środa, 4 lipca 2012

Wszyscy chcemy dotknąć Mario Balotelliego

Jak już pewnie każdy kto miał okazję to zauważyć, zauważył, zakończone dopiero co mistrzostwa w piłce nożnej wzbudziły we mnie znaczne zainteresowanie, i to zarówno jak idzie o same mecze, jak i całą oprawę, jaką wokół nich zbudowała reżimowa propaganda. A więc mecze z zainteresowaniem oglądałem, kibicując wybranym przez siebie drużynom, szydziłem z tych wszystkich bałwanów, którzy potrzebowali dopiero piłki, by odkryć w sobie miłość do Ojczyzny, a wszelkich kłamców starałem się jak najskuteczniej niszczyć. O durniach i kłamcach miałem tu już parokrotnie pisać, a więc dziś troszeczkę o kibicowaniu.
Otóż tak już mam od małego dziecka, że, jak idzie o podział na piłkarską północ i południe, wbrew popularnym tendencjom, z jakiegoś niewyjaśnionego powodu, zawsze kibicowałem północy. Jak mówię, nie wiem, skąd się to u mnie wzięło, ale ile razy grała Hiszpania z Holandią, kibicowałem Holandii, a ile razy Anglicy stawali przeciwko Włochom, byłem za Anglikami. Powiem więcej – ile razy z Portugalią grali Niemcy, ja chciałem, żeby zwyciężyli Niemcy. Czy to przez to, że dla mnie Polska jest częścią Północy raczej niż Południa, czy też dlatego, że jak idzie o piłkę, zawsze mi bardziej imponowało to protestanckie wyrachowanie, niż katolickie szaleństwo. Nieważne. Tak jest i już.
Kiedy więc grali Niemcy z Włochami, kibicowałem jak zawsze Niemcom, jednak w miarę upływu czasu, widząc jak fantastycznie grają Włosi, jacy są silni i szybcy i zdeterminowani, pomyślałem sobie, że ja bym chciał, żeby to oni zdobyli mistrzostwo. Że oni jak nikt inny na to zasługują. Wystartowali z tak słabymi notowaniami, a potem najpierw wyeliminowali Anglików, teraz w tak fantastycznym stylu eliminują Niemców – niech więc wygrywają. No i zacząłem kibicować Włochom.
I w tym momencie w przestrzeni publicznej pojawiło się zjawisko określane powszechnie jako „Balotelli”. Kto to jest Balotelli, a więc ktoś o kim jeszcze trzy tygodnie temu nie słyszał niemal nikt? Otóż jest to włoski piłkarz, charakteryzujący się dwiema cechami. Pierwsza z nich nie wyróżnia go w jakiś specjalny sposób, a polega na tym, że potrafi niekiedy kopnąć mocno i celnie piłkę, druga natomiast stawia go rzeczywiście wysoko – otóż ów Balotelli, jak to wynika z tego co się o nim opowiada, jest kompletnym idiotą. Idiotą znacznie większym niż jakikolwiek znany nam wcześniej piłkarz, aktor, czy dziennikarz. Czemu to on nagle stał się takim bohaterem? Czy może przez to, że strzelił Niemcom dwie bramki? Może trochę tak, ale nie sądzę. W końcu nie on jeden, i też, nie oszukujmy się, te jego gole nie były jakoś wyjątkowo piękne. Na przykład bramka Błaszczykowskiego była ładniejsza. Myślę więc, że tu poszło o co innego. O to, że on jest taki inny. Wariat? Może. Głupek? Niewykluczone. Cham? Czemu nie. To wszystko nieważne. To co się liczy to to, że on się zachowuje, jakby go wyjęto prosto ze swego czasu kultowego programu MTV pod tytułem „Jackass”. A to w pewnych kręgach daje przepustkę do bycia gwiazdą. Myślę, że idealnym symbolem tego rodzaju patologii był pisarz Kuczok i jego wypowiedź, w której oświadczył, że dla niego Balotelli jest jak Mozart, a on w nim jest zwyczajnie zakochany. Tak to właśnie Kuczok powiedział: „zakochany”.
Po co ja o tym Balotelli się tak rozpisuję? Otóż po to mianowicie, by poinformować, że kiedy zobaczyłem co się dzieje, uznałem, że Włochom kibicować już nie mam ochoty. Pomyślałem sobie, że jeśli w finałowym meczu przeciwko Hiszpanom ten kretyn zdobędzie jakąś rozstrzygającą bramkę, my się z tego szaleństwa nie wygrzebiemy do końca świata. I że na temat wielkości Balotelliego już nie tylko będą rozprawiać Pilch z Kuczokiem, ale wszyscy. Tusk, Kalisz, Mucha, Olbrychski, Olejnik, a kto wie czy też nie Bronisław Wildstein. Że nagle okaże się, że – w obliczu fatalnej porażki, jaką te mistrzostwa przyniosły Polsce – bohaterem naszej zbiorowej świadomości stanie się już nie Kuba Blaszczykowski, czy Robert Lewandowski, lecz jakiś naturalizowany włoski murzyn-idiota, z niezwykle inteligentnie doczepioną atrapą metrowego penisa. A zatem, kiedy w minioną niedzielę widziałem jak ten bałwan beczy po laniu jakie mu urządzili Hiszpanie, czułem wyłącznie satysfakcję. I czułem ją też następnego dnia, kiedy gruchnęła wieść, że on po meczu, zamiast z kolegami wrócić do hotelu, polazł gdzieś w Krakowie do burdelu i zaginął. I czuję wręcz dziecięca radość nawet dziś, kiedy sobie myślę o Kuczoku, który w tej chwili zapewne się kręci po swoim ukochanym Chorzowie i się rozgląda z jakimś lepszym Mozartem.
Okazuje się jednak że wspomniane wyżej beczenie Balotelliego zrobiło wrażenie nie tylko na mnie. Oto przeczytałem dziś na portalu onet.pl, że niejaka Izabella Łukomska-Pyżalska prezes drużyny piłkarskiej Warta Poznań, napisała do Balotelliego list. Artykuł w Onecie ilustrowany jest zdjęciem tej dziwnej kobiety i jeszcze bardziej kuriozalnym tytułem, który sugeruje, że ta Pyżalska jest „piękna”. Pozwolę tu sobie na pewną dygresję. Otóż ja już jakiś czas temu zauważyłem pojawienie się kosmetycznego procederu pod nazwą botoks. Gdyby ktoś nie wiedział, polega on na tym, że do warg pacjentki wpompowuje się jakiś plastik, który te wargi rozdyma do karykaturalnych rozmiarów i sprawia, że dana kobieta wygląda tak jakby dzień wcześniej jej mąż-menel jej za coś tam wlał. Otóż „piękna” pani Pyżalska jest piękna w tym właśnie sensie i tylko w tym. No i jako ta piękność, pisze list do Balotelliego. List jest tak szczególny, że zacytuje go tu w całości. Proszę się trzymać krzeseł:
Przede wszystkim pragnę zaznaczyć, że jestem naprawdę pod wrażeniem Twojego występu na Euro 2012. Nie ulega wątpliwości, że zostałeś jedną z największych gwiazd turnieju. Chciałbym mieć takiego utalentowanego zawodnika w mojej drużynie. Nie rozumiem jednak, jak to możliwe, że twardziel taki jak Ty zaczął płakać po meczu finałowym w Kijowie.
Myślę, że mocno pracujesz nad swoim wizerunkiem - wizerunkiem silnego faceta, z odrobiną szaleństwa i nieprzewidywalności. Łzy do tego nie pasują, więc postanowiłam przekazać Tobie kilka chusteczek. Proszę, przestań płakać. Nadszedł czas, aby pokazać się z jak najlepszej strony w klubie, wygrywać trofea. Pokaż światu prawdziwego Balotelliego, prawdziwego wojownika, a nie płaczka.
Z pozdrowieniami,
Izabella Łukomska-Pyżalska, Prezes Warty Poznań S.A.
Myślę że każdy kto przeczytał to co zacytowałem wyżej, słusznie doszedł już do wniosku, że ta Pyżalska to jest naprawdę ktoś. Że coś takiego jak ten list owej kobiecie daje dożywotnią przepustkę już nawet nie do tego, by zostać ministrem sportu w rządzie Platformy Obywatelskiej, ale prezesem PZPN-u, a może nawet szefem redakcji sportowej „Gazety Wyborczej”, TVN24 i TVP w jednym. Więcej. To że ona najpierw ten list postanowiła napisać, a potem go wysłała i opublikowała, świadczy o tym, że kiedy już Donald Tusk uda się na jakąś placówkę do Brukseli, ona może nawet zastąpić go na stanowisku premiera. I powiem szczerze, że ja nawet, zgodnie z zasadą, ze czym gorzej tym lepiej, takim rozwojem wypadków bym się ucieszył. Wygląda jednak na to, że w tym wszystkim jest jeszcze drugie dno. Otóż ta Pyżalska wysłała temu Balotelliemu swoje zdjęcie. Napisała ten tekst i do niego dołączyła zdjęcie. A to by świadczyło o tym, że jej ambicją nie jest kariera polityczna. Ona ma inne nadzieje. A te nadzieje wynikają dokładnie z tej samej fascynacji, jaką wcześniej zaprezentował pisarz Kuczok. Różnica jest tylko taka, ze Kuczok jednak – choć z tymi celebrytami do końca nigdy nie wiadomo –pozostaje chyba na poziomie platonicznym, a tu mamy już do czynienia z autentyczna desperacją.
A nam wszystkim pozostaje się już tylko zastanawiać, czy ten obłęd sięga nieco szerzej, czy to tylko Kuczok, Pyżalska i paru innych, czy to już może koniec. No i jeszcze coś. Czy prezes piłkarskiej drużyny Warta Poznań to już elita, czy zaledwie drobny biznes. Od odpowiedzi na to pytanie, wbrew pozorom, zależy wcale nie tak mało.

Wprawdzie komentować, jak widać, się Wam kompletnie nie chce, ale wiem, że – wbrew nadziejom paru trolli – tu ze mną wciąż jesteście. Dziękuję za wszystko. Proszę mnie wspierać. I tak, i tak, i jakkolwiek.

26 komentarzy:

  1. @toyah
    A ja w pewnym momencie zacząłem kibicować Włochom. Najpierw tak w cichości serca, ponieważ gdy ogłaszam wszem i wobec, ze kibicuję danej drużynie to ta natychmiast dostaje baty.
    Pewnie bardziej to było za sprawą postawy trenera Włochów, który po wyjściu z grupy i później po każdym awansie odbywał pielgrzymkę do któregoś sanktuarium...

    No i oczywiście podczas finału kibicowałem Włochom i stało się , dostali baty.

    Balotelli dał się zauważyć - duże dziecko o dużych przejściach.
    Nie zwróciłem uwagi na jego pozasportowe walory i nocnym pielgrzymowaniu do "świątyni miłości".
    Zaś chyba to zwróciło uwagę pani Prezes. Ostatecznie ma trochę zawodników w tym swoim zespole i z pewnością wie który z nich i jaka jego część jest najwięcej "Warta"...

    OdpowiedzUsuń
  2. Przed kilkunastoma laty miałam do czynienia z 12/13 letnim Michasiem z domu dziecka, który pisał listy do Edyty Górniak. Mówił, że bardzo ją pokochał... Jakoś tak skojarzyłam go z tą panią prezes i wilkim pisarzem III Rp. Nie wiem jednak czy Michasia nie obraziłam....

    OdpowiedzUsuń
  3. Po raz kolejny Teodor się nie wylogował. To tylko ja....

    OdpowiedzUsuń
  4. "Chciałbym mieć takiego utalentowanego zawodnika w mojej drużynie"
    czy tak pisze kobieta?

    OdpowiedzUsuń
  5. @raven59
    Ja bym dużych dzieci po dużych przejściach nie lekceważył. Potraktuj to jako dobrą rade.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Eliza
    Pewnie obraziłaś, ale jestem pewien, że Ci wybaczy.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Leszek152
    Ja tę wypowiedź przekleiłem. To pewnie zwykła literówka.

    OdpowiedzUsuń
  8. @toyah
    Tak przy okazji: wiesz, że przybrana matka Balotellego to to uratowana z holokaustu Żydówka z Wrocławia?

    Czy to może coś wyjaśnić ?

    PS. Dużych dzieci po dużych przejściach bynajmniej nie lekceważę...

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam tak samo.
    Kibicowałem Niemcom.
    A w finale Hiszpanom.
    Włochów nie lubię od 1982r :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przyznaję, że mecz Włochy -Niemcy oglądałam w Rzymie. Wieczorem, trochę, dla świętego spokoju, dałam się namówić męskiej części towarzystwa, z którym spędzałam "rzymskie wakacje" na pójście do jednej z licznych pizzerii i wspólnie z tubylcami oglądaliśmy widowisko. Trudno oczywiście było nie kibicować drużynie gospodarzy. Było żywiołowo i sympatycznie.Chcę jednak podkreślić, że żadnej histerii- ani przed, ani po meczu- nie zauważyłam: żadnych głupich chorągiewek na samochodach czy na balkonach. Natomiast mężczyzna, siedzący nieopodal naszego stolika dowiedział się właśnie tego wieczoru, że mecz jest rozgrywany...w Warszawie. Nie rozumiem, przecież premier Tusk i ministra Mucha mówili, że cała Europa nie może wyjść z podziwu, jakie to wspaniałe igrzyska zorganizowaliśmy! Och, ci dziwni Włosi...

    OdpowiedzUsuń
  11. @Toyah
    Skoro tak niejako na sportowo, to ja z wyrzutem. "Isia" w półfinale, a Ty dalej o Euro?!
    P.S.
    Murray też!

    OdpowiedzUsuń
  12. @Remo
    A co oni wtedy nabroili?

    OdpowiedzUsuń
  13. @Eliza
    Fajna historia z tym Włochem. Inna sprawa, że w ogóle nie zaskakująca.

    OdpowiedzUsuń
  14. @toyah
    W MŚ w Hiszpanii w 1982r. Włosi pokonali Polskę w półfinale 2:0.
    I mi poszło o to.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Eliza
    Może we Włoszech onet i tefałen nie odbierają :)

    OdpowiedzUsuń
  16. @zawiślak
    Murraya nie lubię. Czy Ty wiesz, że on był jednym z tych dzieci, które przeżyły atak tego wariata, który przed laty wystrzelał niemal całą klasę?
    Ja jestem za Nadalem, no i Radwańską. Boję się jednak, że ta Niemka jej wleje. Ona jest psychicznie bardzo słaba.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Remo
    Ja bym się na nich za to akurat nie gniewał.

    OdpowiedzUsuń
  18. @toyah
    No nie mogę makaroniarzom tego zapomnieć.
    Jedyne pocieszenie to takie że oni wtedy szli na mistrza.

    OdpowiedzUsuń
  19. @Toyah
    Tak, znam to o Szkocie. Ja go lubię, bo uczucie me wielkie przeniosłem na niego po nieodżałwanym Henmanie.
    Nadal. Owszem. Klasa na korcie i poza nim (choć media uparły sie widzieć artystę i dżentelmena w Federerze). Ale Rafa odpadł dość wczesnie z pepikiem mającym dzień konia. Co do "Isi" to u mnie fifty/fifty, ale to właśnie jest też piękne u niej.Oj, w tym temacie to długobym mógł...
    A Andżela jest bardziej polska niż (nie)jeden Kaszub.

    OdpowiedzUsuń
  20. @zawiślak
    Masz rację, Andżela jest bardziej polska niż...
    Tu taka ciekawostka. Mój syn, w młodych latach trenował szermierkę. Miał w tym spore sukcesy i spory talent. Na tyle duży, że miał reprezentować Kanadę na mistrzostwach świata. No i tu powstał problem, bo on nie był pewien kogo powinien reprezentować. Nie był pewien swojej tożsamości. Urodzony i wychowany w Kanadzie, ale z poczuciem bycia Polakiem.
    Tak się wahał i wahał, aż wreszcie wystawili kogoś innego.
    W końcu jakos mu zapał do sportu minął i problemu nie ma.
    Ale pytanie - kogo powinien reprezentować pozostało.

    OdpowiedzUsuń
  21. @zawiślak
    Z Murrayem ja mam tak. Będąc Szkotem, powinien mieć ode mnie wszystkie możliwe serdeczności. Natomiast ja nie mogę go znieść kiedy jemu się coś nie uda i on się zachowuje jakby się zaraz miał pobeczeć i obrazić. Ja wiem, że to jest tylko taka ekspresja, natomiast ja zawsze odnoszę wrażenie, że on jest kłębkiem nerwów. I to mnie od niego odrzuca. Ja po prostu nie mogę na niego patrzeć, kiedy on przegrywa, a niestety tak to już u niego jest, że w tych ważnych meczach - a więc tych, które oglądam - on na ogół bierze lanie. To jest nie do wytrzymania.

    OdpowiedzUsuń
  22. @Jan
    Trzeba było się trzymać Kanady. W polskiej reprezentacji by go od razu zniszczyli.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Jan
    Toyah ma rację. U nas chodziłby na pasku Gruchałównej. Albo jeszcze gorzej, umawiałby się z młodą Kwaśniewską.

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie masz racji. Akurat w męskich broniach jest inaczej ( z wyjątkiem szabli). A Kwaśniewska to wypadek przy pracy.Proszę Toyaha o nie generalizowanie.

    OdpowiedzUsuń
  25. @kryska
    Ależ generalizowanie jest okay. Cała nasza wiedza opiera się na generalizowaniu. Ja na przykład uważam, że Niemcy i Rosjanie to nasi wrogowie, a alkohol szkodzi wszystkim, co nie zmienia fakt że znam paru Niemców i słyszałem o paru Rosjanach, którzy nam życzą dobrze, a sam osobiście uważam, że mi nie szkodzi. Wręcz przeciwnie.

    OdpowiedzUsuń
  26. @Kryska
    To znaczy w czym nie mam racji?
    W tym, że to nie Gruchałówna robiła rozpierduchę w polskiej kadrze i związku, wciągajac w to także męska drużynę. W tym, że akurat ona nie miała do tego żadnego mandatu, bo zamiast trenowania wysiadywała designerskie meble studio TVN-ów i Viv-ów, będąc ich pupilką? Znalazła się Henryka Krzywonos floretu! Ukraińska telenowela z Szuchnickim to przecież fakt.
    Toyah ma prawo generalizować, bo zakładajac, że syn Jana hołduje wartościom nam tu bliskim, to przykładów na to że tacy ludzie są za pomocą szykan wykluczani z przestrzeni publicznej(także tej sportowej) jest niemało.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.