czwartek, 8 listopada 2012

Prawica, lewica, dialog

Już miałem o tym nie pisać, sądząc że w końcu są pewne granice obsesji, ale nagle sobie uświadomiłem, że dopiero co wyszydziłem Różę Thun, a chwilę po niej samego zięcia państwa Dziadzia, przez co nikt mi już uczciwie nie może zarzucić, że się wyłącznie czepiam naszych, a zatem czemu nie? No proszę mi powiedzieć – czemu nie? Zwłaszcza gdy w gruncie rzeczy wcale nie jest takie pewne, czy kabareciarz Górski jest bardziej nasz niż powiedzmy pieśniarz Kukiz.
Mam nadzieje, że wszyscy mniej więcej wiemy, kto to taki ten Górski. W końcu blog ten czytają głównie osoby, które tęsknie wypatrują dnia, kiedy polska prawica się odrodzi, przejmie w Polsce władzę i uruchomi cały nowy system egzekucji prawa i sprawiedliwości, a zatem pojawienie się postaci takiej jak Górski, a więc z jednej strony przedstawiciela jak najbardziej ordynarnego mainstreamu, a drugiej kogoś kto w ramach owego mainstreamu postanowił szydzić z władzy, nie mogło pozostać niezauważone.
Na wszelki jednak wypadek przypomnę, że ów Górski to artysta kabaretowy, lider projektu o nazwie „Kabaret Moralnego Niepokoju” i jego najnowszej odsłony, która polega na tym, że za stołem siedzi grupa śmieszków, wszyscy udają że są ministrami w trakcie posiedzenia rządu, no i wszyscy oni odstawiają – jak to nazywa młodzież – bekę z rządu i osobiście Donalda Tuska. Projekt ów jest prezentowany kabaretowej publiczności przy różnych okazjach, między dowcipami na temat tego, że Jarosław Kaczyński się zesrał, a Lech Kaczyński zarył dziobem w błoto, i wszystkim się podoba równie bardzo jak to co było przed jak i po.
Ponieważ jednak, jak już wspomnieliśmy pomysł programu sprowadza się do szydzenia z Donalda Tuska i jego kompanii, tu i ówdzie pojawiają się opinie, że ten Górski jest jednak nasz, a więc zasługuje na specjalne traktowanie. Ja w stosunku do owych opinii byłem mocno zdystansowany, uznając że mogę znieść naprawdę wiele, choćby i nawet Łukasza Warzechę, natomiast Górskiego nie biorę. A tu tymczasem zaglądam do ostatniego numeru „Uważam Rze” i okazuje się, że on faktycznie jest już nasz. Wprawdzie nie do końca, ale jak najbardziej nasz. Otóż okazuje się, że ów Górski wydał niedawno książkę i redakcja naszego sztandarowego tygodnika robi jej darmową klakę, zamieszczając z Górskim na temat owej książki rozmowę. Co to za książka? Okazuje się mianowicie, że wydawnictwo „Znak” zwróciło się do zaprzyjaźnionego ze sobą dziennikarza Mariusza Cieślika, żeby przeprowadził z Górskim wywiad-rzekę na temat tego, jak to mu przyszło do głowy się śmiać z Tuska, a oni to im opublikują. I to jest oczywiście news. Jak już natomiast idzie o to, co dalej, to dalej mamy już tylko standard: wszyscy są znakomicie świadomi, że pies z kulawą nogą nie kupi tego czegoś, więc uznano, że trzeba uderzyć do publiczności prawicowej, bo ona z jednej strony jest odpowiednio głupia, a z drugiej odpowiednio obywatelsko zaangażowana, co w połączeniu może przynieść te parę tysięcy sprzedanych egzemplarzy, a więc jakieś tam skromne fundusze na przeżycie.
Ja wiem, że zwracając uwagę na te oczywistości, bez sensu się powtarzam. Jednak muszę to zrobić skoro zależy mi na tym, by zwrócić uwagę na coś tu moim zdaniem zupełnie nowego. Otóż proszę zauważyć, że jakkolwiek dotychczas środowisko reprezentowane właśnie w „Uważam Rze” starało się nam podrzucać najróżniejsze typy spod ciemnej gwiazdy, wmawiając nam jednocześnie, że to jest nasza przyszła elita, nie mieliśmy chyba dotychczas jeszcze przypadku tak drastycznego, jak z tym kabareciarzem, a przy okazji z wydawnictwem „Znak”. Jeśli bowiem stałą robotę w „Uważam Rze” mają takie nawet postacie jak Mistewicz czy Rolicki, to zawsze możemy sobie powiedziec, że to jest trochę tak na zasadzie kontrowersji. Że my nikogo nie odrzucamy, że nam zależy na różnorodności i takie tam. Jak idzie jednak o tego Górskiego, mamy moim zdaniem do czynienia z autentycznym znakiem. I to znakiem podwójnym. Pierwszy to taki, że już nikt nie może mieć wątpliwości, że chodzi wyłącznie o biznes, a drugi, że ów biznes jest obsługiwany całkowicie demokratycznie, a więc dopuszczeni są wszyscy, o ile naturalnie przedstawią odpowiednie zaświadczenie.
A więc zdecydowanie coś się zmienia. W tym samym numerze „Uważam Rze” pojawia się nagle tekst, zajmujący całe dwie strony, a napisany przez prezesa któregoś z banków, niejakiego Stańczaka, oraz znanego nam z dawnych lat, kiedy jeszcze po Polsce kręcił się biznesmen Krauze – Wiesława Walendziaka, w którym obaj panowie informują nas, że Unia Europejska to fantastyczny projekt i wszyscy powinniśmy dążyć do unii jeszcze pełniejszej i jeszcze bardziej uniwersalnej. Oczywiście redakcja już teraz pod tym tekstem zapowiada, że za tydzień oni przedstawią swoją z tym czymś polemikę, ale, jak się to mówi, mleko się rozlało i każdy normalny człowiek nie może tego nie zauważyć. I dalszy też komentarz jest jak sądzę zupełnie nam zbędny.
Ale jest jeszcze coś, kto wie czy nawet nie lepszego. Otóż, jak tu niedawno wspominałem, stałym bardzo publicystą „Uważam Rze” jest Łukasz Warzecha, który ma tam swój kącik, polegający na wymyślaniu fikcyjnych rozmów między Donaldem Tuskiem a jego ministrami, czy doradcami, gdzie wszyscy oni są w najbardziej brutalny sposób biczem warzechowej satyry gnojeni. Warzecha się przy tym absolutnie nie oszczędza i odstawia chamstwo, które z tamtej strony mieliśmy okazję obserwować chyba tylko na wybranych blogach. I oto dziś on sam nagle przedstawia scenkę, gdzie Tusk chyba z Grasiem śmieją się z Jarosława Kaczyńskiego, jak to on zrobił z siebie durnia z tym trotylem i rzekomym zamachem. Że oni całą sytuację zaaranżowali, żeby Kaczyńskiego wypuścić, a on dureń dał się – jak to on – pięknie naszym dwóm spryciarzom sprowokować. Ja akurat tego Warzechy nie czytam na tyle często, by znać jego wszystkie ścieżki, ale wydaje mi się, że dotychczas cały pomysł tego projektu był taki, że oto Tusk i jego ekipa to kretyni, a my mamy się z tego śmiać. Dziś nagle okazuje się, że kretynem jest Kaczyński.
A ja sobie myślę, że to, w połączeniu z książką Górskiego, Walendziakiem, no i – o czym nie wolno zapominać – niedawnym oświadczeniem Lisickiego w sprawie Gmyza i „Rzeczpospolitej” robi dość szczególne wrażenie. Bo, z jednej strony, mamy ten relacjonowany na najwyższych obrotach Smoleńsk, ten wręcz histerycznie anonsowany Marsz Niepodległości, te bale wolności, a z drugiej ta wręcz jednoznaczna deklaracja Lisickiego, że on nie planuje zrobić nic takiego, co by mogło Hajdarowiczowi się nie spodobać. No i nagle ten Walendziak.
Kiedy ostatnio troszeczkę pisałem o sprawie Gmyza, zasugerowałem, że przyjdzie czas, kiedy Hajdarowicz się weźmie i za „Uważam Rze”, ani mi do głowy nie przyszło, że to już się stało jakiś czas temu. Tyle że w nieco bardziej dyskretnym tonie. I że żadnego buntu nie będzie. I że właściwie to co widzimy, mocno już przypomina nam końcową scenę z „Animal Farm” Orwella, kiedy nagle okazuje się, że nie sposób rozróżnić, kto człowiek, a kto świnia.

Zarówno tych co są tu stale i bez szczególnej zachęty, ale też i przypadkowych wędrowców, tradycyjnie informuję, że kolega mój i człowiek wydający mi książki Gabriel Maciejewski zajął się ostatnio poszerzaniem rynku, również dla mojego „Liścia” i „Elementarza”. Dziś jest tak, że obie można zamawiać w każdej księgarni w Polsce, a nie zdziwiłbym sie gdyby i za granicą. Natomiast, jeśli ktoś woli przez Internet, to albo u Gabriela na stronie www.coryllus.pl, lub zwyczajnie – tu. Te same, tyle że z osobistą dedykacją, i z darmową wysyłką. No i oczywiście proszę wszystkich, którzy uważają, że coś im to moje pisanie daje, o uprzejme wspieranie tego bloga pod podanym obok numerem konta. Dziękuję.

4 komentarze:

  1. @Toyah
    Walendziak to też "nowa endecja". Pewnie następny będzie właściciel Nowego Ekranu. A potem dobiegnie Wołek - czemu nie? I wkrótce wszyscy z Ziemkiewiczem na czele ogłoszą, że już rozstrzygnęli swój dylemat i że jednak trzeba z ruskim.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Marylka
    Też tak to widzę. Własnie tak. Trochę głupio, nie?

    OdpowiedzUsuń
  3. @Toyah
    Głupio. Załamuje mnie to ogłupienie prawicowością. Nie mogę słuchać o narodowo-katolickości. Taki lep na muchy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Według mnie sytuacja nie jest tak jednoznaczna. Jak wieść gminna niesie niejaki mecenas Rogowski, ten co pozywa wszystko co się rusza i zbyt szybko na drzewa nie ucieka, zaproponował adwokatowi J. Kaczyńskiego, żeby może się spotkał z Aaaadamem i udzielił wywiadu. a może by i topór wojenny zakopali.
    Może być ciekawie.
    Co do mediów polecam obejrzenie "Orwell przewraca się w grobie" - dostępne oczywiście w sieci.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.