Parę dni temu nasz kolega Coryllus opisał przygodę, jaka w związku ze śmiercią mamy spotkała go w kontaktach z towarzystwem finansowym o nazwie SKOK. Nie będę tu wchodził w szczegóły, ponieważ cała historia jest intensywna jak najlepszy thriller z polityką w tle, i każdy próba streszczenia jej może wyłącznie popsuć całość efektu. W pewnym momencie myślałem nawet o tym, by tekst Coryllusa tu w całości przekleić – tak dla wspólnej korzyści i dla dobra wspólnego – ale ponieważ on jest dostępny i w Salonie24, i na Nowym Ekranie, a także na niezależnej.pl, uznałem, że kto chciał to i tak już się z całą sprawą zapoznał.
Czemu Coryllus w ogóle uznał za stosowne informować całą pozareżimową blogosferę o sprawach głównie przecież osobistych? W końcu wielu z nas w swoim życiu, w ten czy inny sposób, została wystawiona do wiatru przez jakiś bank czy towarzystwo ubezpieczeniowe, nie mówiąc już o tym, że wielu z nas zapewne straciło kogoś bliskiego i musiało się w związku z tym męczyć z różnymi urzędami. Otóż sytuacja Coryllusa jest o tyle szczególna, że jego wystawić do wiatru próbuje ów SKOK, czyli… jak by tu powiedzieć najkrócej? Czyli firma, która regularnie ogłasza się na niezależnej.pl, a skoro ogłasza się, to w jakiś sposób ów projekt sponsoruje. A to musi oznaczać, że Coryllus nagle zobaczył z całą ostrością, że jego, a przy okazji świętą pamięć jego mamy, chcą – jak to się mówi w środowiskach patologicznych – „wydymać” swoi. I kiedy mówię „wydymać”, to nie mam tu na myśli tak zwanych błędów i wypaczeń, lecz bardzo zdecydowane i bezwzględnie ukierunkowane na cel działanie Systemu. A to, jeśli uznamy, że nie mamy już do czynienia z „nimi” i „nami”, ale, w najlepszym wypadku wojną gangów, to to już tworzy nową jakość. Naprawdę zachęcam do przeczytania coryllusowej relacji.
Jak mówię, swój tekst Coryllus opublikował na wszystkich swoich zewnętrznych blogach, które prowadzi zarówno u Igora Janke, u Artura Zawiszy i wreszcie u red. Sakiewicza. Jako że, jak wiemy, system blogowania polega na tym, że najpierw umieszcza się tekst, a następnie czytelnicy go komentują, wszędzie pod tekstem Coryllusa o tym jak to SKOK ciągnie pod sąd ludzi zmarłych, pokazały się odpowiednie komentarze. A ponieważ Coryllus jest autorem popularnym i wybitnym, a temat bardzo poruszający, owych komentarzy pojawiło się bardzo dużo. I oto nagle okazało się, że dominującą reakcją wszystkich tych środowisk – przypominam, w dużej części środowisk „solidarnych” – były szyderstwo lub wściekłość. I to szyderstwo i wściekłość, jednak, wbrew wszelkim oczekiwaniom, nie skierowane pod adresem grupy SKOK, lecz pod adresem Coryllusa i w nie mniejszym stopniu pod adresem Jarosława Kaczyńskiego.
Reakcja Salonu24 i niezależnej.pl są tu właściwie dość zrozumiałe. Salon – mimo że bardzo się starający utrzymać opinie portalu niezależnego – w dużej części opanowany jest przez tak zwanych „onetowców”, którzy, kiedy tylko słyszą nazwisko „Kaczyński” zaczynają produkować najbardziej czarną ślinę i tą śliną muszą się dzielić tak długo aż jej ostatecznie zabraknie. Ponieważ tekst Coryllusa, choć przede wszystkim dotyczył gangsterskich zachowań urzędników firmy, z którą jego mama jeszcze za swojego życia zrobiła ten błąd, że weszła w interesy, również w pewien sposób dotykał Jarosława Kaczyńskiego jako twarzy i symbolu pewnego wielkiego projektu, różnym internetowym mądralom dał okazję do popisów. A ponieważ zarówno SKOK, jak i sam Kaczyński, z ich punktu widzenia, są stanowią jedną szajkę, to sytuacja w jakiej znalazł się Coryllus, zdeklarowany wyborca Prawa i Sprawiedliwości, stanowiła wyłącznie miód na ich serce. I to jest oczywiście zrozumiałe.
Podobnie zrozumiałą reakcję stanowi postawa zaprezentowana przez patriotycznie zorientowanych komentatorów z niezależnej.pl. Coryllus, oburzając się na działania Systemu, wyraził żal i rozczarowanie tym, że Prawo i Sprawiedliwość – partia i projekt, który on całym sercem wspiera i pozostaje mu wierny do końca – zadaje się z czymś takim jak SKOK. Że wiele osób z PiS-em współpracujących i będących tego PiS-u ważnymi działaczami, to jednocześnie ludzie SKOK-ów. Że wreszcie PiS zgadza się na taką sytuację, że SKOK pozostaje jedynym poważnym sponsorem jego kampanii. Wreszcie, wyrażając ów żal, Coryllus, w charakterystycznym dla siebie stylu, uznał za stosowne ostrzec PiS, że jeśli oni nadal będą w ten sposób lekceważyć podstawowe zasady, to skończą dokładnie tak samo, jak cała pozostała część politycznej sceny. I tego, naturalnie, wierni użytkownicy portalu nie mogli znieść. Nie może być bowiem tak, by jakiś bloger, który w ogóle został wpuszczony na ich portal z zewnątrz, atakował jednocześnie trzy największe świętości ich projektu, a mianowicie polską prawicę, polski biznes i zaprzyjaźnionego z nimi polityka. A zatem ta reakcja jest też zrozumiała.
Warta natomiast jest osobnej uwagi postawa zaprezentowana przez Nowy Ekran, przez jego administratora Łażącego Łazarza i przez jego wierne wojsko. Otóż tam Coryllusowi się również oberwało, tyle że na zasadzie tak kompletnie pokrętnej , że zwyczajnie aż chorej. Czym jest Nowy Ekran, i jaka jest historia jego powstania, dziś już wszyscy mniej więcej wiemy. Mniej natomiast jest wiadomo na temat szczegółów biznesowych stojących za tym projektem. Ponieważ one nie są takie proste, powiem tylko, że jeśli ktoś tak naprawdę związany jest politycznie i biznesowo ze SKOK-ami, to nie stara nomenklatura, nie obecny PiS, pewnie nawet nie Gazeta Polska, oczywiście w żaden sposób Jarosław Kaczyński, lecz właśnie finansowe wsparcie Nowego Ekranu, a więc nowy polityczny projekt, uruchomiony ledwo co, w obliczu perspektywy jesiennych wyborów. Zmuszony tu jestem skorzystać z dłuższego cytatu. 3 maja tego roku, właśnie w Nowym Ekranie, którego jest właścicielem i inicjatorem, opublikował swój tekst na temat SKOK-ów Ryszard Opara. Pisze on tak:
„Działalność takich instytucji jak Spółdzielcze Kasy Oszczędnosciowo-Kredytowe, powinna być szczególnie chroniona i wspomagana, przez wszystkie instytucje Państwowe. To jest przecież bardzo POLSKA, bardzo obywatelska działalność finansowa. To być może jedna z niewielu prawdziwych ‘oddolnych’ szans odbudowania, od podstaw, potęgi finansowej (i nie tylko) Naszego Kraju.
Ochronę SKOK-ów nakazuje właściwie pojęty, Polski interes narodowy.
Działalność spółdzielcza, nie tylko na rynku finansowym, mająca wielowiekowe tradycje w Polsce, to być może szansa zjednoczenia obywatelskiego.
Zastanówmy się nad SKOK-ami, pilnujmy, żeby lobby bankowe i posłuszny Rząd – nie zamknęły tej bodaj ostatniej szansy na samofinansowanie się Polaków. Odbudowa tej inicjatywy może być niezmiernie trudna.
To MY i tylko MY Polacy powinniśmy decydować o naszej przyszłości. Powinniśmy być dumni z takiej prawdziwie Polskiej instytucji – jak SKOK. Brońmy jej wszystkimi siłami i możliwymi sposobami.
Zanim zapadną jakiekolwiek decyzje odnośnie SKOK-ów – konieczna jest szeroka, narodowa dyskusja na temat roli i przyszłości Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych i działalności spółdzielczej w ogóle jako prawdziwie Polskiej metody odbudowy niezależności Naszego Kraju”.
Po co zamieszczam tu ten pean na cześć etycznego i patriotycznego wymiaru biznesu? Trochę przede wszystkim w nawiązaniu do mojego wcześniejszego, jeszcze sprzed paru miesięcy tekstu, w którym napisałem, jak łatwo jest najbardziej tandetnym prowokatorom naszą polską prawicę wyprowadzić w pole, gadając do nas parodią języka narodowych wieszczów. Ale przede wszystkim, chodzi mi o to, że kiedy Coryllus zamieścił swoją skargę na postępowanie SKOK-u, jako pierwszy, swój komentarz opublikował Łażący Łazarz – główny prowadzący Nowego Ekranu, mówiąc Coryllusowi nie mniej ni więcej, jak: „Cóż Coryllusie. A skąd ja to znam? – chciałoby się rzec”, z tą, jak się domyślam, intencją, że prawdziwi patrioci już dawno mówili Coryllusowi, ze Kaczyński to gangster, no ale dopiero trzeba było działań SKOK-u, żeby on to zechciał zrozumieć. I to właśnie uważam za chore. Chore jak jasna cholera. Bo mamy z jednej strony SKOK, z drugiej Oparę, z trzeciej Kaczyńskiego, obok stoi Coryllus z pamięcią o swojej mamie i z oddechem zwykłych bandytów na karku, Kaczyński, jak zwykle milczy i czeka na swój czas, natomiast Opara i SKOK na zmianę mu tłumaczą, że oni już mu dawno mówili, że ich kumpel Kaczyński to oszust i że to dobrze, że on to wreszcie zrozumiał. Mówił mu to Opara, mówił Zawisza, mówił Pietkun w wywiadzie z Szewczakiem, a on wciąż tylko PiS i PiS. No więc dostał za swoje. Przynajmniej dobrze że się wreszcie opamiętał.
A więc na polu boju zostaje tylko Jarosław Kaczyński, otoczony przez stado strasznie przejętych losem Ojczyzny patriotów z białoczerwonymi flagami. Jedni na niego plują, bo jest związany z mafią, drudzy go wynoszą pod niebiosa, bo ta mafia to wcale nie mafia, a trzeci – już tylko wściekli, że on nie chce przyjąć tak znakomitej przecież oferty. Jarosław Kaczyński – twórca i przywódca jedynej autentycznej i liczącej się politycznej kontrpropozycji dla skorumpowanego systemu. Jarosław Kaczyński – jedyny wielki polski polityk od czasu Józefa Piłsudzkiego. Jarosław Kaczyński – jeden z ostatnich przedstawicieli wybitych po II Wojnie Światowej polskich elit, próbujący te elitę odbudować choćby w minimalnym stopniu, jak dotychczas ze skutkiem dramatycznie marnym. Ale wciąż próbujący ile sił starczy. Wreszcie, Jarosław Kaczyński – jedyny faktyczny spadkobierca pamięci po zamordowanym w Smoleńsku Lechu Kaczyńskim i jedyny delegat tej pamięci.
No i jesteśmy my. Na trzy miesiące przed wyborami parlamentarnymi, które oczywiście mogą wiele rozstrzygnąć, ale też – o czym nie wolno zapominać – wciąż nie są ostatnią walką. Które wciąż stanowić będą zaledwie początek walki najcięższej – walki o przetrwanie roku 2012, który to dopiero przyniesie nam prawdziwą katastrofę. A zatem, myśl, by przez te wybory przejść, zachowując naszą wierność dla tego człowieka, a później tylko zakryć głowy i przeczekać tę nawałnicę, by, kiedy już wszystko ucichnie, porzuconą Polskę wziąć jak swoją, jest bardzo kusząca. I tego, co dla nas lepsze, co lepsze dla Polski, dziś już nie ustalimy. Ale jedno jest pewne. Choćby Jarosław Kaczyński – przywódca i symbol Prawa i Sprawiedliwości – był już tylko jedynym prawdziwym bohaterem projektu, który ze swoim bratem swego czasu uruchomił, choćby wszyscy politycy i działacze i posłowie Prawa i Sprawiedliwości byli tylko głupim i słabym puchem, który wiatr wwiał przez pomyłkę do polskiej polityki, i choćby powstało nagle dziesięć nowych projektów ze słowem „Polska”, w nazwie, które nas będą przekonywać, jak to oni dopiero Polskę postawią na nogi, to i tak naszym patriotycznym obowiązkiem jest robić to, o co on, Jarosław Kaczyński, nas resztkami sił prosi. Bo sytuacja jest taka, że naprawdę nie pozostaje nam już nic innego jak po raz kolejny cytować Dostojewskiego z jego zdaniem: „Choćby Chrystus okazał się kłamstwem, to i tak wolę zostać z Chrystusem – kłamstwem, niż z wami”.
Jak już wspominałem, bardzo liczę na to, że to już naprawdę ostatnie miesiące tej nędzy. Jednak wciąż, a teraz może bardziej niż wcześniej, muszę Was prosić o wszelkie możliwe wsparcie. Jeśli komuś ten tekst przydał nieco wiary i nadziei, bardzo proszę o skorzystanie z podanego obok numeru konta i wsparcie tego bloga. Dziękuję.