czwartek, 23 czerwca 2016

Świnia ma talent, czyli Imperium atakuje

Zupełnie nie wiem, co mi strzeliło do głowy, by się w ogóle za to zabierać, ale tak się jakoś zdarzyło, że zacząłem sobie oglądać na youtubie najlepsze występy z amerykańskiego i brytyjskiego „Mam talent” – niedawno nawet wspomniałem o tym w mojej wymianie z posłem Prawa i Sprawiedliwości Dominikiem Tarczyńskim – i z każdym dniem jest tu ze mną coraz gorzej. Gorzej oczywiście nie w tym sensie, że muszę się nurzać w jakiejś ciężkiej żenadzie, ale wręcz odwrotnie – ja się autentycznie nie mogę od tego czegoś oderwać. I jeśli w tym momencie ktoś mi powie, że ten cały wymyślony i utrzymywany za ciężkie pieniądze przy życiu przez Brytyjskie Imperium telewizyjny show to prosta propagandowa ustawka i wszystkie te moje wzruszenia są funta kłaków warte, to ja mogę jedynie powiedzieć, że nawet jeśli tak jest – a nie widzę powodu, by nie było – to jest to ustawka dokładnie taka sama, jak brytyjskie, czy amerykańskie filmy, brytyjska, czy amerykańska muzyka, brytyjska czy amerykańska rozrywka, brytyjska czy amerykańska liga piłkarska, czy w ogóle brytyjski, czy amerykański pop. To jest pod każdym względem poziom tak nieprawdopodobnie wysoki, że ja osobiście nie widzę sposobu, by się od tego z wyższością odciąć. Świadomość, że są na świecie osoby tak nieprawdopodobnie utalentowane i że jest ich tak bardzo dużo, mnie zwyczajnie poraża.
Obejrzałem więc sobie paru fantastycznych iluzjonistów, kilkoro śpiewających dzieci i teraz, ile razy jestem na youtubie, muszę oglądać kolejnych i nie mam sposobu, by od nich uciec. To wszystko jest tak fantastyczne, tak bardzo zatykające dech w piersiach, tak często strasznie wzruszające, że osobiście jestem bezradny. Jeden z tych programów nosi nazwę „America’s Got Talent”, a drugi „Britain’s Got Talent” , ale jeśli ktoś myśli, że tam występują tylko Brytyjczycy i tylko Amerykanie, lub że tylko Brytyjczycy i tylko Amerykanie te programy wygrywają, jest w błędzie. Tak to nie działa. „America’s Got Talent” oraz „Britain’s Got Talent” to przedsięwzięcie obejmujące cały świat i tam możemy obejrzeć ludzi, którzy przyjechali z całego świata właśnie. A więc mamy Kanadyjczyka pokazującego sztuki magiczne, Ormianina połykającego noże, Węgrów z absolutnie wyjątkowym teatrem cieni, dwóch Norwegów z kartami, Rumuna układającego trzy kostki Rubika z zawiązanymi oczyma – wszystkich. Oni przyjeżdżają do tego Londynu i Nowego Jorku i na pytanie, dlaczego chcieli wystąpić akurat tu, odpowiadają niezmiennie: „Bo to jest pierwszy ‘Mam Talent’ na świecie”. No a ci, co ich słuchają, jeśli się im przyjrzymy z uwagą, to widzimy, że w swojej robocie też są najlepsi na świecie. Ta publiczność, ci jurorzy, ci ludzie pokazujący swoje umiejętności stanowią konglomerat wszystkiego co w owej kulturze popularnej zajmuje dziś miejsce najwyższe.
Polskiego „Mam Talent” nie oglądam od lat, przynajmniej od czasu, kiedy wystąpiło tam jakieś śpiewające dziecko, a Kuba Wojewódzki powiedział jej, że ona jest taka dobra, że powinna „spieprzać z tego kraju”. Ale też nie oglądam tego, bo zarówno to jury, ta publiczność, ale też niestety i sami wykonawcy budzą wyłącznie zażenowanie. I oto okazuje się, że przez te lata, sprawy potoczyły się bardzo szybko i dziś jesteśmy na poziomie, jakiego świat nie widział i pewnie długo nie zobaczy. Proszę mi pozwolić, bym wrócił na chwilę do „America’s Got Talent”. Otóż tam pojawił się magik, który pożyczył od jednej z jurorek telefon, zrobił sobie z nią selfie, następnie ten telefon na jej oczach „zgubił”, potem poprosił, by jej koleżanka z jury do niej zadzwoniła, następnie idąc śladem dzwonka, oboje odnaleźli telefon na sali zaszytyw jednym z foteli, poprosili panią, która tam siedziała, by wstała, rozkroili nożem ten fotel, no a na końcu wszystkim pokazali, że to jest dokładnie ten telefon, z tym selfie. Sztuczka jak sztuczka, jednak sposób, w jaki ona została zaprezentowana, cały otaczający ją profesjonalizm, każdy gest każdego z uczestników, to aktorstwo, moim zdaniem dorównywał… czy ja wiem – niech będzie, że najlepszym koncertom Led Zeppelin.
I oto nagle youtube mi podpowiada, że w polskim „Mam Talent” pojawił się jakiś absolutnie wyjątkowy iluzjonista i właśnie awansował do finału konkursu. Można obejrzeć jego występ w półfinale. Wchodzi na scenę chłopak udający pijanego. Całe jury włącznie z publicznością zarykują się od śmiechu. Chłopak wyciąga karty, następnie zataczając się i bełkocząc prosi Agnieszkę Chylińską, czy może tę druga, by wybrała sobie jakąś kartę, robi to tak sprytnie, że nawet dziecko by zauważyło, że on jej nie dał praktycznie żadnego wyboru, następnie zataczając się wraca na scenę, odwraca się tyłem do publiczności, coś tam robi, czego nikt z nas nie widzi, a następnie zaczyna sikać na podłogę. Kiedy kończy, kamera robi zbliżenie i okazuje się, że te jego siki stworzyły obraz karty, którą wybrała Chylińska, lub ta druga. Cała sala wrzeszczy, jury wstaje i bije brawo, a następnie pierwsza osoba w tym jury, czyli ten jakiś Egurrola, mówi, że to co on właśnie zobaczył to jest geniusz „kompletny”. Właśnie tak: „kompletny”. A numer z tym pijanym magikiem jest szczególnie dobry, bo taki „polski”.
Obejrzałem ten greps i już wtedy myślałem, że może coś o tym napiszę, no ale mi przeszło. I oto wczoraj znów trafiłem na zapowiedź występu w polskim „Mam Talent”, zatytułowany „Zobacz, co zrobiła świnia w polskim ‘Mam Talent’”. Zobaczyłem. Otóż świnia, proszę państwa się zesrała. Przyszedł człowiek ze świnią, chciał, żeby ona pokazywała sztuczki, no ale świnia się tak wystraszyła, że się tylko zesrała. Trzeba było nam widzieć jury i publiczność. Trzeba było nam widzieć tę Chylińską, tego Egurrolę i tę trzecią. Oni dostali takiego ataku śmiechu, że w pewnej chwili zacząłem patrzeć, czy Hołownia, który tam robi za mistrza ceremonii, nie będzie musiał wzywać lekarza. Człowiek ze świnią schodził zawstydzony ze sceny, ktoś z obsługi sprzątał to gówno, a ci trzej wraz z publicznością umierali ze śmiechu. Następnie kierownictwo programu wrzuciło ten filmik do Internetu, żeby świat zobaczył, jak to Polska też ma talent.
Trzeba już kończyć. Otóż pomysł ze świnią nie był oryginalny. Świnia pojawiła się już wcześniej w „America’s Got Talent”. Przyszedł z nią jakiś cowboy, na co dzień inżynier pracujący dla NASA, tyle że ona się nie zesrała, ale robiła różne sztuczki, w tym wciągnęła na maszt amerykańską flagę, a jury zamiast, jak polska świnia, posrać ze śmiechu, wstało i wszyscy, włącznie z inzynierem, położyli dłonie na piersi, no bo to wciąż i flaga i hymn, i te rzeczy. Ale to nie była jedyna różnica. Amerykańska świnia występowała na specjalnie rozłożonej macie, a nie, jak u nas, na gołej scenie. Ktoś powie, że oni mają większe budżety, a ja nawet nie mrugnę, bo to jest oczywiście fakt. Natomiast to co mi przyszło właśnie do głowy, to kwestia związana z tytułem tego programu. Otóż – pisaliśmy już tu o tym – większość tych talent shows nosi tytuł zawierający w sobie nazwę danego kraju, a więc „Hiszpania ma talent”, „Francuzi mają talent”, „Brazylia ma talent” i tak dalej. Polska jest tu wyjątkiem i my mamy ten talent skromnie, bez wymieniana nazwy Polski. Kiedy o tym pisałem po raz pierwszy, bardzo się oburzałem, że właściciel praw do tego programu, czyli ITI wstydził się Polski i dlatego, tu mamy tylko to „Mam talent”. Dziś się zastanawiam, czy tu przypadkiem nie była ukryta dobra intencja. Może Walter z kolegami od początku wiedzieli, że cały ten show jest nastawiony na to, by świat zapamiętał, że tak naprawdę to co się liczy, jest tam, a reszta to najwyżej posrana świnia, i kto wie, czy oni, mając już tę wiedzę, nie chcieli chronić naszej nazwy i naszych barw? Może to o to chodziło? A Wy, jak myślicie?

Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, na youtbubie pojawiają się systematycznie kolejne filmy z bytomskich targów książki. Proszę wpisywać w wyszukiwarce „bytom targi książki” i już. Polecam bardzo serdecznie. Przypominam, że w księgarni pod adresem www.coryllus.pl można kupować moje książki. Również zachęcam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz