sobota, 16 października 2010

O polskiej mądrości i polskim grzechu

Do pisania tych refleksji zabieram się trochę niechętnie z tego względu, że gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że przyjdzie taki czas, kiedy zacznę się znęcać nad czymś, co się powszechnie nazywa głupotą, co najmniej bym się zdziwił. Mój stosunek do problemu głupoty bowiem zawsze oscylował między, z jednej strony, pełnym poirytowania zmęczeniem, a z drugiej, demonstracyjnym głoszeniem jej pochwały. Doszło w pewnym momencie wręcz do tego, że kiedy Dezerter śpiewał „Jestem głupi, mam pierdolca” – to ja z wielką radością wziąłem te słowa do siebie i się z nimi obnosiłem, jak ze sztandarem zwycięstwa. Z tego samego powodu, na wszelkie bardzo mądre analizy zatytułowane „Z dziejów głupoty w Polsce”, lub dalej w tym kierunku, reagowałem wyłącznie pogardliwym wydęciem ust. Nie będę już nawet wspominał o tych wszystkich przypadkach, kiedy to najczęściej jeszcze więksi durnie ode mnie pełnym głosem wołali, że to czego oni najbardziej nie lubią, to głupoty właśnie.
Skąd się to u mnie wzięło? Myślę, że głównie poszło o to, że z jakiegoś niezbadanego powodu, moim jedynym kompleksem, jak mi się wydaje, jest strach przed tzw. człowiekiem oświeconym. Z jakiegoś powodu, ile razy w moim życiu spotykałem kogoś, kto mówi coś w rodzaju, wiesz, ostatnio miałem okazję rozmawiać z kimś tam, i mówię ci – to jest piekielnie inteligentny człowiek. Lub że ktoś tam to wprawdzie skurwysyn, ale za to bardzo inteligentny – jak mówię – w najlepszym wypadku ogarniało mnie zmęczenie. Ale też dla pogłębienia tej mojej skazy mogło mieć znaczenie to, że miałem tego pecha, że na każde dziesięć osob powszechnie uważanych za „piekielnie inteligentnych”, dziewięciu robiło na mnie nieodmiennie jak najgorsze wrażenie. A ze wszystkich osob, jakie lubiłem, czy kochałem – jakimś niezwykłym zbiegiem okoliczności – niemal wszyscy byli mi bliscy nie przez swoja inteligencję, czy nawet mądrość, lecz coś kompletnie innego.
Jest jednak powód, dla którego słowo „głupota” budzi we mnie irytację. Otóż ja jestem jak najgłębiej przekonany, że nie ma na świecie jednego człowieka, który mógłby w pełni autorytatywnie nazwać kogoś głupcem, nie obrażając przy okazji kogoś zupełnie innego, włącznie z sobą samym. Oczywiście, wszystkim nam się zdarza – mnie również – używać tego epitetu, ale wiemy też świetnie, że za tym nie stoi nic więcej, jak tylko pewna, przydatna, owszem, ale jednak tylko retoryka. Wiemy też, że istnieją jak najbardziej naukowe metody badania ludzkiej inteligencji, i że właśnie dzięki tym badaniom można wręcz wygenerować pewną grupę tzw. geniuszy. Tyle że co z tego? Jaki możemy mieć z tej zabawy pożytek, skoro większość tych „geniuszy” to pospolici idioci? A więc, co nam po tej mądrości i co nam z tej głupoty?
A mimo to, siadam dziś to tej klawiatury i piszę tekst o głupocie. W dodatku o głupocie naszej, polskiej, rodzinnej. Przyszło mi do głowy, żeby na ten temat się tu trochę powywnętrzniać jeszcze w zeszłym tygodniu podczas wizyty u pewnej mojej przyszywanej moherowej cioci, o której parokrotnie miałem tu okazję wspominać. Na dodatek dziś właśnie, nasz kolega jazgdyni, tracąc charakterystyczny dla siebie spokój, wykrzyknął coś w rodzaju: „Co z tą głupotą!”… i już nie miałem wyjścia. Ale wróćmy do Cioci. Rozmawialiśmy sobie, jak to się często wśród moherów dzieje, o polityce i Ciocia zaczęła strasznie biadolić nad … otóż tak, nad głupotą Polaków. Standard. Że ona wciąż spotyka jakichś ludzi, którzy, choćby nie wiadomo, co się działo, ile znaków, ile gestów, ile słów ich oblepiło, świadczących o prawdzie oczywistej i jedynej – będą się zachowywać, jakby zostali zaklęci przez jakieś podłe licho, i nie było już dla nich żadnego ratunku. No i oceniała ich moja moherowa ciocia, jako ludzi po prostu głupich. Nie złych, nie podłych, nie gnuśnych, lecz zwyczajnie głupich.
No i, idąc za ciosem, znaczyła się zastanawiać, czemu tylu z nas jest aż tak potwornie i beznadziejnie głupich. No i wtedy doszliśmy do przysłów. Otóż moja moherowa ciocia zauważyła, że w języku polskim jest strasznie dużo ludowych powiedzeń i przysłów, afirmujących prostactwo i bezmyślność. „Od myślenia boli głowa”, „Im mniej wiesz, tym spokojniej spisz”, „Nie myśl bo się przemęczysz”, „Koń ma dużą głowę, więc niech myśli”, „Nie matura, lecz chęć szczera, zrobi z ciebie oficera”, te wszystkie „Aby do wiosny”, „Dziś żyjem, jutro gnijem”, „Nie wychylaj nosa, to co go nie przytrą”, „Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma”, „Kto się ceni, ten się leni”, i tak dalej, i w tym porządku. I zastanawiała się moja ciocia, czy ta gloryfikacja bezmyslenia, bezrefleksji, rezygnacji i bezwolnego posłuszeństwa, nie jest wynikiem tych wszystkich lat, kiedy Polska była pod okupacyjnym butem, kiedy to nasi aktualni właściciele wkładali tyle wysiłku w to, żebyśmy siedzieli przed chałupą i kiwali głową na to, jak to to nasze życie się plecie. I czy ten zalew niewątpliwego i powszechnego skretynienia, z jakim mamy do czynienia od kilku już dobrych lat, nie jest zwyczajnie efektem tych wszystkich lat oduczania nas najbardziej podstawowego wysiłku szukania prawdy i piękna.
Myślę, że – choć oczywiście tego typu diagnozy zawsze są ponętne – tym razem Ciocia się pomyliła. Przede wszystkim wcale nie sądzę, żeby wśród ludowych polskich przysłów większość stanowiły te słodkie, leniwe westchnienia do głupoty. Wręcz odwrotnie. Jak się zastanowić, to okaże się, że cała polska ludowa kultura stanowiła przeważnie afirmację zdrowego rozsądku i sceptycyzmu wobec wszelkich ekstrawagancji, czy to ekstrawagancji serca, czy rozumu. A więc, jeśli idzie o ten akurat aspekt naszych dziejów, nawet jeśli przeróżni okupanci stawali na głowie, żeby nas sprowadzić do roli bezmyślnej, wiecznie zadowolonej masy głupców, to im akurat z tych prób nic nie wyszło. Właśnie te przysłowia świadczą o tym jak najlepiej.
A mimo to, to co obserwujemy i dziś i wczoraj i tyle razy wcześniej, wciąż każe nam się martwić i załamywać ręce nad tym, co się w niektórych głowach wyprawia. I wciąż wraca to samo pytanie – jak można osiągnąć taki poziom otępienia, jak się to niektórym z nas zdarzyło? Otóż mam wrażenie, że za tym wszystkim stoi zwykły, prosty, powszedni grzech. Żadna głupota. Jak o nią idzie, nawet nie bardzo wiadomo, czym ona naprawdę jest. Natomiast lenistwo, kłamstwo, chciwość, zawiść, nieskromność – jak najbardziej. Nie głupota. Proszę zwróci uwagę, że ani w Dekalogu, ani we wszystkich towarzyszących mu kodeksach głupota jako taka się nie pojawia. Może się mylę, ale Pan Bóg nigdy chyba nam nie powiedział: „Nie bądźcie głupi”. Kazał nam chodzić do kościoła, modlić się, szanować rodziców, nie kłamać, nie krzywdzić ludzi – to tak. Ale o głupocie nie wspomniał. I teraz sobie myślę, że ile razy słyszymy jakieś słowa, lub obserwujemy gesty, które nas porażają swoją bezmyślnością, to za nimi nie stoi nic innego, jak zwykły grzech. Jestem przekonany – jeśli już mam na przykład wrócić do poprzednich refleksji na temat tego urzędnika z Kancelarii Premiera i odpowiedzi, jakiej on udzielił owej dziewczynce z Łodzi – że on może i jest głupi, choć kto to może wiedzieć. Natomiast to co go powinno naprawdę martwić, to z całą pewnością to, że utracił Światło Ducha. Dlaczego? Nie wiem. Może na przykład przez to, że kiedyś przestał chodzić do kościoła, albo komuś wyrządził krzywdę i za nią nie przeprosił. A może coś jeszcze zmalował i tak już pozostał, z tą kreską na sercu. I tak samo każdy inny z tych wszystkich nieszczęśników, zaczynając na Prezydencie, a kończąc na jakiejś obłąkanej nauczycielce dzwoniącej do Szkła Kontaktowego. A więc chodzić może wyłącznie o karę.
Kogo Pan Bóg chce ukarać, temu rozum odbiera. Czy to przypadkiem nie jest polskie przysłowie? Ono by wyjaśniało naprawdę wiele.

20 komentarzy:

  1. @toyah

    Pozwolę sobie zauważyć, że istnieje termin (chyba naukowy?):

    GŁUPOTA SALONOWA

    Dotyczy osób całkiem zdebilałych, które jednak opanowały pewien zakres słownictwa i grepsów, które są mile widziane na salonach. Z tej przyczyny mogą tam brylować i robić nawet za autorytety (bo bije z nich świeżość przekonań!).

    Zdaje się, że właśnie taki przypadek nasunął Dołędze-Mostowiczowi pomysł na Dyzmę.

    Tyle literatura. A jakie są przykłady w polityce?

    OdpowiedzUsuń
  2. Otóż to Toyahu!
    W ostatnim zdaniu jest nasza cała mądrość:
    "Kogo Pan Bóg chce pokarać, temu rozum odbiera."

    A teraz jeszcze muszę pomyśleć trochę (posłuchaj! - pomyśleć. Czy dużo ludzi tak świadomie i uczciwie mówi do siebie - muszę pomyśleć?), jak by tu napisać, że musimy dokonać pewnych przewartościowań, gdy mówimy o głupocie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę coś wyznać, wcale nie skromnie ale za to pokornie: ja już tak mam, niemal od dziecka, że obrywam za tzw. mądrość, inteligencję wrodzoną, ciekawość wiedzy różnej, wreszcie za nadmierne wykształcenie. Od wszystkich rodzajów obywateli: znajomych, przyjaciół (tzw.) a nawet od rodziny. To jest u nas jak rasizm - tępienie ludzi myślących i wyrażających to nieopatrznie. Pociesza mnie, że nie ja jedna tak mam. Przy okazji - widziałam, a przede wszystkim czytałam, wielu ludzi ode mnie w ww konkurencjach znacznie lepszych. I jakoś nie mam ochoty im dokuczać. Mam wrażenie, że najmądrzejsze jest w tych warunkach udawanie głupka (duraka waliat"). Tego wciąż się uczę ale jestem za tępa, żeby się nauczyć. Tyle pokory...
    @Toyah
    Bardzo mądre wydało mi się Twoje spostrzeżenie, że nie ma zakazu głupoty w Dekalogu. I że głupia jest po po prostu bezbożność - tak też i Biblia powiada, np. w Mdr 13,1-9. I jest w Piśmie św. pochwała mądrości, jako daru, który Pan daje tym, co Go proszą (zob. Mdr 9, 1-11). Tylko prosić hadko, skoro taki z tym kłopot.

    ;-) sapere auso

    OdpowiedzUsuń
  4. @Yo
    Prawie nigdy tego nie robię, ale po lekturze Twojego komentarza muszę:)

    Zamieściłem kiedyś na Salonie24 tekst, który bywał dla mnie, a może być i dla Ciebie pewnym pocieszeniem "w zaistniałej sytuacji".

    http://traube.salon24.pl/61941,o-odwiecznej-walce-tepych-ze-zdolnymi

    To tak na marinesie toyahowego tekstu.

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  5. @Yo

    Muszę Cię zmartwić (albo pocieszyć?) - człowiek mądry, w jakimś sensie, zawsze jest samotny.

    No, chyba, że jest przy okazji zdemoralizowany a swoją przewagę wykorzystuje dla panowania nad innymi, chcącymi korzystać z jego mądrości. Ufających mu.
    Wtedy jednak nie ma przyjaciół, lecz sługi. Więc też jest samotny.

    PS.: Ja rozumiem, że potrafimy tu oddzielić mądrość od przebiegłości i innych takich. Jak również, że widzimy tu mądrość, jako coś przekraczającego jej doraźność użytkową. Taką zatem mądrość, której probierzem jest sumienie.

    PPS.:
    @Don Paddington
    Bardzo byłbym ciekaw, co na to nasz ksiądz? Bo tu nieuchronnie wchodzimy w sfery trochę "ponadcodzienne".

    OdpowiedzUsuń
  6. @Traube
    Dzięki, już zajrzałam... Zaciekawiło mnie słuszne spostrzeżenie Mistrza Wincentego o dwojakich pożytkach z tępoty. Więc może jednak warto ją praktykować..? Zwłaszcza to powstrzymywanie niewczesnych ekstrawagancji. Coś w tym jest! Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. @orjan
    Zatrzęsienie. I po co szukać w polityce. Wystarczy wejść do pierwszej lepszej redakcji, lub na pierwszy lepszy bankiet.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jako dawny fan RPG, jakoś naturalnie przyjmowałem różnice między inteligencją a mądrością. Niektóre systemy całkiem dobrze oddają rzeczywistość i okazuje się że inteligencja to domena głownie czarodziejów, czarnoksiężników, nekromantów, słowem rządni władzy manipulatorzy. Mądrość była domeną czarowników, druidów, czasami bardów, ale co ciekawe konfrontacje zawsze dawały ostatecznie wygraną właśnie mądrości. Nie wiem, prawdopodobnie inteligentnych gubiła przede wszystkim pycha i próżność - podobno ulubiony grzech Diabła.

    Co do głupoty to się zgodzę, dla mnie jest to abstrakcja. Coś jak teoria nieoznaczoności. Drogi Toyah mówi o zwykłym wręcz banalnym grzechu. Tak tu działa jak zawsze zwykła banalna SALIGIA.
    Niemniej dodałbym coś jeszcze, coś co nazywam brakiem wyobraźni. Co ciekawe System i kultura pop, robią wszystko by tę wyobraźnię od najmłodszych lat niszczyć, lub co najmniej koślawić.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Don Paddington
    Co tam u Księdza? Proszę nam coś opowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Cmentarny Dech
    Tą SALIGIĄ mnie rowalileś. Strasznie jestem mało oczytany. Okropnie.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Toyah

    Podpisuję się obiema rękami, nie mam nic do dodania. Pod krzykliwą i bezbożną tzw. piekielną inteligencją kryją się zwykle tak banalne przyczyny, że już banalniej nie można. Tzn. jakaś podłość najczęściej albo jakaś słabość. Po prostu.

    A potem doszywa się do tego ideologię jak stąd do Australii, żeby jakoś ten wstyd w coś zawinąć.

    Serdeczne pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  12. @Cmentarny Dech

    Ciekawe zestawienie inteligencji i mądrości.
    Lecz jako zagorzały kognitywista, powiedziałbym nieco prościej.
    Inteligencja jest głównie wrodzonym, ale i w pewnym stopniu wytrenowanym poziomem jakości umysłu.
    Mądrość natomiast to inteligencja plus nagromadzone przez całe życie doświadczenia i doznania.

    Wniosek stąd, że inteligencja jest zazwyczaj, jeśli tylko nie ma patologii, dosyć stała przez całe życie.
    Mądrość natomiast wzrasta wraz z wiekiem.


    Brak wyobraźni to zazwyczaj brak inteligencji. Szczególnie w zakresie analitycznym i zdolności przewidywania.

    To wszystko w tzw. folk psychology jest dosyć rozmyte i nieco mistyczne. Ale w ostatnich latach nauka wzięła się ostro za to, by to uporządkować.
    Niestety, przy okazji odziera to z dreszczyku mistycyzmu.

    I mądrość, i wyobraźnie i głupotę.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Cmentarny Dech
    @toyah

    Z tym/tą SALIGIA, to chodzi Wam o tego zarozumiałego przygłupa z S24, co to się swoim nickiem-akronimem podszywa pod 7 grzechów głównych?

    To rzeczywiście dobry przykład osobowy głupoty bezprzymiotnikowej.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Latinitas
    Bo, jeśli się zastanowić, coś takiego jak inteligencja to niewyobrażalny absurd. Kompletnie bez znaczenia. Zero.

    OdpowiedzUsuń
  15. @jazgdyni
    Jak wyżej. Mój Drogi. Jak wyżej.

    OdpowiedzUsuń
  16. @orjan
    Właśnie tak. Gdybym więcej czytał, nawet bym nie podjął z nim rozmowy.
    To co ciekawe, jednak, to fakt że znów pojawia się to słowo "przygłup". Kto większy - on czy ja? Jak by nie patrzyć, on sobie nadał ten nick, a ja pozostałem ciemny jak dwunasta w nocy.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ucziwość, pokora,wiara,dobroć-właśnie te cechy piętnowane są mianem głupoty.Dlaczego? Właśnie dla tego by ludzie inteligentni,wykształceni nie stali się mądrymi bo z nich Zło nie ma żadnego pożytku.

    OdpowiedzUsuń
  18. Wydaje mi się, że właśnie na tym blogu, nie powinniśmy merytorycznie zajmować się mądrością i głupotą, inteligencją i wyobraźnią.
    Dlaczego tak mi się wydaje?
    Bo blog ten i tak w ogóle Tojah, jest na wskroś subiektywny. Co zresztą stanowi o jego niezaprzeczalnej wartości.

    Cofam więc wszystko co powyżej napisałem. Aczkolwiek nie kasuję.

    Na innych forach będę z rozkoszą zajmował się precyzyjnymi definicjami, psychologicznymi niuansami i tak zwaną postawą naukową.

    Tutaj nie miejsce na to. Pełen luz. I Toyah i każdy komentator ma swoją własną, indywidualną wizję głupka, czy przygłupa oraz wizję osoby mądrej (nie mylić z mądralą).
    Te wizje, jak napisałem, są subiektywne i relatywne. Miarę głupoty zawsze się do czegoś odnosi.
    Pamiętam, za wspaniałych studenckich czasów (mimo komuny) przyjmowaliśmy za umowną jednostkę głupoty "cjanta". 1 cjant to już poważna głupota. A to tylko dlatego, bo jedną tysięczną (mili) był oczywiście milicjant.

    Ale trochę poważniej. 20 lat temu (rany!) jako poważny oficer pracowałem na pięknym wycieczkowcu, wożącym po Karaibach spragnionych słońca i przygód Amerykanów i różnych takich.
    Razu pewnego, pewne mądrale z departamentu szkolnictwa wymyśliły sobie, że w ramach eksperymentu na taką tygodniową wycieczkę pośle się grupę młodzieży specjalnej - młodzieży z poważnymi problemami psychicznymi i jak to jest tam określane, generalnie retarded.
    I przekonałem się wówczas, gdy tylko przyjąć założenie, że niezależnie od wieku metrykalnego, to są dzieci, to znika całe upośledzenie i żadnego z nich nie można nazwać głupkiem. Całkiem fajni kolesie, takie wyrośnięte dzieciaki. Fakt, wymagają dużo więcej cierpliwości i empatii. Ale to tylko każdemu dobrze robi.

    A z głupkiem prawdziwym to mam dopiero wtedy do czynienia, gdy niezależnie od jego inteligencji, osoba taka nie ma w sobie ani krztyny pokory i nigdy nie przyjmuje, że jak każdy, ma pewne ograniczenia.
    A ostatnio, nie wiem dlaczego (za szybki awans?), namnożyło się takich osobników całe multum.
    Z reguły wypowiadają się one zawsze autorytatywnie i wygłaszają sądy ostateczne. Niezależnie na jaki temat. Nie potrafią słuchać. Oni już z góry wiedzą (zazwyczaj lepiej). Czy pani Monika Olejnik potrafi słuchać? Bądź co bądź to jest podstawa jej zawodu.

    Ciągle jeszcze miarą niesłychanej mądrości będą słowa - "Wiem, że nic nie wiem".
    Głupek nigdy tego nie powie.

    OdpowiedzUsuń
  19. No, właśnie!

    Nigdy nie słyszałem, by ktoś sam sobie (a nie inni jemu) przyjmował imię, powiedzmy: Smrodząca Łajza. Tego nie było nawet w pododdziałach chemicznych u Pawnisów znanych powszechnie z kontestowania wszelkich obyczajów prerii.

    A ten nieszczęśnik SALIGIA z S24 zwraca się do mnie (co z tego, że tylko wirtualnie) z self-manifestem zawartym w jego przezwisku. No to on jest jak ten Tatar w bitwie, że zanim skrzyżuje oręż, przed sobą wypuszcza smród, jako zaproszenie do bitwy.

    Wsiadłem na konkretnego gościa, bo mi się osobowo skojarzył z Waszych komentarzy, a jest klinicznym przypadkiem najnowszego wzorca głupoty, która jest połączona z knajacką bezczelnością prezentowania. Od niego zaś, z pewną nieśmiałością, podnoszę wzrok na nasze sfery wyższe w przestrzeni publicznej. I dopiero teraz w pełni rozumiem, co Henryk czuł pod Legnicą.

    Kiedyś b. dawno, za moich lat szkolnych, słuchałem wielce interesującej dyskusji telewizyjnej, w której uczestnicy usiłowali ustalić definicję pojęcia „inteligencja”.
    To były naprawdę perły głębokości i elegancji dyskusyjnej, ówczesnych celebrytów - autorytetów. W końcu, dyskutanci ustalili, że „inteligencja polega na zdolności przystosowania się”.
    Dokładnie zapamiętałem, bo takie ustalenie wzbudziło pewien niesmak u mnie, wtedy raptem ucznia. Bo jakże tak? Bez wartości? To po co ja czytałem np. tego Winnetou?

    Znacznie później rozumiałem o wiele więcej, gdy stopniowo wyszło, iż ci dyskutanci (bodaj bez wyjątku) byli gorliwymi TW.

    Taka inteligencja darwinowska.

    OdpowiedzUsuń
  20. O głupocie najwięcej jest w Księdze Przysłów. Pochwała głupoty to to nie jest...

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.