sobota, 2 października 2010

O duszy, którą zjadł strach

Każdy w miarę przytomny obserwator naszej sceny społecznej i politycznej wie, że po trzech latach rządów Platformy Obywatelskiej i po dodatkowych dwóch latach kampanii nienawiści prowadzonej przez ten dziwny projekt jeszcze w czasach opozycyjnych, nie ma właściwie po tamtej stronie takiej obrzydliwości, która mogłaby jeszcze kogokolwiek zaskoczyć. Ani takiej obrzydliwości, ani takiego szaleństwa, ani nawet – jak się okazuje – takiej zbrodni, która byłaby w stanie przebić to, co nam dotychczas zostało zadane. W tej sytuacji, można by właściwie zaprzestać komentowania sytuacji na linii Platforma – Polska i zająć się sprawami bardziej natury ogólnej, czy wręcz w ogóle spróbować trochę może pofilozofować. Tak się jednak jakoś składa, że każdy nowy dzień przynosi nowe wydarzenia, nowe słowa i nowe gesty, które nawet jeśli nie zaskakują, to wciąż inspirują do pewnych przemyśleń, no i przez to pewnie wciąż tu sobie rozmawiamy.
Niedawno po raz kolejny odezwał się Radosław Sikorski, i choć on akurat doskonale wypełnia to co powiedziane zostało wyżej, cały kontekst tej jego najświeższej aktywności każe mi powiedzieć na jego temat parę słów. A przy okazji, również na temat kondycji w jakiej się znalazła cała Platforma Obywatelska, czy szerzej – System. Komentując artykuł, jak Jarosław Kaczyński niedawno opublikował na temat sytuacji międzynarodowej, minister Sikorski uznał za stosowne zasugerować – co ciekawe, bardziej w formie złośliwego żartu, niż zwykłej politycznej oceny – że Jarosław Kaczyński „jest na prochach”, a więc, że – jak się domyślam – jego czyny i słowa powinny być traktowane z psychiatrycznym zrozumieniem. Oczywiście, możliwe tez jest, że uwaga o ‘prochach’ była zaledwie początkiem i końcem tego przekazu, a więc że mogło chodzić wyłącznie o bezwolny wypływ śliny. Już bez dodatkowych komentarzy. Tak czy inaczej, te słowa w ustach polskiego ministra spraw zagranicznych zabrzmiały intrygująco, i – jak powiadam – bardzo inspirująco.
O co mi chodzi? Otóż przy całym moim zrozumieniu dla intelektualnego i czysto ludzkiego stanu w jakim Radosław Sikorski znajduje się o dłuższego już czasu, bardzo chciałbym wiedzieć, dlaczego on powiedział to co powiedział. Biorąc pod uwagę fakt, że Jarosław Kaczyński od niemal już pół roku przeżywa czysto ludzką tragedię, nie bardzo porównywalną z czymkolwiek, co możemy sobie wyobrazić, wydawałoby się, że zwyczajnie nie wypada z niego szydzić. Że nawet jeśli go nie znosimy, czy po prostu życzymy mu wszystkiego najgorszego – co przecież zdarza się nawet świętym – pewnych rzeczy nie mówi się publicznie, bo to jakoś nie pasuje. Jest też przecież bardzo dużo sposobów, znanych ludziom nawet przeciętnie inteligentnym, żeby w podobnych sytuacjach wyjść ze starcia z twarzą. Mógłby na przykład Sikorski, zapytany o ten artykuł, powiedzieć, że on Jarosławowi Kaczyńskiemu bardzo współczuje straty brata i choroby mamy, więc oszczędzi mu dziś przykrych słów. To się nazywa powszechnie dyplomacją. Niektórzy twierdza, że dyplomacja jest dobra, podczas gdy buractwo – nie.
Niedawno w Radio Maryja, Jarosław Kaczyński zapytany przez księdza prowadzącego rozmowę o męża śp. Barbary Blidy, a więc o człowieka, którego Jarosław Kaczyński nie ma najmniejszego powodu, żeby cierpieć, uniknął dość łatwo narzucającej się odpowiedzi, i powiedział, że on jest przekonany, że pan Blida bardzo kochał swoją żonę i dla niego to co się stało musiało być bardzo bolesne. I tyle. Gdyby Radosław Sikorski był człowiekiem, a nie jedynie manekinem w garniturze, mógłbym tę uwagę jemu zadedykować. Ale w sytuacji w jakiej jesteśmy, niech ona pozostanie tylko dygresją.
A zatem nie bardzo wiem, dlaczego Radosław Sikorski rzucił ten dowcip z proszkami. Mógłby ktoś powiedzieć, że on zwyczajnie Kaczyńskiego nienawidzi i nie może się powstrzymać przed takimi tekstami. Zwyczajnie, jak zwierze. No ale, cholera, te ‘prochy’ istniały rzeczywiście i rzeczywiście nie były związaniem z zabawą, lecz z czymś bardzo, bardzo bolesnym, czymś czego nie powinno się życzyć nawet komuś, kogo trudno lubić. Te ‘prochy’ o czymś świadczą, coś symbolizują, i to co one symbolizują w najmniejszym stopniu nie powinno być przedmiotem kpin. Zwłaszcza gdy, jak wszyscy widzimy każdego dnia, ten samolot wciąż tam leży – wystawiony na śmiech i szyderstwo Złego – i nawet najbardziej tępy umysł musi się od czasu do czasu zadumać nad tym obrazem.
Może być też tak, że Radosław Sikorski wie coś, czego my nie wiemy. Że na przykład Jarosław Kaczyński wcale nie przeżywa jakiejś szczególnej tragedii. Ja już nawet tu kiedyś pisałem, że osobiście znam osoby, które są przekonane, że śmierć Prezydenta została celowo, w zamiarach czysto zarobkowych, sprokurowana właśnie przez jego brata i córkę. Że to całe gadanie o proszkach to pic i pijar. A więc Sikorski śmieje się z wyłącznie z pewnego absurdu. Niech więc będzie i tak. Tyle że do czasu jak sprawa się ostatecznie nie wyjaśni, takie popisy, jak dowcip Sikorskiego o proszkach, tak czy inaczej brzmią nienajlepiej, i ktoś tak doświadczony i publicznie umocowany jak on, zdecydowanie powinien uważać. Zwłaszcza że, jak już wspomniałem, ten samolot tam wciąż gnije, a telewizje w dodatku jeszcze pokazują to z bliska. Bardzo z bliska.
Nie mam jak mówię pojęcia, w jakim dokładnie stanie dziś się znajduje Radosław Sikorski, podobnie zresztą, jak nie mam pojęcia, w jakim stanie są Paweł Graś, Julia Pitera, Stefan Niesiołowski, Donald Tusk, Bronisław Komorowski, czy Jarosław Gowin. Myślę jednak, że co by o tej ich sytuacji nie mówić, oni jednak nie uważają, że Jarosław Kaczyński zabił swojego brata. Oni świetnie zdają sobie sprawę z tego, że choć ta tragedia ma swoje istotne przyczyny, to one w żaden sposób nie leżą po drugiej stronie. Oni z całą pewnością doskonale się orientują, kto jak i za co tu odpowiada. Radosław Sikorski też. A więc dlaczego on aż tak bardzo traci rozum?
Mam przed sobą ten artykuł, który Jarosław Kaczyński opublikował w Sieci, i który tak bardzo sprowokował ministra Sikorskiego do działania. Tam nie ma absolutnie nic kontrowersyjnego, pomijając może jedno zdanie, w którym Prezes wspomina o neo-imperialnej polityce Rosji. A przecież i to może szokować wyłącznie osoby kompletnie nieobeznanie w geopolitycznej sytuacji Europy i świata. Więcej. Podejrzewam, że gdyby wspomnieć o tym neo-imperializmie nawet Rosjanom – oczywiście bez używania słowa ‘imperializm’, bo w ich słowniku ono oznacza coś innego – oni nie mieliby nic przeciwko temu. Wręcz przeciwnie. Przyznaliby, ze tak, owszem, Rosja jest wielka i zasługuje na znacznie więcej. Poza tym, tam naprawdę nie ma nic, co nie pojawia się każdego dnia w ogólnopolskiej prasie. Co więc się stało, że ów tekst Kaczynskiego spotkał się z taką agresją, a Sikorskiego sprowokował do aż takiego upadku? Uważam że sam artykuł nie ma tu znaczenia. Poszło najpewniej o to, że publikując go, Jarosław Kaczyński pokazał po raz kolejny ostatnio, że on w oczywisty sposób podniósł się po tej niefortunnej dla nas wszystkich kampanii, kontroluje sytuację, i nie ma najmniejszego zamiaru, żeby z tej kontroli zrezygnować. To akurat widać ostatnio na każdym kroku, w każdej chwili, każdego dnia. Jarosław Kaczyński z całą pewnością ‘prochów’ już nie bierze.
Uważam, że Radosław Sikorski też wie to bardzo dobrze. Ale jest jeszcze coś. On jest tą sytuacją jak najbardziej przerażony. Nie zaniepokojony, nie przestraszony – on jest autentycznie przerażony. Ja nawet nie umiem sobie wyobrazić, jak on się musi dziś bać. Ja na przykład boję się, że zachoruję na raka. Jak on mnie wreszcie kiedyś dopadnie, będę się bał jeszcze bardziej. Ale przy tym, będę się modlił i żył nadzieją, że jakoś się wywinę. Jestem przekonany, że sytuacja, w jakiej po smoleńskiej katastrofie znalazł się Radosław Sikorski i jego polityczni sponsorzy, jest nieporównanie gorsza. Bo z niej – jeśli ona okaże się tak poważna, jak na to wygląda – on nie znajdzie już ucieczki. A on nie może tak naprawdę dziś wiedzieć nic. On nie wie, czy to co jest, potrwa godzinę, czy tydzień, czy rok. A może zaledwie chwilę. W dodatku wokół niego chodzą jacyś ludzie, a on nie umie nawet zgadnąć, co oni kombinują, co wiedzą, czego jeszcze nie wiedzą, ani nawet w jakim są nastroju. Bo ich twarze są nieprzeniknione jak śmierć. A to jest sytuacja nie do wytrzymania.
A że tu mu nagle z ust wyskoczyły te ‘proszki’, to już chyba nawet nie jest jego wina.

11 komentarzy:

  1. @Toyah

    Przypomniała mi się scena z Pasji Gibsona jak Judasz już po zdradzie z tymi srebrnikami błąka się po Jerozolimie i w twarzach napotkanych dzieci widzi szkaradne stwory.

    Teraz każdy szept niedosłyszany spiskowaniem będzie w oczach Sikorskiego & Co.
    Te spojrzenia możnych wolnego świata. Byle Watażka z zapomnianej Afryki już wie bo mu umyślni w ucho szeptają a On patrzy na tego dziwnego ministra z podkrążonymi oczami, kiwa głową i już Wie...

    I nawet gdyby tylko diabeł i syf ruski stał za tym Zdarzeniem Smoleńskim i ich modlitwy, to nawet to nie poprawi ich sytuacji jest wręcz odwrotnie...

    A Ty wiesz że Tusk u Lisa zapytany o to jak chciałby być wspomniany porze Wikipedię bredził coś o "spoko goścu, gośc w porządku" - On już tylko pragnie być w porządku. Ot marzenie! Widzisz bolszewików!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdało mi się, że słyszałem: Głos wołający: "Nie zaśniesz już więcej!"

    (copy-google-paste)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przypadkiem (nie ma przypadków?) w moich ostatnich delegacjach po kraju miałem okazję podróżować raz z Laskowikiem a raz z Miecugowem - obaj jakby z podobnej profesji - stojących sobie żarty z rzeczywistości. Różnica obu panów i stosunek podróżujących z nimi przypadkowych osób był, że tak powiem, porażający. Jeden uśmiechnięty pełen wigoru i cieplej życzliwości do wszystkich tych, którzy chcieli z nim porozmawiać lub tylko go serdecznie pozdrowić, drugi ponury, wręcz posępny z pustymi oczyma z twarzą jak po dwudniowej libacji. I ta cisza zalegająca gdy przechodził. A przecież obaj bez wątpienia oglądani z zaciekawieniem w TV przez większość moich współpasażerów. Dlaczego o tym piszę - bo w pierwszej chwili gdy zobaczyłem Miecugowa miałem wrażenie, ze on się po prostu boi tych ludzi lub/i nimi gardzi. Potem jednak postawiłem na libację.
    Może jednak pierwsze wrażenie było prawdziwe?

    OdpowiedzUsuń
  4. @Cmentarny Dech
    Że niby oni sa fajne ludzie? No właśnie że nie. Tego akurat po sobie nie zostawią.

    OdpowiedzUsuń
  5. @orjan
    ALbo jeszcze inaczej: Może i zaśniesz, ale już nic nigdy ci się nie przyśni.

    OdpowiedzUsuń
  6. @krzychoppp
    Co do Miecugowa, ja mam dziesiątki teorii. Każda bardziej interesująca. I jestem pewien, że żadna z nich by mu się nie spodobała.

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny tekst.

    Sikorski to mały człowiek jest i tego faktu nic nie zmieni.


    Pozdr.
    -------------------
    GW nie kupuję.
    TVN nie oglądam.
    TOK FM nie słucham.
    Na Rysiów, Zbysiów i Mira nie głosuję.

    OdpowiedzUsuń
  8. Toyahu

    pamiętasz zastrzeżenia Sp.Prezydenta do Sikorskiego kiedy miał objąć urząd w rządzie marionetek ? O tym ,co to było, wie też Jarosław Kaczyński. I Zdradek jest wykończony psychicznie. Bo widzi, że Jarosław nie żartuje. A uderzenia ma celne. Bardzo celne.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Przemo
    Wiesz jak to jest. Bez duszy trudno osiągnąć chocby minimalny wzrost.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Agnieszka Moitrot
    Oczywiście tam też coś musiało być. No a tu jeszcze ten samolot.

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam! Ja Was czytam, tylko już pisać nie mam siły.Ciężko pracowałam ostatnio, żeby jutro, w Dzień Boży, nie pracować. Udało mi się skończyć zaległe robótki kwadrans temu - i wpadłam od razu po komplecie do tego wirtualnego salonu. Serdeczności dla Toyaha et cosortes.
    PS I love ducks! Spróbuję teraz poczytać ostatnie wypowiedzi Jarosłwa K., zanim padnę na klawiaturę.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.