wtorek, 12 października 2010

Kaftan dla wszystkich

Jeśli ktoś czyta ten blog w miarę uważnie, pamięta może nastrój, jaki mu towarzyszył w pierwszych dniach i tygodniach po katastrofie 10 kwietnia. Chociaż może nie tylko nastrój ale też i opinię, jaką tu z niezwykłym zacięciem wyrażałem, ze nie ma co gadać o katastrofie, bo choć akurat nie ulega dla mnie wątpliwości, że za nią w ten czy inny sposób stało bardzo fizyczne i bardzo jednoznaczne zło, to i tak w przewidywalnej przyszłości nie uda się go wskazać palcem. Tak to już jest bowiem ten nasz dzisiejszy świat ułożony, ze pewne rzeczy mogą istnieć tylko w naszej pamięci.
Jednak nie tylko o to mi chodziło. Ja pamiętam, jak i w tamtą sobotę i przez parę kolejnych dni byłem szczerze przekonany, że okropność tego co się stało musi zmienić Polskę. Że ta nienawiść, której ta straszliwa kumulacja wreszcie doprowadziła do czegoś tak potwornego, musi jeśli nie zniknąć, to zdecydowanie stracić są niszczycielską moc. Byłem pewien – i pisałem tu o tym wielokrotnie – że choćby obraz tego zlanego krwią samolotu musi pozostawić w świadomości ślad, którego nie usunie już żadna zła ręka i żadne złe słowo. I że wreszcie przede wszystkim na poziomie kultury popularnej, a więc tego pierwszego i najbardziej wpływowego medium, nic nie przykryje widoku tego samolotu.
I jeszcze coś. Otóż wsłuchując się bardzo uważnie w słowa Haliny Bortnowskiej, która wówczas wydawała mi się wyłącznie parodią samej siebie, wierzyłem, że to co na ten moment najważniejsze, to wygranie wyborów. Bo bez tego aktu będzie nam znacznie, znacznie trudniej.
Właśnie minęło pół roku od tamtego dnia i muszę przyznać z prawdziwym bólem, ze moje ówczesne nadzieje i diagnozy okazały się pomyłką na całej linii. Przede wszystkim zło zostało wskazane palcem natychmiast i jak najbardziej oficjalnie. Zarówno większa część polskiej sceny politycznej, główny przekaz medialny, jak i cala kultura popularna, ledwo kilka dni po tamtym nieszczęściu wskazały jednoznacznie, że głównymi sprawcami katastrofy był prezydent Lech Kaczyński, jego brat Jarosław i polscy piloci. Czas, jak wiemy, pędzi szybko, wydarzenia zmieniają się jeszcze szybciej, czasy mają swoją niezwykłą, narkotyczna moc, więc można się do wszystkiego bez najmniejszego problemu przyzwyczaić. Każdy największy absurd, każdą perwersję, każde najbardziej ohydne przestępstwo wobec zwykłego zdrowego rozsądku, można w jednej chwili uznać za normę. Jeśli jednak spróbujemy spojrzeć na te minione miesiące w miarę czystym spojrzeniem, ogrom tego kłamstwa i szaleństwa otworzy się przed nami jak jakiś ponury, nieludzki i niekończący się krajobraz. Przypomnimy sobie jak dzień po dniu zasypywano nas niemal od samego początku absurdalnymi informacjami o otwartych drzwiach do kokpitu, o jakichś telefonach, jakiś ludziach terroryzujących pilotów, o czarnych skrzynkach, które już za chwilę zostaną odczytane i wtedy dopiero ujrzymy ogrom zła, jakie wygenerowali Bracia. Słuchaliśmy dzień po dniu wypowiedzi pilotów, ekspertów lotniczych, inżynierów, kotrzy jednoznacznie i jednogłośnie potwierdzali jedna jedyna tezę – prezydent Kaczyński za radą swojego brata sterroryzował załogę samolotu, a piloci oszaleli i popełnili samobójstwo. Jeszcze nie ostygła ta krew na tych strzępach porozrywanych ciał, a wiele z nich zostało sponiewieranych w bezprzykładny sposób słowem, gestem, a nawet kabaretową piosenką. A więc pomyliłem się. Na wyrok nie trzeba było czekać standardowe pięćdziesiąt lat.
Podobnie jeśli idzie o nienawiść. Sygnał dał Kuba Wojewódzki ze swoim kolegą Figurskim, a za nimi poszła reszta. Kiedy dziś wspominam te czarno białe zdjęcia czy to prezydenckiej pary, czy wnuczki Lecha Kaczynskiego – o których też tu było, jako o znaku i symbolu, których całe zło tego świata już nigdy nie dotknie – też widzę jak się myliłem, jak po raz kolejny okazałem się naiwny. Jeśli dziś, po tych sześciu miesiącach, nie jakiś podrzędny komentator, ale premier polskiego rządu, głosi bez mrugnięcia okiem, że to Jarosław Kaczyński jest głównym sprawcą śmierci swojego brata, bo po jaką cholerę pchał go do tej prezydentury, to znaczy, ze jeśli nie widzimy zła, które za ta wypowiedzią stoi, to jest już z nami bardzo źle. Jeśli takie słowo przechodzą obok nas, a my wzruszamy na nie ramionami, to nie ba najmniejszego powodu, by za chwilę ktoś – może i ten sam nawet premier – nie powiedział, ze po cholerę ona ich w ogóle rodziła. A kto inny wygłosi pean na cześć aborcji na życzenie. A biedne, zamulone społeczeństwo wypije kolejną flaszkę.
No i wreszcie te wybory. Bardzo chciałem, żeby Jarosław Kaczyński został prezydentem. Dziś widzimy bardzo jasno, że Dobry Pan Bóg nas – i jego – od tej apokalipsy uchronił. Widzimy tę dzisiejszą kotłowaninę najgorszych ludzkich emocji i instynktów, i naprawdę nie jest trudno wyobrazić sobie, co by się działo, gdyby dziś prezydentem nie był ten kosmita, ale on – człowiek z misją i z dzielnym sercem. To zło jest bowiem już tak zdeterminowane i tak bezczelne, że gdyby mu odebrać władzę, to następnym krokiem byłoby już chyba tylko strzelanie. Albo stosy. Jako broń sprawdzona przez tradycję.
Czemu postanowiłem wyjść dziś z tymi rozliczeniami? Powody są dwa. Przede wszystkim jest to już jednak te sześć miesięcy, a ponieważ ten wrak tam wciąż leży i spływa krwią niewinnych, należy się mu to słowo refleksji. Drugim jednak powodem jest to, że wciąż otaczają nas głosy ludzi złych i głupich. Wczoraj przez media przelała się fala wypowiedzi poważnych komentatorów, którzy zasugerowali, że Polska jest zagrożona przez polityczny holokaust, którego sprawcą ma być Jarosław Kaczyński. Że sytuacja jest tak dramatyczna, że należy podjąć środki radykalne, nawet jeśli mogłyby one oznaczać złamanie prawa i Konstytucji. Parę dni temu, dziennikarz jak najbardziej obiektywny, niezależny i naturalnie o nieprzesadnie dużej liczbie poglądów – Igor Janke, ogłosił, że to jest bardzo niedobrze, że Anna Fatyga wspomina coś o zamachu, bo na to, że ten smoleński obraz, który wszyscy od pół roku mamy w głowach pokazuje morderstwo, nie ma absolutnie żadnych dowodów, a żyć przecież ( i pracować) trzeba. Że to co robi Fotygę jest głupie, nieodpowiedzialne, i – jakżeby inaczej – przede wszystkim szkodzi PiS-owi, a wzmacnia Platformę. A myśl o tym, że PiS mógłby jeszcze bardziej osłabnąć jest dla Igora Janke nie do zniesienia.
I ja go rozumiem. W momencie jak Jarosław Kaczyński zostanie zapakowany w kaftan, za nim pojdzie i Janke i wielu jego kolegów. I nic ich przed tą demonstracją dbałości o państwo i jego cywilizacyjne zdobycze nie uchroni. On to świetnie wie. On wie, że dopóki między nim – człowiekiem skromnym, spokojnym i przecież bez większych pretensji – a Cywilizacją stoi Jarosław Kaczyński, gniew Nowego Wspaniałego Świata jego może szczęśliwie nie dotknie. Że może oni go jakoś nie zauważą. Jednak kiedy tam pojawią się już tylko ruiny, wezmą się i za niego. Bo prawdziwa nienawiść nie znosi próżni i nie toleruje lenistwa. Wszyscy muszą pracować, mój maleńki kolego.

34 komentarze:

  1. @Toyah
    Sprawdź przedostatnie zdanie - coś umknęło.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. @JJSZ
    Oczywiście. Dziękuję Ci za zwrócenie uwagi. Juz naprawione.
    Przy okazji przepraszam wszystkich, ktorzy poczuli chaos.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Toyah
    Chaosu nie ma. Jest podsumowanie iluś tam Twoich wpisów i przemysleń. Utrzymane w toyahowej konwencji. Utkane wokół smoleńskiej katastrofy i Twojej wizji Polski. Budzi szacunek, że piszesz wspomniałeś o powinności: trzeba napisac w rocznicę.

    Pamiętam wszystko bardzo dobrze. I rozumiem. Też się w różnych sprawach pomyliłem.
    ---

    Poświęcasz sporo miejsca Igorowi Janke. Więc, pozwól, że ja tez o nim. Nie mogę nijak pojąc Twoich nieograniczonych pokładów zrozumienia dla tej osoby. Uważam, że projekt salon24 od poczatku był bardzo szkodliwy dla niezależnej blogosfery. Jego twórca to serwilista i koniunkturalista, jednoznacznie prowadzący blogerski światek na manowce i sprowadzający niezalezną myśl do jednego kotła, w którym można mieszać do woli, a indywidualności typu FYM, Rolex czy Nicpoń zginąć mają w magmie nijakości.
    Z ostatnich "osiągnięć" I.Janke. Dziś w "Rzepie" w przeglądzie prasy cytuje on info z "Naszego Dziennika": „Nasz Dziennik informuje, że Szkoła Podstawowa w Chełchach w gminie Ełk jako pierwsza w Polsce będzie nosiła imię prezydenta Lecha Kaczyńskiego. 'Uczniowie wybrali patrona w drodze tajnego głosowania. Kandydatami na patrona szkoły byli także Tadeusz Kościuszko i Janusz Korczak. Uroczyste nadanie imienia odbędzie się 19 października'"

    Jaki komentarz znajduje do tej informacji Janke? Tylko taki:

    "Ciekaw jestem, kiedy pojawią się pierwsze protesty i głosy oburzenia."

    Jak to nazwać? Beztroska, głupota, brak odpowiedzialności, opanowany w stopniu wystarczającym komentarz a’la Czerska? A może po prostu zwykłe szczucie. Bo w dzisiejszej atmosferze medialno-politycznej, taki komentarz jest pospolitym szczuciem. Czy Janke może tego nie dostrzegać?

    OdpowiedzUsuń
  4. @Toyah
    A ja na to troszkę optymizmu. Kiedy oni spuścili te psy-autorytety ze smyczy, wydawało się, że mają porażającą ludzi moc. I może miały. Kto z maluczkich nie wierzyłby aktorowi, reżyserowi, filozofowi, profesorowi itd. Ludziom z okładek. Ale to zaledwie kilkanaście osób, dziś kompletnie wyeksploatowanych i niezdolnych do niczego nowego prócz nieapetycznego bulgotania jak Wajda. Oni się znudzili, jak wszystko co przez tv nadmiernie wyeksploatowane, a do tego są wszyscy okropnie brzydcy. Nowych autorytetów nie widać, bo to towarzystwo dbało, żeby nie wychować konkurencji. Cały ten ohydny scenariusz się wyczerpał, nowego nie widać, a czasy przyszły ciężkie. Nie wierzę, że oni mają w zapasie jeszcze głębsze dno. Może mają, ale to już nie zadziała, bo galopująca nędza budzi ludzi i wyostrza ich inteligencję.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Kazef
    Chodzi o to, że ja za koninkturalistę i serwilistę uważam nie tylko Jankego, ale również kilku z tych, których z całą pewnością Ty szanujesz.
    Jeśli mam już grzebać wśrod dziennikarzy, to koniunkturalizm trzymam bardzo z tyłu.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Marylka
    Masz sto procent racji. Oni za sobą mają juz tylko mur, a przed sobą przepaść.
    Bardzo Ci dziękuję za każdy Twój gest. Zwlaszcza za ten dzisiejszy. Nawet nie wiesz jak potrzebny.

    OdpowiedzUsuń
  7. Toyahu,

    Ja też się pomyliłam.Też byłam naiwna. Pamiętam ,kiedy byłam na Rynku w Krakowie tamtego kwietniowego dnia i widziałam tłumy wokół mnie,myślałam, że to zło jednak przegra... I tylko nie wiem skąd mój syn,lat 21, wiedział. Naiwna jesteś -mówił.

    Piękny tekst.Dziękuję Ci bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Toyah

    To swoje "których z całą pewnością Ty szanujesz" to bardzo na wyrost napisałeś. Raczej za mało wiesz, kogo i za co ja szanuję.
    To co ja piszę na Twoim blogu to mały wycinek mojej pisaniny i wyrażanych w różnych miejscach poglądów. Za mało żebyś sobie mógł wyrobić zdanie.
    Ale dośc o tym, bo Twój tekst był o czynś innym. Nie mam najmniejszego zamiaru zakłócać dyskusji.

    Z poważaniem.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Agnieszka Moitrot
    Też mam znajomych którzy mnie przestrzegali przed tym optymizmem. Jednak z rodzinie byliśmy solidarnie naiwni.

    OdpowiedzUsuń
  10. @OldFashion
    Bardzo dziękuję. No i witam wśród swoich.

    OdpowiedzUsuń
  11. @kazef
    Nie gniewaj się. To mie miało być osobiste. Nie nam pojęcia, kogo szanujesz, ale jeśli jest wśród nich jakikolwiek dziennikarz to na mnie nie licz. Zwłaszcza jeśli idzie o koniunkturalizm.
    I tego dotyczył mój komentarz.
    Swoją drogą, skoro już o tym mówimy, nie jestem w stanie zrozumieć skąd tyle osób nie może mi darować, że lubię lubię Igora Janke tylko za to, że znam go zwyczajnie jako sympatycznego człowieka. Te pretensje są do tego stopnia nieprzytomne, że niektórzy z nich ni w pięć ni w dziesięć plotą coś o "nieograniczonych pokładach zrozumienia".

    OdpowiedzUsuń
  12. @Toyah

    Ja mam co do dziennikarzy in gremium z dawna ustalone zdanie. Od dzieciństwa chciałem być dziennikarzem, skończyłem studia dziennikarskie... Ale w zawodzie nigdy nie pracowałem.
    Szybko się z tego wyleczyłem i zobaczyłem czym jest to zajęcie. Przypomina profesję aktorską, i jeszcze jedną, bardzo starą profesję.

    Ale od nich należy wymagać, muszą wiedzieć, co o nich myślimy. Nie można im odpuścić. Muszą wiedzieć, że albo będą rzetelni (niech się chociaż starają), albo ich nie będzie. Na ich miejsce przyjdą inni. Np. blogerzy.

    Co do Janke. Nie wiem kto i kiedy wypominał Ci tego Janke. Ja się do tej pory powstrzymywałem :)
    Za innych się nie wypowiadam, ale jeśli o mnie chodzi to mam no, ten ...dyskomfort (pamiętasz kujota?). Tak przenikliwa osoba jak Ty zdaje się nie dostrzegać prawdziwego oblicza Jankego. Bo niby jest sympatyczny? nie no...

    OdpowiedzUsuń
  13. @kazef
    Właśnie tak. Sympatyczny. Jak idzie o aktorów, dziennikarzy, dziwki i artystów to jest dla mnie główna kategoria. Z tego punktu widzenia wolę Janke od Ziemkiewicza, Sakiewicza i Semki do kupy wziętych.
    I zapewniam Cię, że pokłady zrozumienia nie mają tu nic do rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Kazef
    @Toyah
    Chyba można kogoś lubić i zarazem widzieć jego prawdziwe oblicze - trochę wredności, trochę sprytu, resztka naiwności, średni rozumek oraz jakieś ciepło, które jest dziś rzadkością. Tak sobie wyobrażam Jankego (nie znam go i nic o nim nie wiem poza jego niezbyt sensownymitekstami). Są też ludzie bardzo wredni, których jednak się trochę lubi, bo np. zachowują się w sposób bardzo empatyczny, mimo że ludzie ich w rzeczywistości nic nie obchodzą. Ja przepadam za niektórymi istnymi podlecami, bo mnie nie wiedzieć czemu rozśmieszają. Na przykład Wajda ma od zawsze tak idiotyczny wyraz twarzy, że wpatruję się w niego ze zboczoną wręcz przyjemnością. Czy mnie za to potępicie?

    OdpowiedzUsuń
  15. Ok. Pojąłem Twój punkt widzenia.
    Będę pamiętał.

    OdpowiedzUsuń
  16. @Marylko

    To jest temat-rzeka. Rzecz w tym, żeby nie oceniac ludzi po tym, czy są sympatyczni. A to właśnie ładuje nam wciąż system do głów. No i do tego mamy takie naturalne skłonności, żeby lubic tego, kto się usmiecha, ładnie pachnie, empatycznie przekrzywia głowę, grzecznie nas wysłucha itp.

    Trzeba na to cholernie uważać. Bo inaczej przychodzi taki trochę naturalny brat-łata, ale więcej wyszkolony, Olek Kwaśniewski i kupuje połowę publiki samym łagodnym usmiechem i ciepłą barwą głosu.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Kazef
    Ale ja jestem na to wszystko całkowicie odporna. To lubienie, o którym napisałam, nie ma nic wspólnego z ufnością i naiwnością. Dobranoc!

    OdpowiedzUsuń
  18. Czytam Toyaha zwykle rano. Również dzisiaj. Ale zanim zabrałem się za to pesymistyczne i w sumie tragiczne podsumowanie, przeżyłem moment głębokiego wzruszenia, gdy pierwszy chilijski górnik został wyciągnięty na powierzchnię.

    Byłem w Chile chyba 30 lat temu. Biedny kraj, ciężkie życie. Moglibyśmy naprawdę patrzeć na nich nieco z góry.
    Tymczasem obserwując dzisiaj ich wspaniały sukces, pytam, dlaczego już od dłuższego czasu nic nam się nie udaje. Ktoś tutaj już wymienił pasmo klęsk i katastrof bezlitośnie odsłaniających cały fałsz naszego cywilizacyjnego standardu.
    To "Ubik" Philipa Dicka, na którego tak lubię się powoływać. Świat kompletnie zafałszowany, ludzie otumanieni, a rzeczywistość to ułuda. Czego nie dotknąć to się wali. Spadają samoloty, walą się domy i hale, nie ma siły na powodzie, na niby-drogach giną setki biednych ludzi.
    To standard i bezradność Bangladeszu i daleka droga do standardów dumnych Indian Chile.
    W NASZYM KRAJU MAŁO CO SIĘ UDAJE.

    A wokół pleni się okrutnie propaganda i omam. Ludzie już naprawdę nie wiedzą co się dzieje.

    Jednym ze źródeł tego stanu jest brak codziennego komentarza, codziennego opisu świata. Do dyskusji Toyaha i Kazefa mogę tylko dodać, że w naszym biednym kraju nie ma już ani jednego dziennikarza - autorytetu. Jest natomiast morze manipulatorów. Taka Kolenda - Zalewska po poniedziałkowej manipulacji z "prawdziwymi Polakami" wyleciałaby na całym świecie z redakcji na zbity pysk i nigdzie nie mogłaby znaleźć pracy.

    Nie u nas - w kraju gdzie nic się nie udaje. I nieudacznikiem jest prezydent, jest premier, minister obrony, zdrowia i wszyscy pozostali.

    Wiesz Toyahu, ja najbardziej obawiam się, że przełom nigdy nie nastąpi. W tą czy tamtą stronę.
    Że to wszystko będzie trwało bardzo długo, degenerując się coraz bardziej i ludzie będą coraz głupsi i zakręceni.
    Jak w "Ubiku".

    OdpowiedzUsuń
  19. @Marylka

    Nie wiem jak to zrobiłaś, bo to bardzo trudne. Ja w kazdym razie non-stop spotykam ludzi, którzy kogos lubią, bo jest towarzyski i zabawny, chociaz wiedzą, że kawał z niego sukinsyna. Albo wiedzą, że kradnie i na dziwki chodzi, ale od razu się ciesza jak go widza, bo na pewno za chwile powie cos śmiesznego. Może jakiś nowy dowcip o kaczorach albo o ojcu-dyrektorze?

    @jazgdyni

    Przypomnij mi, proszę, jak się kończy "Ubik", bo czytałem to wieki temu i niewiele co pamietam. Tylko typową dla Dicka szkatułkową strukturę, gdzie wciąz odkrywamy kolejny poziom ułudy i matrixa. Udało się bohaterowi powieści uwolnic świadomość od dopalaczy czy tym podobnych używek?

    OdpowiedzUsuń
  20. @Kazef

    A to mnie zastrzeliłeś...
    Niestety jestem poza domem i książki nie mam pod ręką. "Ubika" ostatni raz czytałem chyba 10 lat temu i pamiętam cały ten ponury świat, który tak się rozpadał jak nasza polska rzeczywistość. Jak dobrze pamiętam to zakończenie było chyba totalnym chaosem i beznadziejnością. Bardzo pesymistyczne.

    Teraz mam pod ręką powiastkę filozoficzną Suskinda "Pachnidło". I też sporo analogii do współczesności. Szczególnie w sprawie manipulacji.

    OdpowiedzUsuń
  21. @jazgdyni

    Kajnos problemos.
    Z Dicka najbardzieej zapamietałem "Valis", gdzie obok stałych dla niego watków z rozbijaniem rzeczywistości, podwójną świadomościa itd. doszły jeszcze watki autobiograficzne.
    Analogii do polskiego grajdołka mnóstwo. Zwłaszcza, że w dopalaczach, narkotykach i innych używkach zanurzonych jest więcej osób niż sie nam wydaje.
    Zwłaszcza wśród dziennikarzy.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  22. @Kazef

    Wiesz, kiedyś podziwiałem Witkacego, że sam na sobie chciał spróbować działania tych wszystkich narkotyków jego czasów. Wydawało mi się to takie ważne - poznać osobiście wszystkie możliwe stany świadomości.
    Ale dzisiaj już wiem bardzo dobrze jakie to destrukcyjne. Nie ma szczęścia za darmo - im bardziej do niego dążysz, tym więcej musisz płacić.
    Toteż to, w czym się dzisiaj pławi warszawka, to totalna autodestrukcja.
    A jak Biblia dała przykład z Sodomą i Gomorą - wiadomo jak się to kończy.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. @jazgdyni

    Kiedys to robili artyści, którzy nigdy nei mieli specjalnych hamulców moralnych.
    Dziś wpycha sie do dzieciom i młodzieży, najpierw wmawiając, że jakies hamulce to zamach na wolnośc i niezalezność.

    Ja akurat czytam teraz wspomnienia i listy pewnej wdowy po polskim bohaterze zamordowanym strzałem w tył głowy w więzieniu mokotowskim w 1952 r. Nie publikowany dotąd materiał. Ona opisuje jak wysłała list do Bieruta z prosbą o ułaskawienie, jak potem pisała do samego Stalina. Wreszcie zadzwoniła do Juliana Tuwima, którego wczesneij znała. Odebrała jego sekretarka, nie chciała połaczyć, ale autorka wspomień skłamała, że chodzi o sprawy zawodowe.
    Gdy Tuwim usłyszał, że chodzi o wstawienie się u Bieruta, zbluzgał ją w bardzo wulgarnych słowach. Na jego poezje nie mogła odtąd patrzeć.
    I wiesz co jest najgorsze? Nie wiedzieli, gdzie pochowane są ciała ich bliskich. Zaraz więc im podsuwano jakąs wróżkę, jakiegos jasnowidza, który ich mamił chorymi wizjami. A to ze mąż żyje, tylko go na Sybir wywieźli. A to że pewnie go wypuścili, ale stracił rozum i nie wiadomo gdzie poszedł...

    Dziś metody mamienia i łudzenia są o wiele bardziej udoskonalone.

    OdpowiedzUsuń
  24. @Marylka
    Otóż to. Ja na przykład lubię Schetynę i Niesiołowskiego. A nie lubię Girzyńskiego i Ziemkiewicza. Lubię Migalskiego a nie lubię Poncyliusza.
    I tak to było zawsze. Całkowicie apolitycznie. I kompletnie nie rozumiem, co w tym takiego egzotycznego.
    Kiedyś napisałem zresztą ten temat cały długi tekst. Że w momencie jak ideologia pokonuje w nas człowieka, stajemy się tacy jak oni.

    OdpowiedzUsuń
  25. @Toyah
    No i bywa też tak, że ktoś jest nam bardzo bliski ideologicznie, wiemy, że jest porządnym człowiekiem, zgadzamy się z nim we wszystkim, ale go nie znosimy i nie chcemy mieć z nim do czynienia. To wszystko są pewnie sprawy podświadomości czy czegoś tam z dziedziny psychologii. W każdym razie normalne u wrażliwego człowieka. Żeby nie kierować się takimi odczuciami w życiowych wyborach i mieć do nich dystans, wystarczy być dorosłym. Co nie każdemu się udaje - media pracują nad tym, żeby społeczeństwo pozostawało w stanie dziecięctwa. Bardzo dobrze Cię rozumiem, Toyahu, chociaż nie wszystkie Twoje sympatie podzielam, ale to przecież właśnie jest sprawa bardzo indywidualna i nie do dyskusji.

    OdpowiedzUsuń
  26. Do podstawowych warunków (i metod!) panoszenia się tego zła należy podsycanie opinii, że w sumie nic się nie dzieje; ot, wyłącznie zbiór przypadków!

    Oto żyjemy w jakiejś zawiesinie, której cząsteczki są w stałym, chaotycznym ruchu (Browna). Czasem się zderzą, czasem się skleją, jednak chaotycznie, więc nieprzewidywalnie.

    Za chaos, ani za te zderzenia nikt nie odpowiada, poza samymi cząsteczkami. Oczywiście z wyłączeniem odpowiedzialności tych cząsteczek, któreśwa tam sami, kuźwa, wprowadzili.

    Ta, cenna świadomość zachęca do stosowania praw zawiesin, szumowin, a w końcu gazów, szerzej niż tylko do potrzeb fizyki teoretycznej. Wszak potrzeba usunięcia chaosu jest potrzebą, jak najbardziej, praktyczną. Jako taka, powinna stanowić platformę obywatelskiego porozumienia. Platformę, na której zbudujemy, kuźwa, nowy świat na 1000 lat!

    Wiadomo, że porządek sam się nie zrobi, ani od razu Kraków zbudowano. Żeby jakoś zacząć, trzeba najpierw oflagować te wrogie cząsteczki. Jakąś, kuźwa, ustawę wydać! A nie ma co fizolofować, bo niektóre przepisy i tak z góry są oczywiste, np.:

    - Wrogim cząsteczkom zabrania się podnosić flagi państwowej i narodowej oraz pokazywać barwy narodowe.

    - Za to pozwala się im pokazywać kolory pisowców.

    - Pisowcem jest ten, kto ma przynajmniej troje pełnorasowych pisowskich przyjaciół.

    I tak dalej ... poklikawszy, reszta pomysłu sama się znajdzie.

    PS.: Czasami w zawiesinę coś łupnie i ten chaos ruchów Browna nagle uzyskuje spójność i kierunek. Ale co ma łupnąć, skoro samolot, to za mało? Może trzeba przytuskać piąchą w stół? Nie chodzi przecież o kierunek byle jaki, ale o kierunek POtrzebny.

    OdpowiedzUsuń
  27. @Marylka

    Jedna z moich ulubionych maksym La Rochefoucauld:

    "Są ludzie wstrętni mimo zalet, a inni mili z wadami".

    OdpowiedzUsuń
  28. @Marylka
    Jak śmiesz! Jak możesz nie podzielac moich sympatii? A kogo Ty niby lubisz, kogo ja nie lubię? Albo odwrotnie?
    Albo jesteś nasza, albo nie!

    OdpowiedzUsuń
  29. @orjan
    Dziś u Olejnik Błaszczak powiedział o tych przypadkach. Że coś za dużo tych przypadków.
    Dobrze sie bronił, choć ja bym ja kopnął w pupkę.

    OdpowiedzUsuń
  30. @Traube
    No popatrz. Wszystko juz zostało powiedziane.
    Miło Cię znów widzieć.
    Mogę wciąż do Ciebie wpaść do tej Szwecji?

    OdpowiedzUsuń
  31. @Traube
    I po co ja się wysilałam? Trzeba było klasyków czytać.

    OdpowiedzUsuń
  32. @Marylka
    Ja nawet nie robię nikomu nadziei.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.