niedziela, 7 października 2018

O ludziach, ludziach i ludziach


       Kiedy zaczynałem wrzucać te teksty do Szkoły Nawigatorów, poprosił mnie Coryllus, żeby pisać codziennie i ja się naturalnie tej prośbie podporządkowałem. Łatwo zresztą można to sprawdzić w statystykach tego bloga. Lata 2015-2017 to są właśnie teksty pisane niemal każdego dnia. Przyznam jednak szczerze, że miałem z tym pewien kłopot. Otóż, jak się dowiedziałem od Czytelników, wielu z nich zwyczajnie z czytaniem nie nadążało, a ja też nie bardzo miałem ochotę zasypywać ich kolejnymi notkami. No ale jakoś się trzymałem. Teraz, kiedy z publikowania w Szkole Nawigatorów zrezygnowałem, mam plan by nieco zwolnić. Nie jakoś radykalnie, no ale przynajmniej dać od siebie odpocząć w weekendy, a już zwłaszcza w niedzielę. Dziś więc, jeśli jednak piszę, to głównie po to, by o tym poinformować, a żeby tak zupełnie nic nie zostawić, to bardzo króciótko chciałbym pociągnąć wczorajszy temat tego cudaczka przebranego za diabła.
      Otóż proszę sobie wyobrazić, że na rozmowę, która stała się powodem mojej refleksji zareagował nie kto inny, jak „Newsweek” i tekstem niejakiego Kamila Fejfera, Adama Darskiego zwyczajnie wbił w grunt. Dziwne to bardzo, ale fakt pozostaje faktem. Ten wybuch idiotyzmu zdenerwował nie tylko samego Szefa, ale również towarzystwo, które takich jak Darski otacza tu na Ziemi szczczególną opieką. Ja wiem, że większość z nas niechętnie korzysta z tego typu linków – sam zresztą niemal nigdy ich nie otwieram – niemniej bardzo, bardzo zachęcam.
      A żeby sprawę jakoś podsumować, chciałbym wrzucić tu fragment z konferencji prasowej mojego ulubionego piłkarskiego trenera, Jurgena Kloppa, zaledwie z wczoraj. Bardzo w temacie.
„Jestem szczerze przekonany, że to co jest najważniejsze w futbolu, to dostarczanie ludziom rozrywki. Bo to jest tylko futbol. Nie robimy niczego więcej. Nie wybawiamy ludzi od śmierci. Nie dajemy życia. Nie stwarzamy niczego nowego. Nie jesteśmy znakomitymi chirurgami. My tylko dobrze gramy w piłkę. A zatem, gdyby nie chodziło tylko o piłkę, po co się w ogóle w to angażować? Natomiast to jest zawsze ciężka praca. Nawet jeśli chodzi tylko o rozrywkę”.
      Oto człowiek.


sobota, 6 października 2018

O tym jak Adam Darski przewrócił Antona LaVeya w grobie


       Wbrew popularnej opinii, w żaden sposób nie jest tak, że ja się interesuję satanizmem. Owszem, mam na niego oko, ale nie jest to oko badacza, lecz zaledwie kogoś, kto nie lubi być zaskakiwany, a już zwłaszcza zaskakiwany przez kogoś o bardzo wypielęgnowanych paznokciach i licznych językach. Wystarczyło mi jednak to oko i niekiedy też ucho, by najpierw zauważyć, a potem też znaleźć odpowiednie oficjalne potwierdzenie, że mamy dwa rodzaje tego samego satanizmu, a więc z jednej strony satanizm teistyczny, a więc wulgarny, a więc taki który głosi chwałę Szatana takiego, jakiego znamy z ikonografii chrześcijańskiej, a więc paskudnej koziej mordy z rogami, a z drugie satanizm ateistyczny, zwany inaczej satanizmem laveyańskim, gdzie Diabła jako takiego podobnie jak zresztą Boga, nie ma, a chodzi głównie o głoszenie filozofii życia opartej na rachunku zysków i strat, gdzie zyskiem jest przyjemność, a stratą jej brak. I tyle. Konsekwentnie więc, owi wulgarni sataniści paradują ubrani na czarno, noszą na szyi odwrócone krzyże, regularnie uczestniczą w jakichś mrocznych rytuałach, w skrajnych przypadkach urywają głowy kotom, lub ewentualnie swoim rodzicom. Inaczej, sataniści laveyańscy często wyglądają jak normalni ludzie, prowadzą życie podobne do naszego, tyle że oczywiście nie wierzą w nic, włącznie z tak zwanymi „wartościami humanistycznymi”. Owi ateistyczni sataniści, w odróżnieniu od zwykłych ateistów, jeśli nie kradną, nie oszukują i nie zabijają, to nie dlatego, że ich zdaniem tak czynić nie wypada, ale przez ów rachunek zysków i strat, a zatem czerpanie z życia jest u nich ściśle związane z bardzo intensywną pracą umysłową, choćby związaną ze studiowaniem pism ich mistrza, LaVeya.  I dlatego też można w pewnym uproszczeniu powiedzieć, że podczas gdy sataniści teistyczni to banda durniów, ci drudzy, to już są bardzo poważni intelektualiści.
      Zacząłem od tego, że na satanizmie się praktycznie znam, i to jest oczywiście fakt. Natomiast z pewnością nie jest tak, że ja ich, tych satanistów, to tu to tam nie rozpoznaję. Na przykład doskonale ich rozpoznałem parę lat temu, gdy próbowali przejąć parę krakowskich kościołów. Rozpoznałem ich też wtedy, gdy pewna dziewczynka spod Białej Podlaskiej, wraz ze swoim kolegą, zamordowali tego chłopaka rodziców. Zauważyłem ich też wtedy, gdy pewien kolega zwrócił mi uwagę na internetowy projekt pod tytułem „Kraina Grzybów”. I pewnie byłbym bardzo skory do tego, by dołączyć do tego towarzystwa muzyczny projekt pod nazwą Behemoth, gdyby nie fakt, że tu akurat nie mam do końca pewności, czy mamy do czynienia z autentycznym ateistycznym satanizmem, czy ze zwykłym zaledwie ateizmem, który próbuje na satanizmie robić pieniądze.
        Poświęciłem temu niezwykłemu zjawisku rozdział w swojej książce o muzyce, ale też parę razy wspomnialem o nim tu na blogu, i za każdym razem dochodziłem do wniosku, że wszystko to stanowi zwykły przekręt, gdzie ten cały Behemoth to jest zwykły biznes uprawiany przez paru dziś już w sile wieku facetów, którzy uważają, że Boga nie ma, natomiast jest dość duża grupa pobłądzonych dzieci, które gotowe są na wiele, by przynajmniej spróbować usłyszeć ten syk, i z nich da się dobrze wyżyć. Były to jednak tylko domysły, natomiast dziś, zupełnie niespodziewanie, otrzymałem bezpośredni dowód na to, że moje początkowe diagnozy były jak najbardziej słuszne. Zanim jednak przejdę do sedna, chciałby wrócić do pewnego zdarzenia sprzed lat, o którym pisałem tu na tym blogu, a mianowicie o rozmowie jaką dla telewizji TVN24 z liderem wspomnianego Behemotha, Adamem Darskim, wystepującym pod ksywą Nergal, przeprowadziła dziennikarka Małgorzata Domagalik. Otóż mieliśmy naprzeciwko siebie tę Domagalik oraz tego piosenkarza i już po paru minutach można było odnieść wrażenie, że jeśli ktoś nie zainterweniuje, Domagalik nie wytrzyma, wskoczy Nergalowi na kolana i go zwyczajnie zgwałci. Czemu tak? A to temu, że Nergal – choć oczywiście opowiadał wyłącznie o tym, że panem świata jest Zły nr1 – był przystojny, szarmancki, grzeczny, inteligentny, dowcipny i w pewnym momencie miedzy nim, a dziennikarką stacji powstała przestrzeń, gdzie ona już nie była w stanie sobie radzić.
      Krótko potem, zarządzający stacją Domagalik usunęli, natomiast ja wciąż pamiętam tamtą rozmowę i to co sobie wówczas pomyślałem: czy ów Nergal to jest jedynie cwany biznesmen, czy może ci sataniści są faktycznie tacy zdolni? Odpowiedź otrzymałem parę dni temu i chętnią ją tu przekażę.
     Otóż zespół Behemoth wydał nową płytę i kupił sobie w związku z tym trasę po najróżniejszych mediach. Rozmowy z owym Darskim przeprowadziły liczne internetowe portale, z których zapamiętałem tvn24.pl, onet.pl, czy wirtualnapolska.pl i on wszędzie trzyma ten sam fason, czyli pozostaje uprzejmym, inteligentnym, wykształconym zapewne człowiekiem, który zna takie słowa jak „de facto” oraz „quasi”, jednak w przypadku rozmowy z Onetem dochodzi do zdarzenia, którego ja osobiście nie jestem w stanie wyjaśnić inaczej niż w sposób, który zaproponowałem w pierwszej kolejności. Proszę sobie zatem wyobrazić, że mamy owego Darskiego, zdeklarowanego ateistę, zdolnego muzyka, lidera – tu przepraszam wszystkich ale muszę to powiedzieć – naprawdę znakomitego black metalowego zespołu, który konsekwentnie i niezmiennie prezentuje się, jako klasyczny oświecony satanista, którego zainteresowania i emocje pozostają w wymiarze, którego, my, zwykli, zanurzeni w bieżącej polityce ludkowie nie jesteśmy w stanie dotknąć, ni stąd ni z owąd zaczyna wygłaszać następujące słowa:
(Tu drobna uwaga. Otóż w swojej wypowiedzi ów Darski nieustannie używa słów uważanych powszechnie za wulgarne, które Onet konsekwentnie wykropkowuje, a co ja uważam za wyjątkowy rodzaj zakłamania. Cóż to bowiem ma kurwa znaczyć, że akurat ten przekaz ma być w jakikolwiek sposób cenzurowany? Darski mówi, że niech kurwa żyje zło, a my się czepiamy tej kurwy? Przepraszam bardzo, ale na mnie tu proszę nie liczyć. Wszystko będzie tak jak leci w oryginale).
      „Powtórzę coś, co już przy okazji jakiejś batalii sądowej mówiłem: Drogie państwo, drodzy decydenci, droga autorytarna władzo - jestem artystą, który ciężko i uczciwie pracuje. Żadnym Dyzmą. Od 30 lat zapieprzam na to, co mam, a mój status na świecie jest niepodważalny. Ja nawet nie pracuję, ja zapierdalam. I zarabiam pieniądze, które przywożę do Polski, ponieważ to w Polsce zarejestrowana jest spółka Behemoth.       
       Zostawiam w tym kraju rocznie setki tysięcy złotych, które wy oczywiście z otwartymi rękoma przyjmujecie i rozdajecie darmozjadom. Dajecie im po 500 zł, żeby się, kurwa, rozmnażali, by sami bezmyślni ludzie powiększali wasz elektorat, przedłużając waszą kadencję. To jest skandal i ja się na to nie zgadzam.
       Jesteśmy na jakimś tam etapie przenoszenia naszych podmiotów za granicę. Wolę płacić podatki w Wielkiej Brytanii czy w Czechach, gdzie, wydaje mi się, dużo rozsądniej podchodzi się do wielu rzeczy. Większość naszych dochodów zostawiamy w Polsce, ale dużo lepiej byśmy się czuli, wiedząc, że władza jest mądra i wie, co zrobić z tymi pieniędzmi, zamiast rozdawać je nierobom. A to się dzieje od początku kadencji PiS. I to mnie wkurwia przemożnie. Dostaję białej gorączki, jak tym myślę, bo tego szczerze i z całego serca, kurwa, nienawidzę.
      Jeżeli przyjmujecie ode mnie te pieniądze, to ja żądam od aparatu państwowego, żeby mnie chronił przed sobą samym, przed pseudopolitykami, domorosłymi rycerzami walczącymi z sektami i przed innymi kuriozami. Bo inaczej ich nazwać nie można. I żeby dali mi spokojnie wykonywać moją pracę. Nie zgadzacie się z tym, co mówię i co robię, to się nie zgadzajcie, ale dajcie mi pracować. Ja też się z wami nie zgadzam. I was nie cierpię z całego serca, ale nie napierdalam kamieniem w Pałac Prezydencki. Żyjemy w państwie pluralistycznym, mam więc prawo mówić, że nie cierpię władzy i że prezydent Duda nie jest moim prezydentem. Dni jego, jak i PiS-u, są policzone i to jest oczywiste, bo tak znienawidzonej władzy i tak spolaryzowanej opinii w polskim społeczeństwie nie było od czasów komuny. […]
      Wkurwia mnie, że przez coś takiego w wielu miejscach nie możemy zagrać. Życzyłbym sobie, żeby sztuka - a muzyka jest jedną ze sztuk - była apolityczna. Sam się na polityce nie znam, ale pewne rzeczy odczuwam i widzę. Dlatego o tym głośno mówię. Mówię, ponieważ mnie to dotyka, uderza i blokuje. Ale, paradoksalnie, im bardziej czuję tę pisowską siłę, z tym większym wkurwieniem oddaję w drugą stronę”.
      I to ma być pierwszy satanista III RP? I to jeszcze ten od LaVeya? O co tu kurwa pretensje? Że ktoś sobie kurwa robi dobrze? Przepraszam bardzo, ale to ja już wolę Schuering Wielgus. Ta przynajmniej to też satanistka, ale robi wrażenie zdecydowanie bardziej zrównoważonej.

Zachęcam wszystkich do kupowania moich książek. Do nabycia w księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl oraz tu u mnie. Email: k.osiejuk@gmail.com.


       
    

piątek, 5 października 2018

Kłamstwo ich wyzwoli


Mamy piątek, w piątek ukazuje się kolejny numer tygodnika „Warszawska Gazeta”, a w nim kolejny mój felieton. Ja wiem, że wypadałoby może jeszcze poczekać, ale ponieważ, nomen omen, diabli wiedzą, czy jutro ktoś jeszcze będzie pamiętał o tym filmie, już dziś zachęcam do czytania.     


       Miałem nadzieję, że nie będę musiał zabierać głosu w sprawie filmu Wojciecha Smarzowskiego pod tytułem „Kler”, jednak dwie rzeczy sprawiły, że nie mam wyjścia. Otóż przede wszystkim trafiłem na youtubie na wypowiedź nieznanego mi księdza o nazwisku Barańczak, który obejrzał ów film i podzielił się z nami refleksją, którą pozwolę sobie sparafrazować:
       „Takiego Kościoła i takiego kleru, jaki został przedstawiony w filmie osobiście nie znam. Słyszałem o nim z mediów oraz z rozmów kuluarowych, ale osobiście nie znam. Podobnie nie znam żadnego arcybiskupa, który odpowiadałby postaci zagranej przez Janusza Gajosa i mam nadzieję, że takich biskupów nie ma. Jednak jest mi wstyd za tych wszystkich z nas, którzy swoim zachowaniem doprowadzili do tego, że jesteśmy tak odbierani, tym bardziej, że film jest dobry, dobrze zagrany i trzymający w napięciu. Chciałbym też podkreślić znakomitą grę aktorską Janusza Gajosa. Janusz Gajos wymiata. Panie Januszu, wielki szacun za pańską rolę”.
       Druga ze wspomnianych rzeczy to ta, że jak donoszą media, w ciągu pierwszego tygodnia od premiery film „Kler” obejrzało milion widzów, co sprawia, że dotychczasowy rekordista, a mianowicie film „Botoks” Patryka Vegi, został właśnie pobity. 
       A teraz moja w tym temacie refleksja. Otóż wygląda na to, że społeczny problem, z jakim mamy do czynienia, a który Smarzowski postanowił eksploatować, jest taki, że, podobnie jak ksiądz Barańczak, Polacy wprawdzie nigdy nie widzieli księdza pijaka, dziwkarza, złodzieja, czy tym bardziej pedofila, natomiast z mediów i z rozmów ze znajomymi wiedzą, że tacy księża są. I oto wreszcie, kiedy ich frustracja zaczęła siegać zenitu, pojawił się Smarzowski ze swoim „Klerem” i obiecał im, że jeśli kupią bilet i obejrzą ów film, zobaczą na własne oczy to, co im tak przez całe życie umykało i w ten sposób otrzymają bezpośredni dowód na to, że to o czym dotychczas tylko słyszeli, jest jednak prawdą. I stąd właśnie te tłumy w kinach.
      Ale stąd też reakcja księdza Barańczaka, który wstydzi się za swoich kolegów pedofilów, ale też owego anonimowego widza, który podczas jednej z internetowych dyskusji przyznał, że po wyjściu z kina miał ochotę dać w mordę pierwszemu napotkanemu księdzu, a pierwszą spotkaną zakonnicę zwyczajnie opluć.
      Wspomniałem film „Botoks”, gdzie zamiast do księży pijaków, złodziei, dziwkarzy i pedofilów, strzela się do dokładnie tego samego elementu, tyle że zatrudnionego w charakterze ratowników medycznych. Film wzbudził podobne do „Kleru” emocje, jednak przyznaję, że nie słyszałem by któryś z ratowników medycznych oświadczył, że on wprawdzie nie zna takich ludzi, jakich przedstawił Vega, ale o nich słyszał i się dziś za nich wstydzi. I dlatego też pragnę oświadczyć, że ja się za ratowników medycznych nie wstydzę, natomiast owszem, dzięki niezwykłemu świadectwu księdza Barańczaka, wstydzę się za niektórych księży. I to bynajmniej nie z powodu ich rzekomej pedofilii.

Zachęcam wszystkich do kupowania moich ksiażek, albo w księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, albo ewentualnie tu u mnie. Mój adres mailowy: k.osiejuk@gmail.com.


czwartek, 4 października 2018

Przyszły jakieś i mówią, że są głodne


      Jestem pewien, że wielu z nas zastanawia się ostatnio, czemu, mimo i tak już naprawdę dla nich trudnej, by nie powiedzieć beznadziejnej sytuacji, ludzie zaangażowani w walkę mającą na celu wyrwanie z pisowskich łap tego, co jeszcze ich głupiutkim zdaniem wyrwać się da, zachowują się jakby zupełnie postradali zmysły i zaczynają wykonywać gesty, które ściągają ich coraz bardziej w dół. Obserwujemy to co się dzieje na naszej scenie publicznej i niemal nie ma dnia, byśmy sobie nie pomyśleli, że nie ma takiego głupstwa i takiego wstydu po stronie władzy, by nie zostało ono w jednej chwili przykryte jeszcze większym głupstwem i jeszcze większym wstydem w wykonaniu kogoś z tamtego końca sceny, czy to polityka, czy artysty, czy jednego z wielu intelektualistów, jakich oni mają do dyspozycji. No i wtedy to właśnie pojawia się pytanie, czemu?
      Niedawno pisałem tu o tych dwóch cudaczkach, którzy pojawili się na mistrzostwach świata w siatkówce, by demonstrować wszem i wobec koszulki z napisem „Konstytucja”. Siedzieli więc oni tam sobie w miejscu skąd ich było najlepiej widać i pewnie poszłoby wszystko jak należy, gdyby w pewnym momencie nie wymyślili sobie ci państwo, że osiągną lepszy efekt, jeśli wezmą ze sobą tabliczkę z tą „konstytucją” i będą ją przy każdej okazji wciskać w kadr kamery. W tym momencie organizatorzy, nie dość że odebrali im tę tabliczkę, to jeszcze popytali w sprawie tego napisu, dowiedzieli się, o co chodzi i w ogóle zakazali im jakichkolwiek politycznych demonstracji. W efekcie nie dość, że podczas finałowego meczu realizatorzy najpierw kazali im się przebrać i postarali się, by ich prawie nie było widać, to jeszcze wszyscy dotychczas nawet niezainteresowani polityką kibice siatkówki uznali, że ten cały KOD to banda idiotów, w dodatku nawet nie tyle śmiesznych co irytujących.
      Ledwo więc nasi siatkarze zdobyli złoto, Onet postanowił wyciągnąć jakieś stare taśmy z restauracji „Sowa i Przyjaciele”, na których wówczas jeszcze prezes Morawiecki miał rzekomo się układać z państwowym biznesem w sprawie jakiś przekrętów. No i tu znowu, zanim ktokolwiek zrozumiał, w czym rzecz, okazało się, że nie tyle jest ciekawe, o czym gada Morawiecki – a jak się okazuje, on nie gada, tylko podobno gada, i to akurat nie na tych taśmach tylko na innych, które podobno gdzieś są, tylko nikt nie wie, gdzie – co informacje, jakie Morawieckiemu przekazują przedstawicele państwowego biznesu, a z czego wynika, że nasze podejrzenia co do tego, że przez te trzy dni w tygodniu, które premier Tusk spędzał w pracy, on wyłącznie toczył pogawędki z ministrami Arabskim i Grasiem, albo kopał piłkę i nie miał bladego pojęcia, co się dzieje w Kraju. Dziś więc, zamiast pluć na władzę, wszyscy szydzą z Tuska i z Niemców, którzy za pomocą Onetu postanowili w tak sprytny sposób obalić rząd. No i znów pojawia się pytanie, czemu?
      Kiedy Onet puszczał te taśmy, z których nic nie wynikało, szedłem sobie z psem na spacer i w miejscu, gdzie w zeszłym roku stał billboard z czarną parasolką i jakimś bezsensownym hasłem, którego nikt nie rozumiał, zobaczyłem coś takiego:


      
Przyznaję, że ani w chwili kiedy to zobaczyłem, ani właściwie i teraz, kiedy piszę ten tekst, nie mam pojęcia, o co chodzi, natomiast, ponieważ wiem, kto to taki ten Piróg, miałem swoje podejrzenia. Otóż chodzi o to, że Piróg to telewizyjny tancerz i celebryta, i, być może przede wszystkim, zdeklarowany homoseksualista i Żyd, zapamiętany przez wielu głównie przez opublikowany 1 stycznia 2017 roku Internecie żart w postaci zdjęcia Jarosława Kaczyńskiego z pomalowanymi oczami i napisem: „W przyszłym roku będę już tylko sobą… jestem jaki jestem i zmuszę Polaków, by mnie pokochali. Szczęścia nie zaznacie, ale ja w moim kąciku onanisty będę spełniony”.
     No i dziś ów Piróg straszy mnie i mojego psa podczas naszego porannego spaceru swoim rozsadzanym spermą łbem i napisem „Głodny wolności”. W pierwszej chwili pomyślałem, że to jest z pewnością zapowiedź jakiejś kolejnej akcji „Gazety Wyborczej” na rzecz tolerancji i po Pirogu będziemy oglądać twarze jakichś znanych z telewizji Murzynów, Arabów, Żydów, transwestytów, czy lesbijek i to wszystko będzie trwało przez najbliższe dwa tygodnie do wyborów, tak by Polacy zrozumieli, że należy zagłosować na Platformę Obywatelską. Tymczasem proszę sobie wyobrazić, że chyba jednak nie. Otóż wpisałem w wyszukiwarkę hasło „głodni wolności” i znalazłem stronę o tym tytule, która jest dopiero w budowie i jedyne co nam oferuje to następujące przesłanie:
      „Smakuj życie tak jak lubisz. Wolność wyrażamy w swobodzie wyborów, spontanicznej aktywności, omijaniu schematów i stereotypów. Wolność jest naszym przewodnikiem do osiągnięcia dobrego samopoczucia, chęci do działania i prowadzi nas do realizacji celów”.
      I tyle.
      Więcej natomiast jest na Facebooku. Tyle że mówiąc „więcej” mam na myśli tylko – ale też i aż – to, że stamtąd wszelkie tropy prowadza nas do czegoś co nosi nazwę „FreeYou”. „Tylko” dlatego, że nie ma żadnego sposobu by się dowiedzieć, co to za cholera, a „aż” dokładnie z tego samego powodu. Proszę się bowiem zastanowić, co się dzieje. Na jednym z głównych billboardów w mieście pojawia się Michał Piróg z dla 99,9% przechodniów kompletnie nicniemówiącym hasłem „Głodny wolności”, a kiedy próbujemy pójść tym tropem, trafiamy już tylko na kompletną pustkę.
      Powiem szczerze, że to tworzy atmosferę do tego stopnia ponurą, że ja już naprawdę mam nadzieję, że to jest tylko zbieg okoliczności, natomiast zgodnie z moimi pierwszymi podejrzeniami, to ci durnie z „Wyborczej” postanowili nas zaatakować przed metą. Bo jeśli nie, to cholera wie, co się szykuje i lepiej mieć się na baczności. Jak zawsze zresztą.

Przypominam wszystkim, że w tej chwili w księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl znajduje się – o ile się orientuję – kolejny dodruk mojej książki o języku angielskim, plus cztery pozostałe jeszcze książki, a więc „Podwójny nokaut”, „Marki, dolary”, „39 wypraw”, oraz „Listy od Zyty”. Kiedy one się sprzedadzą, nie będzie już więcej nic, a niewykluczone, że to nastąpi niedługo. Po kilka egzemplarzy wybranych tytułów mam też u siebie. Proszę pytać pisząc na adres k.osiejuk@gmail.com. Dedykacja w cenie.





środa, 3 października 2018

O sensach i ich braku


       Niedawno bardzo wrzuciłem tu tekst o tym, jak to legenda muzyki popularnej Paul McCartney, wydawszy swoją nową płytę, by liczyć na to, że ona się jako tako sprzeda, musi uciekać się do pomocy Jimmy’ego Kimmela, gwiazdy amerykańskiej telewizji ABC, który sprzedaje mu swój czas antenowy, no i dba bardzo o to, by widzowie dowiedzieli się tego, że ów Paul McCartney wydał nową płytę, że ona jest podobno bardzo dobra i że warto ją nabyć nie w ramach abonamentu Spotify, ale normalnie, w sklepie. Choć wciąż uważam, że tamten tekst był naprawdę ważny i cenny, w większości wypadków został potraktowany wyłącznie jako dalszy ciąg mojego niedawnego sporu z Coryllusem i w związku z tym wszystko co chciałem powiedzieć na temat rynku treści i szans jakie mamy, by ów rynek rozedrzeć na pół, w jednej sekundzie szlag trafił i zostałem z pustymi rękoma.
       Choć mam poważne obawy, że i tym razem efekt może być słabszy od zamierzonego, spróbuję może raz jeszcze pokazać, jak sytuacja się prezentuje w rzeczywistości, a i to w rzeczywistości najlepszej z możliwych, a więc takiej, gdzie przynajniej jeszcze jakieś drogi pozostały otwarte. Jak być może część Czytelników pamięta, jeden rozdział swojej książki „Rock and roll czyli podwójny nokaut” poświęciłem działającemu w Internecie projektowi o nazwie „Mahogany Sessions”, gdzie regularnie możemy oglądać kolejnych, młodych i najczęściej kompletnie nieznanych artystów prezentujących swoje talenty, talenty – co warto podkreślić – najczęściej absolutnie unikalne. „Mahogany Sessions” to projekt brytyjski, natomiast, o czym dowiedziałem się stosunkowo niedawno, tego samego typu pomysł by prezentować nieznane, a wybitne talenty, realizują też Amerykanie, tu akurat pod nazwą „Tiny Desk Concert”. Jak mówię, pomysł jest bardzo podobny, z tą różnicą, że podczas gdy Brytyjczycy puszczają wyłącznie videoclipy, Amerykanie zapraszają poszczególnych artystów do swojego studia, urządzonego na wzór bardzo gustownej biblioteki, i ci się tam skutecznie prezentują, właśnie w formie maleńkiego koncertu.
      Ale jest jeszcze coś. Z tego co zdążyłem zauważyć, repertuar amerykański jest znacznie, znacznie szerszy. O ile bowiem Brytyjczycy przedstawiają głównie tak zwaną popularną alternatywę, tamci nie boją się niczego, włącznie z muzyką ściśle poważną. I oto, proszę sobie wyobrazić, że wczoraj trafiłem na coś takiego.



      A więc teraz, już na zakończenie, powtarzam swoje powracające jak zły sen pytanie, jakie szanse ma ta niezwykła istota, by wejść na szczyt, albo choćby znaleźć się u jego stóp? No i to drugie – jakie szanse mamy my?
      Na koniec pragnę złożyć pewne oświadczenie, wyłącznie dla osób korzystających z portalu szkołanawigatorow.pl. Otóż dzisiejszy tekst jest tu już moim ostatnim. Proszę bardzo nie traktować tego jako gestu pod adresem mojego serdecznego kumpla Coryllusa, któremu wiele zawdzięczam i z którym, mimo szeregu ostatnio spięć, pozostaję w jak najlepszej komitywie. Jego niedawne uwagi, jakoby mój udział w przedsięwzięciu pod nazwą „Szkoła Nawigatorów” miał wartość ujemną i wyłącznie szkodził jego interesom, nie mają dla mnie żadnego znaczenia. Rzecz natomiast w tym, że ja bardzo źle znoszę to co się tu wyprawia i powiem szczerze, że kosztuje mnie to zbyt wiele nerwów, by się tu dłużej udzielać, zwłaszcza w sytuacji gdy większość chętnych do komentowania moich notek już dawno powyrzucałem i dziś to już jest zaledwie kilka, wciąż tych samych osób, których w porywach, tak jak to miało miejsce wczoraj, może się znaleźć nawet 15.  A zatem od jutra, jeśli ktoś ma ochotę, zapraszam wyłącznie na swój blog pod adresem www.toyah.pl. Dziękuję.


wtorek, 2 października 2018

O emocjonalnych odległościach w trójkącie Toyah - Coryllus - Świat


      Jacek Jarecki napisał tekst, w którym wyraził swój estetyczny ból z powodu oferty jaką publiczna telewizja ma mu do przekazania, a ja obiecałem mu zdanie odrębne w formie osobnej notki. Ponieważ upływ czasu osłabił moje ambicje polemiczne, ostatecznie przedstawiłem swoje stanowisko w zaledwie 600 z drobnym hakiem słowach, z czego temat Wiadomości TVP – a ich głównie dotyczył tekst Jareckiego – zajął mniej niż połowę. Na ową skromną refleksję zareagował wczoraj Coryllus sążnistą polemiką, czym oczywiście zmusił mnie do reakcji.
      W pierwszej chwili – ponieważ temat propagandowej strategii prezesa Kurskiego interesuje mnie jedynie od czasu do czasu – planowałem Coryllusowi odpowiedzieć na jego blogu, ponieważ jednak sam słabo znoszę komentarze przekraczające swoją długością kilka zdań, uznałem, że trzeba będzie napisać osobny, niezbyt długi, ale jednak osobny tekst. Proszę więc posłuchać.
      Na samym początku swojej notki pisze Coryllus, że on „pozwoli sobie mieć inne zdanie w powyższej kwestii”, a ja tu chciałbym powiedzieć, że ponieważ obaj piszemy niemal równocześnie, i na ogół bardzo zgodnie, od mniej wiecej 10 już lat, zarówno ja znam jego zdanie w niemal każdej kwestii, jaki o on zna zdanie moje. 10 lat to jest bowiem czas, który całkowicie wystarczy zarówno na zapoznanie się ze stanowiskami, jak i określenie punktów spornych. A więc jest trochę bez sensu traktować się wzajemnie jak idiotów.
      A zatem, powtarzam to – głównie z myślą o moim koledze Coryllusie – po raz kolejny. Ja nie traktuję tego co nam ma do zaoferowania Jacek Kurski jako oferty dla siebie, podobnie zresztą jak w niedzielne poranki nie oglądam telewizji Polsat. Dlatego też, kiedy ktoś mi zaczyna narzekać na piosenki Sławomira i na  śliskie uśmiechy prezenterów Wiadomości TVP, ja grzecznie, a więc bardzo dyskretnie ziewam.
       Co więc moim zdaniem jest ważne? Otóż nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości, że osiem lat władzy Platformy Obywatelskiej, a tak naprawdę też wcześniejszy dwuletnie okres rządów Prawa i Sprawiedliwości, orazi ich okrutny upadek i przegrane wybory w roku 2007, były wynikiem tylko i wyłącznie najbardziej brutalnej propagandy, która obięła zarówno media, jak i całą kulturę popularną. Gdyby nie publiczna telewizja wspierana przez szereg stacji prywatnych, gdyby nie program „Szkło Kontaktowe”, media papierowe, internet, kabarety, gdyby wreszcie nie ta nienawiść, która opanowała całą przestrzeń publiczną i podzieliła Polaków na pokolenia, po tym antypolskim projekcie pod nazwą Platforma Obywatelska nie zostałby dziś cuchnący pył. I tu żadnego znaczenia nie miało to, że polska polityka zagraniczna lekceważyła kierunek amerykański, na rzecz rosyjskiego i niemieckiego. I dziś podobnie, jeśli wszystko wskazuje na to, że Prawo i Sprawiedliwość będzie rządziło tak długo jak żyje Jarosław Kaczyński, to nie głównie ze względu na jego polityczne talenty, ani tym bardziej przez demonstrowaną przez Donalda Trumpa sympatię do Polski, ale dlatego, że udało się skutecznie odebrać Systemowi przestrzeń pop i dać ludziom poczucie przynależności. I tu trzeba oddać sprawiedliwość temu cwaniakowi Kurskiemu.
     Pisałem tu wielokrotnie o tym, że propaganda, której symbolem był sukces Platformy Obywatelskiej, a jej faktycznym źródłem była powstała w roku 1990 religia III RP, była niemal dokładnym powtórzeniem propagandy PRL-u, tyle że prezentowana na niebieskim tle przez ludzi wedle powszechnie przyjętych standardów uważanych za fizycznie i intelektualnie atrakcyjnych. Telewizja TVN24, oraz ów senans nienawiści, którym pod nazwą „Szkło Kontaktowe”, dzień w dzień przez ponad 10 lat, zatruwano emocje Polaków, to był czysty PRL, tyle że z przeznaczeniem dla tak zwanej „inteligencji”, oraz dla tych co do owej „inteligencji” aspirowali. I oto dziś mamy dokładnie to samo, tyle że intelektualnie znacznie bardziej uniwersalne, z uzwględnieniem potrzeb spektrum znacznie, znacznie szerszego, no i na wesoło. Właśnie tak. Na wesoło. Zamiast tamtej pogardy, zaciśniętych zębów i nieustannego szyderstwa, Polacy dostali 500+ oraz „Roztańczone PGE”, i świadomość, że gdy udają się do lokalnej galerii handlowej w sobotnie popołudnie, mogą bez obawy zamiast koszulki z karykaturą kaczki, założyć koszulkę z napisem „Śmierć Zdrajcom Ojczyzny”.
      Celem Prawa i Sprawiedliwości, tak jak to bywa w polityce od wieków, jest utrzymanie oraz poszerzenie władzy. W tym celu ci którzy aspirują do rządzenia składają nam różnego rodzaju oferty, a my albo je przyjmujemy, albo odrzucamy, albo pozostajemy niezainteresowani i zajmujemy się wyłącznie naszym domem, obejściem i zarabianiem na utrzymanie jednego i drugiego. Gdy chodzi o mnie, ja mam życzenie, by władzę w Polsce sprawowało Prawo i Sprawiedliwość. Czemu? Bo z moich wyliczeń wychodzi mi na to, że w ten sposób moje życie będzie bardziej komfortowe niż w każdym innym wypadku. I to jest całe moje zainteresowanie, któremu daję wyraz w swoich tekstach. I tu muszę nawiązać do fragmentu tekstu Coryllusa, który uważam za nadzwyczaj celny:
      „Ponieważ ja nie jestem tak zdystansowany do rzeczywistości jak toyah i większość docierających do mnie informacji, zjawisk i zmian biorę sobie do serca, a także reaguję na nie żywo, nie mogę zrozumieć dlaczego nasz kolega broni tej zidiociałej telewizji, która jest przecież częścią szerszego obszaru propagandy Dobrej Zmiany”.   
      Otóż to jest w rzeczy samej czysta prawda: ja jestem mocno wobec rzeczywistości zdystansowany, a Coryllus, jako człowiek tego dystansu pozbawiony,  nie może tego zrozumieć. Śpieszę więc z pomocą. Otóż ja właśnie skończyłem 63 rok życia, mam wnuczkę, która umie już powiedzieć „dziadzio”, dwoje kolejnych wnuków w drodze, fantastycznego zięcia i równie fantastyczną synową, oraz pewne bardzo konkretne widoki na wygodną starość i ostatnią rzeczą jaka mnie zajmuje, jest wpływ polityki zagranicznej rządu Dobrej Zmiany na wynik kolejnych wyborów i to co na ten temat mają do powiedzenia redaktor Michał Rachoń i piosenkarz Zenek Martyniuk. A jeśli przyjdzie mi do głowy, by się odchamić, to zajrzę na portal prawygornyrog.pl i wysłucham rozmowy Gabriela Maciejewskiego z prof. Grzegorzem Kucharczykiem w pięknych wnętrzach zamku w Karpnikach.
     Byłbym zapomniał. Będzie mi też miło, jeśli uda mi się sprzedać ostatnie egzemplarze książek, jakie wydałem w Klinice Języka i w ten sposób umierając będę mógł powiedzieć, że gdy chodzi o rzeczy mniej istotne, też coś mi się w życiu udało.

Gdyby ktoś coś ode mnie potrzebował, proszę pisać na adres: k.osiejuk@gmail.com
     
      
     

poniedziałek, 1 października 2018

Siedem krótkich kawałków za zwycięstwo naszych siatkarzy


      Dziś troszkę wcześniej niż zwykle przedstawiam kolejny odcinek „Wezwanych do tablicy”, czyli serii moich krótkich kawałków do śmiechu, jaka ukazuje się co dwa tygodnie w „Polsce Niepodległej”. Polecam serdecznie.

Gdyby ktoś nie wiedział kim jest Wojciech Sadurski, to ja na to mam odpowiedź tylko jedną. Wojciech Sadurski jest profesorem. Profesorem czego, gdzie, a przede wszystkim, co z tego ma wynikać, tego już bliżej nie wiadomo, więc tu akurat pozostaje już tylko ten profesor. No ale jest również Sadurski internautą i, jak się zdaje, nawet blogerem. I tu akurat na pytanie, co z tego wynika, odpowiedź jest jasna i prosta: otóż z tego że Sadurski jest internautą wynika to, że on należy do czołówki komentatorów reprezentujących tak zwaną totalną opozycję w Internecie, a więc w przestrzeni gdzie można znacznie więcej niż gdzie indziej. Niedawno trafił Wojciech Sadurski na czołówki ogólnopolskich mediów następującą wypowiedzią:
Mam największe pretensje do Kaczyńskiego, że z cynicznych powodów dał nieoświeconemu plebsowi poczucie dostępu do władzy.Te wszystkie rytuały smoleńskie właśnie temu służą. Nieoświecony plebs ma poczuć siłę i bliskość z tymi, którzy sprawują władzę. Niewykształceni lub w najlepszym razie słabo wykształceni ludzie, nieznający świata, niechcący go poznać i, co gorsza, traktujący tę niewiedzę jako powód do dumy, a na pewno nie jako powód do wstydu, stali się nową polską elitą, beneficjentami tzw. redystrybucji prestiżu.
Wszyscy wiemy, jak ciężko jest w dzisiejszych czasach wzbudzić zainteresowanie opinii publicznej na dłużej niż parę chwil, a więc Sadurskiemu należą się naprawdę wyrazy uznania. By w paru krótkich żołnierskich zdaniach przebić takie tuzy polityki i mediów jak Katarzyna Lubnauer, Jacek Żakowski, czy Władysław Frasyniuk, to wyczyn nie lada i tu chyba moglibyśmy szukać odpowiedzi na pytanie, od czego jest Sadurski profesorem i co z tego wynika. Otóż wszystko wskazuje na to, że jest on profesorem wszechnauk kukiełkowych, a wynika z tego słynny montypythynowski strzał kurczakiem przez łeb. Brawo, Profesorze.

***

Niestety nasza radość, tak jak to zwykle bywa, trwała bardzo krótko, bo zamiast pójść za ciosem i w ten sposób zdyskontować swój wspaniały sukces, prof. Sadurski dał się wciągnąć w wir nternetowych polemik i nagle obniżył poziom do miejsca na widok którego wszyscy już zwyczajnie wymiotujemy. Otóż na swoim koncie twitterowym postanowił się on pokazać jako komediant i wrzucił coś takiego:
„Jak podała prasa, A. Dudzie będzie w Białym Domu towarzyszył Mariusz Błaszczak. Uwaga, odpowiednie służby USA! Skoncentrowane, łączne IQ może wysadzić ściany Gabinetu Owalnego!”
Jestem naprawdę rozczarowany. Gdyby on na przykład napisał, że „skoncentrowane, łączne IQ” Dudy i Błaszczaka może wysadzić ściany wiejskiej chaty zamieszkałej przez „nieoświecony plebs”, to ja rozumiem. A tak, jedno i drugie kompletnie bez sensu, a rezultat jest tylko ten, że prof. Wojciech Sadurski, skoro już mówimy o IQ, osiągnął poziom artysty estradowego Zbigniewa Hołdysa.

***

No ale, ale! Słuchajcie Panśtwo, bo oto przed nami wiadomość, która postawiła na równe nogi samego Bartosza Weglarczyka, głównego szefa Otetu. Jak się dowiadujemy, wspomniany Zbigniew Hołdys, od wielu lat zaledwie błazen do wynajęcia przez polityków Platformy Obywatelskiej oraz zaprzyjaźnione z nią media, postanowił wznowić działalność estradową. Na razie nie wiemy, co on nam szykuje. Czy to będzie nowy Perfect, czy może jakiś inny, osobny projekt, a może on będzie wystepował na festynach organizowanych przez Obywateli RP i śpiewał przy akompaniamencie gitary – nie wiadomo. W oczekiwaniu na pierwsze występy, ja bym pragnął zwrócić się do Hołdysa z pytaniem, co się stało z pieniędzmi, które jeszcze w pięknych czasach PRL-u, kiedy to zarówno Perfect jak i inni polscy artyści rockowi święcili swój największy triumf, on zbierał na wielki koncert Perfectu, który sobie zaplanował na Stadionie Narodowym w roku 2000. Z tego co pamiętam, bilety szły jak ciepłe bułeczki, no a potem komunę szlag trafił, a z nią całe to przedsięwzięcie. No, śmiało, panie Hołdys, gdzie się podziała ta kasa?

***

Jak widzimy, stworzyła się nam pewna hierarchia. Na samym szczycie piramidy siedzi prof. Sadurski, pod Sadurskim mamy Zbigniewa Hołdysa, no a kto pod Hołdysem? Tam jest oczywiście bardzo poważny tłok, przy czym ostatnio na czoło owego wyścigu wysunęła się Agnieszka Holland. Zanim jednak przejdziemy do niej, Czytelnikom należy się wyjaśnienie. Otóż kto wie, ten wie, a kto nie wie, tego informuje, od dłuższego czasu pierwszą gwiazdą TVP Info obok Wojciecha Cejrowskiego jest niejaka Basia Piela, która dla uciechy widzów produkuje wykonane z plasteliny scenki karykaturujące bieżącą politykę. Poziom tych skeczy zbliżony jest do znanej starszym Polakom satyry z głębokiego PRL-u, gdzie siedzi dwóch Japończyków, z których jeden wygląda jakby miał za chwilę zwymiotować, drugi pyta go: „Hara kiri”, a na to pada odpowiedź: „Nie, coca-cola”. I to jest dzisiejsza oferta propagandowa mediów ledwie co wyrwanych z peowskich łap. W sumie ciekawe, jak długo oni na tym dadzą radę się wozić?

***

No ale myśmy nie mieli rozmawiać o Pieli tylko o Agnieszce Holland. Otóż proszę sobie wyobrazić, że Holland parę dni temu obejrzała w telewizorze żart Pieli gdzie powszechnie znany ochroniarz marszów KOD-u z przyległościami, niejaki „Farmazon”, produkuje taśmowo rude panie, które następnie, na trzy cztery, krzyczą „Konstytucja” i występując w programie Tomasza Lisa w Onecie, uznała ów skecz za antysemicki:
„Uważam, że to jest absolutnie faszystowski materiał. Używam tego określenia świadomie, że mogę za to odpowiedzieć karnie. Nie tylko ze względu na postać Żyda, czy Żydów, bo wszystkie te figurki są tak ulepione, że można znaleźć odpowiedniki karykatur ze „Stürmera”. Oczywiście one gdzieś są podobne do działaczy opozycji, ale jednocześnie są tak sformatowane, żeby zwykłemu widzowi TVP INFO, który nie jest specjalista od fizjonomii poszczególnych osób, skojarzyły się z Żydem”.
A ja tu ogłaszam swoją bezradność. Cóż takiego się stało? A to mianowicie, że podczas gdy ja dotychczas wierzyłem, że oni są tylko źli, teraz dochodzę do wniosku, że część z nich jest zwyczajnie głupia.

***

Czuję się niezręcznie, bo wygląda na to, że głównym bohaterem dzisiejszych „Wezwanych” nie będzie ani Hołdys, ani prof. Sadurski, ani nawet wspomniany gdzieś tam Władek Frasyniuk, ale właśnie Holland. Otóż w tej samej wypowiedzi dla Tomasz Lisa, powiedziała ona coś takiego:
„Fakt, że TVP hańbi się pokazywaniem czegoś takiego, świadczy o tym, że ta telewizja jest już na granicy faszyzmu. To jest karmienie faszola”.
Faszola? Przepraszam bardzo, ale czy ja coś może przegapiłem? Ja owszem, słyszałem okreśenie „naziol”, czy „katol”, no ale „faszol”? Coś mi zdecydowanie musiało umknąć. Czy to możliwe, że w tej desperacji oni uznali, że jedyne co im pozostaje to już tylko wymyślać nazwy typu „faszol”, „pisol”, prawol” i rechotać, rechotać, rechotać.

***

Żal mi się zrobiło Czytelników, że zostają na długie dwa tygodnie z Holland i jej rozumami, i postanowiłem sięgnąć po prawdziwego samograja, czyli Lecha Wałęsę. Otóż na swoim Facebooku nasz pan Bolesław zamieścił zdjęcie prezydenta Dudy plus taką oto informację:
„Płacił trollom 200 tys. miesięcznie. Oszukał internautów. W swojej kampanii wyborczej kupował co miesiąc 1 tys. fejkowych ‘wątków tematycznych’ tworzonych przez BOTY i trolli. Co miesiąc: 1000 x 20 zł za wątek, 5 tys. wpisów w każdym wątku, 2 zł za wpis”.
Odpowiedź na to matematyczne szaleństwo pada na tym samym bolkowym facebooku, co paradoksalne, z ust, jak się wydaje, jednego z gorliwych fanów byłego prezydenta:
„Stolat stolat stolat stolat życzy Jurek z Gdańska pani prezydentowej Wałęsie jeśli pan nie przyjmuje Panie prezydencie i tak później pan do nieba oni wszyscy do piekła Jurek z Gdańska gość po tyle mogę powiedzieć na pocieszenie dla pana dla nich żeby się rozpuściły trochę bo fałsz obłuda zakłamanie wszędzie Jurek z Gdańska gość całe życie tempie tępie to dziadostwo parę zdjęcie pani prezencie tempie tempie tempie będę tępił na każdym kroku Jurek pa hej”.
I tym radosnym akcentem pozdrawiam i do zobaczenia za dwa tygodnie!

Zachęcam wszystkich do kupowania moich książek, albo w księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, albobezpośrednio u mnie przez maila k.osiejuk@gmail.com.

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...