piątek, 22 czerwca 2012

O zabójczej szkodliwości palenia marihuany

Zarówno ze względu na rangę samego wydarzenia, ale też osobę jego bohaterki, większość z nas może sprawy nie znać, a wręcz uważać ją za nieinteresującą, jednak sądzę, że warto wspomnieć o pewnym incydencie, do jakiego doszło niedawno w jednym z programów TVP. Otóż podczas jednej z wielu ostatnio rozmów na temat nieszkodliwości palenia marihuany i konieczności owego procederu legalizacji, zaproszony do studia lekarz, wzburzony atmosferą zabawy, jaka się w miarę trwania programu wytworzyła w studio, rzucił w stronę prowadzącej program Agnieszki Szulim, że on osobiście uważa za skandal, że dziennikarka telewizyjna bez cienia wstydu publicznie przyznaje, że od 15 lat pali marihuanę.
Sam program zorganizowany był w klasyczny sposób. Otóż z jednej strony siedziała owa Szulim i jej telewizyjny kolega, a z drugiej sprowadzony do studia narkoman na wózku i wspomniany wcześniej lekarz, no i wszyscy po kolei mówili swoje. A zatem narkoman twierdził, że jemu marihuana bardzo dobrze służy, i on ją wręcz traktuje jak lekarstwo na swoją chorobę, lekarz dowodził, że nawet jeśli jemu służy, to dziesięciu innym szkodzi, natomiast owa Szulim i jej kumpel na zmianę albo chichotali, albo z wymuszoną powagą przekonywali, że marihuana to nie narkotyk i apelowali do lekarza, by tak bardzo znowu nie przesadzał. No i w pewnym momencie ten nie wytrzymał i owej Szulim nawrzucał, że niech ona nie udaje tak strasznie obiektywnej, bo sama mu przed programem przyznała, że osobiście jest od marihuany ciężko uzależniona, i że jego zdaniem powinna się wstydzić. Oczywiście, ona natychmiast zrobiła bardzo zdziwioną buzię i zaczęła udawać, że nic sobie takiego nie przypomina, że jemu się musiało coś pomylić, i że ona w ogóle nie wie o co chodzi. No i zrobiła się awantura, i tylko człowiek na wózku niezmiennie błogo się uśmiechał.
A ja się tylko zastanawiam, dlaczego ta Szulim w ogóle temu lekarzowi powiedziała o swojej słabości? Czemu ona osobie zupełnie przecież obcej, w dodatku w oczywisty sposób wrogo nastawionej do pomysłu legalizacji marihuany, przyznała się od czegoś tak jednak kontrowersyjnego? Domyślam się, że zanim włączono kamery, musiała tam już się przetoczyć jakaś wstępna dyskusja, no i to wtedy najwidoczniej puściły jej nerwy. I to wtedy ona zapewne rzuciła coś w stylu: „A ja, niech pan sobie wyobrazi, palę regularnie od 15 lat, i mam się świetnie”. No ale, mimo wszystko, czemu ona mu to powiedziała? Pozostaje to zagadką, nawet jeśli uwzględnimy fakt, że na tę Szulim wystarczy spojrzeć, by wiedzieć, że jest ona osobą szczerą w stopniu szczególnym. Czemu mianowicie ona nie potrafiła się powstrzymać?
W najświeższym wydaniu tygodnika „Uważam Rze”, wśród najróżniejszych niezwykle ważnych tekstów na temat równie niezwykle ważnych kwestii, jest też artykuł Krzysztofa Feusette o piosenkarce Korze Ostrowskiej i wypadku jaki się jej przydarzył ostatnio własnie z marihuaną. Tekst Feusette ilustrowany jest zdjęciem Kamila Sipowicza, znanego głównie z tego, że jest owej Kory konkubentem. Na wspomnianym zdjęciu Sipowicz stoi z charakterystycznym szerokim uśmiechem na twarzy, a w ręku trzyma wydaną właśnie przez siebie książkę zatytułowaną „Czy marihuana jest z konopi?” Nie mam oczywiście pojęcia, o czym dokładnie jest książka Sipowicza, ale dzięki samemu tytułowi domyślam się, że o marihuanie i o tych wszystkich bałwanach, którzy nie mają pojęcia, jaka ta marihuana jest fajna i zdrowa. Ale wiem coś jeszcze. Skoro Sipowicz postanowił na ten temat wydać całą książkę, musi to oznaczać, że dla niego – podobnie jak dla wspomnianej wcześniej Agnieszki Szulim – kwestia ta jest dość podstawowa.
Nie jest oczywiście tak, że ja bardzo uważnie śledzę wypowiedzi najróżniejszych gwiazd polskiej estrady i w ogóle kultury popularnej, ale mam tu doświadczenie wystarczająco duże, by móc stwierdzić, że dla wielu z nich słowo „marihuana” stosunkowo często funkcjonuje jako swego rodzaju klucz, nie tylko do nawiązania rozmowy, ale wręcz do rozmowy tej kontynuowania. Nie mogłem nie zauważyć, że, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z autorem książek, czy aktorem, czy piosenkarzem, czy jakąś gwiazdką z telewizji, wcale nierzadko wielu z nich nie może się powstrzymać, żeby do swojej wypowiedzi dorzucić choćby tylko jakąś aluzję dotyczącą marihuany. I znów powstaje pytanie, czemu oni to robią? Czemu nie potrafią trzymać języka za zębami?
Popatrzmy na tę Korę. Pyta ją dziennikarz, czy ona lubi alkohol? A ona, zamiast odpowiedzieć, że tak, lub nie, że lubi białe wino, albo że nie lubi wódki, zaczyna się przebiegle uśmiechać i opowiada o tym, że ona w ogóle nie pije, bo alkohol jest niezdrowy. Że ona lubi zupę grzybową. Szczególnie na przyjęciach. I to mrugnięcie, że wy wiecie i ja wiem. „I mamy trochę kataru, jeśli wiesz o czym ja mówię”, że zacytuje mojego ulubionego artystę rockowego Kazika.
Któryś z dziennikarzy przeprowadza wywiad z młodym muzykiem, czy autorem książek, pyta go o inspiracje, a ten, jakby już nie mógł się doczekać, zaczyna się wiercić i wszystkich informuje, że dla niego największą inspiracją jest zieleń traw, albo zapach ziół. He, he…
Czemu oni nie mogą się powstrzymać? Pozwolę sobie na pewne wspomnienie. Otóż dawno, dawno temu pewien do dziś bliski mój bardzo kolega był uzależniony od marihuany. Był to przełom lat 70. i 80., i wówczas jeszcze ten problem nie istniał. Wiadomo było, że niektórzy palą, i że skądś te liście biorą, i choć oczywiście wiadomo było, że sprawa nie jest do końca czysta, wokół tej marihuany szczególnie ciężkiej atmosfery nie było. Mój kumpel marihuanę palił dzień w dzień. Marihuana wypełniała jego życie w stopniu niemal kompletnym, a przez to, że byliśmy zaprzyjaźnieni bardzo, a ja wówczas mieszkałem już zupełnie sam, również moje mieszkanie było wciąż wypełnione tym dymem i tym zapachem. Co jednak z naszego punktu widzenia w tym najciekawsze, to fakt, że w pewnym momencie doszło do tego, że marihuana stała się jedynym tematem na jaki można było liczyć. On przychodził, stawał w drzwiach i od początku się uśmiechał, mrugał i wykonywał znaczące gesty. Następnie wchodził do pokoju, zapałał skręta, zakładał na uszy słuchawki, puszczał bardzo głośno muzykę i się już tak samotnie kołysał. No i palił. Palił, palił, palił, potem wstawał i szedł do domu. Pamiętam, że w pewnym momencie autentycznie doszło do tego, że myśmy ze sobą przestali rozmawiać. On siedział w jednym pokoju, słuchał muzyki, uśmiechał się i dymił, a ja w drugim oglądałem telewizję. To, jeśli ta marihuana była. Jeśli natomiast jej z jakiegoś powodu nie było, on praktycznie potrafił wypowiedzieć tylko jedno zdanie: „Masz coś?” No i to mrugniecie. Ja na to odpowiadałem, że mam flaszkę, na co on się przebiegle uśmiechał i odpowiadał: „No, wiesz? Stary! Ja mówię poważnie”. Jak długo to trwało? Dziś już tego nie pamiętam, ale parę lat. Później mu to w sposób chyba zupełnie naturalny przeszło, co by świadczyło chyba tylko o tym, że jeśli ta marihuana jest zaledwie początkiem i końcem, można z siebie robić idiotę zupełnie bez jakiś gorszących konsekwencji. Inna sprawa, że akurat miałem też innego kolegę, dla którego to był zaledwie początek. Myślę, że on dziś już nie żyje. W każdym razie, kiedy go widziałem ostatnio wyglądał tak jakby mu zostało zaledwie parę tygodni.
Patrzę dziś na tę wspomnianą na początku Szulim, na tego człowieka na wózku, na piosenkarkę Korę, na Sipowicza i na całą masę różnych celebrytów, a ostatnio też polityków, i uważam – powiem, więcej, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości – że oni są dziś dokładnie w takim stanie, w jakim był wtedy ów mój kumpel. Tyle że niewykluczone, że w jeszcze gorszym, jak się weźmie pod uwagę, że, jak krążą słuchy, to co teraz jest na rynku to żadne konopie, ale w dużym stopniu jakaś ciężka chemia. A więc to „zioło” jest ich całym życiem. Całym. Patrzę na zdjęcie Kamila Sipowicza w ostatnim „Uważam Rze”, i jestem absolutnie pewien, że on na tym zdjęciu jest zwyczajnie nieprzytomny.
Wczoraj dotarła do nas informacja, że ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych skierowało do Polski protest przeciwko kolejnemu występowi duetu Wojewódzki – Figurski. Wedle doniesień, cała ukraińska prasa oburzona pisze dziś o tym, jak to Wojewódzki z Figurskim potraktowali ich kraj. Nie wiem, czy sytuacja jest dokładnie tak dramatyczna, jak to przedstawiono, bo znam tylko reakcję Wirtualnej Polski, ale wygląda na to, że w swoim radiowym programie obaj ci komicy zasugerowali, że Ukrainki to kurwy, w dodatku tak brzydkie, że nawet nie ma jak ich gwałcić. No i ja się znów zastanawiam, czemu oni to zrobili? Ja wiem, że są sytuacje kiedy chodzi już tylko o to, żeby się śmiać, i to śmiać możliwie najgłośniej, jednak mimo to, się dziwię. I wcale niekoniecznie chodzi mi o to, że Wojewódzki z Figurskim powinni wiedzieć, jaka by była polska reakcja w analogicznej sytuacji, a więc gdyby to na przykład jacyś ukraińscy wesołkowie w ten sposób potraktowali polskie dziewczyny, bo zakładam, że oni na przykład w ogóle nie czują tu żadnej niestosowności. W końcu może być tak, ze dla nich kurwa to kurwa, i nie ma co się szczypać.
Mnie tu bardziej zastanawia biznesowy wymiar całej tej historii. Otóż, jak wiemy, obaj ci panowie mają otwartą sprawę w sprawie znieważenia pewnego obywatela o hinduskim pochodzeniu, i wygląda na to, że sprawa ta jest dość poważna. Wydawałoby się więc, że oni powinni wykazać choćby minimalny instynkt samozachowawczy, choć na pewien czas się zamknąć i ewentualnie swój bicz satyry skrócić do gnojenia ojca Rydzyka i Jarosława Kaczyńskiego. Tymczasem mamy to Euro, cała Polska w stanie podwyższonej histerii, że jacy to z nas Europejczycy, jakie piękne mamy stadiony, jak nas wszyscy kochają, samochody jeżdżą wciąż z tymi chorągiewkami, portal TVN24 nie zajmuje się praktycznie niczym innym, jak cytowaniem zagranicznych opinii na temat polskiej gościnności, a tych dwóch baranów dostaje śmiechawy w związku z tym, że Ukrainki to kurwy. I to kurwy brzydkie. Czemu???
Otóż jedyne co mi przychodzi do głowy to myśl, że obaj ci gwiazdorzy, czyli Jakub Wojewódzki i Michał Figurski są zwyczajnie i regularnie zaćpani, i to zaćpani mocno. Inaczej mówiąc, oni są od rana do wieczora upaleni, i nie są już w stanie reagować na rzeczywistość inaczej niż pod kątem tego co ich śmieszy. Jak wiemy, ich radiowy program jest filmowany, a następnie prezentowany choćby na youtubie, i nie widać tam, by oni akurat coś palili. Natomiast ja mam bardzo mocne podejrzenie, że oni już wchodząc do tego studia są kompletnie załatwieni. I to wszystko stąd.
Nie wiem, jakie będą konsekwencje wspomnianego incydentu. Niewykluczone, że, jak wiele innych tego typu przygód, i ta rozejdzie się po kościach. Że szefowie obu panów, wspomniani tu już niedawno Bisiorek i ten drugi, którego nazwiska akurat nie pamiętam, też są ciężko w to palenie marihuany wciągnięci, i – podobnie jak to było w przypadku Alvina Gajadhura – nic z tego co się stało nie zrozumieją. Może być też tak, że zarówno Figurski jak i Wojewódzki wcale nie są aż tak otępiali, że oni świetnie wiedzą, co im wolno, a co jest już niebezpieczne, tylko ja, głupi, się tu niepotrzebnie podniecam. Różnie może być. Mam jednak nadzieję co do jednego. Że jednak to co się właśnie stało, sprawi przynajmniej, że dyskusja na temat perspektyw legalizacji marihuany poszerzy się o dodatkowy argument. Szlag trafił tych dwóch. W końcu sytuacja, jak wiemy, może się rozwinąć w kierunkach całkowicie dziś nieprzewidywalnych, natomiast jak idzie o rozstrzygnięcia doraźne – to by było coś z całą pewnością korzystnego dla nas wszystkich.

Przypominam, że już w najbliższy wtorek o godzinie 19.00, w Poznaniu u Karmelitów na ulicy Działowej, odbędzie się spotkanie zorganizowane przez redakcję „Zeszytów Karmelitańskich”, z udziałem dwóch wybitnych blogerów Toyaha i Coryllusa. Oczywiście jakoś tam dojadę, co nie zmienia faktu, że gdybym już teraz miał za co, a nie mam, czułbym się znacznie lepiej. Proszę więc niezmiennie o wspomaganie tego bloga pod podanym numerem konta. Dziękuję.

7 komentarzy:

  1. @Toyah
    Tak się zastanawiałem jakiś czas temu czy podejmiesz ten temat Szulimowej. Dziś więc to nastapiło w kontekscie nieco szerszym. Co do Twoich pytań o motywy wyznań naszych ukrainek i ukraińców, to myślę, że to typowe wołanie o pomoc. Taki gest rozpaczy w sytuacji kompletnej beznadzieji. Jeżeliby tak istotnie było, to oznaczałoby, że jakieś tam u nich grające struny pozostały, sumienie nie wykrzywione do cna i instynkt samozachowawczy jeszcze pozostał. Ale czy tak jest? Czy może idealizuję i to jest tylko moje myślenie życzeniowe? Mnie zaś jeszcze zastanawia postawa ich pryncypałów, tych bezpośrednich. Sprawy Szulim nie śledziłem zbyt pilnie, ale jak wiem, to ona została zawieszona w prowadzeniu tej nędzy z rana przez Alicję Resich-Modlińską, czyli osobę, która jest modelowym przykładem człowieka naszej transformacji, o którym tu przecież nierzadko piszemy. Jak długo trwało to zawieszenie to nie wiem, dość powiedzieć, że ja tę ujaraną kobietę widziałem ostatnio w tym porannym paśmie. Jej towarzyszem był Tomasz Kammel(do 2004r. Tomasz Kamel, zatem jakby mu z Kutzem po drodze), człowiek również po jakiejs banicji w TVP po tym jak jego kobita kręciła lody organizując jakieś szkolenia w tej państwowej spółce. Zatem Jacek i Agatka/ Maja i Gucio. I ja teraz nie wiem jakie było uzasadnienie tego jej powrotu. Czy Resichowa w ogóle miała ochotę to tłumaczyć, czy zadzwoniła po prostu do tej Szulimowej któregoś wieczora i rzuciła: "Przyjdz rano do fabryki. Tylko ogarnij sie jakoś przed wejściem". Nie wykluczam takiego scenariusza. A żeby to jakoś sprawdzić przez Googla, to powiem Ci, że się boję. Bo jeszcze pewnie by mi bardziej ręce opadli...I ten mechanizm jest jak widać juz permanentny i coraz mniej rumieńców na ich licah przy tego typu sprawach. Komunikat od Resichowych, Bisiorków idzie jasny: "Całujcie nas w dupę!" , o czym zresztą pisałeś już wczoraj. Co zas tyczy się ewentualnej interwencji dyplomatycznej MSZ Ukrainy oraz może drogi sadowej w tej sprawie przeciw tym dwóm pajacom, to jestem całkowicie przekonany, że w temacie kurew z Ukrainy oraz rozpoznania ich walorów estetycznych, pełnomocnikiem powoda będzie kancelaria radcy Weroniki Marczuk.

    OdpowiedzUsuń
  2. @zawiślak
    Co do Ukraińców, mnie bardzo zaimponowali ich piłkarze, że podczas grania Hymnu, trzymali dłonie na sercu. To by świadczyło o tym, że oni nie żartują.
    Co do Marczuk, sprawa wyglądałaby prosto. Ugoda.

    OdpowiedzUsuń
  3. Narkotyki są zasadniczo szkodliwe - podobnie alkohol, czy papierosy.
    ale ich szkodliwość jest nieznaczna w porównaniu z konsekwencjami wojny z narkotykami!
    Mówimy o bilionach zmarnowanych dolarów, wyrzuconych na potrzeby dostarczenia policjom całego świata nowoczesnego sprzętu, broni, pojazdów, opłacenia konfidentów, tajnych agentów... a to potem i tak wszystko służy poza "wojnie z narkotykami" również inwigilacji i kontroli nad resztą społeczeństwa.

    A wszystkie te ofiary wojen gangów?
    widać matolstwa żadna historia niczego nie uczy - przerabialiśmy to podczas prohibicji - dziś już nikt nie strzela do sklepikarza handlującego piwem czy wódką. Cała ta patologia znikła by gdyby "wojnę z narkotykami" po prostu zakończyć!

    OdpowiedzUsuń
  4. @ makroman
    Czyli gdyby to od Ciebie zależało, cały ten biznes byś zalegalizował, tak? I wziąłbyś na siebie wszelką odpowiedzialność, tak? Okay.

    OdpowiedzUsuń
  5. A czy wóda jest legalna? A spustoszenia w mózgu i życiu robi generalnie większe niż najsilniejsze nawet narkotyki.

    A odpowiedzialność to każdy powinien brać za siebie i swoje wybory - natomiast gdybym miał tę możliwość to przenigdy nie wziął bym na siebie odpowiedzialności za wspomaganie mafii.

    OdpowiedzUsuń
  6. 1. Kora nazywa się Jackowska, a nie Ostrowska. Ostrowska to ta pani z Lombardu.
    2. A może wspomniani komicy są cały czas na cyku i jest to dodatkowy argument w dyskusji o delegalizacji alkoholu?
    3. Trawka tak jak i alkohol- jednych uzależnia, innych nie. Ja w każdym razie wolałbym bardziej żyć pod jednym dachem z nałogowym palaczem, niż alkoholikiem.

    OdpowiedzUsuń
  7. @poruszały
    Kora jako panna była Ostrowska. Ja to wiem, Ty nie. Jak zawsze.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.