie Minogue, w związku z czym jej jest okropnie wstyd. Na swoje usprawiedliwienie ona ma jedynie to, że kiedy była fanką Minogue, miała tylko cztery lata. I pomyśleć, że mówi to ktoś, kogo jedynym artystycznym osiągnięciem jest umiejętność udawania mamy.
Nie słucham Kylie Monogue, podobnie jak nie słucham Justina Biebera, czy zespołu One Direction. Nie dlatego jednak, że oni są kiepscy, czy też przez to, że słuchanie ich muzyki uważam za obciach. W żadnym wypadku. Otóż ja ani nie uważam, że oni wszyscy są marnymi artystami, ani że to, co oni grają, to muzyka dla idiotów. Ja uważam, że marnym artystą jest Ania Rusowicz, a muzykę dla idiotów tworzą na przykład Kasia Nosowska, czy Maria Peszek. Kylie Minogue i innych nie słucham, bo to zwyczajnie nie są moje emocje.
Natomiast zastanawiam się, jak to jest, że tygodnik „W Sieci” nagle uznał za stosowne robić wywiad z kimś takim, jak Ania Rusowicz. Czytam więc tę rozmowę dalej, i już wiem. Oto okazuje się, że lekturą, do której ona wraca jest Biblia. Aha! A więc Rusowicz jest wierząca. A więc ona jest nasza. Zupełnie tak samo, jak wywiadowany w tym samym numerze inny wybitny nasz artysta, Sebastian Karpiel-Bułecka, który wprawdzie nie ma odwagi, by powiedzieć coś konkretnego na temat Smoleńska, ale że chodzi do kościoła, przyznaje bez wstydu.
A ja już się tylko z lękiem zastanawiam, co to będzie, gdy przy okazji wydania swojej kolejnej płyty, nawróci się Maria Peszek, i przyjdzie nam zrozumieć, że z niej artystka pełną gębą. Bo przepraszam bardzo, ale może ja jestem mało muzycznie wyrafinowany, jednak zdecydowanie większą satysfakcję bym miał, gdyby nawróciła się Kylie Minogue. Że już nie wspomnę o Justinie Bieberze. Bo jak już mówimy o jakości, to ja zdecydowanie wolę jakość prawdziwą.

Przepraszam za nieustanną obcesowość, ale od paru tygodni tkwimy w okropnej nędzy. Jeśli komuś spodobały się ostanie notki, będę wdzięczny za każdy gest. Dziękuję.

9 komentarzy:

  1. Ta Rusowicz jest dziwnie pompowana. Jeśli ona jest w jakimś sensie nasza, to ich jest po trzykroć. Ja kiedyś o niej pisałem bo to bydgoskie klimaty. Nie wnikając w jej poziom artystyczny to ona nawet próbowała robić coś swojego ale System dał jej cyrograf, albo robi cowery mamy albo nici z kariery. I jak to śpiewał Stuhr ojciec "poszła drogą kariery..." Może ją wstawią później na miejsce Rodowiczki? Zmienników trzeba dobrze zalegendować żeby nie musieli robić "kariery" od nowa.
    Co do Minogue to pomijając zupełnie to, że jest śliczna, pomijając gusta i "nie moje klimaty" posłuchaj tego: http://www.youtube.com/watch?v=63vqob-MljQ Mówię to jak stary metalowiec rockowiec. U nas tego typu muzyka była wrzucona do wora z napisem "disco-polo/italo disco", ta moda szła po wszystkich którzy nie słuchali od razu rocka. Powstał taki synonim obciachu i taka Rusowicz może nie rozróżniać pomiędzy Kylie a Shazzą. Dlatego się wstydzi choć to świadczy o tym, że albo jest bezdennie głupia i zadufana w sobie albo tematu nie przemyślała jak dorosła. Ona gdzieś tam kiedyś została i tak ma do dzisiaj. Jakby czytała twój blog to by takich gupot nie gadała. Co do muzyki z nie moich klimatów to ja mam jeszcze "problem" z Robbie Williamsem http://www.youtube.com/watch?v=ULTtWUZhD9c czy płytą Ray of Light Madonny http://www.youtube.com/watch?v=MDM0yAJjlBo
    Kiedyś kumpel włączył tą płytę na jakiejś metalowej nasiadówce zadymionej. Normalnie to by wypadł przez okno z odtwarzaczem w komplecie ale przed włączeniem powiedział że będzie z zupełnie innej beczki i żeby powstrzymać pierwsze emocje i odruchy. Płyta weszła jak w masło i była grana b. głośno. Aż się sami dziwiliśmy.
    A ogólnie nasi, którzy ze swoimi dziełami nie wyszli poza Ustrzyki Górne potrafią się albo wstydzić, albo robić lepsze kawałki od Collinsa jak H...ołdys, albo lepiej grać na gitarze od Hammeta jak Skawiński. Rusowicz to chociaż się trochę wstydzi, za swój brak wiedzy czy głupotę własną.
    A co do Biebera to on jest szykowany na olbrzymia karierę, może wiekszą nawet od Madonny. Ostatnia olbrzymia gala bokserska, która zarobiła ponad 150 milionów baksów http://www.mirror.co.uk/sport/boxing/justin-bieber-john-terry-joins-2276402 Ichni System też nic nie robi bezinteresownie. Biebera też się gupki wstydzą. Trochę linkowisko mi wyszło.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Toyah
    Pisałeś kiedyś o jakimś dziewczęciu z "Idola" czy "Must be the music", co udawała amatorkę, będąc wykształconą piosenkarką z nagrodami branżowymi. Potem była ta kreatura- Graszka. Teraz ta biedna Ania...
    Ty, zdaje się piszesz coś o rock n' rollu, a tu aż się prosi o "Elementarz fejków polskiego szoł-bizu"!

    OdpowiedzUsuń
  3. @crimsonking
    Dobrze Ci wyszło. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. @zawiślak
    Nie do zrobienia. To by była książeczka wielkości "Poczytaj mi mamo". I to nie dlatego, że większość z nich jest autentyczna. Nie. Większość z nich to oczywisty fejk, tyle że scena bardzo mała.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi również się podobała Kylie Monogue, lubiłem jej piosenki w wieku 4 lat. Jej i niejakiego Jason Donowan czy jakoś tak. Były takie kolorowe kasety VHS z nimi, oglądałem je na kolorowym tv babci, która te wszystkie rzeczy z zagranicy przywiozła. W tamtym czasie byłem tym zachwycony bo to było jak na moje warunki coś nieznanego i niewyobrażalnego. Szokowało jakością i wogóle wpadało w ucho. Taki "Lokomotion" na przyklad. A tam były nagrania z koncertów live i teledyski. Jasona Donowana nie pamiętam już, ale na pewno mi sie też podobał z tych samych powodów.

    OdpowiedzUsuń
  6. @tpraw
    Ależ to jest naturalne. To była zawsze najwyższego gatunku muzyka dla dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie się za to podobała ta tandetna ballada z Cavem. A słyszałem ją już jako starszak.

    OdpowiedzUsuń
  8. @zawiślak
    Nie bardziej tandetna od innych, często uważanych za dzieła sztuki.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.