Toyah: Twój pierwszy elementarz

No więc udało się. Jest nowa książka i czeka na druk. Zanim się doczeka, Coryllus dał mi jeszcze trochę czasu, by to tu to tam coś podczyścić, ale jak mówię – książka jest gotowa. Zatytułowana jest „Twój pierwszy elementarz” i stanowi coś, co można nazwać alfabetem Toyaha.
Początkowo taki nawet miał być tytuł, ale nagle przyszedł mi do głowy ten elementarz, no i tak już zostało. Myśl była taka, by przedstawić całą garść refleksji na temat tego wszystkiego, co nas spotkało przez minione już ponad 20 lat, a czasem i dłużej, w formie właśnie swego rodzaju ksiązki adresowej, lub katalogu firm. I żeby tam byli wszyscy. I blogerzy i artyści i politycy i dziennikarze i zdrajcy i bohaterowie. Wszyscy. Żeby to było i pouczające i ciekawe, a jednocześnie i smutne i śmieszne i straszne i wszystko na raz. I żeby to można było czytać i do śniadania i do obiadu i do snu i w pociągu i w parku na ławce, a nawet – ot tak, ponieważ akurat leżało i się otworzyło na ciekawej stronie. Żeby ci co wiedzą, mogli sobie przypomnieć, a ci co nie wiedzieli – żeby się dowiedzieli. I już wiedzieli. Żeby to była książka, którą warto mieć.
Niestety, czasy takie, że o wszystko trzeba walczyć samemu, czasem wręcz w cieniu. Że nikt nie pomoże. Wręcz przeciwnie. Że niektórzy staną na głowie, by zepsuć coś, czego psuć zwyczajnie nie wypada. No, ale wszyscy wiemy, że tak naprawdę, niekiedy tylko taka walka jest czegokolwiek warta.
A zatem, jeszcze raz. Książka wreszcie jest. Nazywa się: „Twój pierwszy elementarz” i jeszcze przez jakiś czas kosztuje zaledwie 20 złotych. Tylko w księgarni u Coryllusa, pod adresem www.coryllus.pl. Zachęcam. No i, właśnie w ramach tej zachęty, proponuje mały fragment. Pierwszy z brzegu:
Kościół w PolsceWobec tego, co nasi księża i biskupi dla nas zrobili przez te wszystkie lata, mógłbym się oczywiście zamknąć, jednak jakoś głupio tak zupełnie siedzieć i się nie odzywać. Opowiem więc zabawną anegdotę. Opowiadał mi kolega, jak to pewnego dnia poszedł z dzieckiem do kościoła, i kiedy przechodzili obok konfesjonału, jego syn zatrzymał się i zaczął się przyglądać siedzącemu w środku księdzu. Stał tak i patrzył na tego księdza, a ksiądz – akurat bez przydziału – siedział i patrzył na dziecko. Tkwili więc tak, wpatrzeni w siebie, w końcu syn kolegi się odezwał: „A ty co tak siedzisz i nic nie mówisz? Kupę zrobiłeś?” Otóż ja się trochę czuję tak, jakby nasi biskupi zrobili kupę. Uważam że pora się ruszyć.






Komentarze

  1. Toyahu,

    nasuwaja mi sie dwa skojarzenia muzyczne
    pierwsze-tytul ksiazki jak piosenka Walow Jagiellonskich,pamietasz?
    drugie-okladka ksiazki przypomina okladke plyty Abbey Road The Beatles(jednego za malo)
    czy to zamierzone dzialanie?
    Pozdrawiam i czekam na ksiazke.

    OdpowiedzUsuń
  2. @tobiasz11
    Jedno i drugie jak najbardziej zamierzone.

    OdpowiedzUsuń
  3. @karakuli
    Bardzo słusznie. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakże się cieszę! Idę do sklepu...

    OdpowiedzUsuń
  5. Kupiona,zreszta pierwsza tez,beda czytane w Alzacji,choc tutaj wiekszosc tez mysli tylko o tym zeby miec "pelny gar" do sporzycia przed ostatnim modelem plazmy. Serdecznie pozdrawiam i zycze sukcesu Pana ksiazce.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kupiona. Z góry dziękuję :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Toyahu, bardzo serdecznie gratuluję!
    Nic nie mówiłem ale czekałem na nią.
    Lecę do coryllusowego sklepu!

    OdpowiedzUsuń
  8. @Eliza
    Przepraszam że nie odpisałem, ale jestem wykończony. Ty wiesz, co to znaczy napisać książkę w dwa tygodnie?

    OdpowiedzUsuń
  9. @Krzysiek
    Alzacja? No, co robić? Taki świat.
    Pozdrawiam bardzo gorąco. Z Polski.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Paweł Pojawa
    I ja. Też z góry.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Kozik
    Co ja bym bez Ciebie?

    OdpowiedzUsuń
  12. "wszyscy bardzo się boimy,
    by nie pogryzł nas"

    o ile pamiętam dobrze...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy Rafał Trzaskowski zaprosi Miley Cyrus na uroczyste otwarcie nowej oczyszczalni ścieków?

"Für Deutschland", czyli o metodzie skutecznego uprawiania polityki

A więc Trump, czyli białe Święta?