niedziela, 17 października 2010

Dzień na żywo

Jakiś czas temu, jeszcze we wczesnym okresie istnienia tego blogu, poskarżyłem się na zagrożenia, jakie tu odczuwam wobec wykonywania swojego zawodu, a więc też i zarabiania na utrzymanie rodziny, wyłącznie z tego powodu, że jestem tak zwanym kaczystą. Jak może niektórzy z bardziej uważnych czytelników sobie przypominają, pisałem wówczas, ze właśnie ze względu na świadomość tych zagrożeń, w osobistych kontaktach ze swoimi uczniami praktycznie nie poruszam tematów związanych z polityką. A już na pewno ich unikam, kiedy spotykam kogoś, kto tą polityką żyje i tę swoją pasję od pierwszego słowa manifestuje. Dlaczego? Dlatego że świetnie wiem, do czego prowadzą tego typu emocje. A ja nie mam żadnego interesu w tym, żeby kolekcjonować wrogów, szczególnie wśród osób, dzięki którym mam co jeść.
W sąsiedztwie mieszka pewna pani. Gdybyśmy mieli zaryzykować najbardziej prostacki face value system, ona jest typem najbardziej słodkiej katechetki, lub zakonnicy. Każdym swoim gestem, każdym słowem, sposobem w jaki przechyla głowę i na nas patrzy, brzmieniem głosu, ona manifestuje czystą, wręcz karykaturalną łagodność serca. Znam ją z niedzielnych mszy i z lokalnego sklepu, gdzie czasem stoimy w kolejce, a ponieważ ona jest emerytowaną nauczycielką, a ja niemal – o czym będzie później – emerytowanym nauczycielem, przez wspólnotę zawodowych losów sobie rozmawiamy. O czym? Głównie o polityce. To znaczy, ona rozmawia, a ja uprzejmie kiwam głową. O czym są te rozmowy? Głównie o tym, że ona już nie może patrzeć na „tę mordę”. O czyją mordę chodzi? Otóż o mordę Jarosława Kaczyńskiego. Dlaczego ja jej nie powiem, że ma pomieszane w głowie? Przede wszystkim dlatego, że to nic nie da. A poza tym, mi się naprawdę nie chce awanturować ze starszymi paniami. A jak już idzie o moje najbliższe sąsiedztwo, wystarczy mi Kazimierz Świtoń, który na mój widok demonstracyjnie odwraca wzrok.
Oto świat, który nam został w ostatnich latach pokazany i sprezentowany, jako oferta jedyna i praktycznie nie do odrzucenia. Świat splątany ideologicznie w labirynt, z którego nie ma już żadnej ucieczki.
Kiedy pisałem tamten tekst, nie chciałem jedynie narzekać, ale może przede wszystkim wskazać na plan o wiele bardziej ogólny i zdecydowanie bardziej przemyślany, niż przemyślane są ludzkie emocje. Chciałem pokazać, jak aż groźba utrata pracy, czy zaledwie strach przed lokalnym ostracyzmem stanowią wyłącznie koszt projektu, którego celem jest władza i tylko władza. Że na tamtym końcu tego planu stoją ludzie, dla których ja z moją rodziną, czy ktokolwiek inny, jesteśmy wyłącznie pionkami, a co się z nami stanie jest bez znaczenia, byleby tylko owo napięcie wokół nas trwało i miało się dobrze. Bo dzięki niemu, trwają i dobrze się mają własnie oni. Dziś czuję, jak nagle to wszystko staje się sprawą osobistą. Wyłącznie osobistą. Dziś czuję, jak bardzo ci wszyscy moi znajomi, którzy – choćby na tym blogu czy blogach zaprzyjaźnionych – są roztropni i czujni, stając na głowie, by nikt z osób wśród których przyszło im żyć i pracować nie dowiedział się, jakie oni maja poglądy polityczne. Roztropni i czujni, bo świetnie świadomi tego, jak dzisiejsza Polska jest krajem zwykłego, najbardziej ordynarnego kulturowego terroru, gdzie wióry lecą równo i szeroko.
Kiedy zaczynałem prowadzić ten blog, to kim jest jego autor wiedzieli tylko moi najbliżsi, i przez wiele miesięcy nic nie wskazywało na to, by ta sytuacja miała się zmienić. Nawet wówczas, gdy moje nazwisko – dzięki mojej nieroztropności i aktywności paru wybitnych polskich patriotów – trafiło do sfery bardziej publicznej, włącznie z Radiem Maryja, też nie miałem z tym kłopotu, wiedząc, że to jest wciąż tylko nisza i to nisza wyjątkowo niszowa. Kiedy ten blog otrzymał nagrodę Onetu, cos się zdecydowanie zmieniło, a ja z kolei i tak już wiedziałem, że tego procesu ujawniania i tak się już nie da zatrzymać. Że każdy kto chce wiedzieć, kto pisze to wszystko co tu się każdego dnia pojawia, dowie się o tym w jednej chwili, a co gorsza dowie się o tym też wielu takich, którym grzebanie w Sieci wcześniej nawet nie przyszło do głowy. A później, to już wiedziałem, że jeśli ktoś mnie ma znienawidzić, to znienawidzi, a jedyne co mogę zrobić ja, to tylko modlić się, żeby wśród nich było jak najmniej osob, od których zależy mój byt.
Może ktoś zauważył, że z głównej strony tego bloga zniknął banner Facebooka. Możliwe, że ktoś też zauważył coś jeszcze. Że z samego Facebooka zniknęło moje konto osobiste i konto przyjaciół bloga toyah.pl. Dlaczego? Wszystko usunąłem sam i osobiście. Dlaczego? Otóż wszystko ma zawsze tę samą przyczynę. Wyrejestrowując się z Facebooka zaznaczyłem nawet odpowiednią opcję – bezpieczeństwo. O jakim bezpieczeństwie mówię? O tym samym, o którym wspomniałem w pierwszej części tego wpisu. Opowiem jak to wygląda. Człowiek w pewnym momencie, całkowicie uspokojony towarzyskim i zawodowym komfortem i satysfakcją, jakie mu przynosi każdy kolejny dzień, zaczyna nagle widzieć, jak atmosfera wokół niego zaczyna się wyraźnie zagęszczać, a część osób, bez najmniejszego powodu najpierw przestaje się do niego uśmiechać, a później zaczyna wykonywać nieprzyjazne gesty, a później dowiaduje się, że ta z początku ledwo uchwytna niechęć, zaczyna przybierać postać praktyczną – choćby w formie groźby utraty pracy. Tylko tyle i aż tyle. Na poziomie poważnych biznesów, na temat których zdolni reżyserzy kręcą filmy, sprowadza się to do tego, że z dnia na dzień, bez jednej wyraźnej przyczyny, jeden po drugim wycofują się kolejni inwestorzy. Na poziomie politycznego bloga roku, chodzi zaledwie o drobne przesunięcia w ofercie pracy. W końcu nikt nikogo nie może zmusić do współpracy z kimś, kto jest w sposób oczywisty psychicznie niezrównoważony. Szczególnie w okresie silnych społecznych i politycznych napięć. Prawda?
Ten blog będzie działał dalej, dokładnie tak jak dotychczas. Obawiam się przy tym, że powrót do skutecznej konspiracji jest już mało możliwy. Choćby na przykład dlatego, że teraz już moje nazwisko musi pozostać obok tego numeru konta, który – jak się nagle okazuje – też musi pozostać. Właśnie ze względu na sytuację, o której wyżej. A zatem walczymy dalej, tyle że jeszcze bardziej świadomi, gdzie żyjemy i kto nam to życie organizuje. I świadomi tego, że jeśli w końcu dojdzie do tego, że dla mnie ten blog stanie się jedynym źródłem utrzymania – to będę mógł uczciwie powiedzieć, że to wyłącznie przez tę wyżej wspomnianą „mordę” i przez tych dla których utrzymywanie powszechnej świadomości tej „mordy” stało się pewnym momencie jedynym ratunkiem i ich jedynym sukcesem.

27 komentarzy:

  1. czytam już dawno Pański blog Toyahu.Czekam na wpisy niecierpliwie.Dobrze wiem o czym pan teraz mówi.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Toyahu.
    Masz o tyle dobrą sytuację że niedługo emerytura zapewni Ci warunki do życia niezależnie od tego jak by nie patrzyli na Ciebie Twoi przełożeni. I to co piszesz na pewno warte jest tego ryzyka.Ryzyka że możesz stracić pracę i ostracyzmu w środowisku. Zresztą bez poświęcenia i ofiary nie ma prawdziwego sukcesu.
    Jestem prawie w Twoim wieku a w młodości nie byłem najmądrzejszy i byłem w PZPR wierząc że tam mogę zrobić coś dobrego. Gdy powstała Solidarność i moja partia wybrała konfrontację - oddałem legitymację. Kosztowało to mnie utratę pracy i trudności w znalezieniu nowej. Ale nigdy nie żałowałem swojego wtedy wyboru.
    Czytam blogi na Salonie od dłuższego czasu a Twój ceniłem szczególnie. Gdy zniknąłeś początkowo nie wiedziałem co się z Tobą stało ale dzis zadałem sobie trud poszukiwania i po raz pierwszy dołączyłem swój komentarz.
    Pozdrawiam i życzę optymizmu i wytrwałości.
    zakrystian

    OdpowiedzUsuń
  3. @bkrzysiak
    Dziękuję za wsparcie. Jestem pewien, że tych, co rozumieją, o czym wyżej, jest znacznie więcej, niż tylko my dwaj. Inaczej nie byłoby o czym pisać.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Zakrystian
    Jak idzie o emeryturę, to ona raczej nie zapewni mi nic. I to już wszyscy wiemy. Prędzej już nas wezmą na garnek nasze dzieci.
    Przykro mi, że tyle wysiłku kosztowało Cię znalezienie tego bloga. Może trzeba było przeczytać dwa ostatnie wpisy w Salonie? Tam był wyraźny drogowskaz.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam i pozdrawiam Szanownego Pana!
    Muszę przyznać, że w swoim bliższym i nieco dalszym otoczeniu również spotykam osoby owładnięte przez złego, ale -w przeciwnieństwie do tego co Pan pisze- są to raczej "pożyteczni idioci" a nie zadeklarowani ...no właśnie kto? Wydaje mi się, że sporo osób podąża wraz z "gównym" nurtem, ale jest to tylko powierzchowne identyfikowanie się z tym co modne i "przystoi" i niewielkie nawet przyciśnięcie przez sytuację życiową tych indywiduów zmieni ich orientację na normalną a nie zaczadzoną; w tej chwilowo nawracającej "kacapii" normalnemu człowiekowi nie pozostaje wiele, do zyskania wiele nie ma,a zachować twarz przed samym sobą jest rzeczą bezcenną; moja sytuacja życiowa i towarzyska może jest nieco inna niż Pana, ale w sytuacjach trudnych -wydaje mi się- raczej pogoniłbym kacapa niż potulnie przytakiwał.
    Słówko jeszcze n.t. Pana Jarosława Kaczyńskiego: wydaje mi się, że idą ciężkie czasy, i to nie tylko w wymiarze finansowym, ale ogólnie deintegracji społecznej zapewne jeszcze pogłębionej tąże coraz cięższą sytuacją finansową kraju i większości społeczeństwa. Zapewne w jakimś momencie dojdzie do sytuacji, kiedy jedyną osobą wokół której zbudować będzie można obóz ludzi dobrej woli i w ogóle szerzej - ludzi w jakiejś mierze ocalałych z marazmu tych ostatnich lat- będzie Pan Jarosław Kaczyński. Po tych wszystkich upokorzeniach, których zaznał i zaznaje wynagrodzeniem będzie -myślę- kierowana w stosunku do Niego prośba, aby raczył zorganizować ludzi dobrej woli do wydobycia kraju (który to już raz!) z miejsca, w którym się kraj znalazł. Doskonale rozumiem, że po tych wszystkich przeżyciach miałby pełne prawo powiedzieć: dziękuję, jestem tym wszystkim juz zmęczony i poczuć satysfakcję, że oto jest ostatnią nadzieją. Mam jednak nadzieję, że zechce jeszcze przewodzić ludziom dla których grilowanie tu i teraz nie jest celem życia.
    Bóg zapłać dla Pana za te dwuletnie blisko (jeśli idzie o mnie) inspiracje. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nikt nie ma trudności z poznaniem, że idzie zima. A to dzień jest krótszy, a to dołem zimno ciągnie, itd.

    Jednak ludzie jakoś ślepną w miarę wzrastania częstotliwości oznak terroru. Aż jest za późno, by sie go pozbyć prostym kopem w cztery litery.

    Doświadczyli tego rosyjscy mienszewicy. Ale nie przeżyli. Stąd deficyt świadectw i przestrogi.
    U nas to samo czeka fornali*/ dzisiejszej władzy.

    ---------
    */ Dopiero co dyskutowaliśmy o niewolnictwie i zaraz potem o głupocie, zwracając uwagę, że obecnie wielu to lubi bo z tego żyje. Jeden z lepszych autorów Krzysztof Ligęza (szkoda go dla Salonu 24) użył trafne określenie: "fornale".

    Np. cytat: "Należycie wytresowany i prawidłowo prowadzony medialny fornal zna swoje powinności."

    OdpowiedzUsuń
  7. Oh, Toyahu...

    Jak tu nie rozumieć...
    Wolny kraj, hehe...

    Ja w pracy tematy polityczne omijam łukiem szerokim. Tak jest lepiej dla wszystkich. Na szczęście, mój szef jest człowiekiem prawym w szerokim tego słowa znaczeniu, co znakomicie wpływa na podniesienie komfortu pracy. Sądzę, że takich szefów jest w ogóle niemało. Jednak moim prawdziwym szefem są moi klienci - i tu już trzeba uważać...

    Ukłony, Toyahu, wszystkiego dobrego - mimo wszystko!

    OdpowiedzUsuń
  8. @Toyah
    Nie było mnie przez dwa dni i dwa wpisy. więc nie zdążyłam podziękować Kozikowi i Tobie za dziewczynkę, która zdarła z szyi medal od Tusku. Dziękuję, to było piękne. Pod następnym wpisem nie zdążyłam się wymądrzyć, że przecież nasz Pan powiedział o pięciu pannach mądrych i pięciu pannach głupich i wyraźnie wskazał, co jest głupotą. Ale okazało się, że parę osób bez powoływania się na tę przypowieść i tak trafiło w sedno. A w związku z ostatnim wpisem:każdy, kto zahaczy o politykę, wcześniej czy później wchodzi w pole widzenia Złego Oka i jego los zależy później zwykle od tego, ilu ma ustawionych przyjaciół. Oby nie było tak, że wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. Dlatego któryś raz zwracam uwagę Szanownych czytających ten blog, że słowa wsparcia nie wystarczają, gdy idzie o chleb.

    OdpowiedzUsuń
  9. Rany, jak ja jestem szczęśliwy, że nie pracuję w kraju, a i kontakty towarzyskie ograniczyłem znacznie.

    W Norwegii przekonania polityczne w stosunkach międzyludzkich nie mają najmniejszego znaczenia,
    W bliskim otoczeniu mam i autentycznego nazistę, jak i zdecydowanego komunistę. Nikomu to nie przeszkadza i na nic nie ma wpływu. Dyskusje zawsze są wyważone i spokojne.

    W Polsce, moje kaczystowskie poglądy doprowadziły do zerwania kontaktów z dwoma osobami. Z mojej perspektywy osobami moralnie nie najwartościowszymi.
    Jeden, to przyjaciel ze studiów, który tak na prawdę żadną wartościową pracą, w całym swoim życiu się nie zhańbił. Raczej o pracy wyrażał się z pogardą tłumacząc mi, że co innego praca a co innego robienie pieniędzy. Cóż, dziwnie udowodnił tą tezę, bo czego się dotknął to zamieniał w gówno i martwi się o przyszłość bardziej niż Toyah. Ale platformerski raj na ziemi pasuje mu jak najbardziej.
    Drugą osobą jest znajoma z dzieciństwa, Poważna Pani Redaktor (naczelna nawet w swoim czasie) a obecnie wydawca, która chce być pierwszą, co zgromadzi na fejsbuku 10 000 znajomych - ale tylko ważnych. Dla niej epoka platformy to ta sadzawka,to bagienko, gdzie wspaniale może się rozwijać.

    Nie będę się chełpił Toyahu, ale jakiś czas temu ostrzegałem cię przed takim możliwym rozwojem wypadków.


    Przykro to pisać, ale może być nawet gorzej.
    Godzinę temu oglądałem reportaż z Niemiec, gdzie w ankietach obywatele wyrażają swoją tęsknotę za dyktaturą, a w Berlinie otwarto wystawę o Hitlerze, no i pani Merkel stwierdziła,że w Niemczech jest miejsce dla wszystkich, o ile tylko mówią po niemiecku.
    Z drugiej strony patrząc na rozkwitający ruski neoimperializm, kto wie co Tusku i jego komandzie może strzelić do łba.
    Różne Króle namawiają do akcji...

    OdpowiedzUsuń
  10. @jazgdyni
    W Szwecji weszla wlasnie do parlamentu partia Sverigedemokraterna majaca niechetny stosunek do imigrantow.
    W powaznych gazetach ukazuja sie informacje o zwalnianiu z funkcji w np. zwiazkach zawodowych ludzi aktywnych w tej, legalnej przeciez, partii. Nie budzi to zadnego protestu ze strony dziennikarzy lub politykow innych partii.
    Informacja o ciezkim pobiciu przez tlum rodakow faceta, Irakijczyka, ktory byl dzialaczem SD, ukazala sie tylko w jednej ogolnokrajowej gazecie. Gosc nazywa sie Issa Issa i jest chrzescijaniniem. Ledwo przezyl, a pobili go za to, ze jest chrzescijaninem i za SD.

    W Szwecji zatem nie wyglada to az tak rozowo.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Traube

    Mam ostatnio spory problem z odbiorem Szwecji jako takiej.
    Może trochę też wpływ na to miały ostatnie bestsellery jakie panują na rynku książek.
    W podróżach po Szwecji mam odczucie toczenia się jakiegoś podskórnego nurtu, nie za bardzo przyjemnego.
    A paru prawdziwych faszystów, których miałem wątpliwą przyjemność poznać, było niestety Szwedami

    OdpowiedzUsuń
  12. All

    A co szanowni dyskutanci sądzicie o nabierającej tempa i tracącej hamulce nagonce na Kościół i katolików w kontekście takiej historycznej tezy, że w Niemczech, bez wcześniejszego Kulturkampf-u polityczna kariera Adolfa byłaby niemożliwa?

    OdpowiedzUsuń
  13. @casimirus
    Myślę, że jak idzie o Jarosława Kaczyńskiego, on akurat jest jedynym przywódcą od wielu lat.

    OdpowiedzUsuń
  14. @orjan
    Swoją drogą to bardzo ciekawy był pomysł, żeby ten terror, podobnie jak całą propagandę zdezinstucjonalizować, przenosząc jedno i drugie na poziom że tak powiem międzyludzki.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Kozik
    Mniejsza jak gdzie o kraj. Gorzej że ludzie kompletnie zniewoleni. I jeszcze się cieszą.

    OdpowiedzUsuń
  16. drogi Toyahu//

    nigdy nie komentowałem Twoich wpisów, ale nie ukrywam, że od czasu jak odkryłem Twój blog, niezmiernie go cenię, ale do rzeczy:

    miałem swego czasu następującą sytuację: zaznaczam, że moi szefowie są b. wiernymi czytelnikami gazu wybuchowego i są od tego mocno podtruci. Od jednego z nich, który wyszedł z toalety /sic!/ słyszę: - ja to sobie układam już takie wierszyki "o krzyżykach".. - niezmiernie zadowolonego z siebie. Nie jestem jakimś super katolem, swego czasu byłem mocno na bakier z wiarą, ale nie wytrzymałem i zareagowałem! Po prostu poziom skurwienia niektórych dziennikarzy osiągnął apogeum! Ja sobie nie życzę takich komentarzy, przychodzę do pracy pracować a nie się stresować! - jakich dziennikarzy? kogo masz na myśli..? - słowem uderz w stół.. Ale pomogło. Od tego czasu nie słyszę tak otwarcie okazywanej pogardy dla poglądów odmiennych. I tak sobie pomyślałem, że nie możemy się zapędzić w kozi róg. Ostracyzm rzecz przykra, ale poczucie zaszczucia i tego, że się nie reagowało jest jeszcze bardziej przykre.

    Serdecznie pozdrawiam i, jak pisze "casimirus" Bóg zapłać za inspiracje.
    W przyrodzie nic nie ginie! Głęboko wierzę, że Twój trud nie pójdzie na marne! Pomyśl sobie, ile osób masz "na sumieniu" dawania inspiracji i podtrzymywania na duchu ;-) Ja do nich z pewnością należę..
    Ta narastająca z dnia na dzień rzesza przeciwników albo wręcz wrogów świadczy o sile Twojego przekazu!
    Zło jest skazane na zagładę i nie ma lepszej inwestycji niż w dobro..

    pozdrawiam .........Tomasz

    OdpowiedzUsuń
  17. @jazgdyni
    Myślę że to, mimo mojego całego podziwu dla chorej inwencji tych gangsterów, nie oni to wymyślili. Wszyscy niejednokrotnie mieliśmy okazję oglądać ten szczególny rodzaj społecznego napięcia. Nie tylko u nas.

    OdpowiedzUsuń
  18. @Traube
    O tak! To jest coś, czego nie wolno przegapić. Zwłaszcza że oni naprawdę mogliby dziękować biskupom, że ich tak chronią. Nawet kosztem własnego autorytetu. Myślę że atak w tej sytuacji świadczy o tym, że oni walczą już o wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  19. @Tomasz
    Ja nie mówię o ostracyzmie, lecz o życiu i utrzymaniu rodziny. Ostracyzm nie ma tu nic do rzeczy. Tu nikt nie ma czasu na takie drobiazgi. Tu się po prostu rezygnuje z usług. Zwyczajnie.

    OdpowiedzUsuń
  20. @toyah

    W pelni Cie rozumiem.
    Sam bardzo dbam, zeby nikt nie dowiedzial sie o moich pogladach tu gdzie pracuje. To bylby dla mnie, rzecz jasna, poczatek konca. Jako szef moich pracownikow moge zaledwie przymykac drzwi, kiedy urzadzaja sobie (na szczescie nie za czesto; plinuje zeby im sie nie nudzilo) biurowe odpowiedniki Szkla Kontaktowego.

    W wybory prezydenckie dogadalem sie z jednym sasiadem, ze on tez glosuje na Kaczynskiego. To dobry sasiad, czesto sie spotykamy, dopiero po pieciu latach takiej relacji, w sposob bardzo ostrozny i powoli powiedzielismy sobie prawde. Mysle ze duzo latwiej, i z pewnoscia bezpieczniej obecnie moza przeprowadzic gejowski coming out.

    No i to wlasciwie tyle. Wlasnie przeczytalem ze ostatecznie skazano na 15 lat skurwiela ktory sprzedal (zabil? sprzedal na zabicie?) wlasne dziecko. Skurwiel, rzecz jasna, jest na wolnosci, nie wiadomo gdzie. Warto przeczytac ta historie. To kolejna soczewka, w ktorej da sie obejrzec III RP.

    Serdecznosci!

    OdpowiedzUsuń
  21. @LEMMING
    Pamiętam jak napisałem po raz pierwszy o tym, że na lekcjach nie rozmawiam o polityce i że bardzo nie chcę, żeby ktokolwiek z moich uczniów wiedział o moich politycznych wyborach. Od razu część czytelników uznała, że jestem tchórzem, bo trzeba dawać świadectwo. I to jest prawdziwy problem. Bo świadectwo trzeba dawać, tyle że co robić jeśli ceną za to może się nagle okazać los rodziny? Moja córka chodzi na angielski, gdzie kobieta która ich uczy głównie chce z nimi rozmawiać o tym, że "tego idiotę trzeba usunąć z Wawelu". Ona jest tak nakręcona, że lekcje zamieniają się właśnie we wspomniane przez Ciebie Szkło Kontaktowe. I to dziecko nawet nie piśnie, bo wie, że to ją ostatecznie z tego kursu wyeliminuje. Nie dlatego że ktoś ją wyrzuci, ale dlatego że oni będą się jej wciąż kazali tłumaczyć i ona tego nie wytrzyma.
    I to jest oczywiście okropne. Najgorsze jest jednak że za tym stoi cały system, który stanowi swoiste perpetuum mobile. Reżim już nawet nie musi nic robić. To działa samo. Zwróć uwagę że to już nawet nie musi być tak, że oni Ciebie wywalą z pracy. Nie będą musieli. Sam odejdziesz.

    OdpowiedzUsuń
  22. Zagrożenia ze strony naszych wrogów są (mogą być) bardzo różne. Jednym z nich jest próba zastraszania, bądź przekupstwa. M.Kamiński nie uległ pokusie i przekazał sporą kwotę należnego Jemu wynagrodzenia ~ 128 tys. na rzecz Caritasu. Nikt nie ma interesu, aby "kolekcjonować wrogów", jednak prawi (uczciwi) ludzie żyją przede wszystkim po to, aby być CZŁOWIEKIEM tj. wiarygodnym świadkiem Chrystusa i mieć nie tylko przyjaciół, lecz również wrogów.
    Toyahu życzę Tobie, także wiernym czytelnikom, aktywnym komentatorom zdecydowanie więcej przyjaciół, niż wrogów.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Zibik
    Masz sto procent racji, tyle że moja skarga dotyczyła czegoś kopletnie innego, niż to o czym piszesz.
    A za życzenia dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  24. @Toyah
    To, co napisałem uprzednio wg. mnie przede wszystkim dotyczy świadomie wybranego fragmentu i ma ścisły związek, akurat z tym Twoim szczerym wyznaniem : "...kiedy otrzymałem nagrodę Onetu, coś się zdecydowanie zmieniło..."
    A no właśnie w odróżnieniu, od M. Kamińskiego, zapewne w dobrej wierze przyjąłeś ich "nagrodę".
    Natomiast to nie jest chyba całkiem tak, jak sądzisz, że : " Świat splątany ideologicznie w labirynt, z którego nie ma już żadnej ucieczki"
    Istnieją przecież dwa światy ich - bez wiary i nadziei i nasz, a w naszym świecie zawsze jest wiara, nadzieja, także wyjście i "ucieczka", do Niego i Jego Matki.
    Pozdrawiam Ciebie serdecznie !

    OdpowiedzUsuń
  25. @Zibik
    Czy nie masz wrażenia, że fakt przyjęcia przeze mnie tytułu blogera roku niektórym rzucił się na mózg? I to tak raczej nieodwołalnie?

    OdpowiedzUsuń
  26. mam takich sąsiadów - emerytowani lekarze, naprawdę fajni, objeżdżeni po świecie ludzie, psiarze jak i ja.

    Niestety czytają Wybiórcza i Agorę...
    dokładnie ta sama sytuacja.

    Póki gadamy o ogrodach, psach, domach, kominkach a zwłaszcza podróżach - jest naprawdę super, ale wcześniej czy później zawsze rozmowa zejdzie na tematy polityczne i jest klapa. Ja bym może nawet te rozmowy ścierpiał, problem w tym że oni posługują się kalkami i bez mała cytatami z GW.
    stosunkowo łatwo się polemizuje z wiedza "nabyta" bo wystarczy rozmówcy wskazać błąd w rozumowaniu...ale jak polemizować z wiedzą "objawioną"?

    OdpowiedzUsuń
  27. Toyahu !
    Nie tylko mam takie wrażenie, a nawet przekonanie, że ów fakt i wyróżnienie, jakie otrzymałeś. Wyzwoliło u wielu miernot, bądź zadufanych w sobie szczególne uczucie, które w chrześcijaństwie jest jednym z siedmiu grzechów głównych.
    Ten grzech zwany invidia może doprowadzić nawet, do skrajnych zachowań. A więc Twoja ocena sytuacji jest właściwa i uprawniona.
    Moje relacje z sąsiadami, czy znajomymi, a nawet osobami bliskimi są bardzo podobne. Bywało i tak, że słyszałem w towarzystwie buńczuczne stwierdzenia, my tu wszyscy jesteśmy sympatykami PO. Teraz mam pewną satysfakcję, kiedy dostrzegam ich zakłopotanie, czy irytację, oburzenie. A nawet mogę im powiedzieć, że ja nie czuję się kolejny raz oszukany, bądź zawiedziony i rozczarowany.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.