wtorek, 5 marca 2013

Czy liczby 444 można używać jako noża o trzech ostrzach

Wspominałem tu niedawno, że od pewnego czasu forma mojej współpracy z „Warszawską Gazetą” przybrała formę stałego felietonu. Kiedy napisałem pierwszy z nich, policzyłem sobie ilość słów, i okazało się, że jest ich 444. Ponieważ wiem, że niektórzy z nas lubią się bawić liczbami, uznałem, że dobrze będzie sprawdzić, czy te cztery czwórki coś oznaczają; no bo co jeśli się okaże, że za tym też stoją jakieś demony? No i okazało się, że nie; że 444 to tak zwana liczba „anielska”, która akurat oznacza same dobre rzeczy, choćby „intuicję oraz wewnętrzną mądrość”, a i to jeszcze nie wszystko.
No i od tego czasu, w każdy wtorek, siadam i piszę kolejne 444 słowa. Dziś jednak pomyślałem sobie, że jeśli kolejny dzień minie, a ja nic nowego nie zamieszczę na swoim blogu, uznałem, że dla Piotra Bachurskiego napiszę jeszcze raz coś wieczorem, a tu puszczę tekst, w oryginalnym zamyśle przeznaczony dla nich. Raz, byście zobaczyli, czym ja się zajmuję poza tym blogiem, no a poza tym – sami powiedzcie, czyż nie było warto? Jeśli uznacie, że tak, proszę pamiętać, że numer konta jest tuż obok.



Wydawałoby się, że natłok negatywnych wrażeń stał się w ostatnich dniach tak intensywny, że trudno doprawdy trafić na coś, co by mogło zaskakiwać. A mimo to, wiadomość o chorej dziewczynce, która nie doczekawszy pomocy lekarskiej, bo tak zwane procedury uniemożliwiły dyspozytorowi w pogotowiu wysłanie do niej karetki, zwyczajnie zmarła, zrobiła wrażenie chyba nawet na młodzieży działającej biznesowo, jako „Młodzi Demokraci”.
Oczywiście, jak to się zwykle w takich sytuacjach dzieje, społeczny gniew kierowany jest pod adresem lekarzy, no i osobiście tej jednej osoby, która miała nieszczęście odebrać tamten telefon. Ja jednak, staram się trzymać zdrowego rozsądku, i znacznie chętniej myślę o owych procedurach, które ostatnio stały się w Polsce niemal religią, i które, o ile na poziomie różnego rodzaju urzędów, wiele zdezorganizować nie są w stanie, to jak idzie o służbę zdrowia, niosą wyłącznie nieszczęścia, włącznie z tym największym – śmiercią.
Otóż jestem sobie w stanie świetnie wyobrazić, jak wygląda organizacja pracy w pogotowiach. Siedzi człowiek przy telefonie, przed sobą ma jakiś wydany przez pięć ministerstw bryk z przepisami, i czeka na telefony od ludzi w potrzebie. Dzwoni ten telefon, a on, nie tak jak to było jeszcze w złotych czasach PRL-u, kiedy w pierwszym odruchu wysyłał karetkę, a jednocześnie instruował osobę po drugiej stronie, co ma robić, zaczyna zadawać serię obowiązkowych pytań, na które odpowiedzi następnie konsultuje z rozłożonymi przed sobą instrukcjami, i wtedy dopiero kieruje dzwoniącego do odpowiedniej instancji. Bo wie, że za każdy proceduralny błąd będzie musiał zapłacić utratą pracy, albo, w najlepszym wypadku, premii. Tak to sobie właśnie wyobrażam, więc całe moje oburzenie na myśl o tym zmarłym dziecku nie idzie tam, lecz w stronę tych, którzy w pewnym momencie uznali, że najlepszym sposobem na dorobienie się, jest stworzenie systemu, gdzie można sobie pozwolić nawet na zbrodnię zabójstwa, bo odpowiedzialność i tak spadnie wyłącznie na tych, którzy się nie załapali.
Otóż wszystko wskazuje na to, że to, o czym dotychczas mówiliśmy troszkę na zasadzie ironicznego komentowania osiągnięć Donalda Tuska i jego ekipy, realizuje się w tempie, które robi wrażenie. Mam na myśli totalny reset czegoś, co już nie nazywa się gospodarką, służba zdrowia, czy wymiarem sprawiedliwości, ale zwyczajnie – państwa. Wydaje się, że niedługo przyjdzie nam zgasić światło, przyczaić się gdzieś w kąciku, i już tylko czekać na wybuch.
Jak niektórzy wiedzą, uczę trochę w „Tauronie”, czyli firmie, która zajmuje się energetyczną obsługą Polski południowej. Dziś jeden z moich uczniów powiedział mi – jak najbardziej poważnie – że jeśli marzę o spokojnej starości, mam wyjechać na wieś, kupić sobie świnie, wykopać studnię, ewentualnie wybudować wiatrak. Będę bezpieczny. W przeciwnym wypadku, pozostaje jedynie modlitwa. Ewentualnie emigracja do Francji i tam próba upomnienia się o swoje pieniądze, które oni od pewnego czasu sobie od nas bezczelnie ściągają.

15 komentarzy:

  1. RAZ & Co przestali chlać w robocie. Wczorajszy Klub Ronina.
    Przepraszam, że poza tematem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam, Toyahu!

    No patrz, bracie, a ja wczoraj skończyłem 44 lata...

    Ostatnio haruję jak idiota, zgodnie z obowiązującym schematem systemu i niewiele mi czasu zostaje na czytanie, mam nawet zaległości w Twoich ostatnich wpisach. O tym dziecku słyszałem, podobno zagrzmiał nawet, o ironio, Owsiak - jeden z największych beneficjentów istniejącego stanu rzeczy. Nie muszę jednak czytać zaległych wiadomości, żeby wiedzieć, że istoty problemu nie zauważył poza Tobą nikt.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Andrzej.A
    Uszom nie wierzę! Oto siła obywatelskich mediów.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Kozik
    Wszystkiego najlepszego. To masz dokładnie tyle samo lat, co Gabriel. On też ledwo co skończył 44 lata.
    Co do reszty, tak to jakoś się dzieje. Że niby wszystko widać jak da dłoni, a tu się nagle okazuje, że jednak nie. Pełna ciemność.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatni akapit bardzo mnie martwi. Potwierdza informacje z różnych innych źródeł o możliwym tąpnięciu gospodarki. Kwestia tylko czy będzie to tąpnięcie lokalne czy ogólnoświatowe.
    Tąpnięcie lokalne może być pretekstem do przyjścia nam z pomocą przez sąsiadów.
    W przypadku światowego pozostanie chyba tylko modlitwa.

    Francuska jest Telekomunikacja Polska ale, że Tauron to nie wiedziałem. :(

    OdpowiedzUsuń
  6. @birofil
    Tauron jest polski. Francuskie są elektrociepłownie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Procedury czytane z kartki przy/przed/obok/zamiast wysłania karetki to jest absurd. Takie zachowanie - postępowanie ściśle według predefiniowanego wzorca - ma uzasadnienie, gdy chodzi o maszynę. Przykładowo procedura przygotowania do startu samolotu, nazywana czytaniem listy, czy robieniem karty.

    Z ludźmi wolno tak postępować tylko w wyjątkowych wypadkach. Procedura cewnikowania. Zakładanie kaniul. Ściśle stosować standardy opieki, i procedury medyczne w zakresie prewencji zakażeń musi każdy lekarz.

    Postępowanie ratunkowe jest z natury niestandardowe. Tam sztywna procedura musi prowadzić do śmierci prędzej czy później. Mam do czynienia osobiście z podobną sytuacją; nie tak tragiczną, ale raczej nieprzyjemną. Doprowadziło do niej sztywne trzymanie się procedur zamiast udzielenia koniecznej pomocy medycznej w niestandardowym wypadku. Problem proceduralistów występuje dotkliwie również poza Polską. To jakaś choroba ogólna służby zdrowia: zabieranie lekarzom inicjatywy. Napisane dla nich procedury (stosowane zresztą komputerowo - tak było w moim przypadku, szczęśliwie już ustabilizowanym) nie zastąpią prawidłowej decyzji wykształconego lekarza n/t terapii.

    Podejrzewam, że narzucane lekarzom procedury służą nabijaniu konta jakimś specom od Sztucznej Inteligencji, Systemów Decyzyjnych, czy jak się te socjocybernetyczne rozmaite dziedziny nazywają.

    OdpowiedzUsuń
  8. @YBK
    Właśnie to napisałem. Że stworzono cały system po to, by odpowiedzialność przerzucić na tych co są poza nim. Służba zdrowia to tylko fragment całości.

    OdpowiedzUsuń
  9. Niekoniecznie, elektrociepłownia na Żeraniu w Warszawie jest Niemiecka. Wethenphal, albo jakoś podobnie.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Andrzej.A
    Masz rację. Niekoniecznie. Tyle że ja nie napisałem, że koniecznie,

    OdpowiedzUsuń
  11. A System nie zwalnia, właśnie się dowiedziałem, że koleżance odebrali (właściwie porwali dzieci ze szkoły)... Psycholodzy jogini w pełniej odsłonie podziałali...

    OdpowiedzUsuń
  12. @jimminen
    Kiedy nasze dzieci były małe i zachowywały się niewłaściwie, moja żona lubiła ich straszyć opieką społeczną. Że przyjdzie opieką społeczna i ich zabierze. Taki żart. Z tego co piszesz i co sam też słyszę, dziś już tego typu dowcipy nie są śmieszne.

    OdpowiedzUsuń
  13. Słuchałem w 3 reportażu o ukrywającej się przed urzędnikami rodzinie polsko-arabskiej bo został wydany przez sąd wyrok odebrania matce 8 dzieci.
    Po tym co matka i jej konkubent (zawarli ślub muzułmański nie uznawany przez nasze Prawo)mówili, jak mówili ręce mi opadły.
    Albo odebrać im dzieci, matkę na terapię albo niech emigrują i żyją po swojemu. To jest masakra aby dziecko było w 3 klasie podstawówki a powinno być w gimnazjum bo rodzice olewają posyłanie dzieci do szkoły.
    Wcześniej był na ich temat artykuł w GW, w którym zrobili z nich ofiary Państwa.

    OdpowiedzUsuń
  14. @birofil
    Nie znam historii, o której wspominasz,
    ale jestem w stu procentach przekonany,
    że nie ma nic gorszego jak odebranie
    dziecka rodzicom. W rodzinach bywa
    różnie, ale nie ma takiej możliwości, by
    opieką społeczna razem że swoimi
    psychologami była w stanie
    zaproponować coś lepszego od nawet
    najgorszej patologii.

    OdpowiedzUsuń
  15. Miałem niedawno szkolenie z BHP i ratownik je prowadzący mówił, że obowiązujące obecne zalecenia każą wysyłać karetkę na każde żądanie.
    Ale może być tak, że jakieś dodatkowe procedury nakazują, w ramach oszczędności, zniechęcać "klienta" i dopiero jak się bardzo bardzo uprze to w końcu wyślą ekipę.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.