niedziela, 14 września 2014

O fajkę i kubek gorącego rosołu dla pani sędzi

Na początek chciałbym opowiedzieć pewną historię:
Otóż, jak donoszą lokalne media, Sąd Okręgowy w Koszalinie utrzymał wyrok na dyrektora służby więziennej płk Krzysztofa Olkowicza, uznający go winnym przestępstwa. Cóż takiego nabroił ów Olkowicz? Otóż korzystając z drogi służbowej, zlecił wpłatę 40 zł grzywny za psychicznie chorego Arkadiusza K., który trafił do aresztu za kradzież wafelka wartości 99 groszy. Ów K. ukradł w sklepie wspomniany wafelek, został przez ochronę zatrzymany, skazany na grzywnę w wysokości 100 złotych z zamianą na pięć dni aresztu, grzywny nie zapłacił, no i poszedł siedzieć. Kiedy Olkowicz dowiedział się, co się stało, najpierw postanowił, że on za owego K. wpłaci 40 złotych, o przygotowanie powyższej kwoty poprosił swoją sekretarkę, a zastępcy szefa aresztu, w którym przebywał K., zlecił dokonanie przelewu.
I w tym momencie stało się tak, że podwładni Olkowicza zgłosili się do Ministerstwa Sprawiedliwości, informując ministra o podejrzeniu naruszenia przez dyrektora przepisu, który nie pozwala na uiszczanie grzywny za osobę, która uiszczającemu nie jest wystarczająco bliska.
Olkowicz stanął przed sądem, ten w dwóch instancjach wydał wyrok skazujący, a jego uzasadnienie przedstawiła sędzia Renata Rzepecka-Gawrysiak, wyjaśniając, że „to iż Arkadiuszowi K. nie można przypisać winy z uwagi na chorobę psychiczną nie oznacza, że kradzież nie miała miejsca”. Odnośnie Olkowicza natomiast, sędzia oświadczyła, że „zachowanie Olkowicza cechuje się społeczną szkodliwością i jest niedopuszczalne w przypadku osoby piastującej ważne stanowisko w systemie służby więziennej”.
Wyrok jest prawomocny.
A ja chciałbym zwrócić uwagę na sekwencję zdarzeń. Człowiek zwija ze sklepowej półki wafelek i zostaje zatrzymany; w wyniku standardowej procedury zostaje przewieziony do aresztu i wsadzony na pięć dni; kiedy wiadomość trafia do dyrektor służby, ten bierze osadzonego na rozmowę, stwierdza, że człowiek jest ewidentnie nienormalny, w odruchu serca i rozumu, wpłaca za niego 40 zł. i każe go wypuścić.
I w tym momencie do akcji wchodzą najpierw jego podwładni, którzy natychmiast na swojego szefa kablują do ministerstwa, po nich za dyrektora bierze się niezawisły sąd, a niezawisła sędzia wygłasza mowę, która dziś już w sposób ostateczny pieczętuje stan polskiego państwa:
To iż Arkadiuszowi K. nie można przypisać winy z uwagi na chorobę psychiczną nie oznacza, że kradzież nie miała miejsca”, natomiast „zachowanie Olkowicza cechuje się społeczną szkodliwością i jest niedopuszczalne”.
Niedawno, zwracając uwagę na rozpanoszony ostatnio wśród tak zwanych współczesnych artystów proceder wyciągania od państwa budżetów na działalność antypolską, antyreligijną i antycywilizacyjną, zapowiedziałem, że jeśli nowy rząd w pierwszej kolejności nie zrobi porządku z tą bandą szarlatanami, ja się z takiej polityki wypisuję. Dziś chciałbym do tej deklaracji dodać, że oni również już dziś mogą na mnie przestać liczyć, jeśli równocześnie nie zadbają o to, by sędziowie tacy, jak ta paniusia z Koszalina, wylądowali na ulicy z kubkiem gorącej zupy i wyżebranym papierosem.


Powyższy tekst ukazał się wcześniej w „Warszawskiej Gazecie”, a ja zapraszam wszystkich do księgarni pod adresem www.coryllus.pl, gdzie można kupować wszystkie moje książki. Proszę jednocześnie o wspieranie tego bloga. Bez tej pomocy, on nie mógłby istnieć. Dziękuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.