piątek, 12 września 2014

I jeszcze raz o tym, który nam nie daruje chwili nieuwagi

Kwestia owego dziwacznego projektu, znanego pod nazwą Ice Bucket Challenge wyprzedziła mnie zanim udało mi się zebrać myśli, wymyślić jakąś w miarę sensowną metodę odniesienia się do tego zjawiska, no i napisać na ten temat notkę. I powiem szczerze, że mnie to nie dziwi. Rzecz bowiem w tym, że projektów tego typu, a więc akcji, których pomysł pojawia się w przestrzeni publicznej z dnia na dzień, następnie wieść o nich opanowuje Internet w postępie geometrycznym, by wreszcie okazywało się, że jest to coś, w co zaangażowany jest i były prezydent Bush, i piosenkarz Justin Bieber i nasza tenisistka Agnieszka Radwańska i wszyscy sobie albo zakładają coś na głowy, albo na rękę, albo przyczepiają do klapy marynarki, albo wygłaszają na youtubie jakieś bezsensowne zdanie, czy wreszcie – tak jak tu – leją sobie lodowatą wodę na łeb, a na samym końcu pojawia się oczywiście Jerzy Owsiak z wozem strażackim na jakimś stadionie i pokazuje, jak to dopiero on potrafi z niczego zrobić prawdziwy event… a więc tego typu akcji jest zatrzęsienie, pojawiają się one z zadziwiającą regularnością, a na końcu i tak wszyscy wiemy, że za tym wszystkim stoi jakiś ciężki budżet, do którego dopuszczonych jest parę osób o już kompletnie nikomu nieznanych nazwiskach.
I powiem szczerze, że mnie ta sytuacja ani nie bawi, ani nawet nie fascynuje, jako przejaw zła w wersji turbo, ale zwyczajnie przeraża. Bo ja na przykład nie wiem, czy już jutro ktoś wpadnie na pomysł, by nas wszystkich zaangażować w projekt, który skończy się jakąś bardzo spektakularną katastrofą, i który to projekt, przez to, że w nim udział wezmą i prezydenci i wielcy artyści i znakomici piosenkarze i wybitni sportowcy, a może i najwybitniejsze moralne autorytety z papieżem Franciszkiem na czele, odniesie taki sukces, że on nas wszystkich bez reszty pogrąży. I ja tu oczywiście mógłbym teraz zacząć wymyślać jakieś, dziś dla na robiące wrażenie absurdalnych, przykłady, ale myślę, że przede wszystkim nasza wyobraźnia wciąż mocno zostaje w tyle za rzeczywistością, a poza tym każdy ma swoją, więc niech się bawi. Wylewanie sobie na łeb lodowatej wody już mieliśmy.
A zatem, jak mówię – wciąż tak naprawdę (wiem! wiem!) nie potrafiąc na dobre zacząć tego tekstu – to że rozwój projektu pod tytułem „Ice Bucket Challenge” mnie wyprzedził, mnie nie zdziwiło. Tu tak naprawdę ani nie ma czego komentować, ani nawet jeśli komentować nam przyjdzie ochota, nie bardzo wiadomo, jak to robić, by nie popaść w kiepski trywializm. No ale pewne rozwiązanie, i to rozwiązanie wybitnie interesujące, podpowiedziało nam jednak samo życie. Otóż jak się dowiadujemy, główny pomysłodawca tego projektu, polegającego na tym, że z dnia na dzień, cały świat uzna za niemal sens życia i działania wylewanie sobie na głowę kubła z lodowatą wodą – nie żeby zebrać jakieś pieniądze, nie żeby komuś pomóc, nie w końcu, żeby z tego został jakiś pojedynczy ślad, który sprawi, że gdzieś na ułamek chwili zamiast zła pojawi się dobro, ale dla zwykłego poczucia bycia jednym z gangu – popełnił samobójstwo.
Samobójstwo, jak wiemy, to rzecz ludzka. Nie on pierwszy i nie ostatni, natomiast z tego co czytam wynika, że rodzina, znajomi i przyjaciele owego Coreya Griffina, 27-latka, który jako pierwszy wpadł na pomysł, by dla ratowania zdrowia swojego chorego na stwardnienie rozsiane kumpla, wyjść z tą akcją z wiadrem, są wszyscy w głębokim szoku, bo on przede wszystkim jeszcze na chwilę przed śmiercią był w fantastycznym nastroju, bardzo dobrze mu się powodziło, wszyscy go kochali i on wszystkich kochał, i to że on nagle postanowił się przenieść do Krainy Grzybów, to dla wszystkich wielki szok i jeszcze większa tajemnica.
Ja natomiast, powiem zupełnie uczciwie, nie bardzo się temu co się stało dziwię. Wcześniej wprawdzie o istnieniu tego Griffina nawet nie słyszałem, natomiast, owszem, ów dziwny projekt i jego niezwykła kariera nie umknęły mojej uwadze, podobnie zresztą, jak gdzieś w Sieci znaleziona informacja, że rytuał polegający na wylewaniu sobie na łeb lodowatej wody, to pomysł o rodowodzie ściśle satanistycznym. A ja, jako człowiek, w którego opinii filmy takie jak „Egzorcysta”, czy „Omen”, to dzieła prawdziwie wybitne w swojej prawdziwości, wiem, jak to dziwnie się potrafią plątać ludzkie ścieżki.
Szkoda tylko, myślę sobie, że tam też musiała się zabłąkać nasza Agnieszka Radwańska, dziewczyna, którą wszyscy tak bardzo kochamy. Może ją jednak Nasz Pan nie pozwoli skrzywdzić. Przecież On może wszystko.

Zapraszam wszystkich do księgarni pod adresem www.coryllus.pl, gdzie już niedługo będzie do nabycia moja książka o Tymktórynie przepuszczażadnejokazji, a gdzie na razie można sobie poużywać na naprawdę różnych częstotliwościach. Jednocześnie bardzo, bardzo, bardzo prosze wszystkich o jeszcze chwilę wysiłku i wsparcie tego bloga pod podanym obok numerem konta. To naprawdę jeszcze tylko chwila, ale chwila kluczowa. Dziękuję.

1 komentarz:

  1. Od samego początku ten projekt wzbudzał we mnie niepokój. Teraz już wiem dlaczego.
    Elementy satanizmu, badania na komórkach macierzystych, tajemnicza śmierć pomysłodawcy tego projektu...

    "Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie. Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła." (1 Tes 5, 21-22)

    Jakiś czas temu znalazłem, to:
    http://www.youtube.com/watch?v=y8WaMAllTh4

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.