O pewnej książce, i o Ojcu który Swoich dzieci nie zostawia

Jak to już wcześniej zapowiadałem, Elementarz idzie do druku już w najbliższy poniedziałek. Oczywiście dziś wszystko trwa zaledwie chwilę, niemniej i tak pewnie, zanim cały nakład trafi do księgarni Coryllusa, upłynie kilka dni. Do tego więc czasu, można składać zamówienia na tę naprawdę bardzo dobrą – co potwierdzam własnym honorem – książkę, za całe dziesięć złotych mniej. Kiedy już jednak ona zostanie wydrukowana, wszystko stanie się jak najbardziej publiczne, a więc i cena będzie musiała wzrosnąć. A zatem, zachęcam. Proszę pamiętać – to już tylko parę dni.
Teraz, skoro już to co przyjemne mamy za sobą, pozwolę sobie na kilka słów autentycznie dramatycznych. Przez to, że całe nasze zainteresowanie przez te ostatnie dni zostało skierowane na tę książkę, a dochód z jej sprzedaży to wciąż melodia przyszłości, kondycja, w jakiej znajduje się jej autor i jego rodzina, sięgnęła kamienistego dna. W tej sytuacji, nie pozostaje mi nic innego, jak zwrócić się z apelem do wszystkich przyjaciół tego bloga: Proszę o finansowe wsparcie. Mam nadzieję, że to się już wkrótce skończy, ale póki co – jesteśmy w tak zwanym dole.
Aby nie zostawiać Was tak bez niczego, przesyłam fragment Elementarza, który został napisany ledwo co dziś, a dzięki cierpliwości człowieka, który nam tę książkę składa, dostałem tę szansę, by wstawić go do niej już w ostatniej chwili. A dla nas wszystkich – już dziś. Bardzo na czasie:

Apostazja

Pisałem o tym na blogu, ale myślę, że jest to nienajgorszy moment, by kwestię tę przypomnieć. Otóż któregoś dnia, w telewizji TVN24, wystąpił satanista Nergal i wspomniał coś na temat tego, że on swoją pierwszą gitarę otrzymał od rodziców z okazji Pierwszej Komunii Świętej. Obudował on oczywiście tę informację dyskretną aluzją, że niby to kiedyś doszło do takiego oto paradoksu, że Kościół uświęcił Szatana. Jednak ledwo Nergal skończył swój popis, pojawił się mój syn, i powiedział co następuje: „Skoro on jest ochrzczony, to znaczy, że jest Dzieckiem Bożym, i tego już nie zmieni”. Kiedy byłem młodszy, termin „apostazja” w powszechnym obiegu nie istniał. Poza studentami teologii, czy może bardziej ambitnymi licealistami, o apostazji nie słyszał nikt. Dziś nagle, kiedy Polska wkroczyła w ten swój być może najdziwniejszy w całych jej dziejach okres, okazuje się, że niedługo o tym, czym jest apostazja będzie wiedziała nawet owa para wieśniaków, siedząca na ławeczce i wpatrująca się w leżące na drodze gówno. Sytuacja jednak wciąż pozostaje taka, jaka była zawsze. Tego co jest, nikt już nie zmieni. Nawet Janusz Palikot ze swoimi Zastępami. Ze swojego kościoła mogą występować co najwyżej sataniści. Co najwyżej kibice piłkarscy mogą zmieniać drużyny, którym kibicują. Dorastające dziewczynki mogą zmieniać muzyczne zainteresowania. Dzieckiem Bożym zostaje się na zawsze. I Messer to czuje. Stąd to wycie.

Komentarze

  1. Na dobrą rozgrzewkę:

    http://www.youtube.com/watch?v=RUjEttriODM&feature=fvsr

    z tym, że w palikmiocie jest tyle demona, ile trucizny w zapałce.

    Zatruci są zwolennicy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli komu spieszno, niech odtwarza od połowy.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy Rafał Trzaskowski zaprosi Miley Cyrus na uroczyste otwarcie nowej oczyszczalni ścieków?

"Für Deutschland", czyli o metodzie skutecznego uprawiania polityki

A więc Trump, czyli białe Święta?