piątek, 26 grudnia 2008

S nowom godom, tawariszczi! Czyli wężykiem po bandzie

Minęły Święta Bożego Narodzenia i przede wszystkim chciałem się pochwalić, że ten czas wykorzystałem w sposób na tyle pełny, żeby z radością neofity móc dziś zakomunikować, nie tyle moim stałym czytelnikom, co głównie poważnym publicystom i komentatorom, którzy już od dłuższego czasu nawoływali mnie do refleksji i opamiętania, że oto nadszedł ten moment, kiedy mogę im wszystkim ogłosić: jest dobrze! Jest mi tylko przykro, że to moje wyjście z mroku trwało tak długo, co niepotrzebnie wszystkich narażało na niepotrzebny stres.
Przede wszystkim więc przepraszam pana redaktora Łukasza Warzechę, który mnie, pośrednio lub bezpośrednio ostrzegał, bym nie brnął głupio i nieroztropnie, a ja nie usłuchałem. Ale również przepraszam wszystkich innych szczerych przyjaciół polskiej prawicy, którzy długo przede mną demaskowali niskość Jarosława Kaczynskiego, i też nawoływali do rozsądku. Wróciłem i jestem do dyspozycji.
Jednak wciąż będę powtarzał. Wiem, jak bardzo przez tyle lat się myliłem i jak wiele szkód poczyniłem swoim tępym uporem i nieumiejętnością przyznania się do błędu. Świąteczny okres, który zgodnie z zapowiedzią, wykorzystałem na refleksję i zadumę, pozwolił mi zrozumieć, że dla polskiej prawicy i dla wszystkich patriotycznie zorientowanych Polaków, nie ma w tej chwili ważniejszego zadania, jak gruntowne zreformowanie partii, której kiedyś wszyscy zaufaliśmy, ale która ostatnio, coraz częściej, po prostu i zwyczajnie pozbawiała nas złudzeń. Partii o nazwie Prawo i Sprawiedliwość.
Muszę wreszcie powiedzieć coś, co powoduje u mnie poczucie największego zażenowania i sprawia, że się rumienię, ale co powiedzieć po prostu trzeba. Jarosław Kaczyński, człowiek który kiedyś był dla mnie nadzieją i drogą, okazał się własnie moja największą porażką i zawodem. Dopiero z perspektywy czasu widzę, jak bardzo się co do niego myliłem, a jednocześnie jak bardzo byłem odurzony, nie tyle swoją bezkrytyczną miłością, co haniebnym uporem, żeby tkwić w błędzie.
Wiem jednak, że to co tu mówię to zaledwie słowa. A nie słów nam dziś trzeba. I tak straciliśmy zbyt dużo czasu. Teraz, kiedy i tak nie mamy pewności, czy nie jest już być może za późno - również z mojej winy i winy innych, takich jak ja, ludzi nieroztropnych i niemądrych - ale kiedy jednak Prawo i Sprawiedliwość wciąż może być może liczyć na te 20-25% poparcia społecznego, należy zakasać rękawy i rozpocząć projekt odbudowy polskiej prawicy.
Pragnę dziś zgłosić mój projekt. Projekt, który przez okres Świąt solidnie przemyślałem i który - uważam - jest projektem dobrym. Wiem, że dla wielu z Was, ze względu na moje świetne teksty, jestem bohaterem i wielkim moralnym autorytetem. Dlatego apeluje do Was. Bierzmy się do roboty. Przede wszystkim trzeba usunąć prezesa naszej obecnej - a dla wielu z Was - już byłej partii, Jarosława Kaczyńskiego. Kaczyński nie spełnił pokładanych w nim nadziei i zamiast pędzić od zwycięstwa do zwycięstwa, zatapia ten piękny projekt, którego wszyscy przecież jesteśmy współautorami. Tak dłużej być nie może. Jarosław Kaczyński musi odejść.
Następnie powinniśmy zwołać powszechny, ogólnopolski zjazd polskiej prawicy - coś w rodzaju Okrągłego Stołu Polskich Patriotów - i dokonać ponownego, tym razem ostatecznego zjednoczenia wszystkich patriotycznie zorientowanych ugrupować narodowych. Należy przy tym zadbać, żeby wszyscy, którzy nie zgodzą się uczestniczyć w tym wielkim projekcie, zobowiązali się, że nie będą na własną rękę organizować własnych projektów. Bowiem rzeczą najważniejszą jest, byśmy się nie dali podzielić i bezmyślnie rozproszyć głosy.
Kiedy już utworzymy jedno, wielkie prawicowe ugrupowanie chadecko-narodowe (proponuję nazwę Przymierze Prawicy „Wielka Polska"), powinniśmy rozważyć prawną możliwość zapisania dotychczasowego poparcia sondażowego dla Prawa i Sprawiedliwości na nasze konto. Uważam, że te 25% wyborców, może stanowić znakomity punkt wyjścia dla naszej przyszłej działalności politycznej. Będąc tak silnym ugrupowaniem opozycyjnym, mając na dodatek w swoich szeregach wybitnych polskich patriotów, dotychczas tak nieszczęśliwie i brutalnie stłamszonych przez Jarosława Kaczyńskiego, możemy wkrótce wysunąć się na pierwsze miejsce w sondażach poparcia dla polskich partii politycznych.
Podczas pierwszego posiedzenia nowej partii, umówimy się co do nowej nazwy i oczywiście wybierzemy nowego prezesa. Proponuję, żeby został nim kolega Farfał. W przypadku, gdyby ten wybitny, młody działacz z jakiegoś powodu nie zgodził się kandydować - co jest możliwe; w końcu ma wiele obowiązków jako nowy prezes telewizji publicznej - prezesem mogę zostać ja.
Wiem bardzo dobrze, że w działalności politycznej to co się liczy najbardziej to uczciwość i idee. Nie odniesiemy sukcesu, jeśli za naszymi działaniami nie będzie stała trwała wiara w uczciwość naszego projektu i świadomość, że to co robimy, to nie dla nas, ale dla przyszłych pokoleń. Czasy są jednak takie, że jeśli chcemy z sukcesem zaistnieć na scenie politycznej, jeśli chcemy z sukcesem działać dla dobra wspólnego, musimy mieć pieniądze. A pieniędzy nie mamy. Wprawdzie kolega Farfał, jako prezes telewizji, może zechce nas wspomóc, ale to - jak wiemy - kropla w morzu potrzeb. Chciałem w tym miejscu zaproponować pewne rozwiązanie. W Wigilię miałem okazję zapoznać się w Dzienniku, z artykułem pani redaktor Luizy Zalewskiej na temat posła Janusza Palikota. Z informacji przekazanych przez panią redaktor wynika, że poseł Palikot, z jednej strony, jest osobą bardzo zamożną, a z drugiej nie skąpi środków na cele, do których jest przekonany. Z powodów, w które nie chcę tu wchodzić, związki pana posła z Platformą Obywatelską nie są na tyle mocne, żeby nie spróbować zachęcić Janusza Palikota do naszej inicjatywy. Jestem pewien, że z osobą tak zdeterminowaną, a jednocześnie ideową, możemy zdobyć odpowiednie środki na przynajmniej wstępną działalność, i - konsekwentnie - na zwiększenie sondażowego poparcia choćby o parę procent.
Na koniec, muszę jeszcze wspomnieć o czymś, co, zdaniem niektórych z naszych kolegów, może stanowić pewien problem. Otóż, jak wiemy, od czasu gdy błędna i destrukcyjna polityka prowadzona przez Jarosława Kaczyńskiego doprowadziła do tak ciężkich podziałów na polskiej prawicy, w jej szeregach pojawił się nurt, że tak powiem, liberalny. Nie wolno nam również zapominać o tych kolegach. Są w końcu też wielkimi polskimi patriotami, większość z nich chodzi do kościoła, więc uważam, że należy również wziąć pod uwagę ich wrażliwość. Proponuję, żeby podczas zjazdu założycielskiego nowej formacji, przeprowadzić dyskusję pod kątem ideowego kształtu nowego ugrupowania. Jeśli większość nowych członków PP"WP" opowie się za odchyleniem liberalnym, ja osobiście nie mam nic przeciwko temu. Mogę z równie wielkim, patriotycznym zaangażowaniem pełnić funkcję prezesa partii nowego typu, partii narodowo-liberalnej. Już dziś mogę obiecać, że na drugi dzień po wyborze mojej skromnej osoby do tej zaszczytnej funkcji, podejmę rozmowy z Platformą Obywatelską i SLD dotyczące ewentualnego zjednoczenia naszych ugrupować i stworzenia wspólnego Bloku Na Rzecz Polski.
Póki co wzywam wszystkich moich fanów i miłośników do poważnej oczywiście dyskusji. A do pana redaktora Łukasza Warzechy mam prośbę specjalną. Czy, widząc, że mamy plan i dobre chęci, nie zechciałby nas Szanowny Pan wesprzeć od strony, że tak powiem elegancko, medialnej?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.