Fisher King, czyli o sile odkupienia

Echo – jeśli w ogóle jakieś tak naprawdę kiedykolwiek się pojawiło – owego niefortunnego żartu, jakim postanowiło się popisać dwóch australijskich radiowców, jak się okazało, wyłącznie po to, by zesłać śmierć na jedną niewinną zupełnie istotę, powoli wybrzmiewa, w dodatku w sposób wskazujący na to, że nikt nic z tego co się stało tak naprawdę nie zrozumiał. Okazuje się bowiem, że wszystko co z tego zapamiętamy, to albo to, że nic się tak naprawdę nie stało, bo – jak to mawia bardziej wykształcona młodzież – shit happens albo, co gorsza, że tych dwoje biednych durniów, którzy dali się wplątać w sidła Cywilizacji, zostanie zapisanych w historii jako na owej cywilizacji wrzut, a nie jej esencja.
Moje dziecko znalazło w Internecie zapis rozmowy, jaką australijska telewizja przeprowadziła z tymi ludźmi i, powiem szczerze, byłem wstrząśnięty. Otóż przy zachowaniu oczywiście całej wymaganej w tego typu sytuacjach delikatności, dziennikarka prowadząca to spotkanie, chciała przede wszystkim wiedzieć, dlaczego oni, odstawiając ten swój greps, nie wzięli pod uwagę, że może się stać coś złego, a ci na zmianę zalewali się łzami i wyjaśniali, że tego przecież nikt by nie przewidział. Wymiana ta trwała tak przez paręnaście minut, i wreszcie padło końcowe pytanie, czy oni mają coś do powiedzenia rodzinie zmarłej pielęgniarki, na co ci powiedzieli, że ich pozdrawiają, no i znów się pobeczeli.
No i tu znów podejrzewam – choćby obserwując moje dzieci – że tu reakcje będą też dwie. Jedni będą im współczuć, że jacy to oni biedni, i że jak tu teraz żyć, podczas gdy reszta wzruszy ramionami i ogłosi, że skurczybyki tylko tak udają, bo się zwyczajnie wystraszyli.
Nie spotkałem dotychczas jednak nikogo, kto by w jakikolwiek sposób nawiązał do tego co napisałem we wcześniejszym tekście tu na blogu, a przez co chciałem wskazać, że tych dwoje jest w tym samym stopniu ofiarami tego czym się zajmowali – a czym się im kazał zajmować System – co ta biedna kobieta. I że z tej sytuacji oni nie mają innego wyjścia jak przede wszystkim przejść przez to samo piekło już teraz, i to tak do końca, i ostatecznie uznać, że tak naprawdę zło leży zupełnie gdzie indziej. Że dopóki ono właśnie nie zostanie pokonane, ów „shit” będzie się zdarzał coraz częściej.
Żeby przybliżyć trochę to co mam na myśli, chciałbym przypomnieć pewien film, który jest już dość stary, niemniej dla mnie pozostaje jednym z największych wzruszeń estetycznych i emocjonalnych, mianowicie coś co się nazywa „Fisher King”. Krótko rzecz ujmując, chodzi o to, że Jeff Bridges jest bardzo uznanym radiowcem, prowadzącym ze swoimi słuchaczami nocne rozmowy na żywo. Wśród osób, które do niego wciąż dzwonią jest jakiś samotny człowiek, który wciąż mu opowiada o tym, jak to on się kocha w pewnej dziewczynie, ale ona go nie chce. Bridges próbuje jakoś go tam pocieszać, jednak któregoś dnia wpada na pomysł, by mu powiedzieć, żeby sobie z tą dziewczyną dał spokój, bo ona jest tak samo beznadziejna jak całe to jej przemądrzałe towarzystwo, w którym ona się obraca, no i mówiąc to, coraz bardziej się nakręca i zaczyna sugerować, że to jest banda takich idiotów, że z nimi w ogóle nie ma dyskusji. Że oni zasługują wyłącznie na ostateczne rozwiązanie. Słuchacz mówi okay, rozłącza się, bierze karabin, udaje się do znanego w Nowym Jorku lokalu gromadzącego młodą miejską inteligencję i dokonuje tam prawdziwej masakry.
Oczywiście, z tego się robi poważna afera, Bridges traci pracę i popada w menelstwo. Któregoś dnia, kiedy pijany się snuje po mieście, zostaje ciężko pobity przez jakichś chuliganów, i wyratowany przez innego menela, którego gra Robin Williams, a który, jak się okazuje, cudem przeżył pamiętną masakrę, tracąc jednocześnie dziewczynę, którą bardzo kochał, no i z tego zwariował. No i tu tak naprawdę zaczyna się właściwy film. Bridges zostaje stopniowo wciągnięty w bardzo skomplikowany plan, na końcu którego znajduje wspomniane wcześniej przez mnie piekło, a po nim odkupienie.
Nie wiem, czy to co piszę, brzmi dobrze, czy może trąci jakimś niebezpiecznym kiczem, ja jednak ten film bardzo lubię, więc nie mam do niego na tyle dużego dystansu, by to ocenić. A więc tak musi zostać. Jednak nie to jest tu ważne. Otóż wydaje mi się, że to co się stało w tej Australii zostało niemal idealnie opisane w tamtym filmie sprzed lat. Różnica jest taka, że tam w ogóle nie pojawia się ani problem tego, czy Bridges to był zły człowiek, czy dobry, czy Robin Williams został bardzo skrzywdzony, i czy jego szaleństwo jest jego przekleństwem, czy zbawieniem, ani też nie mamy dylematów na poziomie, do którego jesteśmy tak bardzo dziś przywiązani, a więc, czy to wszystko jest prawdopodobne, czy może to jakaś bajka. Trzeba przejść przez piekło i odkupić zło, które się stało. Tylko tyle. I na tym koniec.
Właśnie dlatego bardzo mi się nie podobał telewizyjny występ tych dwojga, który mi kazało obejrzeć moje dziecko. Z niego bowiem nie powstanie żadne dobro. Po nim wszystko pójdzie tą samą co dotychczas drogą, tyle że jeszcze szybciej, niż dotychczas. Okaże się, że tak jak jest, jest bardzo dobrze, tyle że trzeba poprawić to i owo, a przede wszystkim komunikację na linii między dostarczycielem rozrywki, a owej rozrywki odbiorcą. Sama rozrywka natomiast zostanie na tyle zwulgaryzowana, żeby nikt nie miał wątpliwości, że my się tylko tak bawimy.
A więc co ja proponuję na poziomie praktycznym? Czy mi chodzi o to, by ten Australijczyk i jego koleżanka poszli mieszkać wśród meneli i poznali, czym jest życie na poziomie jakiego oni dotychczas nie znali? Albo żeby się udali na poszukiwanie Świętego Gralla? Oczywiście że nie, choć tu akurat zrobiło się nieco cieplej. Moja propozycja jest tak prosta, że aż głupio o niej mówić. Oni powinni pójść do spowiedzi i się wyspowiadać nawet nie z tego, że nie przewidzieli konsekwencji swojego żartu, ani też z tego, że w ogóle wpadli w nastrój żartobliwy, podczas gdy nie było powodu, by sobie żartować. Oni powinni się wyspowiadać z tego, że w pewnym momencie zrobiło się tak wesoło, że stracili poczucie, w jakim świecie żyją i o co tu tak naprawdę chodzi. To powinno wystarczyć. Spowiedź powinna z całą pewnością wystarczyć. No a jeśli nie wystarczy, to można odprawić jakąś poważniejszą pokutę.
Na pewno jednak nic nie da to, że się popłaczemy i powiemy, ze jest nam bardzo przykro.

Tradycyjnie już zwracam się do wszystkich przyjaciół tego bloga o wsparcie, którego zwłaszcza w tych dniach mocno potrzebujemy. Jak mówię, można kupować książki, ale też – jeśli ktoś już ma obie i nie wie, co miałby zrobić z kolejnymi – można skorzystać z umieszczonego obok numeru konta. Dziękuję.

Komentarze

  1. Jest taki film o mediach, "Orwell przewraca się w grobie". Film zrobiony z pozycji lewackich - lewackich w sensie tego co lewactwem jest w USA.
    Ale tam pada kilka kwestii, stwierdzeń, które jak ulał pasują i do tego co się dzieje w Polsce jak również do tej sytuacji. Na przykład taka kwestia: "Gdy w 1864 jakiś polityk walnął jakąś głupotę w wywiadzie czy innej wypowiedzi, to naczelny jakiegoś dziennika mówił: ja tego nie opublikuję." (cytat z pamięci, ale sens oddany).
    Film dostępny oczywiście tylko w sieci.

    Newsem nie jest zdarzenie pozytywne, tylko krwawa jatka.

    Mam jeszcze inną konstatację na tle tej afery. O ile wyższą moralnością wykazała się pielęgniarka z jakiegoś tam szpitala w porównaniu do takiego sędziego Milewskiego z Gdańska.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Andrzej.A
    Różnica jest taka, że ona była Hinduską, a on jest z Gdańska.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla ludzi wschodu - głównie Japończyków, pojęcie Honoru jest niezwykle silnie rozbudowane. Nie wiem jak to jest w przypadku Hindusów.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Andrzej.A
    Wiesz co mnie jeszcze tam poraziło? Że oni w tym wywiadzie wciąż podkreślali, jak to ten żart był nakierowany autoironicznie, a nie przeciwko komuś z zewnątrz. Oni specjalnie gadali z tak głupim akcentem, żeby każdy głupek się zorientował, że to tylko jaja. Zamysł był taki, że oni zadzwonią do tego szpitala, zaczną się zachowywać jak debile i zostaną rozłączeni. No i patrz pan! Ta idiotka się dała wpuścić. Kto mógł się spodziewać, że ona taka głupia?Ja myślę, ze gdyby ona wciąż żyła i to usłyszała, to teraz by się dopiero załamała.
    I pomyśleć tylko, ze ten facet ma takie ładne nazwisko!

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyznaję że mnie ta sprawa niespecjalnie obeszła bo ogólnie wiadomości o rodzinie królewskiej GB mnie jakoś nie frapują i nie wnikałem w to w ogóle.

    Punkt jest taki że ci ludzie nie żałują tego co zrobili tylko jest im przykro, tak ogólnie przykro, jakoś tak przykro się zrobiło.

    Jest ciąg dalszy.
    http://muzyka.onet.pl/newsy/alternatywa/morrissey-sugeruje-ze-kate-middleton-ma-anoreksje,1,5329010,wiadomosc.html

    Ten Morrisey mógłby być naszym Marszałkiem Sejmu.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Remo
    To ciekawe, ze on tak gada. Dotychczas słynął z pewnego rodzaju wrażliwości. A tu? Brakuje jeszcze tego, by powiedział, że te radiowe żarty to fajna rzecz.

    OdpowiedzUsuń
  7. No no, ten Morrisey jest prawie tak głupi jak Halicki.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy Rafał Trzaskowski zaprosi Miley Cyrus na uroczyste otwarcie nowej oczyszczalni ścieków?

"Für Deutschland", czyli o metodzie skutecznego uprawiania polityki

A więc Trump, czyli białe Święta?