czwartek, 21 października 2010

Don Paddington: Słowo

W odpowiedzi na apele, ktore pojawiły się pod niedawnym wpisem o polskim grzechu, nasz ksiądz przesłał nam dwa teksty, które z wielką satysfakcją tu przedstawiam. A więc dziś refleksja główna. Suplement jutro.


Gdzieś tam w komentarzach do toyahowych tekstów, pojawiły się nazwiska Dicka i Lema, znanych światu z twórczości since-fiction. A nikt nie zauważył, że i sam nasz Szanowny Gospodarz, w tekście „Kaftan dla wszystkich”, sformułował ciekawą, nader fantastyczna tezę, w brzmieniu następującym: „On (Igor Janke – dop. DP) wie, że dopóki między nim – człowiekiem skromnym, spokojnym i przecież bez większych pretensji – a Cywilizacją stoi Jarosław Kaczyński, gniew Nowego Wspaniałego Świata jego może szczęśliwie nie dotknie.”
Fantastyczność tej tezy nie dotyczy red. Janke, lecz zawartego w niej schematu rzeczywistości. Cytowane zdanie jest bowiem hipotezą, mającą swoje oparcie w specyficznej (tzn. spiskowej) interpretacji rzeczywistości. Rzecz w tym, że cokolwiek by o specyfice tej interpretacji nie powiedzieć, to tak czy inaczej ten sposób myślenia doprowadził Toyaha do skonstruowania umiarkowanie złożonego (a więc możliwego do pojęcia) modelu świata. Toyahowa model odnosi się do społecznego wymiaru naszej rzeczywistości i składa się z trzech podstawowych elementów: Opresyjnej Cywilizacji (OC) – Buforu (B) – Nieprzystosowanych, a więc Zbędnych (NZ).
Każdy z tych trzech elementów jest „modułem” niesłychanie skomplikowanym, co postaram się wykazać poniżej (z góry przepraszam za skazę polonocentryzmu: jestem typem domatora i o szerokim świecie mam niewielkie pojęcie). Właśnie ze względu na owo wewnętrzne skomplikowanie modelu napisałem o jego złożoności, ale – jak sadzę – złożoności umiarkowanej, tzn.: jesteśmy w stanie „chwycić istotę rzeczy”, zanim polegniemy próbując zanalizować pogmatwaną całość społecznego życia.
Jeśli mógłbym coś zaproponować, to według mnie owa „istota rzeczy” wygląda następująco:
1. OC jest realizowaną, choć nie w pełni jeszcze zaktualizowaną, współczesną próbą zorganizowania społeczeństw i państw w taki sposób, by nasz nędzny padół płaczu ze zniewolonym rozlicznymi ograniczeniami, żyjącym w nędzy, śmierdzącym, sikającym po bramach i wsiadającym jako osiemnasty do 6-osobowego busa człowiekiem, przemienić w Nowy Wspaniały Świat z nowoczesną, otwartą, tolerancyjną, wyzwoloną z przesądów, zadowoloną ze swego życia, pewną swych zalet i w pełni się realizującą Nową Ludzkością. Można więc powiedzieć, że idea OC wyrosła z odwiecznych ludzkich marzeń o stworzeniu raju na ziemi. To marzenie zaowocowało kilkoma eksperymentami (redukcje paragwajskie, komunizm, nazizm), dzięki którym idea OC pożegnała się z pewnymi zaprzeszłymi pomysłami (np. budowa Nowego Wspaniałego Świata w oparciu o opozycję biedni – bogaci, wyzyskiwani – wyzyskujący, gdzie biedni przestają być biednymi, a wyzyskiwani wyzyskiwanymi po definitywnym usunięciu bogatych i wyzyskiwaczy), inne zaś pomysły (np. wrogość wobec religii, odrzucenie pojęcia prawa naturalnego, afirmacja dla szeroko pojętych działań eugenicznych itd.) w dalszym ciągu mają się dobrze, a nawet są twórczo rozwijane. Tak czy inaczej wszystko wskazuje na to, że choć cały czas są jeszcze przeprowadzane pewne dodatkowe testy, idea OC weszła w fazę realizacji, której kształt – mimo możliwego zewnętrznego podobieństwa do znanych z historii wersji eksperymentalnych – będzie jednak nową jakością.
2. Jako idea, OC jest produktem tzw. Systemu, tzn. luźnej, dość nieokreślonej, ponad-państwowej i ponad-narodowej sieci relacji, łączących niektórych czołowych polityków, rekinów gospodarki i mediów, naukowców, oraz – chyba od niedawna – ludzi ze służb specjalnych.
Podejrzewam, że właśnie pojawienie się w tej sieci na zasadzie równoprawności SB-ków różnych nacji spowodowało, że OC przestała być pomysłem, a zaczęła stawać się twardą rzeczywistością. Także dzięki nim System – choć pozostał przestrzenią pogodnego teoretyzowania i możliwością „układowego” pomnażania majątku, robienia kariery, oraz „udupienia” Johna, „przesunięcia” Miguela, tudzież promowania Rysia albo innego Helmuta – staje się coraz skuteczniejszym narzędziem wprowadzania porządku OC.
Sadzę przy tym, że Systemem nie rządzi jakieś indywidualne (czy choćby grupowe) kierownictwo. Ton (ale tylko ton) w Systemie nadaje ten (ci), który w danym momencie i okolicznościach, ma największe możliwości uporania się z jakimś istotnym – z punktu widzenia ogólnej idei OC – problemem.
Jeśli już ktoś upiera się przy personaliach rzekomego kierownictwa, to za Toyahem byłbym skłonny przyznać, że – na płaszczyźnie metafizycznej – Systemem kieruje Ten Który Nigdy Nie Opuszcza Podobnych Okazji.
3. System próbuje zrealizować idee OC, poprzez osiągnięcie następujących celów:
a) werbalnie popierając wolny rynek, zmonopolizować prawo do własności światowych zasobów źródeł energii, nowoczesnych technologii i wody pitnej (albo przynajmniej osiągnąć maksymalnie dużą kontrolę nad możliwością dysponowania nimi);
b) werbalnie popierając zdobycze socjalne rozwiniętych społeczeństw, stojąc wobec grozy nieuniknionej katastrofy systemu zabezpieczeń społecznych, rozmontować ów system (tzn. pozbawić ludzi ich praw) w taki sposób, by nie doszło do wyniszczających, kosztownych i w sumie nieuzasadnionych buntów i zamieszek (tzn. by obyło się bez wieszania);
c) werbalnie popierając indywidualizm, tolerancję, różnorodność i wielokulturowość, maksymalnie ujednolicić poszczególnych ludzi pod względem kulturowym, poprzez wykształcenie w jednostkach (i grupach społecznych) automatycznego, duchowego i intelektualnego posłuszeństwa wobec tzw. „argumentu z autorytetu” – innymi słowy: zdobyć „rząd dusz”;
d) werbalnie popierając walory demokracji, zabezpieczyć się przed związanym z demokratycznymi procedurami ryzykiem, czyli być zawsze pewnym zdecydowanego poparcia większości społeczeństwa (jeśli dla osiągnięcia tego celu „rząd dusz” nie wystarczy, nie wahać się zastosować środków nadzwyczajnych);
e) werbalnie popierając przejawy społecznego współdziałania, dążyć za wszelką cenę do atomizacji społeczeństwa;
f) by zachować konkurencyjność tworzącej się OC w nieuniknionym starciu z innymi systemami (Chiny? Indie? X?), kierować procesami społecznymi w taki sposób, by w nieodległej przyszłości społeczności OC dały się ująć w ramy zalecanego przez rozmaitych dobrych ludzi tzw. „społeczeństwa 20:80” (lub jakiegoś jego typu) – czyli skończyć z fikcją, że aby nowoczesna gospodarka mogła się kręcić, potrzeba więcej ludzi niż +/- 20% obecnej populacji;
g) wypracować i wdrożyć model (modele) selekcji, dzięki któremu uda się wyłowić z ludzkiej biomasy wspomniane wyżej 20%;
h) wypracować i wdrożyć model (modele) postępowania wobec 80% ludzi tworzących społeczeństwo OC, a z ekonomicznego (i estetycznego) punktu widzenia całkowicie zbędnych (dylemat: tylko ogłupić i potem utrzymywać stopniowo ograniczając rozrodczość, czy też radykalnie, ale w miarę tanio wyeliminować).
4. OC jest bytem ponad-narodowym i ponad-państwowym (co nie jest niczym nadzwyczajnym), który – ze względu na wymienione wyżej cele Systemu – odznacza się zauważalną awersją do tego co narodowe, oraz tego co państwowe. W praktyce postawa ta sprowadza się do popierania (a niekiedy wręcz animowania) tych dążeń, które osłabiają tożsamość i suwerenność narodów, oraz siłę i niezależność państw narodowych. Jednocześnie można zauważyć pewne wahanie, czy działania te mają dotyczyć wszystkich bez wyjątku narodów i państw objętych dobrodziejstwami OC.
5. Próżnię po narodach i państwach coś musi zastąpić. Najbardziej narzucający się pomysł, to struktura w rodzaju dzisiejszej UE. Wygląda jednak na to, że pomysł ten – choć realizowany z iście bizantyńskim rozmachem – okazał się być projektem chybionym, albo przynajmniej przedwczesnym. Można domniemywać, że w tej sprawie System preferował będzie rozwiązanie następujące: najłatwiej, najtaniej i najskuteczniej uda się zrealizować idee OC w oparciu o „kadłubowe państwa” i „kadłubowe narody”, tzn. państwa i narody okrojone z tego wszystkiego, co realizacji idei OC mogłoby przeszkadzać.
6. „Ukadłubowienie” państw i narodów ziści się pod warunkiem zdobycia przez System możliwości zastosowania wobec tychże państw i narodów (t.j. poszczególnych jednostek naród tworzących) ekonomicznego dyktatu, z równoległym i bardzo intensywnym oddziaływaniem „argumentów z autorytetu” (tzn. ogłupiania), oraz „argumentów nie do odrzucenia” (tzn. zastraszenia, szantażu i przekupstwa).
Zamierzony efekt owego „ukadłubowienia”:
a) coraz bardziej fasadowa, a przy tym posłuszna Systemowi władza państwowa;
b) utrzymywani (jeśli to możliwe) w nieświadomości, a przy tym coraz bardziej zobojętnieni narodowo i społecznie tzw. obywatele.
7. OC nie jest oczywiście cywilizacją łacińską. Odwołując się do Feliksa Konecznego zaryzykuję stwierdzenie, że w przypadku OC mamy do czynienia z mixem pewnych typów cywilizacji bizantyjskiej („Guten morgen”) i turańskiej („Zdrastwujtie”). To, że ten mix przedstawia siebie jako cywilizację łacińską (zachodnią), jest jednym z najbezczelniejszych kłamstw współczesności.
8. Elementem cywilizacji łacińskiej jest Bufor (B).
9. B jest bytem ponad-narodowym i ponad-państwowym (ale w odróżnieniu od OC afirmuje i wręcz animuje to, co narodowe, oraz w niewątpliwy sposób jest pro-państwowy), wewnętrznie bardzo skomplikowanym – dość wspomnieć, że przywoływany przez naszego Szanownego Gospodarza Jarosław Kaczyński, należy do politycznej części B, obok której trzeba jeszcze wymienić: obyczaj, religię, platońską triadę, prawo moralne i stanowione, historyczne i kulturowe dziedzictwo, małżeństwo i rodzinę, ekonomiczną niezależność jednostek, elity opiniotwórcze, narodową tożsamość, suwerenne państwo, wolność słowa itd.
Można powiedzieć, że B – podobnie jak System – jest również swego rodzaju siecią relacji, które w specyficzny sposób łączą ludzi, instytucje, idee i tradycje.
10. B nie jest reakcją na pojawienie się OC. Jest on raczej tym zastanym elementem rzeczywistości naszego kręgu kulturowego, który ze względu na swoją treść, jest absolutnie nie do zaakceptowania przez System. Widzi on bowiem bardzo wyraźnie, że samo istnienie B (a co dopiero jego aktywność), stoi w jawnej sprzeczności z zaistnieniem i funkcjonowaniem OC. Krótko mówiąc: dopóki B jest mocny (czy też w ogóle istnieje), jest dość problematyczne, czy Systemowi uda się zrealizować choćby cele wstępne, tzn. od 1a do 1e.
I właśnie to jest wytłumaczeniem nienawiści, z jaką B ze strony Systemu się spotyka. Nienawiść ta jest oczywista i poniekąd zrozumiała, zwłaszcza w kontekście groźby, która dla Systemu wiąże się z możliwością wieszania tych, których „źli, podli opętani nienawiścią ludzie” obwinią za – jak sądzę już zdecydowane – rozmontowanie systemu ubezpieczeń społecznych.
Z tego punktu widzenia Kaczyński i PiS w Polsce, a podobni im w innych krajach, to najzwyklejsi w świecie podżegacze i wywrotowcy, którzy mogą doprowadzić do rozlewu krwi. Krwi wieszanych.
11. Ze względu na nader złożoną strukturę B, System usiłuje sobie z nim poradzić prowadząc (od wielu już pokoleń) jawną i ukrytą wojnę z poszczególnymi częściami B. Wszystkie bez wyjątku elementy stanowiące B (obyczaj, moralność, platońska triada, religia, państwo itd.) są przez System albo odłupywane od B (np. państwo), albo wewnętrznie infekowane (np. moralność).
B się broni (czasem atakując), ale nie mogąc wewnętrznie sobie przeczyć (czyli odwoływać się do niegodnych środków), stoi – wg. niektórych obserwatorów – na straconych pozycjach.
12. B nie tylko podżega do rozlewu krwi, czyli wieszania (całe szczęście, że niektórzy – zawczasu uprowadzeni przez UFO – unikną tej przykrości), lecz przede wszystkim przeciwstawia się – z punktu widzenia Systemu: samym swoim istnieniem – modernizacji, zmierzającej do racjonalnego i ekonomicznie uzasadnionego nowego światowego porządku.
Owa modernizacja w praktyce polegać zaś będzie na tym, by – powtórzę – stworzyć świat, w którym nie będzie ludzi zniewolonych rozlicznymi ograniczeniami, żyjących w nędzy, śmierdzących, sikających po bramach i wsiadających w osiemnastu do 6-osobowego busa (a potem ręką dziecka piszących prośby do Fasady, o załatwienie roboty), czyli ludzi, którzy z ekonomicznego i estetycznego punktu widzenia, odznaczają się nieprzystosowaniem do wymogów współczesności. Świat bez „obszarów społecznego nieprzystosowania” będzie niewątpliwie lepszym światem, ponieważ zniknie cała sfera problemów, z którymi globalna gospodarka (i globalna polityka) nie może sobie dać rady. Kłopot polega na tym, że ów zbożny zamiar „likwidacji obszarów społecznego nieprzystosowania”, musi się mieścić w ramach tego, co racjonalne i ekonomicznie uzasadnione, czyli – znowuż z punktu widzenia Systemu – musi podlegać dyktatowi liczb. Jakby zaś nie liczyć, światowej gospodarce do dobrego funkcjonowania i dalszego rozwoju wystarczy zaledwie 20% obecnej populacji. Prosty rachunek wskazuje więc na to, że „obszar nieprzystosowania” jest potężny i sięga 80% ludzi. Skoro zaś owych 80% gospodarczo jest całkowicie nieprzydatnych, to trzeba z bólem serca uznać, że nieprzystosowanie tych ludzi do wymogów współczesności jest chroniczne i w praktyce nieusuwalne, a co za tym idzie – nic (nawet unijne projekty edukacyjne i dostosowawcze) nie może tego zmienić. Z liczbami się nie wygra: na ziemi żyje 80% Nieprzystosowanych a więc Zbędnych (NZ) i coś trzeba z nimi zrobić.
12. Jeśli B rzeczywiście stoi na straconych pozycjach, to sytuacja NZ jawi się jako nie do pozazdroszczenia. Bez państwa i normalnego życia politycznego, religii, zdrowego obyczaju i moralności, małżeństwa i rodziny, NZ będą całkowicie wystawieni na niszczycielską działalność OC.
13. Końcowe pytanie jest następujące: czy to co obecnie obserwujemy jest rozpoczętą przez System selekcją, dzięki której z ludzkiej biomasy wydobędzie się 20% stanowiące lepszą część ludzkości, czy też mamy do czynienia z przedbiegami?
Jakby nie było, ludzkość czuje, że coś się dzieje. I część tej ludzkości, nawet jeśli nie wierzy w istnienie Systemu, na wszelki wypadek temuż Systemowi usiłuje się przypodobać. Ludzie wpadają przy tym na różne pomysły. Ci o najprostszej umysłowości podskakują, by w ten niewyszukany sposób pokazać, że są przeciwko B. Inni sugerują, że skoro mają adwokata, księgowego, sekretarkę i kilku ochroniarzy, to z definicji nie mogą należeć do ludzi drugiej kategorii. Jeszcze inni, ukazując swoje genetyczne zdolności do „akumulacji kapitału”, wyrażają wobec Systemu nadzieję, że umiejscowienie siebie na końcu następującego ciągu: „Prapradziadek pracował na roli, pradziadek kupił trochę maszyn i świadczył usługi, dziadek skończył studia i otwarł firmę handlującą materiałem siewnym, ojciec skończył studia i został prawnikiem, a ja jak skończę studia będę historykiem sztuki” – zapewni im przynależność do Przystosowanych i – daj Boże – Koniecznych. Są też tacy, którzy jak sympatyczny redaktor Marciniak, godzą się być końcówką przyczepionej doń systemowej słuchaweczki (czy innego gadżetu), byleby tylko zyskać gwarancję „załapania się”. Można domniemywać, że we wszystkich tych przypadkach szanse rosną, gdy można się przed Systemem wykazać jakimiś dodatkowymi punktami, np. za pochodzenie.
Jedno jest pewne: z takimi tekstami jak prezentowane na niniejszym blogu, Toyah na pewno się nie załapie. Pochodzenie też jest przeciwko Niemu. I niech się chłopak cieszy, że póki co, ma tylko problemy z pracą (z której i tak, dla światowej gospodarki nie ma żadnego pożytku). Ja rozumiem, że naszemu Szanownemu Gospodarzowi nie może być miło, gdy zalicza się Go do grona „ludzi zniewolonych rozlicznymi ograniczeniami, żyjących w nędzy, śmierdzących, sikających po bramach i wsiadających w osiemnastu do 6-osobowego busa (a potem ręką dziecka piszących prośby do Fasady, o załatwienie roboty)” – ale było pomyśleć wcześniej, a nie żalić się teraz nad rozlanym mlekiem. Na pocieszenie powiem, że i piszący te słowa (oraz – jak sądzę – większość komentujących) śmierdzi, sika po bramach i ma skłonność włazić „na osiemnastego” do 6-osobowego busa, a z tego co robi, światowa gospodarka ma jeszcze mniej pożytku, niż z pracy Toyaha. Podsumowując: jesteśmy nieprzystosowani w sposób chroniczny i w praktyce nieusuwalny, a więc wyginiemy jak dinozaury, o ile wcześniej nie uprowadzi nas UFO (co zresztą na jedno wychodzi). Chyba, że B wytrzyma…
***
Odleciałem? Niech będzie, że odleciałem. Wszystko przez to, że naczytałem się nie tylko Dicka i Lema, ale także Zamiatina, Orwella, Zajdla i wielu innych. I zatruli mi głowę. Toyah, ponieważ jest strasznie nieoczytany, z twórczością tych zacnych autorów się nie zapoznał i dlatego ma trudności z odlotem. Odleciałem więc za Niego. W końcu po coś nas ma, prawda?
No dobra. Czas się obudzić i przejść z rzeczywistości urojonej do rzeczywistości rzeczywistej. Jak to było: „Uczciwością i pracą ludzie się bogacą”? Tak! Chyba tak to idzie. Gdy pojawią się panowie Michael Dembiński i makroman, to się upewnimy.

50 komentarzy:

  1. Nie odleciałeś :)

    OC - to konsekwentnie realizowany New World Order,
    B - to świadoma część społeczeństw jakie zagrożenia niesie NWO i kto za nim stoi.
    NZ - to zazwyczaj pożyteczni idioci, którzy tak jak piszesz, przyklaskują OC, chociaż z punktu widzenia konsekwencji powinni stać ramię w ramię z B.

    Popełniłem jakiś czas temu podobny tekst tylko w wymiarze wiary.
    http://tozsamosc.wordpress.com/2010/09/10/w-obronie-krzyza/
    "Jeden pojmie w lot, drugiemu..."

    OdpowiedzUsuń
  2. WYTRZYMA!!!! - B WYTRZYMA!!! Ja wierzę...

    Genialne wystąpienie Jarosława (B) dziś w Sejmie i dzięki też księdzu za tekst.

    OdpowiedzUsuń
  3. Żeby B wytrzymał musi czuć nasze poparcie, że nie jest sam, że za nim stoi naród... a o to już trudniej. Walka trwa od paru lat i o tym wszystkim mówił dziś w sejmie RP JK. Jego wspaniałe wystąpienie do ściągnięcia na stronie Radia Maryja.

    OdpowiedzUsuń
  4. Całkiem realny scenariusz.
    Nie podoba mi się słowo Bufor. Nie rozumiem dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
  5. @ All

    Laudetur!

    Jak tu komentować, gdy jeszcze tematu Ksiądz nie zakończył?

    Ale powolutku, punkt za punktem:

    Ad. 1) Jest w tym pewna diabelska nieśmiertelność. Każda kolejna próba pozostawia po sobie kupę trupów, ale sama próba przeżywa.

    Odnawiając się przybiera próba nową postać i – Ksiądz ma rację – coraz bardziej ograniczoną w jej ofercie. Widocznie publiczność jest coraz mniej wymagająca, albo głupsza.
    Tu ciekawa jest korelacja z wyraźną eliminacją porządnego kształcenia młodzieży, że o wychowaniu nie wspomnę

    W ekonomii istnieje pojęcie tzw. podmiany asortymentowej (zamiast obniżać cenę, pogarsza się jakość metodą wprowadzania coraz to nowych dizajnów).
    Kto to był powiedział, że po naszej epoce zostaną tylko tandeta i śmieci?

    W sferze idei również.

    OdpowiedzUsuń
  6. @ All

    Ad.2) Ostatnio wynaleziono jakościowo nowe formy organizowania się bez opierania organizacji o członkostwo, statut, schemat, organy władz itd. Jest to ogromna nowość w dziedzinach teorii organizacji i zarządzania. Moim zdaniem ta nowość stała sie możliwa dopiero w wyniku tzw. rewolucji informatycznej.

    Najbardziej znanym przykładem praktycznego zastosowania jest - jak już wspominałem - Al Kaida (o ile ona jest!).
    Ale, "to", co u nas roboczo określa się mianem "układu", czy (gdyby istniało) byłoby inaczej zorganizowane?

    Te zastrzeżenia w nawiasach wyrażają istotę rzeczy: "Niby jest, ale ręką chwycić się nie da!"
    Niby też chodzi o jakąś ideę, ale ta, która jest wystawiana na pokaz, jest właśnie tylko na pokaz. Maskirowka.

    OdpowiedzUsuń
  7. @ DP

    Ad.3) lit. a-h: nie chce wyjść inaczej!

    Czy ta zgodność liter, to przypadek?

    OdpowiedzUsuń
  8. @Don Paddington

    Dziękuję za intelektualną ucztę przy czytaniu refleksji księdza (Toyah nie raz pisał z przekąsem o intelektualistach, ale co mi tam - użyję tego słowa :))

    Miałem poczucie w sensie semantycznym powrotu do końca lat 80-tych, zwłaszcza tkwiącego tu między wierszami języka Zajdla i jego wrażliwości. Przypomniały mi się też felietony "Nowe Średniowiecze" Lecha Jęczmyka (tłumacza m.in. Dicka) pisane w "Fantastyce", który poruszał podobne tematy, a dzis już, niestety, zamilkł.

    Niewesołe jest to, co Ksiądz napisał, ale nawet oni nie wiedzą, w którą stronę się to wszystko potoczy. Plan nowego świata, który rzeczywiście się rysuje, może runąć nie wiedzieć jak i kiedy, albo wszystko może pojśc w zupełnie innym kierunku.
    ----

    Dwa słowa o tym co w bieżącej polityce. Oni się bardzo boją pogrzebu zamordowanego działacza PiS. Boją sie gniewu ludzi, wielotysięcznej demonstracji. Tusk, Schetyna, Komorowski boją się tam pokazać. Rzecz jasna taki Niesiołowski (jakby nie było związany z Łodzią - o czym teraz w mediach ani mru-mru) na pewno na pogrzebie się nie pojawi.

    System już przygotowuje grunt i urabia publikę - zanim ktoś się zorientuje, o co biega, oni już mu podali pierszą dozę trucizny. Już mamy wrzutki, że Kaczyński spotkał się z wdową - podawane jako główna informacja. A Komorowski przeprasza, rękę wyciąga, Tusk zatroskany... Grają tę szopkę, bo wiedzą, co będzie za chwilę. Znów oskarżą Jarosława o sianie nienawiści, o odrzucenie wyciągnietej dłoni. O granie bólem i pogrzebem. Będziemy to mieli jak na talerzu. Właściwie to już mamy.

    OdpowiedzUsuń
  9. @ DP & All

    Ab 4) ad finem, czyli porównanie:

    OC i B (opresyjna i łacińska) są cywilizacjami. Muszą więc być porównywane w obrębie tych samych kategorii. Nie ma lepszych, niż te pięć uniwersalnych kategorii oceny, które ustalił F.Koneczny. Już pobieżne porównanie wskazuje więc, że konflikt OC-B jest nieusuwalny, bowiem Opresyjna (gdzie niegdzie nazywana: Cywilizacją Śmierci) proponuje kategorie:
    - Relatywizmu, zamiast prawdy,
    - Utylitaryzmu, zamiast dobra,
    - Użycia, zamiast zdrowia
    - Wyzysku, zamiast dobrobytu
    Te pierwsze mają być spinane pokusą, wzgędnie chucią, gdy te drugie spina piąta kategoria piękna.

    To są absolutne antypody. Dlatego cywilizacja łacińska, jej wiara i jej Kościół są przedmiotem obsesyjnego ataku. Ale właśnie tu jest błąd, bo bez cywilizacji łacińskiej z jej dobrotliwą tolerancją, ta opresyjna nie przeżyje.

    Diabeł zawsze, w końcu popełnia błąd, co z pewnością integralnie należy do Boskiego Planu.

    Potem spróbuje jeszcze raz.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Don Paddington
    I to ma byc ksiądz! No nie! Co się dzieje z tym polskim katolicyzmem!
    Szczęście, że mamy tych paru światłych biskupow.

    OdpowiedzUsuń
  11. @orjan
    Faktycznie: "Niby jest, ale ręką chwycić się nie da!"
    I właśnie dlatego, można obśmiać wszystkich, którzy mówią, że System/układ/spisek istnieje. Dowodów na jego istnienie brak (Nazwiska! Kontakty! Adresy!), natomiast nie brak dowodów na istnienie jego "dzieł". Paradoks? Skądże. To tylko skromne potwierdzenie domysłu, że jeśli System nie istnieje, to świat rzeczywiście jest opowieścią idioty.

    @kazef
    Felietony Jęczmyka to jedne z najmądrzejszych tekstów, jakie udało mi się w życiu przeczytać (z całym szcunkiem dla naszego Szanownego Gospodarza).

    @toyah
    Jest mi bardzo wstyd. Bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wolałbym tego nie słyszeć. Dziś Ksiądz stawia przed koniecznością wyboru – z kim grasz kolego? A jakim prawem?! A ja bym tylko cichutko i spokojnie bo mam tylko 7 lat do emerytury no i domek wykończyć i dzieciaki tylko tę dobrą pracę …. Czy ja aż tak dużo do cholery chcę! To nie jest uczciwie. Tego gościa już tu miało nie być - jak będę mył codziennie zęby, uczciwie pracował i troszczył się o przyrodę. A w ogóle czy powinno karać się nieszczęsnych pomagierów ubeka nie karząc najpierw tego, który całe to zło sprowokował? Co to za cholerna zabawa mną! Ja sobie wypraszam!

    Bo wchodzi tu Ksiądz z butami na dywan i jednym ruchem odsłania kolejną wieżę Babel. I co ja mam z tym robić? Wyśmiać, popukać w czoło, dorobić inną bardziej przyjazną teoryjkę?
    To nie jest uczciwe – Ksiądz miał dawać nadzieję i pomagać. A nie pokazywać siłę gościa którego od dawna już tu być nie powinno. Na cholerę mi to wszystko było …..

    OdpowiedzUsuń
  13. @ Don Paddington

    Trudno się nie zgodzić:\

    Uważam (bo na temat), że to dobra okazja by znów polecić dokument 'The Trap' Adam'a Curtis'a - w trzech częściach, każda po godzinie. Pokazuje on 'podobne' zjawisko 'zachodniego' świata ale nie tylko, i mimo pewnego ograniczenia narzuconego przez punkt wyjścia mocno potwierdza to co dzisiaj przeczytałem ale czy wnioski jego są słuszne to sami zdecydujecie.
    http://xr.com/95ph
    http://xr.com/ffor
    http://xr.com/r712
    Warto obejrzeć - język angielski tylko - szkoda że nie ma wersji z napisami bo warto by było rozpowszechnić go w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Don Paddington
    Wiem że Księdzu wstyd. Bo i ja się rumienię.
    Co do Jęczmyka, on przetłumaczył Paragraf 22, tworząc dzieło większe od oryginału.

    OdpowiedzUsuń
  15. @adthelad
    Miło Cię znów tu gościć. I dzięki za przypomnienie Curtisa.

    OdpowiedzUsuń
  16. @DP, Toyah i kto tam jeszcze nie śpi...

    Wpadam tu codziennie - choćby poczytać. Na nic innego nie starcza doby... ostatnio tak mam.

    Nareszcie sensowne kazanie! Ojcze DP, już przeczuwam pointę... Bardzo mi pomogło przed jutrzejszymi lekcjami o grzechu i szatanie (II i III kl. LO).
    Dużo serdeczności dla wszystkich stałych i wiernych bywalców Toyah-club!

    OdpowiedzUsuń
  17. Przeczytałam powtórnie i muszę przyznać, że diagnoza Księdza bardzo trafna - dopóki istnieje B i ma się względnie dobrze, to NZ nie jest zagrożone. Ale widać, że machina ruszyła i B z różnych frontów jest niszczone i bezwzględnie atakowane (zarówno religia, jak rodzina, jak moralność w sensie klasycznym, czy kształcenie i wychowanie młodzieży, a wreszcie i ci, którzy utożsamiają się publicznie z tymi wszystkimi wartościami). Jedyna nadzieja w modlitwie do Boga, który wysłuchuje, jeżeli tylko odpowiednio intensywnie Go o coś prosić i jest to zgodne z Jego planem. Boże dopomóż...

    OdpowiedzUsuń
  18. @krzychoppp
    Też bym chciał cichutko i spokojnie...
    Codzienne mycie zębów rzeczywiście może nie wystarczyć. Może raz, czy drugi podskoczyć? Albo zakumulować jakiś kapitał? A jeszcze lepiej odlecieć na dywanie.

    A nadzieja? Ona jest tam, gdzie nie ma cholery. Jest! Zapewniam. Trochę opowiem o tym w Suplemencie do niniejszego tekstu, o ile Toyah - w dobroci swojej - zechce go opublikować.

    OdpowiedzUsuń
  19. @Don Paddington

    Jęczmyk brzmiał wówczas bardzo świeżo i odkrywczo. Dlatego zapadał w pamięć.
    Jego diagnozy nic nie straciły na aktualności.
    Czasy zrobiły nam się jeszcze bardziej barbarzyńskie. Prawdziwy zalew Hunów.

    OdpowiedzUsuń
  20. @All

    Jak pisałem, wchodząc Księdzu w słowo, warunkiem przeżycia tego Opresyjnego Nowotworu jest trwanie cywilizacji łacińskiej w jej przewadze i w jej zdolności ustalania kryteriów.

    To jest własnie nowotwór, który śmierci organizmu nie przetrzyma. Sam bowiem nie jest zdolny być organizmem.

    OdpowiedzUsuń
  21. @ Don Paddington

    Przeczytałem drugi raz.
    I tak sobie myślę, że Nasz Dobry Ksiądz trochę się bawi (na co wskazują liczne tropy w tekście) twórczością Aldousa Huxleya. A że jest to antyutopia, to szkoda, że nie ma odniesień do znacznie starszych rozważań Tomasa Morusa.

    Bardziej po Księdzu spodziewałbym się rozważań na temat dzieła św. Tomasza z Akwionu, którego jestem gorącym wyznawcą.
    I na tym tle widziałbym przyszły porządek świata.

    Mam niezachwianą pewność, że w całej tej dynamice chaosu jakim jest rozwój cywilizacji właśnie zasady tomizmu są jak najbardziej obowiązujące.
    I znaczy to, że na końcu dobro, prawda i piękno musi zwyciężyć.
    Taki głupi ze mnie optymista.

    A propos, mnie odnośnie tych rozważań chodzi także po głowie Władca Much, ale nie Belzebub, tylko ten Williama Goldinga.

    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  22. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  23. @orjan
    Diabeł nie popełnia błędu. On wie, że już przegrał. Wie także, że nie może nic "zbudować" bez oparcia się na tym czego nienawidzi. Jeśli więc coś "buduje", to ze świadomością budowania na piasku. Pełną świadomością.
    Błąd popełniają ci, którzy dają mu się zwieść. Oni sądzą, że budują coś trwałego. W rzeczywistości zaś, jest to pułapka zmontowana przez Tego Który Nigdy Nie Przepuszcza Podobnych Okazji.
    Podsumowując: Szatanowi chodzi tylko o to, by przed Paruzją zniszczyć jak najwiecej ludzi (także - zwłaszcza! - tych, którzy "budując" coś, z nim współpracują) i jak najwięcej ich dobrych dzieł.

    OdpowiedzUsuń
  24. @Orjsn
    A ja sobie cichutko i nie od dziś myślę, że Cywilizacja Łacińska nie taka piękna, jak ja malujemy, i ten Nowotwór ma we krwi od zarania. Co zresztą w tej chwili i tak bez znaczenia, bo nie mamy wyboru i schronienia na tym świecie.

    OdpowiedzUsuń
  25. @Don Paddington

    No nie, to nieporozumienie z mojej winy. Od pewnego czasu, ja bawię się w starą grę: "przeżyjmy to jeszcze raz" i zamiast po prostu, gadam językiem nieco ezopowym (wspomnienia młodości za komuny :-).

    Odwieczne starcie dobra ze złem jest tak oczywiste, że istnieje w wyobrażeniach każdej kultury, czy religii. Jedni sobie wierzą np. w Ormuzda i Arymana, my zaś jesteśmy pewni, że to Bóg Ojciec (w trójcy!) i te moce piekielne.

    Otóż one moce nie przemogą! To mamy obiecane. Ale ciekawski człowiek (np. ja) pyta także o sposób "w jaki nie przemogą" i nie sądzę, żeby w takim pytaniu było jakieś bluźnierstwo, albo wścibstwo w sprawy boskie.

    No więc, ten Zły co raz to próbuje i próbuje. W sumie ciągle to samo, ale raz tak, raz siak. Całkiem, jakby chciał dojść do zwycięstwa metodą prób i błędów. Nawet widać, że się uczy na błędach.

    Ciągle jednak przegrywa z Bogiem, choć - to bardzo istotne - często wygrywa z ludźmi, których trupy, lub wypalone wewnątrz fantomy zostawia za sobą.

    No więc czemu ciągle przegrywa? Instynkt świeckiego badacza podpowiada, że musi gdzieś być ukryty błąd, którego Zły nie widzi. Albo widzi, lecz błąd ma naturę ponad zdolność naprawy przez samego Złego. Może naprawić, ale tylko kosztem swojej własnej anihilacji. I dlatego się wścieka. Z powodu swojej ostatecznej bezsiły.

    W tym sensie jest dokładnie tak jak Ksiądz pisze: "Diabeł nie popełnia błędu!". Błąd tkwi w nim samym! On jest po prostu, w ostateczności bezsilny.

    Do nas należy i od nas samych zależy tylko i aż tyle, żeby nas ze sobą nie zabrał!

    W zderzeniu cywilizacji, o których tyle wyżej, błąd wmontowany w tę Opresyjną polega (m.zd.) na tym, że nie przeżyje upadku cywilizacji łacińskiej, na którą z takim upodobaniem się rzuca.

    Rzecz w tym, że "na rynku" jest nieco więcej cywilizacji, niż te dwie. Pozostałe ironicznie patrzą na tę Opresyjną i prężą się, by wskoczyć w jej miejsce, gdy tylko usunie, lub znacznie osłabi Łacińską. Wtedy Opresyjna sobie zapłacze i zazgrzyta zębami. Jej błąd polega więc na nieprzytomnym frajerstwie, czyli na ubocznym dowodzie jej głupoty i nicości. Tak jak niczym jest rak bez organizmu, w którym siedzi

    OdpowiedzUsuń
  26. @jazgdyni
    Nie roszczę sobie pretensji do oryginalności: niech więc będzie, że zza moich pleców zerka Huxley:).

    Św. Tomasz tak naprawdę (za swoim mistrzem: św. Augustynem) mówił o duchowej walce, którą prowadzimy i o łasce Bożej, która w tej walce nas wspomaga. Bo wspomniane przez Pana zasady, które Akwinata starał się jak najdokładniej opisać, są obowiązujące w tym właśnie sensie, że jeśli się im nie podporządkujemy, to w duchowej walce przegramy. Piękno Cywilizacji Łacińskiej polega m.in. na tym, że tego rodzaju zasady o których mówił np. św. Tomasz, próbowała/próbuje odnosić nie tylko do życia i wysiłków jednostek, ale także do życia i wysiłków zbiorowości. A czyniła to zresztą po to, by jednostkom pomóc w zwycięstwie (czyli w osiągnięciu zbawienia), oraz na tyle ile się da, uczynić świat znośnym, a daj Boże pięknym. Zmierzch Cywilizacji Zachodu zaczął się w momencie, gdy zbiorowość (w jej wymiarze społecznym, politycznym, gospodarczym) uznała, że zbawienie jednostek jej nie obchodzi.

    Co do św. Tomasza Morusa powiem tak: jego "Utopię" zostawmy na boku, bo to (z całym szacunkiem) efekt hołdowania pewnej ówczesnej modzie, którą humaniści tworzyli, a potem jej ulegali:). Warto natomiast zwrócić uwagę na fakt, że w przypadku św. Tomasza Morusa mamy do czynienia z pięknym przykładem zwycięstwa, w duchowej walce z mocami ciemności. W wymiarze zewnętrznym, bizantynizm Henryka VIII pokonał łacińskość Morusa, ale wewnętrznie to lord kanclerz odniósł tryumf. Znakiem zaś tego tryumfu jest choćby to, co w ciągu wieków stało się z Kościołem, którego król uczynił się głową, oraz niedawna beatyfikacja kard. Newmana.

    OdpowiedzUsuń
  27. @Marylka

    Łacińska ma ten nowotwór od zarania, bo od początku ma w sobie dobroć i pobłażliwość. Widać to od poziomu samej Ewangelii.

    Nie ma innej cywilizacji, która innym u siebie pozwalałaby aż tak wiele.
    Jednocześnie nie ma innej, która człowiekowi osobiście stawiałby wyższe wymagania.
    Ale wymagania te Łacińska stawia do przyjęcia dobrowolnego,a nie pod katowskim mieczem.

    Cywilizacja Łacińska oparta jest o to samo założenie, które na Soborze w Konstancji (1414-1418) przyjął od Polski Kościół Rzymsko Katolicki: "Wiara nie ma być z przymusu".
    Więc Cywilizacja Łacińska takoż "nie jest z przymusu".

    OdpowiedzUsuń
  28. A ja znów o literaturze: ten scenariusz opisany jest przez C.S.Lewisa w trzecim tomie trylogii międzyplanetarnej, tytuł polskiego tłumaczenia "Ta ohydna siła". Pisał to około końca II wojny światowej. Już wtedy było to dla niektórych ludzi jasne

    OdpowiedzUsuń
  29. @Don Paddington

    Co do św. Tomasz Morusa zgoda. Przywołałem go tylko jako jako kontrapunkt do Nowego Wspaniałego Świata.

    U Akwinaty natomiast istotne jest dla mnie założenie, że tak powiem sensu stricte zła nie ma. Jest tylko brak dobra. A to mimo, że subtelne, jednak niesie, w naszych elektronicznych czasach, poważne zagrożenia i obawy.

    OdpowiedzUsuń
  30. @Don Paddington

    Dobrze, że Ksiądz tu jest i w ogóle, że jest. Tym bardziej po wczorajszym błaganiu abpa Nycza, by nie czynił (JK i inni) z TEGO (w Łodzi) sprawy politycznej. Oddalił się posmak zgorszenia. Prawdziwa uczta intelektualna jak pisze Kazef. Mnie w mistyczny ciele Chrystusa bliższe jest umiejscowienie św. Teresy od Dzieciątka Jezus (jakby nie było Doktor) - ,,w sercu Kościoła mej Matki będę miłością, wtedy będę wszystkim". Ale jak wiemy wszystkie cząstki ciała są potrzebne i się nawzajem uzupełniają. Pochwalony Jezus Chrystus...

    OdpowiedzUsuń
  31. @SilentiumUniversi

    Skoro zaczynają się przypisy z literatury, to ja może wspomnę (z okazjonalnym ukłonem do VideoBlog Nizgody) "Przenicowany Świat" autorstwa A. i B. Strugackich. Zdaje się, że nawet jakaś ekranizacja była, ale nie znam.

    Chodzi o to, że dla ludzi potrafiących myśleć samodzielnie, takie koleje rzeczy są oczywiste.

    Dlatego w Opresyjnej trzeba samodzielne myślenie zastąpić myśleniem stadnym a wykształcenie odpowiednio obniżyć.

    Wystarczy, jeśli maturzysta będzie potrafił PIT wypełnić i przeczytać w Gazecie nagłówki , które napisały takie same półgłówki.

    OdpowiedzUsuń
  32. @jazgdyni
    Ten i tamten od Goldinga, to ten sam, jak mi się zdaje.
    @Don Paddington
    Ja kiedyś też byłem nieoczytany, tyle że trochę mniej niż dziś.

    OdpowiedzUsuń
  33. mnóstwo słów Toyahu a przecież to znana od tysięcy lat opowieść o ... "złotej klatce" i jej mutacjach.

    Zdecydowana większość przedkłada wygodę ponad wolność i ... jak na mój gust to wiele na to nie poradzisz.

    Rzecz jasna że na czele tego wszystkiego stoi Ten Który tkwi w Szczegółach...

    Czasami zazdroszczę muzułmanom, wciąż jeszcze wielu z nich przedkłada wolność ponad wygodę...
    Tak sobie myślę że oni tu i tak przyjdą i...rozwalą tę opresyjną cywilizację w proch i pył.
    (najprawdopodobniej potem sami staną się tacy jak my teraz. Kto przyjdzie po muzułmanach? No tego to nie wiem, może szamani, animiści?...Diabli wiedzą)

    OdpowiedzUsuń
  34. Orjan - "Ad.2) Ostatnio wynaleziono jakościowo nowe formy organizowania się bez opierania organizacji o członkostwo, statut, schemat, organy władz itd." - jakieś trzydzieści,lat temu czytałem adekwatny tekst (fantastyczno naukowy oczywiście), jak sobie odnajdę w notatkach to przedstawię tytuł i autora, choć nie wiem ile się przez te trzy dychy uchowało. mniejsza - w każdym razie idea bynajmniej nie jest nowa. już siłą pierwszych chrześcijan było to że...nie było Watykanu i żadnego konkretnego kierownictwa z którym można by...dojść do porozumienia!

    OdpowiedzUsuń
  35. @SilentiumUniversi & orjan
    No tak, Lewis, Strugaccy, od siebie bym dodał Asimowa z jego "Fundacją", czy antyglobalistów w rodzaju Martina, Schumanna i Thurowa (że o klasykach w rodzaju Konecznego, Toynbee'ego i Hungtingtona nie wspomnę): tego rodzaju śladów jest dość dużo. W sumie wszystkie są do siebie dość podobne.Podobieństwo powyższych śladów pogłębia fakt, że są one wyrazem obsesyjnego, podłego, naznaczonego nienawiścią pragnienia, by w jakikolwiek sposób potwierdzić to nieprawdopodobne przypuszczenie, iż świat nie jest - że powtórzę - opowieścią idioty.

    @toyah
    Niech nam Pan tego nie robi. Nasze oczytanie jest jedyną przewagą, którą nad Panem posiadamy.

    OdpowiedzUsuń
  36. @Don Paddington
    Mógłbym wyliczyć jeszcze parę innych. Ale dla dobra sprawy mogę się nawet wycofać z tego Glodninga, czy jak mu tam.

    OdpowiedzUsuń
  37. @Toyah

    Nie ma zmartwienia z tym oczytaniem.
    Cyceron w "Mowach" powiedział:

    "...o sławie cnoty częściej rozstrzygają wrodzone zalety bez wykształcenia niż wykształcenie pozbawione oparcia w naturze."

    ;))

    OdpowiedzUsuń
  38. @orjan
    Oj nie, proszę. Były takie cywilizacje i są, jedne zniszczone, a drugie wciąż niszczone - i przez naszą łagodną i przez te opresyjne.

    OdpowiedzUsuń
  39. Video ...

    Ostatnio, to dla mnie właśnie jakieś 30+ lat. Dobrze pamiętam ówczesną literaturę fachową i jej pierwsze obserwacje organizacji niesformalizowanych. Coś z tego mogło przeciekać jako inspiracja literacka.

    Natomiast nie przypominam sobie, by już wowczas rozważano takie organizacje zakładające tajne funkcjonowanie, dla celów przejęcia anonimowej kontroli społecznej za pomocą terroru, wyzysku, lub ogłupiania.

    OdpowiedzUsuń
  40. @Marylka

    Nie bardzo mogę opowiedzieć, bo nie wiem, do czego konkretnie nawiązujesz wskazując, jak może nietrafnie rozumiem, że także Łacińska ma swoje za uszami.

    Ma, nie ma, ile tego jest w stosunku do innych, itd. to sprawa do dyskusji, ale chyba nie tutaj. Ja bowiem miałem wyraźnie na myśli tylko łagodność i pobłażliwość wewnętrzną, wobec swoich "dysydentów". Bezpośrednio nie interesuje mnie bowiem upadek cywilizacji cudzych, ale własnej.

    Nie interesuje mnie, co robili ludzie kiedyś, ale co się od wtedy nauczyli robić dzisiaj. Jakie nauki przyjęli, a nie jak przebiegała nauka.

    PS.: Gdybyś już miała zostać (za przeproszeniem!) feministką, to wolałabyś tutaj, czy raczej w - dajmy na to - Damaszku, Szanghaju, czy gdzie indziej?

    OdpowiedzUsuń
  41. @Orjan
    To było tylko wtrącenie, może przy innej okazji o tym (przecież chyba warto wiedzieć rzeczy, które mogą podpowiedzieć, co robimy nie tak).
    Ad postscriptum - co byś wolał: być ślepy, głuchy czy łysy? (za przeproszeniem)

    OdpowiedzUsuń
  42. @Orjan
    I ja wolałabym być łysa niż gdziekolwiek być... (tfu, brzydkie słowo na f)

    OdpowiedzUsuń
  43. @Marylka

    Oj brzydkie. Tak samo jak pewna figura retoryczna ustawiania sytuacji absurdalnych typu: "a gdybyś ...".

    OK?

    OdpowiedzUsuń
  44. @Don Paddington

    Za wyraźne przedstawienie sprawy zwanej tutaj OC - dziękuję i Autorowi, i Gospodarzowi.

    Ja przyziemnie skomentuję i też coś w rodzaju literatury wspomnę.

    Przedstawia Ksiądz OC jako projekt - jakby nie patrzeć - zachodni. Który ma się ewentualnie po zamierzonym dorośnięciu spotkać z Indiami, Chinami czy kim tam jeszcze.

    A ja pewien bym nie był.

    Może idzie rozgrywka:

    -czy zachodnia OC wyrośnie, a ta Druga Strona - kim by nie była - zostanie higienicznie odseparowanym obozem pracy,

    -czy zachodnia OC zrobi swoje 20:80, a potem się okaże, że owo 20 musi zrobić 20:80, a potem -itd., robiąc grzecznie i higienicznie miejsce Drugiej Stronie?

    (Mamy to w małej a strasznej skali u Lewisa i w trochę większej - w "Kontroli" Suworowa.)

    OdpowiedzUsuń
  45. @Pawel

    Tutaj trudno przewidywać, bo nie ma takiej bandy spryciarzy, którzy potrafiliby przeprowadzić to wszystko zgodnie z planem (już pisałem o teorii nieusuwalnego błędu w dziełach Złego).

    My się możemy spodziewać tego, lub owego posługując się analogiami wcześniej przećwiczonych historii. Literatury też bym z rozważań nie usuwał, bo tam mogą być ciekawe pomysły o wartości zapładniającej (vide: "Sześć dni Kondora" J.Grady'ego).

    Obecnie następują skojarzenia z bolszewizmem i jego metodami (np. O.Rydzyk - piątkowy wywiad w ND). Rzadziej skojarzenia z hitleryzmem, co może być spowodowane osobnymi obawami brania się za takie porównania.

    Jednakże, dają się zauważyć wymieszane cechy właściwe dla obu tych prekursorów.

    Np. w Niemczech, do jakiegoś stopnia i do pewnego czasu okazała się prawdziwą obietnica porządku w gospodarce i jej wzrostu. W Rosji bolszewickiej nic podobnego. Tu byłoby więc podobieństwo wschodnie.

    Z drugiej strony, w Rosji bolszewizm przejął władzę gwałtem, gdy w Niemczech ówczesnej legitymacji demokratycznej nikt nie kwestionuje nawet dzisiaj. Tu byłoby więc podobieństwo zachodnie.

    I tak dalej, misz-masz, albo groch z kapustą, uczenie mówiąc: 3 x c = cicer cum caule. To dobrze opisuje dzisiejszą ofertę publiczną.

    Ale skutki będą wcale nie będą radosne, jak nie były ani na wschodzie, ani na zachodzie. To jest właśnie ta nauka czerpana od Historii nauczycielki życia:

    "Jakoś to będzie, ale na pewno będzie żle".

    Na to jest autorska gwarancja od samego Złego. Swoją porcję musi zabrać i teraz. Trzeba go było nie uruchamiać!

    Jeszcze można powstrzymać!

    OdpowiedzUsuń
  46. @Orjan - "Natomiast nie przypominam sobie, by już wówczas rozważano takie organizacje zakładające tajne funkcjonowanie, dla celów przejęcia anonimowej kontroli społecznej za pomocą terroru, wyzysku, lub ogłupiania."

    Ejże!
    A te wszystkie opowieści o Różokrzyżowcach, Templariuszach i "mędrcach Syjonu" ? Niby prawda, że wszystkie one miały mieć ściśle hierarchiczną strukturę, więc raczej nie pasują do modelu "rozproszonego", ale z drugiej strony, pomimo starań wielu osób wciąż nie udało się niczego konkretnego wykryć...

    Zresztą opisywano wtedy raczej społeczności przyjazne, które same są w opresji, niż te które opresją chcą objąć innych.

    OdpowiedzUsuń
  47. @Video

    Musimy się zdecydować, czy rozmawiamy o faktach, czy o "opowieściach o faktach".

    Templariusze w żadnej mierze nie byli stowarzyszeniem tajnym. Po rozwiązaniu zakonu, to już nie byli Templariusze. Zdaje się, że ich legendę (być może też część majątku) przejął kto inny. Kto by to nie był, o braku kontynuacji przesądza późniejsza nieobecność i brak służby w Ziemi Świętej i dla Ziemi Świętej.

    Różokrzyżowcy, zdaje mi się, nie mieli celów w terrorze, ani w przejmowaniu władzy. Chyba bardziej im chodziło o to, co uznawali jako wiedzę. Nigdy nie byli (i nie są) tajni. W Polsce oficjalnie wznowili działalność jakoś za jaruzela.

    Z "mędrcami syjonu", to proszę raczej do Ochrany. To ona zainstalowała owych "mędrców" w obiegu publicznym mniej więcej w takiej samej intencji, jak obecne intencje instalacyjne wokół PiS.
    W tym sensie, obecne traktowanie PiS nie jest żadnym nowym wynalazkiem, a już na pewno nie intelektualnym.

    OdpowiedzUsuń
  48. Tu się zgodzimy - myślałem że ich (albo im podobnych) masz na myśli.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.