wtorek, 27 października 2020

Czy Rafał Trzaskowski zaprosi Miley Cyrus na uroczyste otwarcie nowej oczyszczalni ścieków?

 

       Jak uznał za stosowne poinformować portal tvn24.pl, w sprawie protestów przeciwko orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego, wypowiedziała się popularna piosenkarka Miley Cyrus. A zaczyna się to coś tak:

Artystka zamieściła na Instagramie, na koncie swojej fundacji Happy Hippie Foundation (zajmuje się głównie problemem bezdomności i prawami osób LGBTQ), informację o sytuacji w Polsce. Podała ją dalej z konta ‘Cielesne’, które zajmuje się ciałopozytywnością, czyli postawami akceptacji własnego ciała.

Na kilku grafikach opisano tam w języku angielskim wyrok w sprawie aborcji, zaznaczając, że Polska już wcześniej miała jedno z najbardziej rygorystycznych praw aborcyjnych w Europie. W poście opisano również protesty po wyroku, między innymi marsz przed dom prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego, a także reakcję policji, która użyła gazu łzawiącego. W poście wspominano też o organizacjach, które można wesprzeć w ramach walki o prawa kobiet w Polsce”.

      Prawdopodobnie po to, by odpowiednio wzmocnić suchy redaktorski przekaz, zdecydowano się przetłumaczyć na język polski fragment oświadczenia Miley:

Tysiące maszerują w Polsce w obronie praw człowieka po tym, jak w zeszłym tygodniu ogłoszono, że aborcja zostanie prawie całkowicie zakazana w tym kraju. Wybierz organizacje, które możesz wesprzeć, i dowiedz się więcej o orzeczeniu, klikając w link w naszym bio”.

       Od razu muszę się zastrzec, że swoje sumienie uważam za wyjątkowo czyste, jako że zarówno tu, jak i w paru innych miejscach, od lat uparcie powtarzam, że Miley Cyrus to wielka piosenkarka i artystka, a jej głos to wydarzenie, wobec którego wielu tak zwanych poważnych artystek zdaje w bezradności. Na temat innych jej przymiotów się nie wypowiadam, bo przede wszystkim mnie one – tak jak to ma miejsce w przypadku wszystkich innych artystów – kompletnie nie interesują, a poza tym, w tym akurat przypadku nie chcę sobie tu psuć dosyć jednak twardej opinii. Sytuacja jednak kiedy akurat TVN-24, a więc środowisko, które z samej swojej zasady kogoś takiego jak Miley Cyrus włącznie z jej sztuką estradową ma w szczerej i niewzruszonej pogardzie, nagle nie tytułuje jej określeniem „gwiazdka”, ale decyduje się użyć słowa „artystka”, jest z mojego punktu widzenia nadzwyczaj podejrzana. Podobnie, bardzo podejrzane jest to, że zamiast poświęcić choćby dwa zdania opisowi rodzaju sztuki prezentowanej przez Miley Cyrus, bredzi ów TVN coś na temat „ciałopozytywności, czyli postaw akceptacji własnego ciała”. Ale niechby i już zostawili ci państwo ową „ciałopozytywność” i opowiedzieli nam o tym, w jaki sposób o nią dba i realizuje ją ich akurat od niedawna ulubiona artystka. Nic z tego. Jest tylko nagi zachwyt nad tym, że przeciwko Polsce w jednym szeregu z ową patologią atakującą kościoły stają wybitni amerykańscy artyści.

       Niedawno jeszcze przeżywaliśmy wszyscy ów przedziwny wybryk Rafała Trzaskowskiego, który w jednym warszawskich klubów wywołał karczemną awanturę z tego powodu, że mu się nie podobała muzyka. Dlatego też z pozycji prezydenta miasta zażądał, by mu zagrano Jamiroquaia, a nie jakąś głupią... no właśnie, czyżby Miley Cyrus? Tego akurat nie wiem, ale podejrzewam, że tak mogło być, bo gdy całe to reprezentowane przez TVN24 intelektualne towarzystwo zaczęło bronić muzycznych gustów Trzaskowskiego, to w kontrze pojawiały się głównie szyderstwa z Miley Cyrus, Justina Biebera, Ariany Grande, no i naturalnie Zenka Martyniuka i Sylwestra Marzeń. I oto nagle się okazuje, że kto jak kto, ale ta cała Miley jest w porządku.

         To jest oczywiście z mojego punktu widzenia coś kompletnie chorego, ale i tak wciąż mi chodzi po głowie wspomniana przez redakcję „ciałopozytywność, czyli postawy akceptacji własnego ciała”. Ponieważ tu część Czytelników może cierpieć niedostatek wiedzy, przedstawiam z myślą o nich właśnie, o co tu mogło chodzić.



      
       A ja i tak twierdzę, że Miley Cyrus, jeśli tylko chce, śpiewa jak mało kto. Gdyby ktoś chciał się dowiedzieć czegoś więcej na temat tego jak to się dziwnie układa z tymi artystami, polecam swoją książkę o muzyce, którą, po tym jak Gabriel Maciejewski sprzedał resztę nakładu za psi grosz jakimś antykwariuszom z Allegro, można przede wszystkim kupować bezpośrednio u mnie. Zapraszam do kontaktu pod adresem k.osiejuk@gmail.com. Dedykacja w cenie.

poniedziałek, 26 października 2020

Przemsa: Zwietrzyli krew

Jeżeli ktoś wierzy, że celem tych, którzy wyprowadzają właśnie ludzi na ulice jest zmiana wyroku TK lub jego unieważnienie, musi mieć nierówno pod sufitem. Wyraziłbym się jeszcze dosadniej, ale nie chcę eskalować.

Od dawien dawna, a przynajmniej do czasu, gdy okazało się, że z Prawem i Sprawiedliwością nie da się teraz wygrać w uczciwych wyborach, a nieuczciwych również nie sposób lekko i łatwo zorganizować, szuka się sposobu, by zradykalizować nastroje społeczne wyciągając Polaków z domów. Dotąd szczęśliwie niespecjalnie się to udawało.

Teraz wreszcie jest sposobność. I to sposobność wyśmienita, gdyż szaleje pandemia i wszelkie publiczne zgromadzenia są surowo zabronione. Oznacza to, że drastycznie wzrasta też prawdopodobieństwo użycia środków przymusu bezpośredniego do rozpędzenia tłumów. Wraz z tym rośnie również szansa, że poleje się krew. Uderzony w twarz policjant odda twardą pięścią łamiąc nos ślicznej nastolatki z dobrego domu (która tylko nie chciała, żeby rząd za nią decydował); komuś znanemu gumowa kula wybije oko; gaz łzawiący nieomal udusi astmatycznego intelektualistę w koszulce Che i rogowych okularach itd.

Na to z niecierpliwością czekają inicjatorzy tych zamieszek.

Wreszcie żaden Diduszko nie będzie musiał się kłaść udając trupa, bo trupy – a przynajmniej poważnie rani – rzeczywiście się pojawią. Wtedy w świat pójdzie przekaz, że zamordystyczno-faszystowski rząd Kaczyńskiego strzela do pokojowych demonstrantów walczących o niezbywalne prawo każdego człowieka, jakim jest prawo do aborcji. Brakuje mi trochę wyobraźni, by spekulować, co dokładnie będzie dalej, ale z pewnością scenariusze są już rozpisane. Konfederacja przejdzie samą siebie, Gowin wysunie ze zbolałą miną szalenie słuszne żądanie nie do spełnienia itp. Najważniejsze będzie to, że zapanuje chaos. W dobie pandemii zachybocze to łódką tak mocno, że tym razem może uda się ją wreszcie wywalić.

Dlatego właśnie sytuacja jest bardzo poważna. Wszystko zmierza do tego, by nie dało się już możliwie asekuracyjnie i spokojnie reagować na jawne łamanie prawa przez demonstrujących i zmusić władzę do użycia swojego monopolu na przemoc, czyli by ta zatańczyła dokładnie tak, jak jej zagrają. A akompaniować będą jej na dwa fortepiany. Sponsorzy burd równo, rytmicznie, ale jednak gdzieś z tyłu sceny; pożyteczni idioci natomiast - plus słusznie szczerze oburzeni ludzie przyzwoici - otwarcie, głośno, waląc z całych sił w klawisze podgrzeją atmosferę etiudą c-moll op. 10 nr 12 zwaną „Rewolucyjną”. Już przecież pojawiają się glosy, że jeżeli władza nie potrafi sobie poradzić z bandami profanującymi kościoły, to trzeba ją zmienić...

Obie strony chcą zatem tego samego i nieważne, że wyłącznie jedna czyni to cynicznie, z rozmysłem i bezwzględnie. Niczego to nie zmienia.

Stawia to Prawo i Sprawiedliwość między młotem i kowadłem i zupełnie nie wiem, jak najrozsądniej będzie z tego wybrnąć. Pozostaje chyba tylko ufać w Opatrzność, bo jeżeli teraz ten rząd upadnie, to co się z niego wyłoni sprawi, że wszyscy, ale to naprawdę wszyscy, piszczeć cienko będziemy długo. Oby to się nie spełniło.

przemsa

 

Jeżeli

 

      W związku ze stwierdzeniem przez Trybunał Konstytucyjny niekonstytucyjności aborcji, uciąłem sobie pogadankę z moim kuzynem lekarzem, który tu od czasu do czasu jest przeze mnie przywoływany jako medyczny autorytet, by w końcu zejść na temat koronowirusa i on – człowiek który, jak by się mogło zdawać, powinien mieć coś tu do powiedzenia – odmówił na temat tej zarazy wszelkiej dyskusji, twierdząc, że on nic nie wie, a co gorsza, ma głębokie przekonanie, że nie jest w tej niewiedzy jedyny. Jego zdaniem, jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że tak naprawdę nikt nie wie, jak wygląda ten wirus, jak działa, skąd się wziął, a co gorsza, jak z nim walczyć, poza tym, że się będzie przed nim zasłaniało czym bądź...

       A ja przyznam, że od czasu gdy ów Covid19 się nam objawił i zapędził nas tu, gdzie dziś się znajdujemy, czepiałem się przeróżnych teorii i wyobrażałem sobie najróżniejszy rozwój wypadków, i najczęściej przez tych kilka dni co najmniej byłem do swoich przemyśleń bardzo przywiązany. A już zwłaszcza do tego, co to wszystko moim zdaniem łączy, czyli że czymkolwiek by owa pandemia była, to za nią stoi jakieś globalne oszustwo. Ostatnio, przygnieciony dość mocno mnogością owych podejrzeń, uznałem że może tu chodzi tylko o to, by Donald Trump nie wygrał kolejnej kadencji, i że już na drugi dzień po amerykańskich wyborach wszystko zacznie się powoli zwijać i jeszcze parę miesięcy i o całym tym szaleństwie zapomnimy.

        Dziś jednak jest tak, że nie wiem, jak się mają rzeczy na świecie, ale tu w Europie praktycznie wszędzie obserwujemy gwałtowny, systematyczny bardzo radykalny wzrost zakażeń w porównaniu do tego co znaliśmy dotychczas i uważaliśmy za problem. O Polsce nie wspominam, bo wszyscy mniej więcej wiemy, jakie są dane, ale w ciągu minionej doby we Francji zachorowało grubo ponad 50 tys. osób, a więc więcej niż w Brazylii, Indiach, w Rosji i niemal tyle samo co u światowego lidera w tej konkurencji, czyli w  Stanach Zjednoczonych.  W Wielkiej Brytanii zaraziło się niemal 20 tys. osób, we Włoszech ponad 20 tys., w Niemczech blisko 10, w Hiszpanii 20, w małej Belgii, Holandii i w Czechach odpowiednio 18 i 10 i 15... nawet stawiana wszystkim za przykład Szwecja zbliża się powoli do swojego rekordowego wyniku z lipca.

        Przepraszam zatem wszystkich bardzo, ale ja na tę okoliczność biorę pod uwagę dwie możliwości. Pierwsza to ta, że to jest oczywiście jedno wielkie oszustwo, a te liczby to perfidne kłamstwo, mające nas zdyscyplinować. Jeśli jednak tak jest, to ja nie jestem sobie w stanie wyobrazić ani celu owego przedsięwzięcia, ani przyczyny tego, że za nim jak za Panią Matką, z większą lub mniejszą gorliwością, poszedł niemal cały świat.

       I tu otwiera się druga możliwość, że te wszystkie liczby są jak najbardziej prawdziwe i że – uwaga, uwaga – to iż z czysto statystycznego punktu widzenia nie ma powodu do histerii zawdzięczamy wyłącznie temu, że histeryzują jak najbardziej rządy i jeden po drugim wprowadzają coraz to nowsze i coraz bardziej rygorystyczne obostrzenia. Przyznaję, że jest to coś, co mi bardzo świeżo przyszło do głowy, ale pomyślałem sobie też, że co, jeśli cały świat pójdzie za głosem antycovidowego protestu i wszystko poluzuje, i w ciągu zaledwie paru miesięcy umrze załóżmy miliard mieszkańców Ziemi. Tak na początek. Że to jest jakiś absurd? A niby czemu to akurat miałoby być absurdem, skoro przyjmujemy, że nie jest absurdem sugerowanie, że tego wirusa w ogóle nie ma, a owa światowa pandemia to wymysł rządów? No i czemu ja mam wykluczać taką ewentualność, że  ów wirus, o którym mój kuzyn-lekarz mówi, że tak naprawdę nikt nie zna ani jego samego, ani jego możliwości i że dziś działamy wobec niego kompletnie na ślepo, został stworzony po to by liczbę mieszkańców Planety odpowiednio zredukować? Skoro dziś wielu z nas nie neguje hipotezy, że on został stworzony gdzieś w jakimś laboratorium na końcu świata, to w imię czego ja nie mam brać pod uwagę i takiej możliwości, że on został wypuszczony przez znaną nam bardzo dobrze grupę bardzo wpływowych osób i organizacji, które od lat głoszą opinię, że ludzi na świecie jest dużo za dużo, bardzo dużo za dużo? Skoro tak zwana kontrola urodzeń nie przyniosła oczekiwanych skutków, to czemu nie mam podejrzewać, że ci, którzy ową kontrolę promują, nie uznali za stosowne dołożyć do tego jeszcze małą pandemię? Oczywiście, te 60 mln. zabijanych rocznie dzieci to dużo, ale na tyle tylko dużo, by nieco przyhamować liczbę mieszkańców, ale już jej nie zredukować. I skąd ja wiem, że dzisiejsza pandemia to nie krok w kierunku uporządkowania tej właśnie kwestii?

     Oczywiście mogę się mylić, ale jeśli akurat mam rację, to przy okazji dostaję też wszystkie potrzebne odpowiedzi na dręczące mnie od początku pytania. Powiem więcej: jeśli nawet nie mam racji i okazać by się miało, że ów wirus powstał w sposób naturalny, to też zaczynam rozumieć, dlaczego cały niemal świat zwariował i wpadł na ów straszny pomysł z maseczkami, izolacją, bezpiecznym dystansem i realizuje go w tak chaotyczny sposób. A skoro już zakładam logiczność swego rozumowania, to przepraszam bardzo, ale nie zamierzam wykonać ani jednego gestu, który pozwoli mi się w oczach niektórych popisać, jaki to ze mnie bohater.

       A oczywiście wciąż przy tym głęboko wierzę, że się mylę i tu tylko chodzi o Trumpa, a protesty tych głupich dzieci pod polskimi kościołami nie są przez nikogo szczególnie inspirowane, a już zwłaszcza przez tych, co tego wirusa wymyślili i bardzo sobie nie życzą, żeby ktoś im tu wchodził w paradę.



      

niedziela, 25 października 2020

Przemsa: ...który za dobro wynagradza a za zło karze

Pamiętam, jak bardzo się bałem, czy moje dzieci urodzą się zdrowe. Chętnie teraz skłamałbym, że martwiłem się, czy sobie poradzą w życiu,gdyby miało okazać się, że są kalekie lub upośledzone. Brzmiałoby to dobrze, a i mnie samemu pozwoliłoby nazwać te lęki racjonalnymi. Sęk jednak w tym, że akurat to niespecjalnie spędzało mi sen z powiek. Jedynym, co tak naprawdę zginało mi kolana i splatało dłonie do żarliwej modlitwy, był blady strach, że okażę się wtedy zwykłym gówniarzem, który zostawi żonę lub będzie pił, a najprawdopodobniej uskuteczni jedno i drugie. Możliwość aborcji wprawdzie wykluczałem, ale też z bardziej przyziemnych niż te wynikające z poszanowania każdego życia powodów. Szczęśliwie wiedziałem z góry, że moja małżonka nigdy się na nią nie zgodzi. Ostateczne każde z dzieci przyszło na ten świat zdrowe. Zakochałem się w nich bez pamięci zapominając, jak jeszcze niedawno przerażała mnie myśl, że gdyby obciążały je jakieś straszne wady, być może byłbym zdolny je zostawić.

Gdy przypomniałem sobie to teraz z wiadomych powodów, przyszło mi do głowy, że musi to wyglądać podobnie u sporej części przyszłych rodziców (a przynajmniej ojców) którzy - jak i ja w tym okresie - są zwyczajnie niedojrzali. Każda bowiem z tych ponurych wizji wynikała ze strachu, że to mnie, rodzicowi, pogorszy się komfort życia; że nigdy nie będzie mi dane pochwalić się jaki piękny, zdolny i mądry jest mój malec. To, że dzieci takie od pierwszych dni swojego życia będą skazane wyłącznie na wegetację i cierpienie, przyjmowałem za oczywistość, z którą się nie polemizuje. Najważniejsze przecież było, żeby mnie (nam, rodzicom) nie zaczęło się żyć gorzej. Wielokrotnie - bo przecież nie zawsze - stoi za tym czysty, pragmatyczny egoizm sprawiający, że niektórym nie jest dane nawet się urodzić. Cala reszta to tylko narracja pomagającą zagłuszyć sumienie. 

Co być może zaskoczy tych, którzy do tego miejsca doczytali, pomimo surowej oceny siebie sprzed lat tych kilku czy nastu, nie mam teraz wyrzutów sumienia. Nie chcę też z wyższością szydzić z tych, którymi targają równie przyziemne obawy. Pół żartem mógłbym przecież napisać, że zawsze są szanse, że i ich Bóg uzna za wystarczająco niedojrzałych, by oszczędzić dźwigania ciężaru najwyraźniej ponad siły...
Nie, nic z tych rzeczy.
Zmierzam do tego, że w którąkolwiek stronę nie pójdziemy w swoich rozważaniach na temat aborcji, okaże się, że szukamy usprawiedliwienia dla siebie samych, bo - choćby tylko podskórnie - czujemy, że ona czymś złym. Dla wierzących, że Boga nie ma, to faktycznie nie musi być problem, ale już ktoś uznający, że On istnieje musi zadać sobie pytanie, czy aby na pewno tam na górze zostanie ze zrozumieniem przyjęte tłumaczenie, że wicie Panie Boże rozumicie, ale mie rozchodziło się o to, że jak dziecko jest chore, to po co ono ma się rodzić i rodzicom trosk przysporzyć? Mało to my mieli w tych ciężkich czasach na głowie?

Biorąc pod uwagę, że na szali jest życie wieczne, nie chciałbym usłyszeć, że powinienem był przecież wiedzieć, że Ten, Który Jest Sędzią Sprawiedliwym ów "zlepek komórek" nie tylko kocha, ale i ma wobec niego bardzo sprecyzowane plany, które dla własnego komfortu Mu pokrzyżowałem. Między innymi dlatego właśnie katolicyzm light à la Hołownia mnie nie interesuje.


przemsa

Donald Tusk, czyli elegia na odejście

 

Dziś, troszkę dla nabrania oddechu, chciałbym zamieścić mój najświeższy felieton z „Warszawskiej Gazety”. Bardzo lekki, bo i temat nieciężki. Bardzo proszę.

 

      Nie wiem czy czytelnicy „Warszawskiej” zwrócili uwagę na moment, w którym Donald Tusk zwolnił stanowisko Przewodniczącego Rady Europejskiej i przez swoich niemieckich animatorów został skierowany do organizowania pracy jednej z wchodzących w skład Parlamentu Europejskiego partii. Z naszego punktu widzenia, a więc z pozycji ludzi dla których Unia Europejska jako taka, wraz z tworzącymi ją licznymi strukturami, stanowi projekt na tyle absurdalny, że nie ma najmniejszego znaczenia – prawdopodobnie również finansowego, bo tam, jak w porządnym kołchozie, nikt nie jest ani szczególnie poniżony, ani wywyższony – czy się jest tam posłem jakiejś egzotycznej paroosobowej partii komunistycznej, czy wspomnianym Przewodniczącym Rady Europejskiej, jednak obserwując zachowanie Donalda Tuska, widzę, że to co się stało, stanowiło dla niego cios któremu psychicznie on zwyczajnie nie podołał.

       Popatrzmy z czym mamy do czynienia. Oto człowiek, który przez bite pięć lat robił to co najbardziej ukochał, czyli brylował na międzynarodowych salonach, zadawał szyku w tak zwanym „lengłydżu”, pozował do zdjęć z przywódcami największych i najbardziej eksponowanych państw świata, a za to wszystko przez te wszystkie lata otrzymywał miesiąc w miesiąc grubo ponad €30 000, plus na zakończenie dodatkowe ponad €300 000 odprawy, plus obietnicę emerytury 30 tys. zł miesięcznie. I oto ten sam człowiek, gdy przychodzi moment, że w światowych mediach, nagle w tych wszystkich miejscach i obok tych wszystkich osób, o które on się wcześniej ocierał, widzimy kogoś zupełnie innego, najpierw popada w kompletny stupor, a następnie stopniowo zaczyna tracić przytomność.

       Wydawałoby się, że po tych pięciu latach prawdziwego używania, mógłby Donald Tusk pójść na przysłowiowe ryby, albo za zarobione pieniądze, do czasu aż mu sił starczy, zwiedzać świat. W końcu on ma już swoje sześćdziesiąt parę lat, nie wiadomo ile jeszcze pociągnie, więc mógłby naprawdę spróbować poużywać życia. I chrzanić Małgosię. W końcu przy osiągniętym już przez niego poziomie zdemoralizowania, raz że w ogóle nie wiadomo, czy on już sobie nie znalazł czegoś na boku, a dwa – jak mówię, chrzanić Małgosię. Niech jej odpali bańkę lub dwie, a ona będzie wiedziała, jak to wykorzystać.   

       Tymczasem on, niegdyś Wielki Donald, nie dość że zaczyna się prezentować publicznie jak pierwszy lepszy menel spod dworca, zarośnięty, z podkrążonymi oczami i szarą cerą, to jeszcze, wzorem samego Lecha Wałęsy, czepia się komputera i zaczyna się udzielać jako rasowy internauta. Od czasu gdy Andrzej Duda po raz drugi został wybrany przez Polaków prezydentem, mam wrażenie, że niemal cała publiczna aktywność Donalda Tuska ograniczyła się do Twittera i to w dodatku na poziomie najbardziej najgłupszej pyskówki. Ostatnio zamieścił on tam komentarz, w którym się pochwalił, że za jego rządów wybudowano więcej Orlików niż w czasie pandemii zakupiono respiratorów.

       Na ile zdążyłem zaobserwować, ów tweet został kompletnie zlekceważony. Niech więc ten felieton będzie moim gestem wobec tego nieszczęśnika.



sobota, 24 października 2020

Z wizytą w Sali Wiecznego Echa

 

        Wielokrotnie zastanawialiśmy się tu – a w pewnym momencie nawet, w swojej bezradności poprosiliśmy o pomoc pewnego wybitnego psychoterapeutę – jak to się dzieje, że wielu z nas, na ogół i pod każdym niemal względem ludzi głęboko myślących, wrażliwych i naprawdę porządnych, na tym jednym, maleńkim odcinku potrafi popaść w autentyczną fiksację i nie ma ludzkiego sposobu, by ich stamtąd wydobyć. Jaki to maleńki odcinek mam na myśli? Otóż tu panuje całkowita demokracja. Przestrzeń owej fiksacji może mieć wszelkie możliwe barwy – od polityki, przez sport, muzykę, religię, seks, po zdrowie wreszcie. I nie ma z tym wielkiego problemu, gdy to nieszczęście dotknie nas wyłącznie na poziomie niegroźnych pasji i najwyżej oszalejemy na punkcie koreańskiego K-Popu, czy piłkarskiej kariery Legii Warszawa. W końcu można z tym jakoś żyć i to bez szczególnie bolesnych szkód. My tu wszyscy na przykład mamy kompletnego fioła na punkcie footballowej drużyny Liverpool F.C. i sytuacja zrobiła się do tego stopnia poważna, że ja już praktycznie nie jestem w stanie oglądać tych meczów, bo one mnie kosztują tyle nerwów, że aby nie dostać zawału zwyczajnie muszę co chwila wychodzić z pokoju. Natomiast na szczęście jeszcze nie oszalałem do tego stopnia, by nie być w stanie utrzymać zwykłych przyjacielskich relacji z kimś kto uważa, że nie ma jak Tottenham, czy Real Madryt, a Jurgen Klopp to zwykły cwaniak.

       Kiedy jednak zastanawiałem się tu nad sytuacjami znacznie poważniejszymi, nie chodziło ani o piosenki, ani o piłkę nożną, ale oczywiście o politykę. I kiedy prosiłem o opinię mojego kolegę psychoterapeutę, który już zupełnie na własną rękę poświęcił wiele wysiłku, by odkryć, co to się dzieje z ludźmi, którzy swoich politycznych wyborów gotowi są bronić do tego stopnia, że nie dość, że dla owej fiksacji są gotowi oddać własne życie, to jeszcze co jakiś czas rodzi się w ich głowach myśl, by zabić każdego, kto stoi po przeciwnej stronie politycznego sporu. Mało tego, chcieliśmy tu wspólnie odnaleźć przyczynę dla której wspomniani już przez mnie ludzie inteligentni, wrażliwi i porządni nie są w stanie przyjąć jakichkolwiek argumentów, który by mogły zakłócić ich przekonanie o własnej racji. Wspominałem tu kiedyś o swoim świętej pamięci Teściu, człowieku wyjątkowo pozytywnym, którego w pewnym momencie życia ogarnęła tak ogromna nienawiść do Prawa i Sprawiedliwości, że któregoś dnia przyznał się przede mną, że gdybym słyszał co on mówi, kiedy ogląda Fakty TVN, to bym się pewnie mocno zaniepokoił. I w jego wypadku również nie było takiej ludzkiej, czy nieludzkiej siły, która nie tyle że by zachęciła go do zmiany zdania, ale choćby spowodowała cień refleksji. Za każdym razem, gdy wydawało się że już nie ma dla niego innego wyjścia jak się poddać, niezmiennie odpowiadał: „Skończmy już tę dyskusję”, a na drugi dzień brnął dalej. No a myśmy tu się zastanawiali, dlaczego.

       Gdy chodzi o mnie – a czytelnicy tego bloga mogą to potwierdzić – zawsze bardzo mocno broniłem przekonania, że po przeciwnej stronie, w przeważającej większości, jak już wspomniałem, mamy ludzi mądrych, wrażliwych i porządnych tak jak my, tyle że takich, którzy z jakiegoś powodu w jednym jedynym przypadku postawili na kłamstwo i mu bezgranicznie zawierzyli. Nigdy nie przyjąłem do wiadomości owej bardzo popularnej tezy, że naprzeciwko nas stoi banda zepsutych idiotów, z którymi należy zerwać wszelkie kontakty, i to nie tylko dlatego, że po tamtej stronie takie jest dominujące przekonanie. Zawsze wierzyłem, że ów straszny błąd, którego nie jesteśmy w stanie rozgryźć, jest jak kompletnie obce ciało, które się gdzieś tam w nich zagnieździło, spokojnie sobie żyje i człowieka niszczy. No i znów, powstaje pytanie, czemu jesteśmy tu tak strasznie bezradni.

      Niedawno całkiem przedstawiłem tu tezę, że gdy chodzi o proste polityczne wybory, to ów straszny błąd jest wynikiem prowadzonej przez ludzi złych i występnych strategii, w ramach której najpierw stworzono kompletnie fikcyjną „większość”, następnie wyposażono ją w bardzo konkretne przekonania, by w końcu wbić każdemu ludziom do głowy, że pojedynczy człowiek, jeśli nie chce wyjść na kompletne dziwadło, w owych wyborach musi się owej „większości” całym sercem podporządkować. No i dobrze. Tak to zapewne było, dziś jednak zastanawiam się, co z tymi, którzy nie zostali do niczego skłonieni, ale sami, na własne życzenie, nie dość że głoszą wiarę, którą w normalnej sytuacji by z miejsca odrzucili, to jeszcze się w niej radykalizują w stopniu zbliżonym do czystej histerii.

       Dziś zatem wracam do tego tematu w związku z tym co w minionych dniach obserwuję, gdy chodzi o pandemię koronawirusa i sposób w jaki ona nas pomaleńku zmienia. Równie uczciwie przyznam, że kiedy mieliśmy pierwszy atak owej zarazy, w swojej przenikliwości nie przewidziałem tego, jak się to wszystko potoczy. I nie chodzi mi tu o samą chorobę, ale o reakcje na nią społeczeństw. Otóż byłem święcie przekonany, że całe nieszczęście jakie ów COVID nam przyniesie będzie związane z tym, że zamknięci w domach ludzie, ludzie odłączeni od innych, ludzie zmuszeni do przestrzegania tych wszystkich restrykcji, a wszyscy przerażeni perspektywą nieuniknionej i przerażającej śmierci, z tego strachu zwariują. Tymczasem, jak widzę, większość z tych którzy zwariowali to nie ci, co posłusznie chodzą w maseczkach i posłusznie reagują na jeden ruch palca Głównego Nadzorcy, ale ci, co się w żaden sposób nie boją, bo uznali że ten cały COVID19 to kłamstwo, a w związku z tym pierwszą rzeczą jaką należy zrobić tu w Polsce to ogłosić nowe wybory i odsunąć PiS od władzy. Przyglądam się zachowaniom tych ludzi – do niedawna gorących zwolenników Prawa i Sprawiedliwości – i nie mogę nie zauważyć, że fakt iż tej jesieni polski rząd najpierw kazał im nosić na na nosach maseczki, a następnie zamknął baseny i siłownie, doprowadził ich do takiego stanu, że oni w nienawiści do Prawa i Sprawiedliwości zdecydowanie przegonili wszystko to, co nam dotychczas dostarczał choćby niesławny Sok z Buraka.

       I oto, proszę sobie wyobrazić, że przy wszystkich przykrościach jakie mnie spotkały przy okazji tego obłędu, uzyskałem jedną nieocenioną korzyść, a mianowicie zobaczyłem bardzo wyraźnie przyczynę dla której wśród zupełnie zwyczajnie, a często wręcz nadzwyczajnie inteligentnych i porządnych osób dochodzi do aż takiego szaleństwa. A wszystko to przez uzyskaną niedawno informację, że nie dość że istnieje, to jeszcze zostało bardzo dokładnie opisane, zjawisko nazwane po angielsku „echo chamber”, które, krótko mówiąc, sprowadza się do tego, że człowiek, korzystając wyłącznie z jednego źródła informacji, i to takiego, które wyłącznie potwierdza jego wcześniejsze przekonania, stopniowo zamyka się na jakiekolwiek obce argumenty, z każdą chwilą coraz bardziej się radykalizuje, a im bardziej staje się radykalny, tym bardziej się broni przed przed prawdą, niezmiennie zwracając się o pomoc do owego jedynego źródła wiedzy, które akceptuje. I w ten sposób wpada w ów kołowrót, z którego nie ma wyjścia.

       Wspomniałem o swojej przysłowiowej belce w oku, czyli o piłce nożnej w liverpoolskim wydaniu. Otóż z jednej strony przez, nomen omen, COVID10, a z drugiej przez wakacyjną przerwę, na pewien czas oderwałem się od piłki. I w tym momencie, proszę sobie wyobrazić, któregoś dnia nagle dopadła mnie myśl że ów Liverpool to, owszem, fajna przygoda, ale naprawdę nic poza tym. Ten czas jednak minął i już dziś wieczorem gramy w Sheffield, a ja jestem cały gotowy, by oszaleć. Tyle dobrego, że nie będę o tym pisał na Twitterze, ani nawet tutaj. Co zarówno polecam jak i czego życzę wszystkim swoim znajomym.



       

piątek, 23 października 2020

Trybunał Konstytucyjny przeciwko Trenerom Kreatywnego Seksu

       Aby możliwie najmocniej skomentować stwierdzenie przez Trybunał Konstytucyjny niezgodności z przepisami Konstytucji ustawy dopuszczającej mordowanie dopiero co pragnących się narodzić dzieci, których jedyną winą było to, że miały nie taki zestaw chromosomów, jaki zapewnia dobre samopoczucie wszelkiej maści eugenikom, niezastąpiony Onet na czołówkę swoich wczorajszych wiadomości wrzucił tytuł: „TK orzekł w sprawie zakazu aborcji. Gwiazdy komentują”, no a pod spodem zamieścił sążnisty materiał, w którym nas bardzo dokładnie informuje, jakie zdanie w rzeczonym temacie mają nie tylko Hanna Lis, Anja Rubik, Michał Piróg, Kuba Wojewódzki, Borys Szyc, Magdalena Cielecka, Maja Ostaszewska, czy Martyna Wojciechowska, ale także Matylda i Mateusz Damięccy, Izabella Krzan, Daria Ładocha, Mary Komasa, Tomasz Organek, Natalia Siwiec, Iwona Cichosz-Yggeseth, Anna Dziewit-Meller, oraz Joanna Keszka. Tego co oni wszyscy tam nam mówią relacjonował oczywiście nie będę, wystarczy że zacytuję fragment z Joanny Keszki, jak się okazuje trenerki kreatywnego seksu”, który idealnie wyraża wszystko to, co się wylęgło w głowach całej reszty, od Hanny Lis po Tomasza Organka:

Dlaczego nas dręczą ? Dlaczego do najważniejszych spraw w naszym państwie należy zastraszanie i prześladowanie kobiet, które miały seks?

       Nie będę więc cytował choćby i drobnych fragmentów owych mądrości, natomiast przypomnę pewien swój bardzo dawny tekst, powstały jeszcze długo przed przewidywanym tam rokiem 2012, zanim się w ogóle się wziąłem za prowadzenie bloga, i zadedykuję go, dokładnie tak samo ja wtedy, im wszystkim. Niech go czytają i się zapluwają swoją nienawiścią.

Szanowny Panie Marszałku, Pani Prezydent, Panie i Panowie Posłowie! Wydawało się, że społeczeństwo polskie wystarczająco długo korzysta z dobrodziejstw uczestniczenia w czymś, co nazywamy Nową Kulturą Europejską, by zrozumieć, że czasy obskuranckiego dogmatu i czarnego zabobonu odeszły w niesławną niepamięć. Wierzyłem w to i wierzyłem również, że te przykre występy, z którymi mieliśmy do czynienia w jeszcze ubiegłym, 2012 roku, to był jedynie bezmyślny wybryk paru chorych z nienawiści pań w moherowych czapkach. Z przykrością dziś, jako przedstawiciel ugrupowania, mającego w swojej nazwie dumne słowo „odnowa”, mam obowiązek zawołać: „Oni żyją!” Wszyscy tu zgromadzeni na tej sali wiemy, o co chodzi i o kogo. Przed tygodniem, w jednej z warszawskich klinik, nasi specjaliści przeprowadzili kolejny już w tym miesiącu, o ile dobrze pamiętam, szesnasty, czy siedemnasty może, zabieg aborcji. Niestety, również po raz kolejny, nieliczne, ale jakże krzykliwe grupy, podnoszą larum, próbując powstrzymać coś, co nieuniknione. Powiem więcej, nieuniknione i ostateczne. Prawo do swobodnej aborcji do trzeciego roku życia jest prawem ostatecznym, ponieważ ostateczny jest także odwrót od tego, co wszyscy tak dobrze pamiętamy. Tak, tak, panie pośle. Ja pamiętam, pan pamięta i wszyscy tu zebrani, w tym Pan Marszałek i Pani Prezydent, pamiętamy te wszystkie nieprzespane noce, te zszarpane nerwy, tę nikomu niepotrzebną nienawiść. Pamiętamy te małe dzieci, nielegalnie, bez odpowiednich warunków, bez odpowiedniej higieny, bez odpowiedniego nadzoru, zabijane w najbardziej nieprzyjemny sposób tylko dlatego, że wielu z nas, zostało w pewnym momencie naszego życia w wolnej i wielkiej Europie, bez żadnego jasnego powodu i – powiem brutalnie – bez litości, pozbawionych prawa do obrony przed niegrzecznym dzieckiem. Mało tego. Nie dość, że zostaliśmy pozbawieni tego najbardziej oczywistego prawa człowieka, to za próbę demonstrowania naszej godności i naszych najbardziej szlachetnych pragnień, prawo państwowe stosowało wobec swoich obywateli ciężkie i okrutne kary. Wszyscy powinniśmy mieć dobrą pamięć i niech pan, panie pośle, nie udaje, że te czarne czasy to czyjaś fantazja. Wspomniałem o nieprzespanych nocach, bo to przykład szczególnie drastyczny. Ale to przecież nie wszystko. Czy już niektórzy z nas zapomnieli, co czuje dorosły, odpowiedzialny, spragniony najprostszej rozrywki człowiek, który nie może wyjść z domu się zabawić, albo czasem – tak, tak – pooglądać w spokoju mecz w telewizji, bo dziecko się pochorowało i nie umie się powstrzymać od płaczu? Czyśmy już zapomnieli, jak się czuje człowiek chcący w spokoju i w kulturalnych warunkach uprawiać seks ze swoją partnerką, lub partnerem, gdy nagle trzeba wstać i uspokoić marudzącego dwu, czy trzylatka. Jak krótka jest nasza pamięć, jak ograniczona nasza wrażliwość! Czy ci wszyscy, którzy tak łatwo i tak bezmyślnie załamują ręce nad tym zeszłotygodniowym zabiegiem, wiedzą cokolwiek o gehennie, którą przez ostatnie trzy lata przeszli opiekunowie tej usuniętej dziewczynki? Czy ci wszyscy, którzy z taką łatwością szafują słowem życie, zastanowili się raz chociaż, jak niegodne życie mieli ludzie o wiele ważniejsi, o wiele poważniejsi i o wiele istotniejsi dla dalszego postępu i rozwoju naszego wspólnego domu o nazwie Europa, niż ta niegrzeczna i chorowita osoba? Czy pani, pani poseł, potrafiłaby z czystym sumieniem stanąć przed matką pozbytego się już szczęśliwie dziecka i powiedzieć jej prosto w oczy: „Niech się pani dalej męczy”? Od 4 lat, mamy w naszym kraju dobre prawo. Prawo dobre, prawo mądre i, przede wszystkim, prawo wyrastające ze zwykłego, ludzkiego współczucia. Nie pozwólmy, by ludzie głupi i mali – powiem prosto i bez ogródek – ludzie śmiecie, tego prawa nas pozbawili.
(długie, niemilknące oklaski).
 




     

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...