środa, 11 lipca 2012

Unitra, czyli jak się dać oszwabić

Prowadzenie tego bloga, poza satysfakcją, której przecenić nie sposób, ma w sobie coś, co, powiedzmy, że niekiedy dokucza. Chodzi mianowicie o to, że nazbyt często teksty, które powstają najbardziej jak tylko to możliwe z bólu serca i które w moim odczuciu są naprawdę ważne, albo przechodzą niezauważone, albo traktowane są jako takie tam sobie marudzenie. I odwrotnie. Bywa tak, że napiszę tu coś – oczywiście uczciwie i najlepiej jak mogę – ale mimo wszystko bez większego przekonania, i nagle się okazuje, że trafiłem w sam środek emocji tych do których to tak naprawdę od początku było i jest. Koś zapyta, co w tym złego? Oczywiście, jeśli przyjęcie jest lepsze niż się spodziewałem, to nic. Natomiast jeśli gorsze, no… jakoś głupio.
Otóż mam wrażenie, że poprzedni tekst, o wolnym rynku i tym co on nam złego zrobił, został jednak niedoceniony. Nie chcę przez to oczywiście powiedzieć, że nie został doceniony w ogóle, ale że zwyczajnie został niedoceniony. Że on jest tak dobry, tak słuszny, tak głęboki, że powinien był zostać wyróżniony w sposób szczególny. Choćby jakąś poważną awanturą. A tu tyle wszystkiego, że przyszedł mój stary kolega Michał Dembiński i odstawił swoją typową propagandę sukcesu, już nawet nie na miarę Gierka, ale na czasy jak najbardziej nowe, przy których Gierek, gdyby żył, spłonąłby ze wstydu.
No ale stało się coś jeszcze. Otóż, jak może większość z tych, którzy czytają ten tekst, pamiętają komentatora podpisującego się LEMMING. Otóż jest to wielki przyjaciel tego bloga, no i człowiek, który dzięki właśnie temu blogowi swego czasu przeszedł jak najbardziej pozytywną transformację i dziś może o sobie powiedzieć, że jest wśród tych, którzy kiedyś będą tryumfować. A przynajmniej, nie będą musieli się wstydzić. LEMMING dziś tu nie komentuje z tego przede wszystkim powodu, że jest człowiekiem osobistego sukcesu tak pochłoniętym pracą, że każdy wolny moment przeznacza nie na jakieś bezsensowne komentowanie, lecz na kontakt ze swoimi córkami i z żoną. Tyle wszystkiego że nie opuszcza jednego dnia, by tego co tu się dzieje, nie czytać. Dodatkowo, niestety, doszło do tego, że przez swoją długą nieobecność zapomniał swojego bloggerowego hasła i nie potrafi się tu zarejestrować normalnie jako LEMMING.
No więc stało się tak, że LEMMING przysłał mi e-mail z powyższą informacją na temat trudności z hasłem i poprosił, bym w jego imieniu wstawił dwa komentarze. No i w tym momencie pomyślałem sobie, że jednak nie jest źle. Jeśli ja piszę tekst, który dla LEMMINGA ma takie znaczenie, że on nagle postanawia złamać swoje postanowienie i jednak wrócić tu z komentarzem, to znaczy że nie jest źle. Proszę więc posłuchać. Oto dwa komentarze LEMMINGA odnośnie mojej notki o rynku który zwyczajnie dał dupy. Pierwszy do Michała Dembińskiego:
@Michał
Obserwacje to jeszcze nie marudzenie. Są one dość daleko od marudzenia nawet. „Marudzenie" to chyba jakaś nowa odmiana słowa "krytykanctwo".
Jeżeli chodzi o to co większość przyzwoitych ludzi może zrobić żeby zmienić Polskę na lepszą, to się głównie sprowadza do pójścia raz na mniej więcej 2 lata na wybory i oddania głosu na PiS.
No i drugi komentarz już do mnie:
@toyah
Ten tekst Mazurka to jest tragedia. Po pierwsze on opisuje świat którego nie ma, jak słusznie piszesz. Ja wielu tzw. lemingów znam, ale nikogo zbliżonego do tego opisu (i nie chodzi o to że opis przerysowany). Po drugie i najgorsze, to jest napisane słabiutko. To po prostu nie jest ani trochę lekkie ani śmieszne. W obrębie tej konwencji dałoby się zrobić coś ogromnie zabawnego. W dodatku wystarczyłby do tego zupełnie przeciętny bloger.
Serdeczności i podziękowania za wszystko!
Cóż można powiedzieć? No, oczywiście lepiej, żeby LEMMING, swoim dawnym zwyczajem napisał coś bardziej rozbudowanego. No ale, jak wiemy – rodzina przed wszystkim. W tej sytuacji ja opowiem coś co mi dziś leży na sercu. Ale, jak zwykle zacznę od początku. Kilka lat temu, przy okazji Bożego Narodzenia postanowiłem podarować synowi mój stary, naprawdę znakomity, gramofon. Aby prezent był pełny, dokupiłem odpowiednią igłę, no i Toyah Jr dostał co miał dostać. Niestety, z różnych względów, w które tu nie mam potrzeby wchodzić, wciąż brakowało głośników i wzmacniacza. A więc stał ten smutny gramofon u niego w pokoju przez lata i czekał na lepsze czasy. No i proszę sobie wyobrazić, że kilka dni temu ktoś mi zaproponował bym za 200 zł kupił dwie stare, ale wciąż bardzo porządne kolumny, wzmacniacz i equalizer, kiedyś, jeszcze albo w dawnych PRL-owskich czasach, a może na samym początku naszej transformacji – nie wiem – zanim wszystko zostało ostatecznie przyklepane, wyprodukowany przez polską firmę Unitra. No i to wszystko kupiłem, żeby młody Toyah mógł słuchać muzyki z moich starych czarnych płyt.
I proszę sobie wyobrazić, że to jest coś co jest absolutnie nie do opisania. Sprzęt wyprodukowany kiedyś przez polską Unitrę – zgoda, najwyższej jakości i tak dalej – na moje oko przewyższa wszystko to co dotychczas funkcjonowało jako domowe Hi-Fi Sanyo, Philipsa, czy jakiegoś Pioneera. Słucham w tej chwili tej zapomnianej Unitry i myślę sobie, że oto stało się coś absolutnie porażającego. I brak mi słów by to dalej objaśniać.
Nie ma dziś Unitry. Co się stało z ludźmi, którzy wyprodukowali sprzęt, który po tych dwudziestu latach znalazł się w pokoju mojego syna i wygląda na to, że mu będzie świetnie służył przez lata kolejne? Nie mam pojęcia. Pomyślmy jednak o nich przez chwilę. A skoro już o nich, to jeszcze o paru innych kwestiach. A ja mam tylko apel do mojego kolegi Michała: Zanim postanowisz wkleić tu swój kolejny komentarz, w którym mi opowiesz jak to Polska rozkwita, a ja jestem zwykłym, nie mieszczącym się w głównym nurcie, nieudacznikiem, pomyśl dwa razy.

Jeszcze raz dziękuję za wsparcie dla mojej córki. Wszystkich zawistników chciałem poinformować, że jesteście skompromitowani. A czytelników tego bloga tradycyjnie proszę – zostańcie ze mną.

PS.
Już po napisaniu tego tekstu podzieliłem się swoim zmartwieniem z moją żoną, która tak już jest skonstruowana, że ile razy pojawia się jakiś dylemat, uważa za konieczne najpierw sprawy kwestionować, a potem dopiero dochodzić do ostatecznych wniosków. A więc, kiedy jej przedstawiłem kłopot jaki mam z Unitrą, pierwsze co powiedziała, to to, że pewnie jednak ta Unitra nie była wystarczająco mocna. Że czegoś jej brakowało i zwyczajnie musiała się zwinąć. No bo spójrzmy na inne polskie firmy. Niektóre przetrwały i mają się bardzo dobrze. Weźmy taki Zelmer.
No i sprawdziliśmy Zelmera. Przykro mi to mówić, ale wygląda na to, że jest gorzej niż myślałem. Zelmer to już wyłącznie nazwa. Zgoda – przynajmniej tyle. Przynajmniej została ta nazwa. Ale fakt pozostaje faktem. Zelmer też już poleciał.

61 komentarzy:

  1. @toyah

    Ja w temacie światów równoległych:

    U mojego syna do grania stoi dokładnie to samo gramofon Bernard + ta reszta. Trzeba było tylko wymienić spróchniały ze starości pasek napędzający talerz i spróchniałe membrany. Bez kłopotu znalazłem cżęści w serwisie i gra to fajnie, z mięsem. Kupiłem mu to, z odzysku, gdy szedł do gimnazjum, aby miał na czym grać i aby poczuł łączność międzypokoleniową.

    Poczuł! Byle zagramaniczne badziewie mu nie imponuje tak w świecie materii, jak idei. Badziewie jest badziewie.

    Z tematem "marudzenia" łączy się zaś radosna okoliczność, że syn dopiero co obronił wybitnie trudne studia z ocenami 5 - 5 i średnią z całych studiów 4,5. Jego praca, jako pionierska prawie na pewno zostanie opublikowana w czasopismach naukowych. I co z tego?

    Tak my tu sobie marudzimy, proszę kolonizatorów i osobników mentalnie skolonizowanych.

    Tylko czemu właśnie wam to przeszkadza? Sumienie gryzie? Jeszcze nie wymyślono takiego liberalizmu, który by je bezpowrotnie zabił.

    OdpowiedzUsuń
  2. @orjan
    Bernarda nie znam - tylko z nazwy - natomiast wzmacniacz i kolumny Unitry mnie rozwaliły. To jest najwyższa jakość. I powiedz, komu to przeszkadzało? No, komu? Mogą być nazwiska.

    OdpowiedzUsuń
  3. @toyah

    Unitra to był taki koncern wielu firm, każda z niezłą tradycją i osiągnięciami własnymi.

    Przyjrzałem się temu zestawowi syna i widzę, że equalizer chyba opylił (albo schował). Ten gramofon to rzeczywiście jest Bernard zrobiony przez Unitrę-Fonica (Łódź).

    Wzmacniacz jest WS 704 Unitra-Diora (Dzierżoniów).

    Kolumny są Altus 110 Unitra-Tonsil (Września).

    Podaję te miejscowości, żeby młodsi zrozumieli rozmiary leberalnej dewastacji także w kryteriach geografii gospodarczej Polski.

    Trochę nieprecyzyjnie pytasz, co się stało z Unitrą. Lepiej zapytać, które z poniższych firm członkowskich Unitry jeszcze istnieją a w dodatku w oparciu o własną myśl techniczną w branży:

    Biazet
    CEMAT
    CEMI
    CERAD
    CERPO
    Diora
    Dolam
    Elmasz
    Elpod
    Elpol
    Eltra
    Elwa
    Fonica
    Lamina
    Unitra-Lubartów
    Magmor
    Miflex
    OBREP
    Omig
    Polam
    Polkolor
    Polfer
    Profel
    Radmor
    Radwar
    Rawar
    Unitra-Rzeszów
    Telekom
    Telam
    Telpod
    Tonsil
    Toral
    Unima
    Unimor
    Unipro
    Unitech
    Unizet
    Warel
    WZT
    Zatra
    Zapel
    Zelos
    Zumet
    ZRK

    Na przykład Unitra Fonica, ta od gramofonu Bernard przerzuciła się w ambitną produkcję długopisów, zabawek i segregatorów biurowych.

    Oto postęp. Nie marudzić!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest strona poświęcona wyłącznie polskiej elektronice:
    http://unitra.eu.org/galeria

    Jest wielu ludzi którzy te sprzęty zbierają, naprawiają i przedłużają im życie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolumny głośnikowe i bardzo wypasione słuchawki (wiem, bom był szczęśliwym posiadaczem) produkował w ramach zrzeszenia UNITRA wrzesiński TONSIL, o czym – lokalnym patriotyzmem powodowany – uprzejmie donoszę. Firma ta próbowała się utrzymać w liberalnej rzeczywistości, ale ostatecznie splajtowała, co dla Wrześni i okolic było katastrofą. W zamian za to, zaczęto we Wrześni organizować tzw. prawybory, więc w sumie ludzie na swoje wyszli, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  6. @orjan
    No więc załatwiłeś temat. Jest mi oczywiście przykro, ale dziękuje. Przynajmniej napisaliśmy wspólnie podręcznik.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Don Paddington
    Jeszcze Ksiądz nas postanowił dobić? No trudno. Tylko prawda.

    OdpowiedzUsuń
  8. @orjan

    W dwóch firmach z tej długiej listy miałem praktyki studenckie na początku lat osiemdziesiątych.

    Radmor, dawniej Zakłady Radiowe Radmor był producentem radiostacji i to był chyba naprawdę niezły sprzęt, bo pewnego dnia przyszła z góry decyzja, że teraz będą produkowali RTV. Opowiadał mi jeden inżynier o pierwszym projekcie - to był koszmar, bo ludzie nie mieli nawyku zawracać sobie głowy czymś takim jak przesłuchy międzykanałowe czy szumy. Potem coś tam zaczęli robić, ale to było już za późno - rynek, jak mawiają jego zwolennicy, jest bezlitosny.

    Druga firma to Magmor, dawniej Mera-Wag. Robili świetne wagi i nagle sprzedali licencję Niemcom i zaczęli robić magnetofony. Nie widziałem ich nigdy w sklepie, ale nie sądzę, by szły na eksport, chyba że do ZSRR, bo z wyglądu przypominały skrzynkę na gwoździe z szufladką, do której wkładało się kasetę.

    Decyzje o zmianie profilu zapadły w obu przypadkach gdzieś na górze, a że to były, przypomnę, lata osiemdziesiąte, to pewnie jedyną różnicą było to, że za podjęcie tej decyzji ktoś dostał skrzynkę łiskacza, a nie torbę pieniędzy, jak w latach dziewięćdziesiątych.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Mr. White

    Nawiązując do owej "skrzynki łiskacza", to zwykle starczała jedna flaszka. Ale za najbardziej kultowe regalo uchodziła luksusowa bielizna dla żony / lub dla tej drugiej (w greckim antyku zwanej heterą).

    Łączne zastosowanie łiskacza i takich fatałaszków dawało pogłębienie kontaktów i w rezultacie ciekawy impuls genealogiczny dla rozwoju dzisiejszych kadr liberalnych.

    Skoro zaś o impulsach mowa, to opowiedziałeś nam dwie ciekawe historie, materiały do dalszych rozważań:

    Gdy się wspomina tę Unitrę z jej lat pierwszych, to rzeczywiście, z technologicznego punktu widzenia odchodziła tam droga przez ciernie. Trzeba zaś uwzględnić, iż wynalazcze parcie technologiczne napotykało trudność, bo wyprzedzało - jak to liderzy! - tempo narastania ogólnej kultury technicznej (tu możemy omawiać np. te przesłuchy międzykanałowe).

    Ta trudność istniała wszędzie, ale w Polsce dochodziła jeszcze,nadmieniona przez Ciebie, extra przeszkoda w postaci sterowania decyzjami gospodarczymi z zewnątrz przez osobników o jeszcze gorszej kulturze technicznej, niż prosty robol.

    O ich spolegliwości względem potrzeb rozwoju gospodarki narodowej nawet nie wspomnę, bo ich motywacje i świat wrażeń dobrze opisują ten łiskacz i bielizna.

    W każdym razie, ówcześni osobnicy z łatwością się replikowali w dzisiejszych liberałów. Często także dziedzicznie. Kto otworzy oczy, łatwo to pod ich gajerkami u nich spostrzeże. Czynnikiem wstępnym rozpoznania jest morale (motto: łiskacz i gacie).

    Unitra może w ogóle nie miała prawa przeżyć; to jednak sprawa dyskusyjna, a o niejakim Balcerowiczu naprawdę już mi się nie chce gadać.

    Chciałbym zwrócić tylko uwagę, że bez względu na rzeczywiste przyczyny i imperatywy upadku wszystkich składników (tj. firm) owej Unitry, wytłumaczenie surowym działaniem rynku jest zbyt powierzchowne, choć idiotom może wystarczać.

    Wytłumaczenie to nie daje bowiem odpowiedzi, dlaczego (i gdzie!) bezpowrotnie zniknęła wtedy już świetnie ukształtowana, drugopokoleniowa i w kulturze technicznej zaawansowana kadra pracownicza o inżynierach i technologach nawet nie wspomnę.

    Prawo do postawienia takiego zarzutu daje mi fakt, iż po eliminacji takiej np. Unitry (i wielu podobnych), w toku ostatnich 20 lat nie potrafię wskazać żadnego nowego produktu oddającego rodzimą pogoń za współczesną technologią.

    GDZIE się więc podziali owi ludzie, a były ich zastępy?

    KTO ich trwale wyłączył z obiegu gospodarczego w Polsce?

    Pal sześć Unitrę! ale gdzie ci ludzie?

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak się składa, że od 20 lat pracuję z kolegą, który naprawia sprzęt elektroniczny i w czasach komuny współpracował z ośrodkiem badawczo-rozwojowym Diory.
    Niestety ale dobry na ówczesne czasy sprzęt musiał być na komponentach zachodnich. technologicznie nie byliśmy w stanie wykonać takich elementów. Konstruktorzy wymyślali świetne konstrukcje ale wszystko rozbijało się o pieniądze. To co trafiało na rynek było owocem kompromisu ale i tak w porównaniu do innych konstrukcji z KDL byliśmy na czele. W porównaniu do sprzętu zachodniego niestety nie mieliśmy szans. Inne wzornictwo i jakość. Tylko trwałość była dobra bo ten sprzęt działa do dzisiaj. Kolega o którym wspomniałem kolekcjonuje sprzęt RTV z czasów komuny. Ma tego już cały pokój. Współczesny sprzęt popularny to chłam a na dobry jakościowo trzeba wydać spore pieniądze.
    Zakłady Diora w Dzierżoniowie robiły też elektronikę dla wojska, Elwro we Wrocławiu radiostacje do czołgów. Produkcja cywilna nie była tam najważniejsza.
    Największą afera jest jednak likwidacja CEMI - producenta układów scalonych. Zachodnie firmy w ten sposób zlikwidowały konkurencję. Podobnie było z DolMel - producentem turbin do elektrowni.

    OdpowiedzUsuń
  11. @orjan
    Gdzie są ci ludzie? Kurcze! Właśnie stawiając to pytanie pod koniec tego mojego tekstu, liczyłem na to, ze Ty mi powiesz. A tymczasem okazuje się, ze Ty tez nie wiesz?

    OdpowiedzUsuń
  12. @ Mr. White - suplement

    Umknęła mi szczególna sprawa owej Mera-Wag: Robili świetne wagi i nagle sprzedali licencję Niemcom.

    Sprawy nie znam, ale czuję tu smrodek trwałej sąsiedzkiej strategii, polegającej na eliminowaniu u sąsiadów przejawów zaawansowanej technologii.

    Technologia wprawdzie ojczyzny nie ma, ale mieszkać ma wyłącznie w Niemczech, a nie za jakimś limes'em (pojęcie tym razem z Rzymu).

    Gdyby z nabytej polskiej licencji szła niemiecka produkcja wag, to musiałaby iść także pod marką polskiego licencjodawcy das ist unmöglich!

    Wszelkim liberałom należy zwracać uwagę zwłaszcza na niemiecką strategię gospodarczą. Nie po to, aby ją znielubić, ale właśnie to ona toczy się z powodzeniem zadając kłam liberalizmowi.

    Wystarczy popatrzeć na dwa obszary: udział niemieckich pracowników w zarządzaniu oraz na uparte ściąganie i wspieranie przez państwo potęgi niemieckiej gospodarki realnej.

    Kto nie rozumie o co chodzi, niech popatrzy jakimi np. Audi Niemcy w obecny kryzys wjechali, a jakimi wyjadą oraz co wspólnego miało z tym i nadal ma niemieckie państwo.

    Nie jest istotne, jak się w zakręt wchodzi, istotne jest w jakim stanie z niego wyjść. Ta zasada do liberałów w ogóle nie dociera. Ich interesuje tylko eksploatacja.

    OdpowiedzUsuń
  13. @toyah

    Oni podziali się tam, gdzie jest miejsce ludzi niepotrzebnych do czegokolwiek więcej, niż oddanie władzy tym, którzy wiedzą, o co naprawdę chodzi.

    Właśnie to zesłanie na zmarnowanie najbardziej dekonspiruje liberalną politykę po 1989r.

    OdpowiedzUsuń
  14. @orjan

    To i ja uzupełnię o tych magnetofonach Magmoru.

    Napisałem, że nie widziałem ich w sklepach, bo zupełnie mi wyleciało z głowy, że w tamtych czasach w sklepach nie widziałem zupełnie nic prócz pustych półek. Ten magnetofon, nad którym wtedy pracowali, a który tak mi się nie spodobał, miał taką szufladkę na kasetę, która wydała mi się przerostem myśli technicznej nad zdrowym rozsądkiem, ale kilkanaście lat później kupiłem odtwarzacz CD i ta wyjeżdżająca szufladka już taka dziwna nie była. Ostatecznie ten model nie wszedł do produkcji.

    A z tą licencją było najprawdopodobniej tak, że jakiś Hans wrócił z Polski, cisnął gdzieś za szafę plik papierów i powiedział: odzyskaliśmy rynki zbytu.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mr.White pisze...
    @orjan

    W dwóch firmach z tej długiej listy miałem praktyki studenckie na początku lat osiemdziesiątych.

    Radmor, dawniej Zakłady Radiowe Radmor był producentem radiostacji i to był chyba naprawdę niezły sprzęt, bo pewnego dnia przyszła z góry decyzja, że teraz będą produkowali RTV. Opowiadał mi jeden inżynier o pierwszym projekcie - to był koszmar, bo ludzie nie mieli nawyku zawracać sobie głowy czymś takim jak przesłuchy międzykanałowe czy szumy. Potem coś tam zaczęli robić, ale to było już za późno - rynek, jak mawiają jego zwolennicy, jest bezlitosny.

    Ale z tego co pamiętam sprzęt Radmora był najlepszym polskim audio.
    Wyżej cenionym niż Dzierżoniów.
    Co widać nawet po obecnych cenach.

    OdpowiedzUsuń
  16. A jeśli chodzi o polskie magnetofony to umówmy się że to nie były cuda.
    Tam gdzie chodzi o precyzyjną mechanikę to kiepsko to wyglądało.
    Jedyne w miarę dobre magnetofony to były na licencji Grundig.

    To nie dotyczy oczywiście magnetofonu szpulowego Koncert :)

    OdpowiedzUsuń
  17. @Remo

    No i zawsze na zajęciach można, w ramach odtrutki: Polak potrafi, opowiedzieć studentom o Kudelskim i o "Nagrze".

    Wspominam o tym w ramach opisu światów równoległych, bo "Nagra" powstała mniej więcej równolegle z tutejszą "Tonette" - już w latach 50-tych.

    Ale rewelacją światową okazała się dopiero "Nagra III". Tymczasem w Polsce wyrzucono dorobek własny do kosza, zamiast rozwinąć własną konstrukcję "Tonette" korzystając także z dorobku obcej myśli technicznej (także z dorobku Kudelskiego)*/.

    Zamiast tego pojawił się ów licencyjny "Grundig". Jaki był, o to mniejsza, ale zabił rozwój odpowiadającej technologii tutejszej. Godne uwagi jest też, że do końca jego wytwarzania, polski "Grundig" trwał zaskorupiony w technologii, z jaką została kupiona licencja.

    Gdybym miał zgadywać (bo tego nie wiem), to na czuja obstawiłbym, że warunkiem umowy licencyjnej na Grundiga był zakaz unowocześniania przez licencjobiorcę.

    Czy jednak istniał polski potencjał innowacyjny zdolny unowocześniać? Oczywiście tak i to od samego początku. Wystarczy wskazać, że "Tonette" miała swoje wady, ale pasmo przenoszenia i dynamikę miała kolosalnie lepsze niż "Grundig", zaś nierównomierność przesuwu taśmy miała w zasadzie porównywalną.

    Takie są meandry.

    PS. Koncert był rzeczywiście dobry.


    -------------------
    */ W tamtych czasach (początek lat 60-tych) nikt się w Polsce nie przejmował prawami własności przemysłowej i autorskimi.

    OdpowiedzUsuń
  18. @orjan
    Skoro Ty jesteś taki w tym oblatany, wiesz może, kiedy oni produkowało ten mój wzmacniacz? To jest PW9013. Jeszcze w Peerelu, czy potem też?

    OdpowiedzUsuń
  19. @toyah

    No ja taki oblatany wcale nie jestem. Po prostu stary jestem :) i - nawiązując tu do mojego ostatniego komentarza - miałem okazję własnemi ręcami bawić się i tą Tonettką, i tym późniejszym Grundigiem, choć cudze były :(

    Stąd znam ich zady i walety. Z tym, że ja właściwie nie piszę o sprzęcie, a o gospodarce.


    Ten PW9013 konstrukcyjnie jest chyba z połowy lat 80-tych. Ale nie wiem.
    Jeśli będziesz oddawał do jakiejś naprawy, to niech "naprawca" przyjrzy się datowaniu części w środku.

    No, chyba, że sprzęt miałby jakąś tabliczkę znamionową z datą. Może być na reszcie składu wieży, bo ten wzmacniacz należał do wieżowej rodziny chyba z deckiem kasetowym, z gramofonem i coś tam

    Bajdełej, ten wzmacniacz miał bardzo dobrą opinię i był pożądany (ja go nie miałem), także ze względu na design i staranne wykończenie.

    Mówiono mi też, że mimo całkiem domowego wyglądu, ten wzmacniacz był skonstruowany z uwzględnieniem świetlic, dyskotek, itd. Miał więc być gniot'sa - niełamiot'sa.

    To już sam sprawdzisz, a raczej Twój Junior.

    OdpowiedzUsuń
  20. @orjan
    Z tego co widzę, on musiał być najwyższej klasy. Domyślam się też, że bardzo drogi. Bardzo solidnie wykonany, ładny, no i dźwięk zupełnie niezwykły. Poza tym, on jest w idealnym stanie. Nie wiem, czy po naprawie, ale nie sądzę. Można go obejrzeć w googlu, również w zestawie z tunerem i kasetowcem.

    OdpowiedzUsuń
  21. @toyah

    Jeśli naprawdę przewidywano przeznaczenie także poza domowe, to muszą być tam skonstruowane zabezpieczenia przeciwko głupocie, że np. ktoś zewrze coś tam na kablu głośnikowym, rozkręci zanadto gałkę, itp. Wtedy już były zgromadzone stosowne doświadczenia praktyczne z gałkomanami.

    Słyszałem, że sprzęt tego rodzaju jeszcze na linii produkcyjnej był "wygrzewany", więc albo schodził sprawny, albo nie schodził.

    W takim razie, właściwie co się tam ma psuć?

    OdpowiedzUsuń
  22. Ten sprzęt to była zwykła wieża do mieszkania.

    Sprzętem estradowym była produkcja Eltronu: http://pl.wikipedia.org/wiki/Eltron

    Sprzęt najwyższej klasy to był sprzęt studyjny. Przykładem był magnetofon szpulowy Koncert - teraz bardzo poszukiwany.

    Co do psucia to na 100% po tylu latach należałoby wymienić kondensatory elektrolityczne. Niestety były kiepskie (wysychał zawarty w nich elektrolit i kondensator tracił właściwości).

    OdpowiedzUsuń
  23. @birofil
    Jak mówię, nie znam się. Ja słucham od wielu już lat muzyki z mojego starego zestawu Sonego. Jednak ten wzmacniacz, też z kolumnami Unitry, jest zdecydowanie lepszy.

    OdpowiedzUsuń
  24. @Toyah
    Witam się bardzo radośnie. Byłam w górach z dala od wszelkich internetów i telewizji. Teraz czytam wszystkie Twoje wpisy i komentarze do nich tu i na s24. Salonowe dyskusje coraz bardziej przypominają dialogi z 'Allo 'allo - ciekawe czy o taki poziom zidiocenia chodzi Jankemu.
    A tu miło jak zawsze. Tylko że nie znam się ani na sporcie, ani na elektronice. Mogę jedynie stwierdzić, że dla mnie nie było większego g... jak magnetofony i dyktafony grundiga (ostatni kupiłam i wyrzuciłam z hukiem w r. 2000). Aha, jeszcze coś. Mieszkałam przez lata na osiedlu koło Elwy, Unitry, Tewy i całego przemysłu elektronicznego. Ktoś mi tłumaczył, że nasza elektronika padła z powodu umieszczenia produkcji w Warszawie (zanieczyszczenia i wstrząsy). Czyli zmarnowała ja jeszcze komuna. Co oczywiście nie znaczy, że nie zostałaby zniszczona w nowych wspaniałych czasach.

    OdpowiedzUsuń
  25. @Marylka
    Też się cieszę, że się zjawiłaś.Juz się zaczynałem martwić.
    Sprzęt produkowany za komuny był oczywiście z reguły do bani, i myślę, ze nawet bym sobie o tych wszystkich fonicach i unitrach nie pomyślał, gdyby nie ten wzmacniacz.
    Wciąż nie wiem, kiedy oni go produkowali. Czy jeszcze wtedy, czy już teraz?

    OdpowiedzUsuń
  26. To powiem jeszcze o polskich lodówkach :)
    Mój tato mi opowiadał a widział ponieważ pracował w fabryce lodówek (na "P" nazwa)
    I tak na 100szt. sprężarek polskich było wadliwych do 20 nawet, gdy była dostawa z Hiszpanii to wadliwych było do 5. Oprócz tego te hiszpańskie chodziły ciszej od naszych.
    Ale znowu polskie działały dłużej od zachodnich.
    To coś jak Kałasznikow :)
    Do dziś można spotkać polską lodówkę z oryginalnym agregatem z lat 70-80.

    A jak obecnie przemysł produkuje wyroby techniczne można zobaczyć w filmie "Spisek żarówkowy" (do zobaczenia na jutubie z napisami)

    OdpowiedzUsuń
  27. @Remo
    O właśnie, dobrze że przypomniałeś spisek żarówkowy. Warte polecenia wszystkim, a szczególnie Michaelowi.

    OdpowiedzUsuń
  28. @ Toyah
    Jeśli na Unitrze słuchasz płyt analogowych to nie jest dziwne, że brzmienie jest lepsze bo one same z siebie lepiej brzmią.
    Każda obróbka cyfrowa (płyta CD) zubaża dźwięk. Cyfrowy doskonały dźwięk nie jest naturalny a już mp3 to porażka. Dobre do słuchania na rowerze. :)
    Analogowe nagrywanie, obróbka i odtwarzanie, szumy wnoszone są bliższe naturalnemu, ma to swój smaczek i dlatego płyty winylowe przeżywają renesans.

    Co do Zelmera to pod tą marka jest różny sprzęt, część jest produkowana w Chinach. Ja kupiłem odkurzacz Zelmera ale taki z gwarancją 4 lata. One są wykonane w Polsce. Odkurzacze z gwarancją 2 lata są robione w Chinach.

    Co do lodówek, pralek to obecnie są one przewidziane na około 7 lat użytkowania. Potem następuje naturalne zużycie a naprawa jest nieopłacalna.
    W sprzęcie sterowanym cyfrowo (np. drukarki laserowe) w pamięci zapisany jest czas użytkowania. Drukarka wydrukuje odpowiednia liczbę kopii i koniec.

    Miałem polską pralką automatyczną słynna PSkę. @ razy robiłem jej remont kapitalny, wymieniałem całą obudowę. Była nie do zdarcia. Problem w tym, że była bardzo prądożerna. Podobnie z lodówkami z czasów komuny. Działają do dziś ale pobierają dużo więcej prądu niż współczesne a energia elektryczna tez kosztuje i to nie mało.

    OdpowiedzUsuń
  29. @Toyah
    Do bani nie były proszki do prania. One prały, w przeciwieństwie do dzisiejszych. W tym czasie jednak prały również proszki zagraniczne. Teraz natomiast one się tylko reklamują, a od prania są tzw. wybielacze. To też pomysł na miarę żarowek.

    OdpowiedzUsuń
  30. @Remo
    W latach 70. pracowałem w sklepie z RTV. Na moje oko, jeszcze przed sprzedażą zepsute było jakieś 90% sprzętu.
    Spisek żarówkowy jest fantastyczny. Również polecam.

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja mam przyjaciela, którego ojciec, w końcówce lat 60, był w zespole, który opracował pierwszy proszek enzymatyczny do prania "E". Jeszcze, zanim to się ujawniło, gdy akurat byłem u kumpla, jego ojciec przyniósł eklerki i zawinięte w papierek nieco proszku.

    Kazał kumplowi natychmiast zdjąć wyszmelcowane jeansy i wrzucił je do miednicy z wodą i z tym proszkiem. Zjedliśmy po eklerku (tu i ówdzie zwanym kremówką) a on kazał wyciągnąć te jeansy. Były czyste!

    Potem, gdy już kupowałem ten "E", to był coraz bardziej taki sobie. Więc, gdy po pewnym czasie odwiedziłem kumpla (tym razem jego ojciec wrócił z napoleonkami), to zgłosiłem pretensje o jakość tego proszku.

    A on zakłopotany do mnie: Wiesz, to był dobry proszek, ale zaraz ktoś zgłosił wniosek racjonalizatorski, że gospodarka socjalistyczna zaoszczędzi "en" złotych, jeśli się zmniejszy zawartość enzymu a w zamian doda detergent.
    Gdy inni zobaczyli, ile ten racjonalizator zarobił, to poszły następne wnioski racjonalizatorskie i w końcu w miejsce enzymu zaczęto dodawać szare mydło. I jest jak jest. Smacznego.


    Opowiadam o tym, aby te wskazywane wyżej wady sprzętu właściwie ulokować po stronie komuszej, która była nędznym prekursorem obecnych, liberalnych spiskowców żarówkowych. Bo umiejętne rządy potrafią spieprzyć wszystko, ale my tutaj rozmawialiśmy o niewykorzystanych umysłach i o celowo udupionych szansach technologicznych.

    Rozmawialiśmy? A może tylko marudziliśmy?

    Chodzi o to, że u komuchów nigdy nie było celem podnoszenie, czy choćby utrzymywanie jakości produkowanego towaru, albo usługi . U liberałów też nie jest. Zrobiliśmy pod tym względem koło.

    OdpowiedzUsuń
  32. @Marylka
    Michał to wszystko wie. Jego problem jest znacznie bardziej skomplikowany.

    OdpowiedzUsuń
  33. @birofil
    Na naszej nowej Unitrze każdy dźwięk jest lepszy od mojego Sonego.

    OdpowiedzUsuń
  34. @orjan
    Bardzo dobrze, ze sobie tak rozmawiamy. Po to tu jesteśmy.

    OdpowiedzUsuń
  35. Mój brat pracował kiedyś w agencji reklamowej. Mówił mi, że zrobiono badania z których wynikało, że polskie gospodynie dają więcej proszku do prania niż potrzeba. Producenci w ramach oszczędności dają więcej wypełniacza bo skoro proszku daje się więcej to i tak będzie tyle ile trzeba.
    Dlatego używam proszków importowanych a nie krajowych. lepiej piorą.
    Tak jest z wieloma produktami (kawa, słodycze). Na nasz rynek są gorszej jakości.

    OdpowiedzUsuń
  36. @orjan
    Wszystko prawda, jednak w E troszkę tych enzymów zostało do czasu transformacji. Dopiero transformacja dokonała na proszku E innowacji totalnej.

    OdpowiedzUsuń
  37. @Toyah
    Błagam, tylko nie pisz, że skomplikowany. Może jakieś inne słowo.

    OdpowiedzUsuń
  38. @Toyah
    Prosty, prościutki, prosciuteńki...

    OdpowiedzUsuń
  39. @birofil

    Zgodnie z tymi badaniami, tego importowanego proszku niedorozwinięci Polandczycy też powinni dawać więcej. Chyba, że w Pyrlandii, bo tam w pierwszym odruchu chcą dać jak zwykle, ale w drugim odruchu odsypują, bo droższy proszek?

    Co było pierwsze: jajko, czy kura?
    Tzn. kiepski proszek, bo i tak sypią więcej, czy sypią więcej, bo i tak kiepski proszek?

    Nawiasem mówiąc, porządny rząd wprowadziłby dodatkowe, antydyskryminacyjne opodatkowanie towarów sprzedawanych pod tą samą marką, jeśli są innej jakości, lub innego składu, niż w kraju rodzimym danej marki.

    Mógłby się nazywać: CTMT = Counterfeit Trade Mark Tax

    OdpowiedzUsuń
  40. @
    Spisek żarówkowy:
    http://www.youtube.com/watch?v=QPPW8KM7eEU

    a propos sprzętu to do tej pory używam:
    tuner - Diora AS 642,
    wzmacniacz - Diora WS 442,
    magnetofon (b.rzadko) - Unitra MDS 442
    no i gramofon też Unitra nie podam modelu bo przykryty książkami (raz na rok odkrywam i obracam talerz)
    dyskofonu (tak chyba nazywał się odtwarzacz CD) nie udało mi sie kupić w owym czasie - później postawiłem na jakiegoś przenośnego Sony.
    No i oczywiście kolumny - a jakże ! - Unitra Tonsil Space 86
    Equalizer (niestety ;)) - JVS SEA 600

    Do tej pory wszystko sprawne....

    OdpowiedzUsuń
  41. @Marylka
    Postanowiłem Ci uwierzyć.

    OdpowiedzUsuń
  42. Jeszcze mi się przypomniało :)
    Jeden facet pracuje na Politechnice i jakieś "wynalazki" robi.
    I opowiadał że raz zgłosił się gościu ze zleceniem na element bimetaliczny który będzie chyba w czajnikach.
    Jednym z warunków zlecenia miało być to że ta część miała "żyć" tylko dwa lata.

    Nawiążę jeszcze do tego że PSki dużo prądu jedzą.
    A dlaczego prąd musi tyle kosztować?
    Nie może być tańszy?
    Pytanie na dobranoc :)

    OdpowiedzUsuń
  43. @Remo

    W leberaliżmie prąd nie może być tańszy z tej przyczyny, że wszyscy muszą używać.

    Strategia nie polega na zaspokajaniu potrzeb klienta, lecz na zapewnianiu potrzeb sprzedawcy. NB. dlatego zniknęło powszechne kiedyś hasło: "klient nasz pan".

    Ideałem jest wyposażyć klienta w takie rzeczy, lub usługi, aby związać go obowiązkiem stałego kupowania "czegoś", czym te rzeczy lub usługi napełnia. Dopiero to coś jest rzeczywistym interesem.

    Proszę popatrzeć np. na relacje kosztów wytworzenia i cen między, powiedzmy, drukarką a tonerami. Materiały eksploatacyjne służą do eksploatacji klienta.

    Energie tym się tylko wyróżniają, że kto inny (?) dostarcza ich ssawki (np. auto, pralkę).

    W porządniejszych czasach, podstawą kształtowania ceny był koszt wytworzenia. U leberałów tą podstawą jest szansa ograbienia klienta niekoniecznie tkwiąca bezpośrednio w danym towarze.

    Dlatego kiedyś koszty życia wraz z rozwojem gospodarki spadały, a obecnie rosną. Pod tym względem, między leberalizmem a komunizmem podobieństwo skutku jest uderzające.

    OdpowiedzUsuń
  44. @orjan
    To prądu dodam jeszcze opłatę na "global łorming".

    OdpowiedzUsuń
  45. @Remo

    Dla mnie najbardziej rajcowne (bo demaskujące) jest, że te wszystkie zielone jaczejki, co to stają murem, żeby np. żabki miały przejście pod murem (lubię żabki!), to jakoś nie widziałem, żeby to samo zielone protestowało przeciwko np. temu czajnikowi z dwuletnim bimetalem.

    Albo przeciw drukarkom jednorazowego użytku. A przecież one w ich liczbie muszą nieźle rypać cenne environment.

    Aż się ciepło przy biegunach robi.

    OdpowiedzUsuń
  46. @birofil

    CEMI kupiło tyle licencji na układy scalone za Gierka, że wdrożenie ich do produkcji położyłoby wielu zachodnich producentów.
    A odnośnie proszków: słyszałem, że proszki importowane z Niemiec są gorsze niż ichnie na swój rynek. bo polskie normy wymagają, aby miały więcej wypełniaczy. Nie weryfikowałem tego.

    OdpowiedzUsuń
  47. @SilentiumUniversi

    A czy przypadkiem polskie normy (PN) nie zostały wycofane z prawa powszechnie obowiązującego?

    Teraz idzie akcja implementacji norm europejskich. Tzn. one nie funkcjonują samodzielnie, lecz w każdym kraju UE normy krajowe implementujące maja być takie same.

    Zatem, polskie implementujące są oznaczane PN-EN ..., a np. niemieckie: DIN-EN ..., itd.

    Zatem dlaczego proszki nach Polen są inne niż nach Deutschland?

    Po kiego komu taka Unia?


    PS. Kiedyś sprzęt grający w Europie miał najbardziej referencyjną normę niemiecką: DIN 44500 (o ile cyferki pamiętam) To było bardziej referencyjne niż wszystkie obecne HiEnd'y, czy jak się to nazywa.

    Otóż przynajmniej od końcówki lat 70, wybrany sprzęt Unitry osiągał te normy DIN 44500! Czyli nie było w sferze jakości nic lepszego, bo normy te były wyżyłowane do granic percepcji zmysłowej tzw. słuchu muzycznego.

    Natomiast trwałość liczoną na dziesięciolatki właśnie udowodnia syn Toyaha.

    OdpowiedzUsuń
  48. @orjan, SilentiumUniversi
    Nie myślę, żeby tu chodziło o polskie normy z wypełniaczami. Po prostu na Europę Wschodnią produkuje się proszki najniższej jakości pod tą samą nazwą i w tych samych opakowaniach co na zachodzie, i wmusza się je nam dzięki gigantycznej reklamie i wiedzy, żeśmy niezbyt grymaśni. To samo dotyczy wielu produktów codziennego użytku. Do niedawna na opakowaniach niektórych mydeł, np. palmolive stało wyraźnie napisane, że są produkowane specjalnie na rynki polski, bułgarski, czeski, itd., czyli byłego RWPG. Te same np. we Włoszech są większe i pachną do końca używania. Te dla nas pachną tylko po otwarciu. Podobno były w związku z tym szczególnym wyróżnieniem naszego rynku jakieś protesty, ale bez skutku. Zdaje się, że tylko zlikwidowano te napisy, ale nie sprawdzałam, bo przestałam kupować. Podobnie jest z herbatą. Jakiś czas temu pojawiła się bardzo dobra herbata Ahmad. Wraz z jej spopularyzowaniem zniknął jej smak i zapach. Teraz można sobie kupić tę prawdziwą, na rynki zachodnie, tylko na bazarach i w niemieckim sklepie Max&Spencer. Na opakowaniu są niewielkie różnice, dostrzegalne
    dla zainteresowanych.

    OdpowiedzUsuń
  49. Wygląda, że te europejskie normy spełnia zarówno dobry produkt, jak i chłam. Taka bardziej ogólna odmiana "lubczasopism". Próbowałem odróżniać te produkty po kodach kreskowych, ale, nie ma tam obecnie żadnych prawidłowości, po których dałoby się je rozróżnić, np. Lidl ma prawie zawsze 2* (ważone w sklepie), a widziałem też 590* (Polska) na towarach, na których na jednej z metek pisało "Made in China"

    OdpowiedzUsuń
  50. W tym tle, ładnie rozwijającym się w ostatnich komentarzach, pojawia się nieuchronne pytanie o uczciwość, rzetelność kupiecką , itd. Zdaje się, że jesteśmy obiektem niemal laboratoryjnego doświadczenia: czy rynek, jako forum wolnej wymiany, istnieć bez nich może?

    Tzn. bez zaufania.

    Dopiero teraz uderzyło mnie podstępne znaczenie tytułu niniejszego felietonu Toyaha.

    Otóż uzupełnione badania nad rodzimym językiem powinny wykazać, iż Polacy pewne praktyki oceniali z pogardą, jako cudzoziemskie. Precyzyjnie identyfikowali też wymagającą ostrzeżenia metodologię przerzutu badziewia: nie pod dywan, lecz na podwórko sąsiadów.

    Oczywiście w wystawianiem rachunków.

    Chyba, że na czym innym polega "oszwabianie".

    OdpowiedzUsuń
  51. @SilentiumUniversi
    O tych proszkach myśmy tu już kiedyś pisali. O ile pamiętam, LEMMING to nam ładnie relacjonował. Tam są trzy poziomy jakości. Te co idą do nas, są najniżej.

    OdpowiedzUsuń
  52. @Marylka
    My pijemy głównie prawdziwą angielską herbatę. Na przykład PG. Jak ktoś ze znajomych pojedzie, poproś go, żeby Ci przywiózł. Jest mocna jak cholera, jest jej dużo, no i tania jak barszcz.

    OdpowiedzUsuń
  53. @orjan
    No wreszcie. Taki fajny tytuł. Już myślałem, że nie zauważysz.

    OdpowiedzUsuń
  54. niestet rząd postanowił pakować kase w kopalnie a olał przemysł elektroniczny czyli kontynuował politykę komunistów..

    OdpowiedzUsuń
  55. Wszedłem tu po wpisaniu "Diora" w wyszukiwarkę, bowiem akurat usiłuje reanimować pewnego plastikowego strupa tej firmy sprzed 20 lat o nazwie WS-502.
    ...
    Wpisy na blogu są sprzed 4 lat jednak spróbuję nieco ostudzić fascynację techniką i może wyjaśnić nieco o tym liberalizmie który nigdy i nigdzie nie istniał, poza politycznymi sloganami.
    ...
    Unitra Fonica niczego nie produkuje bowiem od dawna nie istnieje. Co najmniej od 8-10 lat. Do Foniki wszedł inwestor Daewoo-cośtam przy pomocy prywatyzacji być może likwidacyjnej (nie pamiętam już dokładnie). Który jeszcze w połowie lat 90-tych ja przebranżowił, a następnie stopniowo ograniczał produkcję, w końcu sprzedał udziały innej koreańskiej firmie która splajtował, a jej prezes spakował manele i uciekła do Azji, pozostawiając pracowników samych ze wspaniałym polskim liberalno-balcerowiczowskim prawem w którym nie mogli nawet zarejestrować się w pośredniaku bo z dokumentów wynikało że wciąż pracowali. W roku 2013 Fonica od dawna juz nie istniała. Likwidator sprzedał już wtedy cały majątek. W roku 2012 wygasły prawa ochronne do nazwy. Zarejestrował ja inny człowiek który obecnie w ramach małej spółki prywatnej przy ul. Rewolucji 1905 roku w Łodzi prowadzi produkcje manufakturową gramofonów pod nazwa Fonica.
    ...
    Wzmacniacz WS-704 produkcji Diora Dzierżoniów to wyrób z około 1997 roku. Czyli z okresu 8 lat działania tak zwanego wolnego rynku, 6 lat od zapowiadanego końca plany tak zwanego Balcerowicza i 5 lat od upadku tegoż planu z kretesem maskowanym propagandą sukcesu przez kolejne rządy III RP.
    ...
    Był to najlepszy sprzęt Diory, ale w sensie komercyjnym spóźniony o kilka lat, zbyt drogi dla słabego ekonomicznie wtedy społeczeństwa, które musiało walczyć z codziennością bezrobocia, stałego podnoszenia kosztów życia i płacami na poziomie 1/10 dochodów niemieckich bezrobotnych - takie były wtedy przeliczniki kursów walut.
    Diora nie mogła być tańsza, bowiem opierała się na powszechnie stosowanym wtedy w świecie ale w Polsce nadal drogim z powodu słabego kursu złotego, hybrydowym wzmacniaczu Sanyo STK.
    ...
    Dlaczego polska waluta była w latach 90-tych słaba?
    Po pierwsze dlatego ze w latach 70-tych Edward Gierek budował w Polsce zaplecze produkcyjne dla Europy - PRL stał się wtedy czymś czym po roku 1990 stały się Chiny. Czyli centrum taniej produkcji licencyjnych rozwiązań kierowanych na eksport. Żeby eksport krajowej produkcji był bardziej opłacalny waluta musiała stać nisko (analogicznie jak obecnie sterowany jest kurs Yuana).
    ...
    Po drugie w PRLu większość gospodarki wymiennej nie była związana z pieniądzem, nie była połączona z wymiana międzynarodową i pieniądz był niewymienny. Ceny wiec były wynikiem wewnętrznej umowy, albo ustalane urzędowo - mieszkanie w spółdzielni można było objąć po wpłacie ok. 7-10 średnich pensji, woda kosztował symbolicznie albo wcale, to samo wywóz śmieci, utrzymanie mieszkania itp. Nieprzypadkowo mówiło się że budżet utrzymują robotnicy upijający się na umór po każdej wypłacie, wyrobami akcyzowymi ze sklepów monopolowych.
    ...

    OdpowiedzUsuń
  56. Pełne zatrudnienie w gospodarce powodowało, że na rynku było dużo wolnego pieniądza - znacznie więcej niż towarów za ten pieniądz sprzedawanych. Budowa "małych Chin" w PRLu skończyła sie nie żadnym bankructwem gospodarki planowanej, tylko przeznaczaniem zbyt dużych środków na inwestycje konsumpcyjne i płaceniem za koszty społeczne pełnego zatrudnienia, przy utrzymywaniu jednocześnie sztywnych cen. Temat jest długi i długo by mówić bo obejmuje całe dziesięciolecia podczas których ta polityka się stopniowo zmieniała. Można jednak podsumować ją w ten sposób że w czasach Edwarda Gierka ludziom miało się żyć coraz lepiej ale jednocześnie miał zostać utrzymany system rozdziału dóbr ideologicznie bezpieniężny. Wolny rynek w tych czasach tak naprawdę panował w rolnictwie, drobnej wytwórczości i usług, i widoczny był na licznych bazarach oraz targowiskach. Tylko ze za nim nie szło upowszechnienie rozrachunku ekonomicznego na wielkie przedsiębiorstwa państwowe, które wtedy miały okazje i możliwości by stać się prawdziwymi koncernami zdolnymi konkurować z monopolami zachodnimi po upadku realnego socjalizmu.
    ...
    Po trzecie - władza kochała lud pracujący z założenia. Lud wymagał od kochającej władzy więcej niż w demokracji, zwłaszcza ze władza była mu dana na szczęście. W efekcie tego kiedy władza ogłaszała "podwyżki" cen urzędowych o piec procent to lud wyszedł po pracy na ulicę - a jedna zmiana z jednego zakładu to było piętnaście tysięcy ludzi a nie jak obecnie - piętnastu, i szedł podpalić komitet partii władzy (wtedy PZPR jeszcze a nie PO, bo mówię o roku 1970).
    Około 1975-1976 roku system lewarowania gospodarki zaczął mieć zadyszkę – nic dziwnego miałby ją także w systemie wolnorynkowym po sześciu latach nieprzerwanych inwestycji. W PRLu doszła jeszcze do tego sytuacja, że ok. 40% inwestycji szło w bezpośrednią konsumpcję czyli do ludzi, z którymi gospodarka wymienna nie opierała się na pieniądzu.
    Pieniądz nie jest oczywiście żadną miarą zaangażowania - pamiętajmy że wtedy wszyscy zdolni do pracy pracowali i w zamian za to władza dawała im możliwości taniego nabycia mieszkania (powstało 400 tzw. fabryk domów i zbudowano blisko 3mln nowych mieszkań – ale najważniejsze - sfinansowano ludziom te mieszkania bez zaciągania przez nich kredytów, czegoś takiego jak kredy konsumpcyjny-idywidualny prawie nie było w PRLu).
    W efekcie oderwania rozdziału dóbr tworzonych w gospodarce państwowej od wartości pieniądza za ich wytwarzanie prowadziło do degrengolady, postaw roszczeniowych wobec Państwa.
    I to co w gospodarce kapitalistycznej byłoby drobnym kryzysem ekonomicznym, to w PRLu urastało do narodowych tragedii i wystąpień tłumów robotników.
    ...
    Do dalszego osłabiania pieniądza dołożyła się Solidarność. W 1988 roku. Najpierw jednak wystąpieniami z 1980 dołożyła się do rozwalenia gospodarki gierkowskiej, potem był stan wojenny który skutkował restrykcjami eksportowymi i dorżnięciem gospodarki PRLu przez kapitalistyczny zachód, który miał już wtedy nowego parobka w postaci Chińskiej Republiki Ludowej.

    OdpowiedzUsuń
  57. W 1988 roku Solidarność na negocjacjach w Magdalence wywalczyła indeksację płac o poziom inflacji. W warunkach gospodarki dystrybucyjnej oderwanej od pieniądza spowodowało to w ciągu pół roku wzrost inflacji z kilkunastu procent do poziomu 600 procent rocznie. Spadek wartości polskiej waluty stał się dramatyczny w sytuacji kiedy postulowano wprowadzenie wymienialności złotówki na waluty.
    Spadek wartości złotówki byłby korzystny nawet, ale gdyby wystąpił o 10 lat wcześniej, kiedy gierkowaska PRL produkowała i eksportowała.
    W 1988 Polska nadal była pod embargiem USA i jeszcze do 1991 czy 93 pod embargiem technologicznym (!). Eksport był mierny, produkcja na kraj czegokolwiek co zawierało wsad dewizowy podnosiła ceny - zaledwie do połowy cen zachodniej konkurencji, ale płace polskich konsumentów stanowiły 1/10 zachodnich.
    ...
    W ten sposób dochodzimy do naszej Diory WS-704 z około 1995-1997 roku. Wyrobu który zawierał technologie Sanyo (dwa układy STK 4481 i mikroprocesor sterujący, CD-player 502, to był monokit Phillipsa – Fonica w swoich CDF-001-103 stosowała monokity Sanyo i Sony, głowice ukf w odbiornikach Diory to również już wtedy Phillips).
    Nie mógł więc dla krajowego nabywcy być tak konkurencyjnym nabytkiem jak tej samej klasy Sanyo dla nabywcy np. niemieckiego. Mimo że reszta części wzmacniacza była krajowa – więc tańsza od zachodniej i dodatkowo „potaniona” maksymalnie, włącznie z tandetną plastikową obudową przednią. WS-704 miał już ładny srebrny kolor ale o pięć lat wcześniejsze modele serii SSL-500 (WS-502) obdarzone były ciekawym kolorem sraczki wątrobowej który miał naśladować modny wtedy brąz wyrobów Technicsa sprzedawanego w Polsce od dawna bo jeszcze w czasach PRLu przez sklepy Pewex. Potanienie konstrukcji skutkowało licznymi kompromisami. Przede wszystkim jednak wyroby nie były idiotoodporne i łatwiejsze do uszkodzenia. Stąd powszechny wtedy pogląd, że są kiepskiej jakości.
    W rzeczywistości były to produkty powszechnej wtedy na zachodzie klasy zwanej dzisiaj Low-Endem. Czyli wyroby konkurujące z najniższą cenowo półką w zachodnich marketach RTV-AGD. Dzisiaj w porównaniu z chińską konkurencją mogą się wydawać przyzwoicie wykonanym sprzętem, ale dzisiaj to one mają już 20 lat i zwyczajnie ich prawem jest się popsuć.
    ...
    Najbardziej zaawansowanym krajowym sprzętem grającym z końca lat 90-tych był zestaw Radmor 55XX. Wypuszczona w 1998 roku ostatnia wersja wzmacniacza A-5512B to już typowy plastik-fantastik, nie próbujący nawet udawać aluminium – przynajmniej dobrze ze czarny a nie szary jak w modelu A-5510.
    Zbudowany na najdroższym wtedy STK Sanyo i także z zagranicznym sterowaniem. Do tego CD-Player z 1-bitowym (modnym wtedy) przetwornikiem był przepakowanym Kenwoodem – także jakimś monokitem Sony lub Sanyo – obecnie praktycznie niemożliwym do serwisowania ze względu na wysoką cenę lasera Sony (poprzedni model CD Radmora był monokitem Phillipsa tak jak Diora). W 1995-96 roku zestaw ten – tak zwana wieża 5-elemntowa kosztował 3000zł. Płaca minimalna wynosiła wtedy 330 lub 360 złotych. (przed ubruttowieniem). To tak jakby dzisiaj sprzęt tego typu został wystawiony w sklepie za 13.000,- złotych.
    ...
    Na podsumowanie.
    Pojęcie - lepsze czy gorsze w odniesieniu do wyrobów konsumpcyjnych, praktycznie nie ma nic wspólnego z opinią na temat technologii wykonania. Zawsze jest wynikiem wielu zależności odnoszących się do wartości postrzeganej i ceny wystawionej przez sprzedawcę. Ta cena natomiast w odniesieniu do krajowej elektroniki końca lat 80-tych i początku 90-tych, a także wcześniejszej z lat 70-tych, wynikała z zależności koniecznych kosztów produkcji w odniesieniu do siły nabywczej konsumenta. Była wiec bardzo subiektywna.
    ...
    Rys historyczno-ekonomiczny może świadomym czytelnikom częściowo wyjaśnić obiektywne przyczyny.Natomiast nie usprawiedliwia tego co po 1989 roku uczyniono w Polsce z majątkiem. Doprowadzając do fizycznej likwidacji potencjału produkcyjnego. Za ten stan odpowiedzialni są konkretni politycy i przyjmowana przez nich ideologia korzystna dla nich i ich polityczno-gospodarczego zaplecza.

    OdpowiedzUsuń
  58. @Shaman "kontynuował politykę komunistów."
    Komunistów, czyli KOGO ? Jest w Polsce partia komunistyczna? A może takowa była przy władzy i prowadziła "taką politykę" - czyli jaką ?

    OdpowiedzUsuń
  59. @orjan „Kiedyś sprzęt grający w Europie miał najbardziej referencyjną normę niemiecką: DIN 44500 (o ile cyferki pamiętam) To było bardziej referencyjne niż wszystkie obecne HiEnd'y, czy jak się to nazywa.

    Otóż przynajmniej od końcówki lat 70, wybrany sprzęt Unitry osiągał te normy DIN 44500! Czyli nie było w sferze jakości nic lepszego, bo normy te były wyżyłowane do granic percepcji zmysłowej tzw. słuchu muzycznego.”
    ...
    Ta norma to norma Hi-Fi i nie każdy sprzęt Unitry pod koniec lat 70. spełniał tę normę.

    Teraz natomiast te normę spełnia każdy odtwarzacz mp3 i smartfon, o playerach CD nie wspominając bo one tę normę przekraczają z wielkim naddatkiem już od chwili ich wprowadzenia na rynek.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.