sobota, 10 maja 2014

O konserwatywnych filantropach i koktailu z grzybów

Jeszcze wczoraj, na głównej stronie Salonu 24, wisiał tekst człowieka, o którego istnieniu wcześniej, szczerze powiedziawszy, w ogóle nie miałem pojęcia, a który nazywa się Bartosz Marczuk, jak sam o sobie pisze, jest dziennikarzem i publicystą, „teraz w Rzeczpospolitej”, no i ma pięcioro dzieci. Ja oczywiście – jako że tego Marczuka, jak już wspomniałem, dotychczas nawet nie kojarzyłem – nie wiem, czy te dzieci to on ma z jedną żoną, czy z dwiema, a może trzema, i sytuacji nie polepsza nawet fakt, że on, jak się dziś dowiaduję, przyszedł do „Rzeczpospolitej” prosto z Fundacji Republikańskiej, natomiast kiedy przeczytałem te informację, natychmiast pomyślałem sobie, że za tego typu sztuki powinno się zwyczajnie walić w tak zwany „głupi łeb”. Dlaczego? Dlatego, że mało jest działań równie bezczelnych i irytujących, jak potrząsanie liczbą posiadanych dzieci, jako argumentem w kwestiach nie dość, że nie związanych z indywidualną potencją, to dotyczących spraw od owej potencji odległych o tysiące lat świetlnych.
Po co więc Marczukowi te dzieci? Tak w ogóle to nie wiem, ale domyślam się, że w tym konkretnym przypadku po to, by w ten sposób dowieść bez pudła, że jeśli ktoś mówi, że przeciwko podwyższaniu ustawowego wieku emerytalnego opowiadają się wyłącznie durnie i cyniczne świnie, ten ktoś wcale nie musi być jakimś podłym liberałem, ale równie dobrze może być wyznawcą papieskiej nauki o „miłości wzajemnej i dobroci”. A to jest to, co ów Marczuk mówi. Już w samym tytule pojawiają się ci głupcy i cynicy, ale to mu jest na tyle jeszcze mało, że dla pewności podkreśla tę myśl już w samym tekście. Pisze więc:
Powiem wprost. Wszystkich, którzy uważają, że wydłużenie wieku emerytalnego jest złe uważam albo za głupków albo za cyników. Jest jasne jak słońce, że jeśli żyjemy dłużej powinniśmy dłużej pracować. Dobrobyt i rozwój bierze się z pracy, a nie ze świadczeń. Ktoś kto tego nie rozumie jest głupkiem, ktoś kto rozumie, ale wykorzystuje w debacie lęki ludzi, jest cynikiem. Dobrze, że Trybunał Konstytucyjny dał im w tym tygodniu odpór i obronił decyzję o dłuższej pracy”.
Dalej akurat tekstu Marczuka nie czytałem, natomiast uważam, że nawet jak na dziennikarza bez żadnej istotnej historii, tego typu pisarstwo robi wrażenie. Cóż to bowiem oznacza, że ktoś uważa wydłużenie wieku emerytalnego za „złe”? Jest ktoś taki? Ja mogę uważać, że to zagranie jest głupie, albo właśnie cyniczne, ale złe??? Cóż to za kategoria? No a tu mamy właśnie coś takiego. I jakby tego było mało, jest jeszcze ten Trybunał z jego „odporem”. Ciekawe, że Marczuk nie czuje wstydu pisząc takie rzeczy. Czy to jest możliwe, że to jest ktoś z rodziny Weroniki Marczuk? Myślę że tak, bo wystarczą te dwie rzeczy, by się już nawet nie chciało zastanawiać nad tym, jak podobno uczciwy człowiek może nie widzieć, o co chodzi władzy, kiedy ona nam – przecież Marczuk tylko powtarza za Tuskiem – tłumaczy, jak gdybyśmy bez niej tego nie wiedzieli, że „dobrobyt i rozwój bierze się z pracy, a nie ze świadczeń”.
No ale dajmy już spokój temu dziwakowi, bo, jak wiemy, nie ma takiego idiotyzmu, który nie mógłby zostać w jednej chwili przebity przez coś większego. A tu mamy zdarzenia naprawdę poważne. Oto zapowiadana jest książka niejakiego Markusa (naprawdę!) Marcinkiewicza stanowiąca podobno poradnik dla wszystkich obecnych i przyszłych windykatorów, jak windykować szybko i skutecznie. Wprawdzie, z tego co wiemy, Marcinkiewicz ani nie ma pięciorga dzieci, ani nie należy do Fundacji Republikańskiej, natomiast „prywatnie jest pasjonatem gier, muzyki elektronicznej, a także filantropem” i to zapewne go uwiarygadnia na poziomie etycznym. A, wbrew pozorom, kiedy on pisze o skutecznym windykowaniu, główny nacisk kładzie – zupełnie jak Marczuk w kwestii tych emerytur – na etyczną stronę zagadnienia. Książki Marcinkiewicza wciąż na rynku nie ma, ale znamy jej omówienie. Pozwólmy, że sam się na dłuższą chwilę zamknę:
Aby wygrać z dłużnikiem musisz najpierw złamać jego psychiczny opór obronny, chroniący go przed podjęciem męczącego wysiłku naprawy własnego życia! […] Windykator jest samurajem, Rycerzem Jedi, realizującym wielką misję! Wierzy, że dłużnicy o słabszej odporności psychicznej ulegają demonom nieuczciwości. Sile, która ciągnie ich na samo dno mrocznej czeluści. Windykator toczy wielką wojnę, by ciemna strona wchłonęła jak najmniej ludzi. Musi jak najwcześniej zareagować, bo ogarnięty mrokiem dłużnik stacza się w przepaść, ciągnąc ze sobą i niszcząc najbliższą rodzinę. Sposobem na realizację misji jest umiejętna gra na emocjach dłużnika.
Autor zajmuje się problemami etycznymi i moralnymi windykacji. Uświadamia, jakimi mechanizmami psychologicznymi posługują się dłużnicy. Jak zwodzą, okłamują i oszukują, by poradzić sobie z patologiczną i brutalną rzeczywistością, w której żyją. Kładzie nacisk na psychoterapeutyczne umiejętności i techniki wywierania wpływu na dłużnikach”.
Ostatnie dwie notki były poświęcone satanizmowi i wydaje mi się, że w pewnym sensie ta mieści się w temacie znakomicie. Tym razem jednak czuję się wyjątkowo bezradny, jeśli chodzi o szukanie sposobu skomentowania tego wszystkiego w jakiś inny sposób, niż przez czystą prezentację. A więc, mając nadzieję, że przynajmniej na sam koniec uda mi się powiedzieć coś inteligentnego, przedstawię już bez słowa komentarza znaleziony przez mnie w Sieci biogram owego czarownika. Posłuchajmy:
Z wykształcenia dziennikarz. Zawodowy windykator z doświadczeniem od 2003 roku. Jako windykator pracował dla AIG Bank Polska i Kruka, jako menedżer zespołów windykacji dla Ultima Ratio, BKK Wierzytelności, Casus Finanse oraz Eurobanku.
Od 2010 roku Wiceprezes Zarządu ARMADA Polska – Spółka windykacyjna, której jest współzałożycielem. Odpowiada za obszar operacji i negocjacji z dłużnikami. Specjalizuje się w przekonywaniu radykalnie opornych i ekstremalnie trudnych dłużników sektora B2C do rozpoczęcia regularnych spłat!
Zastosowany w jego firmie Model Marcinkiewicza sprawił, że dziś mówi się o ARMADA Polska, że jest najlepsza, bo windykuje dla firm windykacyjnych i funduszy skupujących pakiety wierzytelności. Ale to tylko jeden z powodów.
Praktyk. Ekspert i trener technik motywacji, windykacji, perswazji, wywierania wpływu, psychologii i manipulacji. Wykładowca i prelegent konferencji i kongresów, nie tylko windykacyjnych”.
No i jeszcze raz informacja kluczowa: „Prywatnie pasjonat gier, muzyki elektronicznej, a także filantrop”.
Na koniec proponuję Czytelnikom zagadkę intelektualną. Otóż w dyskusji pod poprzednią notką pojawiły się spekulacje co do tego, kto może stać za projektem zatytułowanym KrainaGrzybówTV. Osobiście, jak już to komuś powiedziałem wczoraj, kompletnie mnie nie interesuje, w kogo wcielił się tym razem Szatan. Dziś jednak zastanawiam się, czy ta odpowiedź nie jest zbyt oczywista? Czy nie jest po prostu tak, że to może ów Markus i jego firma Armada Polska, w ramach poszerzania działalności, uruchomiła to coś i próbuje nas zajść od boku?

Zapraszam wszystkich do księgarni Coryllusa pod adresem www.coryllus.pl, gdzie mamy promocję na obie książki Toyaha: O siedmiokilogramowym liściu, i Elementarz. Nakład na wyczerpaniu, a dodruk nie jest planowany. Bardzo polecam. Jednocześnie serdecznie proszę o wspieranie tego bloga pod podanym numerem konta. Na Diabła zawsze jest modlitwa. Na Marcinkiewicza może nie wystarczyć. Dziękuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.