piątek, 8 października 2010

Panika w parku szprycerów

Kiedy media wczoraj wieczorem z hukiem zaanonsowały, a dziś za pośrednictwem kultowego już gdzie niegdzie red. Czuchnowskiego, bezpośrednio podały informację o dziesięciu czołowych dziennikarzach podsłuchiwanych w czasach pogardy przez rząd Prawa i Sprawiedliwości, prawdopodobnie podobnie jak 99,9 % zainteresowanego światem zewnętrznym społeczeństwa, wzruszyłem ramionami. Może się to komuś wydać z mojej strony brakiem umiaru, ale uważam, że idealnie sprawę podsumował Donald Tusk, kiedy powiedział, że jego te podsłuchy nie interesują, bo przecież dziś każde dziecko już wie, że PiS podsłuchiwał. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że ten czarny jęzor wypluwając z siebie to co wypluwał, kierował się intencjami równie czarnymi jak on sam, ale nie da się ukryć, że co racja to racja. O tym że PiS powszechnie zakładał podsłuchy wie – zakładając że w ogóle coś wie – każde dziecko. Podsłuchy, wnyki, kamery, samostrzelające rewolwery, i sznury na szyje ludzi, którzy nie pragnęli niczego więcej jak tylko odrobiny świętego spokoju.
Niczego więc oczywiście nie mogła zmienić dzisiejszo-poranna wiadomość, że nie podsłuchy, tylko bilingi, a i to też nie na pewno, choć najprawdopodobniej nawet i to też nie wtedy i nie tam. I to też mnie nie zdziwiło. Jedyne co sobie pomyślałem, to to że ciekawe, jak oni z tego teraz wyjdą, i że najpewniej albo to zmilczą i jeszcze przez parę dni pobiją pianę, albo ogłoszą, że wprawdzie faktycznie Czuchnowski o podsłuchach nic nie pisał, ale media mają swoje prawa i ten news o podsłuchiwanych telefonach to taki sobie typowy dziennikarski skrót. Że niby bilingi-inwigilacja-podsłuch to w końcu i tak jeden ‘shit’. Zwłaszcza kiedy idzie o odrobinę sensacji.
Przez większą część dnia przewagę uzyskiwała wersja pierwsza. Czyli że podsłuchy były i nikomu nic do tego. I oto nagle zaglądam do telewizora, a tam prawdziwa debata: Paweł Śpiewak, Andrzej Morozowski, Maciej Knapik i Konrad Piasecki. I oto – znów nagle – pokazuje się Zbigniew Ziobro, mówi, ze żadnych podsłuchów nie było, a nasi niezależni komentatorzy w krzyk, że co??? A gdzie on słyszał o podsłuchach??? Kto mówił o podsłuchach??? Patrz pan, jak chytrus!!! Jedno małe słowo, a jak wszystko już wygląda inaczej! No, no, a to bydle, ten Ziobro. Żeby tak manipulować. A może on nie rozumie, co się do niego mówi? Może on nie tylko nie zna angielskiego, ale też i polskiego? No bo jakim trzeba być durniem, żeby słyszeć o jakiś podsłuchach, kiedy nikt o podsłuchach nawet nie wspomniał.
No i zostałem już przed tym telewizorem. I dobrze, bo za chwilę wydarzyło się coś jeszcze ciekawszego. Niezależny panel politycznych ekspertów wziął się za panią minister Fotygę. O co poszło? No nie wiadomo dokładnie. Oni sami zresztą tego nie wiedzieli, przyznając szczerze, że dla nich to co mówi Fotyga jest czymś tak tajemniczym i szalonym, że oni właściwie rezygnują z jakichkolwiek diagnoz. No bo niby o jakiej zdradzie ona mówi? I dlaczego? Wiele słów już padało, ale żeby takie rzeczy? O co chodzi? Przecież skoro zdrada, to już chyba i wszystko? Że niby Tusk chciał zniszczyć Prezydenta????? Co jeszcze można powiedzieć? Toż to jakieś szaleństwo! I do czego to ma doprowadzić? Przecież to już jest tylko czekanie na koniec państwa…. No może – to prof. Śpiewak – nie państwa, ale Platformy na pewno.
No i wtedy odzywa się red. Morozowski i głośno rozmyśla, że on owszem, też nie rozumie co się z tym PiS-em dzieje, z tym Kaczorek, Fatygą i z całą tą bandą idiotów dzieje… ale przy tym uważa, że w istocie to Putin chciał rozdzielenia wizyt, żeby w ten sposób pognębić Lecha Kaczyńskiego, a wzmocnić pozycję Donalda Tuska. I że niewątpliwie takie rozwiązanie Tuskowi musiało się podobać, bo to przecież polityk z krwi i kości i trudno sobie wyobrazić, żeby on z takiej okazji nie skorzystał. No ale właśnie o tym należy pamiętać. Sam Tusk nie zrobił nic. On tylko Putinowi przyklasnął. Tylkogdzie tu zdrada!!!! Zwykła polityka. Polityka pełna krwi, kości i szczątków wrogów…. Przepraszam. Rozpędziłem się. To już moja myśl. Pan Redaktor utrzymał się na poziomie.
Ktoś zapyta, co mi strzeliło do głowy, żeby zajmować swój i Czytelników czas recenzowaniem poziomu desperacji paru obłąkańców. Otóż właśnie chodzi o tę desperację. Przez minione pół roku, a więc od czasu gdy te ciała zawisły na smoleńskich brzozach, mogliśmy oglądać niemal wszystko. Najpierw zapłakaną Monikę Olejnik, później rozchichotanych Wojewódzkiego i Figurskiego, tych debili spod Wawelu, Palikota z jego komiksami, ten tłum grający w piłkę pod Krzyżem, tych lotniczych ekspertów opowiadających jakieś banialuki na temat drzwi do kokpitu, teraz tych nędzników integrujących się przed swoją pielgrzymką, te kłamstwa, te kłamstwa, te kłamstwa. I w pewnym momencie musieliśmy, w sposób całkowicie naturalny, przyjąć to wszystko i uznać, że tak to już po prostu jest. I inaczej nie będzie. Najwyżej bardziej.
Proponuję spojrzeć na to co się dzieje możliwie trzeźwo. Oni są kompletnie zaćpani. Po prostu. Oni się zwyczajnie czegoś nażarli. Inaczej być nie może. Normalny świat tak nie wygląda. To już ostatnia faza. Ja się nie zdziwię, jeśli się okaże, że oni te sklepy likwidują, żeby przejąć towar. Jeszcze chwila. Ale będzie hałas!

15 komentarzy:

  1. Hej, Toyahu!

    Ja inaczej zareagowałem na tę wieść o bilingach, podsłuchach. Ja, mimo wszystko, nie mogę pojąć, że oni jeszcze ciągle walą w ten sam bęben. Że to młotkowanie nie traci nic ze swojej siły.
    Może oni już żrą te rzeczy od tego gówniarskiego milionera?

    Ukłony!

    OdpowiedzUsuń
  2. @Kozik
    No właśnie to mówię. On to jedzą.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Toyah
    Wzięłam dziś po południu głęboki wdech i włączyłam tvn24 - akurat na ten kawałek z Fotygą. I tak się zastanawiam: dlaczego oni jej nie przemilczeli?... A Paweł Śpiewak jakby się wstydził, że tam siedzi. Też się zawstydziłam i skoczyłam na Polsat, gdzie byłam migawka z Kaczyńskim :"Bajek nie będę komentował."

    Koniec tej notki mi się okrutnie spodobał - Ty, Toyahu, umiesz mnie rozbawić jak nikt, kiedy już robi się baardzo ciemno w kraju...

    Poza tym pomaga mi jeszcze zmarnowanie paru godzin na robótki ręczne - naprawiłam kilka dziurawych rzeczy, które spokojnie można było wyrzucić. Polecam ten patent - tańszy od szprycy a też luksus.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Toyah
    Mnie się na to wszystko, z tymi narkotykami, z tą pielgrzymką, z syberyjskim księdzem, co lubi biegać z czaszką w ręku, i jeszcze z tą przebitą brzozą, nakładają przedstawienia Apokalipsy i wiersze i muzyka Dnia Gniewu.
    Kto wymyślił ten ciąg zdarzeń, kto stworzył tę "narrację", i poukładał z ludzi te żywe obrazy?

    OdpowiedzUsuń
  5. @Toyah

    Panika jest. I to prawdziwa. Dotyczy stanu polskiej gospodarki.
    Tragicznego, ukrywanego, grożącego tuskowej ekipie Trybunałem Stanu za przekroczenie konstytucyjnego poziomu deficytu.
    News ze Śląska: ośrodki pomocy społecznej - popularne MOPSy nie dostały własnie kasy z budżetu państwa na zasiłki stałe z opieki społecznej...

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam

    Przez tydzień przebywałem w dziwnej krainie, że tak powiem w celach rekreacyjnych, gdzie, o zgrozo, lokalny firewall nie pozwalał łączyć się z blogiem Toyaha. Nie było problemu z s24 czy Kataryną i FYMem, jak też z paru innymi. A Toyah był forbidden!

    Kraina to dosyć odległa i raczej radosna. Nie mniej wyczuli spryciule złowieszczą moc toyahowych komentarzy.

    Tam też uzmysłowiłem sobie, że do wielu moich grzechów i słabości muszę dodać uzależnienie się od tego blogu. A myślałem, że już nic nagłego nie może mnie w życiu spotkać.

    A dzisiaj, o wczesnym poranku, natychmiast nadrabiam tygodniowe zaległości i czytam, czytam o całym naszym polskim panopticum i cyrku w jednym.

    Słowa Księdza "Co tu tak spokojnie?" z perspektywy wydają się proroczo dramatyczne. Systemowa kobra skutecznie usypia zapatrzone w nią gryzonie. Uśpionych przeciwników - ofiary będzie można łatwo zneutralizować.

    A może Mistrz też na prochach? Ostatnio coś dużo pisze o farmacji.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Jazgdyni
    Myślę, że farmacja to jedna z największych potęg. Z pieniędzy farmacji zrodził się w Polsce ruch feministyczno-proaborcyjny, a i teraz chyba nie z datków społecznych się utrzymuje.

    OdpowiedzUsuń
  8. A teraz ja jadę do miejsca, gdzie Toyah nie sięga... Chociaż ostatnio udało mi się odbierać przez komórkę i terapia przepadła.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Marylka

    Masz 100% rację. A ja przez nią jestem ugotowany na twardo (mama, żona, córka).

    Ale gdyby ktoś na poważnie i śledczo zechciałby się zająć tym co się z farmacją wyprawia w naszym kraju, to obok afery "żelazo" ujawniłaby się afera "piguła". Niestety, nigdy to się nie stanie - za dużo do stracenia.

    OdpowiedzUsuń
  10. Szanowny Toyah!

    Czy w dniach przypadających mniej więcej na połowę października Państwo Toyahowie mieliby mozliwość znaleźć jeden dzień, jedną, powiedzmy, godzinę i czy zechcieliby przyjąć bezpośrednie wyrazy uszanowania od młodej (że tak brawurowo sobie pozwolę naciągać daty) szczerej jednostki, która w tych dniach wyląduje pierwszy raz w życiu w Ich mieście, w celu nabycia na pamiątkę w kiosku dworcowym wyrobu kolekcjonerskiego w postaci jednego noża.

    Pozostaję, etc.

    latinitas

    OdpowiedzUsuń
  11. @Yo
    O nie! Śpiewak się nie wstydził. On tam wodził rej.
    Jestem pewien, że oni wiedzą znacznie wiecej od nas. A na to już tylko szpryca.

    OdpowiedzUsuń
  12. @Marylka
    Wiemy kto. Ten Który Tam Zawsze Jest.

    OdpowiedzUsuń
  13. @kazef
    Właśnie tak. Oni są jak szczury. Zagonione do narożnika szcury.

    OdpowiedzUsuń
  14. @jazgdyni
    Oczywiście że na prochach. Na obniżenie cholesterolu i ciśnienia.
    A uzależnienie o którym wspominasz imponuje mi bardzo.
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  15. @latinitas
    Ależ oczywiście. Z radością. Będziemy w kontakcie, a później pójdziemy zjeść coś bardzo niezdrowego.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.