Bardzo dobry był też Szerubar

Ostatni raz jak interesowałem się piłką nożną na tyle, by wiedzieć, kto gra z kim i kiedy, to były jeszcze wczesne lata 80-te. Myślę, że mistrzostwa świata w roku 1982 jeszcze jakoś śledziłem, natomiast już cztery lata później – może przez to że akurat w tym czasie braliśmy ślub – swoją fascynację kibicowaniem miałem dawno za sobą. Czemu tak się stało. Uważam, że przez politykę. Napięcia na linii sport-polityka były tak silne, że ja po prostu uczciwie kibicować nie byłem już w stanie. W pewnym momencie – i przyznaję, że pewnie dużo za późno – pojawiła się świadomość, że dopóki polska drużyna – „nasi chłopcy”, „biało-czerwoni”, „nasze polskie orły” – będzie dalej odnosić sukcesy, nie mamy absolutnie na co liczyć.
Doszło do tego, że jak idzie o osoby publiczne, poza Jerzym Urbanem, który pozostawał oczywiście poza wszelką konkurencją, najbardziej nieznosiłem sportowych komentatorów, takich jak na przykład Dariusz Szpakowski. Doszło do tego, że kiedy już wreszcie pojawiła się szansa, że to wszystko ostatecznie szlag trafi, z utęsknieniem czekałem, jak będę mógł ujrzeć Urbana przed sądem, a tę całą bandę – żebrzącą na ulicy, z potłuczonymi garnuszkami w dłoniach. Jak wiemy dziś, zarówno jedni jak i drudzy, poradzili sobie fantastycznie.
Oba wczorajsze mecze oglądałem niemal w całości. Niemal, bo przyznaję, że pierwsza połowa pojedynku Polska-Grecja mnie ominęła. Oglądałem też trochę program przed meczem, kiedy to telewizyjni dziennikarze z zaproszonymi gośćmi, a więc Marcinem Dańcem i Zbigniewem Hołdysem tworzyli atmosferę narodowego święta, trochę wcześniej byłem w mieście za sprawami, przedzierając się wśród grupek już wtedy pijanych kibiców, udających się do tak zwanej Strefy Kibica pod katowickim Spodkiem, no a nieco później udałem się na pocztę wysłać parę obiecanych książek – jedyny moment w ciągu tygodnia, kiedy tam było kompletnie pusto – i jeszcze zrobić trochę zakupów. Później wróciłem do domu i już oglądałem wszystko do samego końca.
Jak mówię, piłką interesuję się w tym samym stopniu co wszystkim innym, a więc od okazji do okazji, natomiast są chwile, kiedy moje w tej mierze zainteresowanie sięga nieco wyżej i głębiej, niż zwykle. Stało się tak w drugiej połowie meczu Polska-Grecja. Otóż, jak wszyscy wiemy, najpierw polski bramkarz – dla wszystkich chętnych, by się ze mnie pośmiać, jaki to jestem głupi, niech będzie Szerubar – puścił bramkę, a następnie na polu karnym sfaulował zawodnika Grecji, za co dostał czerwoną kartkę, a Grecy szansę wyjścia na prowadzenie, którą z kolei odebrał im nasz rezerwowy bramkarz – tu znów ukłon w stronę rechoczącego towarzystwa – Tyrubar. Z tego co już wczoraj miałem okazję usłyszeć i przeczytać, a dziś tylko dla owych emocji znaleźć potwierdzenie, wynika, że Ogólnopolska Strefa Kibica za największego przegranego wczorajszego meczu uważa właśnie bramkarza Szerubara. Z tej oto przyczyny, że to przez niego nie wygraliśmy. lecz zaledwie uzyskaliśmy ów nędzny remis.
Otóż, nie mając absolutnie jakichkolwiek pretensji do bycia ekspertem, mam swoje oczy i swój rozum, i chciałem poinformować, że moim zdaniem, bramkarz Szerubar był bardzo dobry, natomiast pierwsza bramka została spowodowana kompletnym brakiem porozumienia między nim, a reszta obrony. Na polu karnym panował taki chaos, że nawet gdybyśmy zamiast Czerubara mieli Petra Czecha, czy samego Casillasa, ta bramka i tak by padla. Bramkarz nie jest jedyną osoba odpowiedzialną za to co się dzieje na przedpolu. Można wręcz powiedziec, że jest sobą za to odpowiedzialną w stopniu najmniejszym. A zatem dzisiejsze pyskowanie na Szerubara, jest co najmniej bezczelnością.
No ale pies drapał tę bramkę. Powiedzmy, że ja się nie znam i wina jest po stronie Szerubara. Nie ma jednak żadnej możliwości, żeby zgłaszać do niego pretensje o karnego i tę czerwoną kartkę. Uważam że trzeba być kompletnie ślepym i pozbawionym rozumu, żeby nie widzieć zasług jaką własnie polski bramkarz ma dla tego remisu. Gdyby on, w sytuacji, kiedy to, dzięki postawie polskiej obrony, grecki napastnik wychodził na najczystszą z możliwych pozycję, go nie sfaulował – mielibyśmy nie 1-1, ale 1-2, a niewykluczone, że Grecy, niesieni sukcesem, wlepili by nam jeszcze jedną bramkę, albo dwie, i byliby dziś Grecy bohaterami otwarcia Mistrzostw w takim samym niemal stopniu co Rosjanie, po swoim zwycięstwie nad Czechami. No może nie dokładnie w tym samym. W końcu, Czesi to jednak nie Polska.
A więc, z mojego nędznego piłkarskiego kącika, mam apel prawdziwych kibiców: Odpieprzcie się od Szerubara. Bo to dzięki niemu udało nam się utrzymać ten nędzny remis. I tylko dzięki niemu. Zamiast tego, proszę sobie przypomnieć obraz naszego prezydenta, siedzącego na trybunach, obok Platiniego i Janukowycza, z tą świadomością, że przeznaczona dla niego oryginalnie loża została zajęta przez jakiegoś Moskala o nazwisku, którego szczęśliwie akurat nie umiem sobie przypomnieć, z towarzystwem bez nazwisk. Bo to jest to coś, co powinno nam wypełniać nasze emocje od rana do wieczora. A nie kawałek nadmuchanej skóry.

A zatem, oni się bawią, a my jakoś staramy się żyć. W tej sytuacji, nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić do kupowania książek i wspierania tego bloga pod podanym obok numerem konta. Dziękuję.

Komentarze

  1. O bramkę na 1:1 można mieć do Szerubara pretensje, wyszedł tak, że Grek go do piłki wyprzedził i miał praktycznie pustą bramkę. Nasz obrońca jeszcze mu trochę przeszkodził, ale nie wystarczająco. Ale obrona oczywiście też zawiniła. W tym zamieszaniu Szerubarowi trudno było podjąć dobrą decyzję. Jak bramkarz widzi, że może liczyć tylko na siebie, to tak się to czasem kończy, no ale nie zmienia to faktu, że podjął decyzję złą.
    A co do sytuacji z karnym to zgadzam się całkowicie. Szerubar wyszedł dokładnie tak jak powinien wyjść. Nie można mieć doń żadnych pretensji.
    A co do prezydenta, to podobno w strefie kibica w Warszawie jak tylko Komorowski pojawił się na telebimie rozległo się gromkie "Bronek matole..."

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. @Sizar
    Mam nadzieję, że to nie jest tylko plotka.

    OdpowiedzUsuń
  3. No tak, "oni się bawią, a my jakoś staramy się żyć"... Posłuchajcie, proszę, prawdziwej Damy:http://solidarni2010.pl/n,3439,8,ewa-kochanowska-kazde-miejsce-i-czas-jest-dobry-zeby-dochodzic-prawdy.html

    OdpowiedzUsuń
  4. @Eliza
    Świetne. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy Rafał Trzaskowski zaprosi Miley Cyrus na uroczyste otwarcie nowej oczyszczalni ścieków?

"Für Deutschland", czyli o metodzie skutecznego uprawiania polityki

A więc Trump, czyli białe Święta?