Czy europosłowie Koalicji Obywatelskiej zrzucą się na trumnę dla pułkownika Mazguły?

       Prawdopodobnie wszyscy pamiętamy scenę z któregoś z wielu antyrządowych protestów ostatnich lat, kiedy to były oficer służb peerelowskich, Adam Mazguła, wszedł na mównicę i stojąc obok prominentnych bojowników o wyzwolenie Polski z rąk pisowskich siepaczy, skarżył się jak to on dziś nie jest w stanie wyżyć za głupie 2 tysiące złotych. Pamiętamy też pewnie poparcie jakiego udzieliła Mazgule cała zjednoczona antypisowska opozycja, załamując ręcę nad losem człowieka, który poświęcił życie służbie Polsce, a dziś jest zmuszony żyć na ulicy. Oczywiście wszyscy wiedzieliśmy, że to jest zwykłe zawracanie głowy, bo kto jak kto, ale taki Mazguła krzywdy sobie zrobić nie da. Z drugiej jednak strony liczyliśmy na to, że w ten czy inny sposób dokonała się jakaś tam sprawiedliwość i owa myśl pozwalała nam mieć tę swoją małą satysfakcję. I tu okazuje się nagle, że ona jest tylko w minimalnym – choć symbolicznie znaczącym – stopniu usprawiedliwiona.

       Oto, jak to zdarza się niekiedy, a ja tu, owszem, nie omieszkam o tym wspomnieć, udałem się tydzień temu na krótki wypoczynek do moich ogrodów dzieciństwa, czyli do Sławatycz nad Bugiem, i właśnie stamtąd wróciłem. Nie wiem jak to się dzieje, ale praktycznie zawsze, ile razy stamtąd wracam, przywożę ze sobą wiadomosci pierwszej absolutnie klasy. I oto,  proszę sobie wyobrazić, nie inaczej jest i dziś. Otóż spotkałem tam w tych moich Sławatyczach człowieka, który zatrudniony jest w MSWiA i tam odpowiedzialny jest za administrowanie mieszkaniami, które przez cały okres powojennej Polski były przydzielane pracownikom służb wojskowych oraz milicyjnych. W ramach swoich obowiązków, musi mój znajomy nawiedzać te mieszkania, tak samo dokładnie jak nasze mieszkania odwiedzają pracownicy administracji, czy innych urzędów, ile razy zachodzi konieczność tej czy innej interwencji. I oto co się okazuje? Otóż, jak relacjonuje mój znajomy – przypominam, urzędnik MSWiA – niemal wszystkie z tych mieszkań są wynajmnowane, a ponieważ nasza historia dotyczy Warszawy, wynajmowane za ciężkie pieniądze, podczas gdy ich faktyczni najemcy pomieszkują w możliwie najbardziej wypasionych willach, których formalnymi właścicielami oczywiście są ich żony, dzieci, wnukowie, bracia, siostry, czy diabli wiedzą kto jeszcze, bo oni sami naturalnie muszę się gnieździć w służbowych klitkach. Znajomy mój się oczywiście z nimi od czasu do czasu spotyka i oni na te spotkania przyjeżdżają samochodami równie wypasionymi jak wspomniane wille, a każdy z nich po około 300 tys. zł.

        I teraz najciekawsze. Otóż w prywatnych pogawędkach każdy z nich się niezmiennie żali, jak to jego życie straciło dotychczasową radość, gdy okazało się że zamiast 11 tys. emerytury oni muszą żyć za owe dwa tysiące. I teraz dochodzimy do punktu gdzie trzeba nam się zastanowić, jak to jest z tymi dwoma tysiącami. Otóż podczas gdy wychodziłoby na to, że owe dwa tysiące nie zmieniają sytuacji ani na jotę, to, jak się okazuje, nie jest tak dobrze, bo dzięki temu że im zabrakło na tak zwane waciki, zmuszeni są oni sięgać do oszczędności, a, jak wiemy, życie z samych oszczędności nie jest do końca przyjemne. I to oni włąśnie, jak twierdzi mój znajomy, dostają największej cholery, gdy widzą jak ich miejsce na nadmorskich wybiegach zajmują beneficjenci programu 500 + i wielu innych wprowadzanych systematycznie przez rząd Prawa i SPrawiedliwości, żrąc te dorsze z frytkami i srając na wydmach. I to te właśnie służby, które tworzą tak naprawdę legiony, przede wszystkim stoją za tą kampanią, którą możemy obserwować w relacjach takiego choćby „Newseeka”, czy Onetu.

       I to jest oczywiście wiadomość dobra, nieco rónoważąca wcześniejszą, że im się akurat wielka krzywda nie stała. Ale jest jeszcze coś, co wyszło zupełnie niespodziewanie z rozmowy jaką prowadziłem na nasz dzisiejszy temat z innym znajomym. Otóż jego zdaniem, większość osób pokrzywdzonych w aferze Amber Gold, czy, w tej najnowszej, Getbacku, to są głównie oni. W końcu zastanówmy się, kim może być ów człowiek, który przed kamerami telewizji skarży się, że przez działanie tych oszustów stracił  500, 800, czy 950 tys. zł. No kim? My wiemy, że gdy chodzi o słynne SKOK-i, tam swoje oszczędności kierowali ludzie pobożni i pełni miłości do Ojczyny. Przepraszam bardzo, ale kto był taki cwany, by  zaufać akurat tym dwóm dobrodziejom z Wrocławia czy z Trójmiasta?

       W sumie, jeśli się zastanowić, a przy tym wrócić do pułkownika Mazguły, to jest dobrze. On wprawdzie póki co ma z czego żyć i gdzie mieszkać, ale jest całkiem spora szansa, że i tak prędzej czy później na trumnę będzie się musiała złożyć rodzina, albo co gorsza, kumple z Europarlamentu.




Komentarze

  1. @toyah

    Ja tylko donoszę, że wikipedia zeznaje, iż ten Mazguła urodził się 21 grudnia 1956 r., więc dopiero zimą dobije do regularnego wieku emerytalnego obowiązującego polskich mężczyzn.

    Ja oczywiście wiem, że żołnierze zawodowi odchodzą na ichnią emeryturę wcześniej, zwykle jeszcze w pełni sił potrzebnych do zarobkowej pracy cywilnej, gdyby który musiał, czy chciał. Natomiast nie ma opcji, aby oficer odchodząc w stopniu podpułkownika otrzymał świadczenie nieco ponad 2000 zł. Z jednym chyba wyjątkiem, jeśli z przyczyn, najogólniej je nazwijmy, dezubekizacyjnych, świadczenie obniżono by takiemu do, niech będzie, 2000+.

    Jednak w przypadku pułkownika Mazguły ten wariant raczej na pewno nie wchodzi w rachubę. W takim razie, on nie żalił się na swój własny los emerycki, ale ujmował się za emerytami wojskowymi, hm ..., szczególnego sortu.

    Kolejna uwaga byłaby taka, że ci emeryci wojskowi, których dezubekizacja trzepnęła po kieszeni oczywiście indywidualnie dochodzą swojej "krzywdy" przed sądami. Jedni skutecznie, inni nieskutecznie; mniejsza tu który jak i dlaczego akurat on tak.
    W takim jednak razie, ten Mazguła powinien był swoje wiecowe wynurzenia zaadresować do sędziów. Do nich powinien był kierować pretensje i postulaty, że są tacy emeryci wojskowi po 2000 zł, a sędziowie odpowiedniego wzmożenia nie doznają, choć osobiście jemu, Mazgule, nóż się w kieszeni otwiera (to idiom, a nie pomówienie Wysoki Sądzie).

    O ile zatem nie jest szczególną zagadką przeciwko komu ów Mazguła staje, to wypada sobie odpowiedzieć po czyjej stronie staje. Otóż najwyraźniej staje po stronie takich emerytowanych oficerów, którzy nawet u polskich sędziów nie znajdują zrozumienia dla chwały ich służby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @orjan
      Ja Mazgułę potraktowałem jako symbol.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy Rafał Trzaskowski zaprosi Miley Cyrus na uroczyste otwarcie nowej oczyszczalni ścieków?

"Für Deutschland", czyli o metodzie skutecznego uprawiania polityki

A więc Trump, czyli białe Święta?