niedziela, 18 listopada 2012

Spójrz, co oni zrobili z moją piosenką

Niedawno, czy to na tym blogu, czy może tam w Salonie, pojawił się problem talentów, których nie ma, bo zostały zwyczajnie zabite przez mainstream, zębami i pazurami broniący się przed konkurencją. Ja oczywiście wiem, że większość z nas nie ma tego komfortu, by pozwalać sobie na zajmowanie się takimi drobiazgami jak rynek sztuki, jednak dla mnie jest to zmartwienie stałe, i powiem uczciwie, że trudno mi jest znaleźć coś – wliczając w to jak najbardziej politykę – co jest tak bardzo w stanie wyprowadzić mnie z równowagi, jak nieustanna obecność wokół mnie tego straszliwego beztalencia, próbującego najbezczelniej w świecie aspirować do miana kultury.
Ile razy mam okazję zapoznać się z najnowszymi osiągnięciami polskiego filmu, teatru, malarstwa, literatury, piosenki – ogarnia mnie przygnębienie, z którego jedyną drogą ucieczki jest albo się upić, albo zasypać to coś całą dostępną kolekcja bluzgnięć. Czy ja wiem, jak to się stało, że akurat nas to spotkało? Czemu nawet w najbardziej egzotycznych miejscach i kulturach na świecie można znaleźć prawdziwe perły, a tu mamy albo piosenkarkę Peszek, albo reżysera Pasikowskiego, albo aktora Pazurę, albo pisarza Kuczoka, albo kompozytora Rubika… można wymieniać? Otóż wiem i wspomniałem o tym już wcześniej. Winę za to ponoszą połączone siły twórców sztuki, którzy boją się utraty pozycji, i ich mecenasów, którzy z kolei są z nimi zaprzyjaźnieni i nie mają ochoty ryzykować jakiejkolwiek zmiany na tym poziomie. No i oczywiście kolejne rządy, które uznały, że za wszystko odpowiada wolny rynek, a władzy nic do tego, jak tam się to wszystko poukłada. A zatem, jedynym zajęciem owej władzy, jak idzie o rynek sztuki i idei, jest sprawdzanie raz do roku stanu rzeczy, i dosypywanie pieniędzy dokładnie tam, gdzie poprzednie pieniądze się skończyły.
Oczywiście ten rodzaj polityki kulturalnej działa w trzech kierunkach: pierwszy to taki, że żaden autentyczny nowy talent nie ma jakiejkolwiek szansy na znalezienie mecenasa, a więc przed sobą ma tylko skazaną na porażkę walkę w niszy, drugi to ten, że wszyscy ci, którzy dziś tworzą mainstream, w poczuciu kompletnej bezkarności stają się coraz gorsi i zalewają rynek najgorszego rodzaju głupstwem, no i wreszcie tak zwana publiczność wciąż otrzymuje ten jeden jedyny komunikat: że to co dostaje, może nie jest aż tak wybitne jak byśmy chcieli żeby było, no ale widocznie my Polacy tacy już jesteśmy byle jacy. A więc bawmy się tym co mamy.
Wczoraj syn mój pokazał mi na youtubie coś co mnie wręcz zmasakrowało. Otóż proszę sobie, ze jest discopolowy zespół o nazwie Weekend. Proszę posłuchać:



O co mi chodzi? Oczywiście w najmniejszym stopniu o to, że to jest zwyczajny syf. W końcu nie to jedno i niekoniecznie najbardziej. Rzecz jest bowiem znacznie poważniejsza. Jak może ktoś zauważył, ów klip ma w tej chwili ponad 18 milionów tak zwanych obejrzeń, co jak i idzie o Polskę jest absolutnym rekordem, w dodatku rekordem, który w wyobrażalnej przyszłości nie ma jakichkolwiek szans na utratę pozycji. Nie dość tego. Dzięki kompletnej histerii jaką on wywołał w Polsce, ów filmik znalazł się na 69 miejscu tak zwanej listy Top 100, obejmującą wszystkie dostępne na youtubie filmy. Czemu tak? No właśnie. Czemu?
Ktoś mi powie, że ja się uczepiłem jakiegoś discopolowego gówna. Że wystarczyłoby mi rzucić okiem na sztukę prawdziwą, to bym widział, że nie jest aż tak źle. Proszę więc bardzo. Spójrzmy na sztukę prawdziwą. I, żeby mi znów nie zarzucono manipulacji, nie będzie to Maria Peszek, ale cos naprawdę poważnego. Kasia Nosowska z zespołem Hej.



Mam nadzieję, że nie muszę nic tłumaczyć. Ani jak idzie o sam pomysł tego klipu, ani jego realizacje, ani samą piosenkę. Ponieważ popularna w środowiskach traktujących zespół Hej jako zjawisko kultowe opinia jest taka, że Kasia Nosowska to wielka poetka, pozwolę sobie zwrócić tylko uwagę na tekst:

Jeśli zwątpisz choć jeden raz
Jeśli zwątpisz choć jeden raz
Jeśli zwątpisz choć raz
To choćbyś z pistoletem zaszedł mi drogę
Powrotów nie będzie

Czasem coś... tyci czort
Zdania szyk przestawi mi

Kochaj mnie mimo wszystko
”.

Niedawno wspomniałem tu o pewnym projekcie – jednym z bardzo wielu obecnych na youtubie właśnie – który ma za zadanie otwieranie drogi do kariery dla wszelkiego typu uzdolnionych artystów. Wystarczy raz tylko tam zajrzeć i zobaczyć te tłumy młodych brytyjskich śpiewaków i muzyków śpiewających swoje piosenki, by włosy stanęły nam dęba na głowie. Świadomość tych wszystkich poziomów, na których tworzy się brytyjska piosenka pop, oraz systemu promocji jakiemu ona podlega, tych wszystkich młodych piosenkarzy, tak nieprawdopodobnie zdolnych, z których zaledwie niektórym się uda przebić na sam szczyt, i z których każdy, nawet ten, który jeszcze pewnie nie dostał swojej szansy, by się gdziekolwiek pokazać, i kto wie, czy kiedykolwiek dostanie – bo po prostu konkurencja jest za silna – ale i tak jest o niebo zdolniejszy i fascynujący niż ta nieszczęsna Nosowska – świadomość ta zwyczajnie poraża.
Posłuchajmy na koniec jednego z wielu, pierwszego z brzegu. Naprawdę pierwszego z brzegu. To naprawdę nie jest nic takiego. W tym nie ma ani szczególnych umiejętności, ani szczególnego talentu. Powiedzmy, trochę – i to już wystarczy, żeby całą tę bandę nieudaczników odesłać do kąta. Posłuchajmy i zastanówmy się do czego ci głupcy bez serc i dusz nas doprowadziła.




Tradycyjnie już, wszystkich przyjaciół tego bloga, i ludzi, którzy uważają, że ta praca nie idzie na marne, proszę o wspieranie go i przez kupowanie książek i bezpośrednią pomoc na podany obok numer konta. Jeszcze raz powtarzam - bez tego nas nie ma. Dziękuję.

29 komentarzy:

  1. Ale czy nie jest tak, że do mainstreamu na Zachodzie też w gruncie rzeczy przebija się właściwie głównie chłam i grafomania? Czy to będzie Zadie Smith, Elfriede Jelinek czy zespół Oasis albo U2? Czy nie jest tak, że zawsze zły pieniądz wypierał dobry bez względu na polityczne uwarunkowania i na klimat jaki istniał wokół klutury? Że zawsze bardziej w pamięci zapisze się Maria Peszek niż Aga Zaryan (tu kamyczek do Pana ogródka – mamy kilku dobrych artystów jazzowych – Piotra Wojtasika, Adama Pierończyka, wspomnianą Agę Zaryan właśnie, etc.), albo Leszek Możdżer niż Keith Jarrett? I na koniec - czy wierzy Pan, że powstanie na Wyspach albo w U.S.A. zespół na miarę The Clash, czy Stranglersów, czy nawet Sex Pistols (który chyba był pierwszym boysbandem?)? Ja wątpię. To chyba ogólna tendencja światowa. I wydaje mi się, że w przypadku muzyki zapoczątkowana przez wynalazek walkmana i teledysków a dokończona z pojawieniem się mp3 i iPoda. Pat Metheny utyskiwał na to samo co Pan czyli na pauperyzację kultury. I nie u nas tylko w U.S.A. I nie winił rządu tylko pośrednio sklepy typu iTunes. Że przez mp3 ludzie sprofanowali sztukę, przestała funkcjonować „instytucja” płyty, tylko są coraz dłuższe „składanki” niczym bułki w McDonlaldsie gdzie sobie klient dobiera rodzaj sałatki i sosu.
    Nie jest chyba tak źle z polską kulturą. Pomimo tego rządu. W ogóle POMIMO. Mnie się bardzo podoba wspomniana Aga Zaryan, świetne są Świetliki i inne projekty tych muzyków z Tomkiem Radziszewskim na czele, mimo wszystko uważam stare nawet nie płyty tylko kasety Maleńczuka za bardzo dobre nieudawane granie. A przecież tych artystów jest znacznie więcej! To wszystko jest jakaś alternatywa do tego disci polo, które Pan znalazł (Zachód ma Gangman Style). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. @Anorektyczny Japończyk
    Otóż nie. Problem polega na tym, że zarówno Świetliki jak i Homo Twist to absolutny wyjątek. Nawet jeśli jest coś, czego nie znam, to wciąż mamy do czynienia z kompletną mizerią. Nie ma się co pocieszać.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Toyah
    Dla mnie samo pojęcie "rynek sztuki" wszystko wyjaśnia. Czego można oczekiwać, jeśli rynek potrzebuje masowej produkcji? Jaki prawdziwy twórca jest w stanie produkować co miesiąc bestseller, hit itd.? Tandeta jest założona z góry, tak jak z otwieraczami do konserw, chodzi tylko o to, jakimi sposobami ją wcisnąć. No a u nas jest w ogóle raj dla handlarzy wszelkiego rodzaju. Tych od sztuki, proszków do prania, polityki - system jest domknięty w każdej dziedzinie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Co sądzi Pan o tym:

    https://www.youtube.com/watch?v=7GJyckdJAIQ

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje dzieci każdego dnia przynoszą mi dziesiątki najróżniejszych piosenek. W dziewięciu przypadkach na dziesięć wzruszam tylko ramionami, bo niemal każda z nich jest dokładnie taka sama jak poprzednia i jak następna. Albo jakaś zawodząca dziewczyna z gitarąlub fortepianem, albo jakiś niemal tym samym głosem smucący chłopak. A tu mamy co? Myslovitz w wersji na głos i klawisz. Przepraszam bardzo, ale Wojaczek niczego nie załatwi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój przyjaciel właśnie podrzucił mi poniższy, anonimowy tekst, a jestem przekonany, iż nie ma nic przeciwko rozpowszechnianiu (sam pewnie też po prostu rozpowszechnia w sieci).

    A tekst tutaj jak ulał, więc:

    "SKRZYPEK NA STACJI METRA"

    W waszyngtońskim metrze usiadł pewien człowiek i zaczął grać na skrzypcach. Był mroźny styczniowy poranek. W ciągu około 45 minut zagrał 6 utworów Bacha. Szacuje się, że w tym czasie, 1.100 ludzi
    przeszło przez stację metra udając się do pracy.

    Po upływie trzech minut pewien pan w średnim wieku zauważył, że gra jakiś muzyk. Zwolnił kroku i zatrzymał się na parę sekund, po czym pośpiesznie ruszył dalej, aby nie zakłócić swego harmonogramu dnia.

    Minutę później skrzypek otrzymał pierwszego dolara: jakaś kobieta rzuciła mu go do futerału i poszła sobie dalej, nie zatrzymując się.

    Kilka minut później jakiś człowiek oparł się o ścianę, aby posłuchać gry, ale zaraz potem spojrzał na zegarek i odszedł. Najwyraźniej był już spóźniony do pracy.

    Osobą, która poświęciła skrzypkowi najwięcej uwagi, był 3-letni chłopczyk. Jego matka kazała mu się pośpieszyć, ale chłopczyk zatrzymał się, aby jeszcze spojrzeć na skrzypka. W końcu popchnęła go mocno; chłopiec ruszył z miejsca, ale cały czas odwracał głowę. Takie samo zachowanie powtarzało się u kilkunastu innych dzieci.
    Wszyscy rodzice, bez wyjątku, kazały im iść dalej.

    Podczas 45 minut gry, tylko 6 osób zatrzymało się na chwilę. Około 20 dało mu pieniądze, potem jednak odeszło, nie zwalniając kroku. Zebrał 32 dolary.

    Kiedy przestał grać i zapadła cisza, nikt tego nie zauważył. Nie było oklasków, ani żadnych słów uznania.

    Nikt nie wiedział, że owym skrzypkiem był Joshua Bell, jeden z najbardziej utalentowanych muzyków świata. Zagrał właśnie kilka najtrudniejszych utworów, jakie kiedykolwiek zostały skomponowane, na skrzypcach wartych 3,5 milionów dolarów.

    Dwa dni wcześniej, wszystkie bilety na koncert Joshuy Bell'a w Bostonie zostały wyprzedane. Średnia cena biletu wynosiła 100 dolarów.

    To jest prawdziwa historia. Joshua Bell, grający incognito na stacji metra, brał udział w eksperymencie społecznym zorganizowanym przez Washington Post. Eksperyment dotyczył percepcji, gustu i ludzkich priorytetów. Zagadnienia brzmiały: Czy w pospolitym otoczeniu i o niesprzyjającej godzinie potrafimy ujrzeć piękno? A może przestajemy je doceniać? Czy potrafimy dostrzec talent w nieoczekiwanym miejscu?

    Jeden z możliwych wniosków płynących z tego eksperymentu może brzmieć:

    JEŚLI NIE MAMY CZASU, ABY ZATRZYMAĆ SIĘ I POSŁUCHAĆ JEDNEGO Z NAJLEPSZYCH MUZYKÓW ŚWIATA, GRAJĄCEGO NAJLEPSZĄ MUZYKĘ, JAKĄ KIEDYKOLWIEK SKOMPONOWANO, TO ILE INNYCH RZECZY NAM UMYKA?

    OdpowiedzUsuń
  7. @orjan
    Mnie się wydaje, że tu niedawno o tym było. Ja (a może kto inny) nawet wkleiłem filmik z tego przedsięwzięcia. Poszukaj sobie, jesli Ci się chce. Tu albo w Salonie.

    OdpowiedzUsuń
  8. @orjan
    U nas można zobaczyć to samo,czasem w korytarzu na stacji metra koło mnie prawdziwi muzycy - przeważnie Ruscy - grają prawdziwą muzykę. Na przykład młody chłopak genialnie grał Concierto de Aranjuez. Reakcje jak na każdego jęczącego i walącego w gitarę młodocianego narkomana. 30 groszy na miseczkę i biegiem dalej.

    OdpowiedzUsuń
  9. @toyah

    Możliwe,że było, lecz się nie zauważyło.

    Jak to się u nich na Łubiance mówi o blogach: "wsiech nie uspiejesz ..." :)

    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Marylka

    Dawno temu, tak dawno, że jeszcze względnie młody był Paco (śp. gen. Franco), jechałem z Madrytu do Andaluzji - na południe. Autostrad jeszcze nie mieli (tylu), więc samochód zatrzymał się w południe na pewnym rozdrożu. A w dole widać było miasteczko martwo drgające w powietrzu falującym upałem. A nieco niżej szła ubrana na czarno kobieta prowadząc za uzdę osiołka ... I nikogo więcej.

    Tak spotkałem Aranjuez. I spotykam je zawsze, gdy słyszę ten koncert. Ja bym więc na pewno przystanął. Dla wspomnienia tego Aranjuez teraz już oplecionego autostradami i Bóg wie czym jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  11. @orjan
    Piękne. Tak to sobie wyobrażam. A Ty widziałeś...

    OdpowiedzUsuń
  12. @Toyah
    Ale czego Ty byś chciał? Codziennie kilka ładnych piosenek? I w ogóle po co?

    OdpowiedzUsuń
  13. @Marylka

    Teraz już nikt nie zobaczy :(

    Sic transit ...

    Ja najpierw widziałem, a dopiero potem zrozumiałem, co widzę.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Marylka

    Powinienem chyba dodać, że teraz także i w muzyce nie ma tego drżenia siłującego się z wewnętrznym napięciem*/. Są jakieś bezładne drgawki ruchom Browna odpowiadające.

    ----
    */ tu i ówdzie: feeling.

    OdpowiedzUsuń
  15. @orjan
    No bo muzyka stała się tłem, zagłuszaczem, otępiaczem. Jak tu drżeć wewnętrznie słuchając przy kotlecie?

    OdpowiedzUsuń
  16. @orjan
    A muzyk drży tylko, czy zdąży wyprodukować dość kawałków na płytę.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Marylka

    Kiedyś funkcjonowało takie zbiorcze określenie: "przeszkadzajki" obejmujące różniste drobne instrumenty, głównie perkusyjne, no, krowie tam dzwonki, tamburyny, itd.

    Teraz jakby sama muzyka zeszła do pozycji przeszkadzajki.

    OdpowiedzUsuń
  18. Organ
    A Ty wiesz że on w grudniu gra w Katowicach?

    OdpowiedzUsuń
  19. @Marylka
    Zgadza się. Ja czasem w Przemyślu widzę grających Ukraińców. Oni też potrafią zachwycić. Kiedyś w Katowicach można było zobaczyć dwóch grających, może 13 letnich chłopców. Jeden grał na trąbce, a drugi na waltorni. Byli zachwycający. Później ktoś mi powiedział, że oni są z Białorusi.

    OdpowiedzUsuń
  20. @orjan
    Miałem na myśli tego skrzypka, Joshuę Bella.

    OdpowiedzUsuń
  21. Najpopularniejszy komentarz pod tym disco polo na youtubie: "gdyby to puszczali w telewizji zamiast trotylu na wraku to byłbym szczęśliwym człowiekiem". To tylko tak w ramach "no comments" a teraz do rzeczy:

    Ja mam tę słabość, że oglądam te różne tak teraz popularne konkursy młodych talentów.

    I zdarzyło mi się dwa razy być wbitym w fotel. (Jeśli ktoś nie jest za bardzo obrzydliwy i zniesie widok jurorów z tych programów, to wrzucę parę linków) Pierwszy raz za sprawą Anny Gogoli:
    http://www.youtube.com/watch?v=tOoRpau33Qc i http://youtu.be/6Ew9PaAW7pM
    Jednak potem ktoś postanowił ją zabić artystycznie i kazał się lansować za pomocą czegoś takiego:
    http://youtu.be/PXpyiA0vt8I


    A druga wokalistka to Monika Urlik:
    http://youtu.be/Dny3EMK8p58
    Tutaj w telewizyjnym show:
    http://youtu.be/mQVlOdRyHp4.
    Na razie jest po raz trzeci świeżo upieczoną matką, zobaczymy...

    A w polskiej muzyce (rynku - pozdrowienia dla Marylki!) poza wieloma innymi patologiami panuje wyjątkowy nepotyzm. I powyższa Peszek jest tylko drobnym drobnym przykładem. Miejsce przy korycie przechodzi z pokolenia na pokolenie i dla nowych miejsca niet.

    OdpowiedzUsuń
  22. @toyah

    "Miałem na myśli tego skrzypka, Joshuę Bella."

    Komu ten "dzwon" bije, temu bije. Ja gdybym mógł sobie pozwolić na wyjazd do Katowic, to już raczej do Ciebie.

    PS. Apetyt na kulturę ciągle dopisuje, ale jestem teraz koszmarnie zaszczuty bezproduktywną robotą, której treść polega na borykaniu się z tym co bez sensu wypełnia pełowskie państwo. Takie wieczne wyciąganie i otrzepywanie własnych nóg z ichniego gnoju. Ale wytrzymam.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Kozik
    Niestety jurorzy wygrali. Z tego jednak co zdążyłem zobaczyć, to potwierdza moją diagnozę. Oni ja zwyczajnie zniszczyli. Nawet wiem, dlaczego.

    OdpowiedzUsuń
  24. @orjan
    Zapraszam. Możemy Ci nawet przenocować.

    OdpowiedzUsuń
  25. Orian: "Apetyt na kulturę ciągle dopisuje, ale jestem teraz koszmarnie zaszczuty bezproduktywną robotą, której treść polega na borykaniu się z tym co bez sensu wypełnia pełowskie państwo. Takie wieczne wyciąganie i otrzepywanie własnych nóg z ichniego gnoju. Ale wytrzymam".

    Czy może zajmuje się Pan tym samym co ja? To znaczy Krajowymi Ramami Kształcenia itp. itd.? Powiedziałem kiedyś dyrektorowi, by dał te bzdety jakiemuś wyborcy PO, niech na własnej skórze poczuje konsekwencje. Ale dyrektor myślał, że żartuję. A to było na poważnie:)

    OdpowiedzUsuń
  26. @km
    Musi Pan zrobić wszystko, by oni wiedzieli, że Pan nie żartuje. Do tego czasu będzie chaos. A chaos jest zły.

    OdpowiedzUsuń
  27. @Kozik
    Dla Ciebie też.
    Widać, że ci jurorzy są zachwyceni, jak mają kogoś zdolnego do sprowadzenia do swojego poziomu.

    OdpowiedzUsuń
  28. @km

    Ja się nie chcę jakoś bliżej przedstawiać, bo wydaje mi się taka postawa bardziej odpowiednia (pasująca) do blogosfery. To kwestia pewnego rodzaju szczerości abstrakcyjnej (z ryzykiem mitomanii, oczywiście).

    Zajmuję się pewnego rodzaju niezależnym doradztwem w gospodarce. Ta frustracja, która wyraziłem w poprzednim komentarzu polega na tym, że o ile do względnie niedawna radziłem jak coś tam poukładać, to od kilku lat dobrze ponad 90% zapotrzebowania dotyczy: jak się obronić przed własnym państwem. I o podatki najmniej w tym chodzi, ale o odpieranie chamówy i głupoty.

    Syzyf pchający kulę nie pod górę, lecz przez stajnie Augiasza. To jest praktyczny model zielonej wyspy. Ten nie dla kurew i złodziei.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.