piątek, 6 marca 2015

Czy prezydenccy medycy rozumieją powagę sytuacji?

Dziś ukazuje się kolejne wydanie „Warszawskiej Gazety”, a w nim mój felieton, jak zwykle na tematy bardzo dzisiejsze. Zapraszam:


Nie wiem, czy to, co od pewnego już czasu obserwujemy w jego zachowaniu, to wynik naturalnego kryzysu, jaki zaatakował jego umysł – co może przecież spotkać w każdej chwili każdego z nas – czy może ofensywa Andrzeja Dudy tak uszkodziła zmysły tego człowieka, że on zwyczajnie stracił poczucie rzeczywistości, ale faktem jest, że co najmniej od czasu, gdy Gabriel Janowski dał się czymś nafaszerować, żaden z polskich polityków aż tak dramatycznie, jak dziś Bronisław Komorowski, się nie odsłonił. Seria tak zwanych eufemistycznie „wpadek” Prezydenta, jest tak długa i tak spektakularna, że istotnie wypada się zastanowić, co jest ich przyczyną i w co ostatecznie ów upadek się przekształci. A po tym, co widzimy, można się spodziewać naprawdę najgorszego.
Ja wiem, że przez owe pięć lat, kiedy Bronisław Komorowski jest prezydentem, zdążyliśmy się przyzwyczaić do najróżniejszych ekscesów w jego wykonaniu, no i teraz, kiedy on nagle zaczyna biegać po japońskim parlamencie, pokrzykiwać, włazić z butami na fotele i strzelać sobie pamiątkowe zdjęcia, wielu z nas, uznając, że przecież nie dzieje się nic niezwykłego, wzruszy tylko ramionami, ja jednak bym bardzo wszystkich zachęcał, byśmy się jednak tym razem stanem zdrowia Prezydenta zainteresowali. Nie jest bowiem tym razem tak, że on sobie zasnął na jakiejś imprezie, zrobił błąd ortograficzny, czy że podczas oficjalnego obiadu zagapił się i zabrał komuś kieliszek; nie jest nawet tak, że on się rozgadał i zaczął coś pleść o tym, jak się robi bigos. Tym razem on autentycznie się zachowywał, jakby oszalał, czy, mówiąc delikatniej, schlał. To nie jest tak, że to co prezydent Komorowski robił podczas wizyty w Japonii, to parę kolejnych „wpadek”. Nie tym razem. Uważam więc, że akurat na tę okazję powinniśmy się wszyscy troszkę bardziej skoncentrować i spojrzeć nieco poważniej na to, co widzimy. Bo, jak mówię, sytuacja jest na tyle poważna, że diabli wiedzą, co przyniesie kolejny dzień, i lepiej będzie, jeśli będziemy na niego przygotowani.
Za dwa miesiące odbędą się w Polsce wybory prezydenckie i, zarówno z napływających regularnie informacji, jak i dzięki temu, że potrafimy przecież analizować rzeczywistość, możemy rozważać różne scenariusze. A więc, może się oczywiście zdarzyć, że jakimś smutnym cudem, nasze pragnienie zmiany okaże się na tyle niewielkie, że Bronisław Komorowski, albo te wybory wygra, albo przegra je nieznacznie i reżim je bez kłopotu sfałszuje. Może też być tak, że do drugiej tury wejdzie Ogórek i będziemy mieli powtórkę z roku 1990, kiedy to rozstrzygającą walkę o urząd prezydenta prowadził Wałęsa z Tymińskim. Ale może się też zdarzyć tak, że Bronisław Komorowski 10 maja nie wystartuje, ponieważ na to nie pozwolą mu ani lekarze, ani przepisy prawa. I ja bym osobiście stawiał na tę właśnie ewentualność.
Jutro kolejny dzień. I pamiętajmy, że nie znamy dnia ani godziny.

Jak już pewnie część z nas zauważyła, ukazał się też już kolejny numer „Szkoły Nawigatorów”, a w nim również mój tekst o brytyjskich „workhousach”, czyli pierwszych koncentracyjnych obozach pracy. Na stronie www.coryllus.pl można kwartalnik w każdej chwili zamawiać, a jeśli ktoś przy okazji zachce sobie sprawić którąś z moich książek, będzie taniej i wygodniej. Polecam szczerze.

2 komentarze:

  1. http://niezalezna.pl/64863-sie-dzialo-naprawde-b-komorowski-chodzil-po-poznaniu-z-rozpietym-rozporkiem-wideo

    OdpowiedzUsuń
  2. @Zuzanna Majewicz
    A myśmy dziś słuchali go, jak składał życzenia kobietom i ja mam sto procent pewności, że jemu coś wcześniej podano, co mu albo zaszkodziło, albo postawiło na nogi.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.