Od pewnego czasu, a myślę, że ten czas obejmuje kilka dobrych lat, każda próba zaangażowania się w debatę dotyczącą politycznych podziałów na linii prawica-lewica-centrum, czy konserwatyści-socjaliści-chadecy, powoduje u mnie coś co w najlepszym wypadku można nazwać znudzeniem („Jak się nie nudzić na scenie tak małej…”). Powtarzam - w najlepszym wypadku, bo w rzeczywistości ten stan przypomina coś znacznie gorszego, i tylko moja naturalna elegancja powstrzymuje mnie od wchodzenia w szczegóły. Konsekwentnie więc, jeśli ktoś mnie pyta, czy jestem z lewicy, czy z prawicy, lub czy jestem konserwatystą, czy liberałem, autentycznie nie wiem, co odpowiedzieć, bo przede wszystkim tego nie wiem, a po drugie jestem bezwzględnie przekonany, że gdziekolwiek się ustawię, w jednej chwili ubrudzę się tak, że sam siebie nawet nie rozpoznam.
Ja naprawdę staram się bardzo nie powoływać nieustannie na autorytet Jarosława Kaczyńskiego, i to nie tylko dlatego, że dla wielu on autorytetem nie jest. Ale co mogę innego robić w sytuacji, kiedy trzeba coś powiedzieć, a okazuje się, że on to powiedział już bardzo dawno temu? O co chodzi? Otóż pamiętam, jak przed wielu jeszcze laty, w jednym z wywiadów jakiego udzielił mediom – a może to była jednak z książek – opowiadał Kaczyński, jak któregoś dnia, będąc gdzieś w Brukseli, czy w Zurychu z grupą tzw. chadeków, został zaproszony na zwiedzanie miasta i w pewnym momencie zaszedł do jakiegoś pięknego kościoła. To co go zaskoczyło, by nie powiedzieć zaszokowało, był fakt, że on, Jarosław Kaczyński, był jedyną osobą w tej całej drużynie tzw. chrześcijańskich demokratów, która zdjęła w kościele czapkę.
Dlaczego wspominam to zdarzenie? Sprawa jest jak najbardziej prosta i oczywista.. Otóż kwestia tych łbów w czapkach znakomicie ilustruje tezę, do której jestem bardzo mocno przywiązany. Takiej mianowicie, że w ich ogromnej większości, ludziom jest zawsze, nieustannie i absolutnie wszystko jedno. Jeśli spojrzeć na społeczeństwa z góry, to się natychmiast okaże, że 90 procent ludzi ma w nosie wszystko, co wykracza poza codzienną pracę i odświętną zabawę, a jeśli którykolwiek z nich ma ambicje wyjścia choć odrobinę na zewnątrz, to, jeśli to wyjście wymaga jakichkolwiek deklaracji ideowych, to czemu nie? Jeśli trzeba, może być cokolwiek. Zwłaszcza gdy tak naprawdę w ogóle nie wiadomo, czym to cokolwiek jest i co ze sobą niesie.
Przykład z czapkami jest moim zdaniem szczególnie celny, bo w pewien sposób odnosi się do czegoś, co i sami znamy bardzo dobrze z codziennej obserwacji, ale co też zostało wielokrotnie (a jakże!) przeanalizowane przez najróżniejszego rodzaju specjalistów. Mam na mysli tzw. polską religijność. Jak wiemy nasze społeczeństwo w 95% chyba identyfikuje się z wiarą rzymsko-katolicką. Fakt ten jednak nie ma już żadnego znaczenia, kiedy się okaże, że 40, czy 50, czy może 60 procent tego społeczeństwa – zależnie od publicznych nastrojów – nagle uzna, że eutanazja, czy aborcja stanowią cywilizacyjne rozwiązanie absolutnie standardowe, a Bronisław Komorowski jest dla nich większym autorytetem niż Benedykt XVI, choć oczywiście znacznie mniejszym niż Jan Paweł II, no a przede wszystkim bez porównania mniejszym niż Kuba Wojewódzki.
Ktoś mi powie, że sprawa religijności to coś zupełnie wyjątkowego i nijak nie związanego z polityką, ideologiami i tym wszystkim, czym człowiek żyje na co dzień. Otóż nie. Jestem przekonany, że to jest dokładnie to samo w tym sensie, że i tu i tam widzimy bardzo wyraźnie, jak przeciętny człowiek zrobi wszystko, byleby nie zaangażować się w minimalny choćby wysiłek tam, gdzie w grę wchodzi myślenie na poziomie bardziej abstrakcyjnym. Przykład religijny jest nawet o tyle lepszy, że on pokazuje tę regułę w sytuacji, gdzie nie chodzi o zwykłe codzienne głupstwa, a więc co kto powiedział w telewizji, albo co kto obiecał, czy kto jest bardziej, lub mniej fajny. Przykład religijny pokazuje, że skoro nawet tu, gdzie wszystko jest powiedziane prosto i jednoznacznie, nie ma mowy o minimalnym skupieniu, to trudno go oczekiwać tam, gdzie i tak wszystko nieustannie pływa. Przykład religijny jest bardzo dobry, bo pokazuje jak bardzo nie można liczyć na cokolwiek wyższego niż poziom piasku i w świecie religii, ale też w świecie całkowicie świeckim, skoro ludzie, którzy swoje chrześcijaństwo noszą jako symbol i nazwę, nawet nie uważają za stosowne zdjąć czapki w kościele.
Ale mieliśmy mówić o polityce i o określających ją ideologiach. Najpierw może powiem, skąd mi przyszło do głowy, żeby się zająć tą kwestią. Otóż mój powszechnie tu znany kolega i przyjaciel Michał Dembiński napisał w jednym ze swoich komentarzy na tym blogu, że on wprawdzie nie czuje się związany z PO, ale i tak woli ich od PiS-u, bo jest konserwatystą, a więc kimś, kto zawsze, kiedy jeszcze mieszkał w Londynie, głosował na Torysów. Ktoś wykrzyknie, że ależ to PiS jest w europejskiej koalicji a partią Camerona, a nie Platforma, że to PiS się znacznie bardziej od Platformy kojarzy z walką o wartości tradycyjne. Że to PiS jest jak najbardziej podejrzliwy w stosunku do tej socjalistycznej mafii zwanej Unią Europejską, z którą Platforma Obywatelska jest w dozgonnej przyjaźni. Że to w końcu PiS reprezentuje coś, co się określa jako stary polski konserwatyzm, nie Platforma. Wykrzyknie tak, i oczywiście będzie miał rację. Ale zapewne wtedy ktoś, nie tylko przecież Michał, mu odpowie, że PiS to gospodarczy socjaliści i że to nie krzyże i ochrona zycia poczętego, lecz gospodarka, drogi, podatki, finanse, służba zdrowia, handel, emerytury, ubezpieczenia i tak dalej i tak dalej, jest tym co stanowi o naszej przyszłości i naszym sukcesie. A tu gwarancje daje tylko Platforma. Na to jednak zapewne pojawią się głosy, że akurat Platforma i tu, jak dotychczas, nie pokazała absolutnie nic. Zero. Nawet nie udało im się stworzyć wrażenia, że są takimi pragmatycznymi technokratami, jak Leszek Miller, czy Marek Belka.… i tak będziemy sobie dyskutować do zakichanej śmierci.
Uważam że w tej podłej sytuacji jedyną rozsądną rzeczą, jak nam pozostaje, to machnąć ręką na to co mówią politycy, bo im się albo wierzy, albo nie wierzy, a jak się nie wierzy, to się wierzy, że może już za chwilę się cos zmieni i będzie można uwierzyć – i zobaczyć co słychać na dole, a więc u w tak zwanym elektoracie. W dodatku – i tu, jestem pewien, że mój kolega Michał Dembiński się ze mną zgodzi – ogromna większość ludzi, którzy głosują na Platformę, czy na PiS o gospodarce w ogóle nie myśli, choćby z tego prostego powodu, że się na niej zna jeszcze mniej niż Witold Orłowski, czy prof. Kołodko. Polityka, czy może lepiej – demokracja, została wymyślona przed wielu, wielu laty w taki sposób, że jeden proponuje to, a drugi tamto, i że każdy z nich stara się pokazać, dlaczego to jest lepsze od tamtego. A jeśli zrobi to odpowiednio zgrabnie i będzie przy tym odpowiednio wiarygodny, to ludzie go sobie wybiorą i zlecą mu, by on reprezentował ich interesy publicznie. W naszej polskiej sytuacji ostatnich lat jest tak, że z jednej strony stoi Platforma Obywatelska, z drugiej PiS i między jednymi i drugimi, zarówno bezpośrednio jak i na poziomie elektoratów, odbywa się regularne mordobicie. O co? Michał Dembiński, mój kolega i przyjaciel, twierdzi, że chodzi o idee. O politykę. O ofertę. O kompetencje. Że PiS chce Polski zaściankowej, pełną fobii, starych resentymentów, nikomu niepotrzebnych sporów i emocji, podczas gdy Platforma – jakkolwiek by była nieporadna, a niekiedy i nawet skorumpowana (ojej!!!) – walczy jednak o Polskę nowoczesną, rozwijającą się, bez kompleksów, bez przesądów, Polskę sukcesu na miarę nowych czasów. Skąd on to wie? Otóż problem jest taki, że ja nie mam pojęcia. Jedyne co mi przychodzi do głowy, to to, że ktoś mu to powiedział, a on – z przyczyn dla mnie niepojętych – przyjął to jako fakt.
No ale niech będzie, że tak jak jest, jest dobrze. Że on wie swoje, a ja wiem swoje, i że podobnie jak ja nie mam pojęcia skąd on wie to co wie, tak samo on nie wie, gdzie ja uzyskałem te swoje śmieszne informacje, że Jarosław Kaczyński to wybitny polityk, uczciwy i kompetentny, a w dodatku życzący Polsce jak najlepiej. Przyjmuję więc, że ta sytuacja jest czymś co musimy wszyscy zaakceptować i się w tym temacie zamknąć. Bo nie dojdziemy do nikąd. Natomiast nie zgodzę się z tym, że należy w ogóle się zamknąć i uznać, że lepiej już nie będzie. Jestem pewien, że dociekać warto, a warto dociekać własnie nie na poziomie bezpośredniej polityki, lecz na poziomie elektoratów, czyli czegoś, co zdecydowanie jest w stosunku do całej reszty pierwotne. Nad tym, kto głosuje na Jarosława Kaczyńskiego i jego projekt zastanawiać się nie musimy. To wiemy. Głosuje tu wieś, ludzie niewykształceni, silnie religijni. Co się tłumaczy jako fanatyczni katolicy, a więc tak zwany Ciemnogród. Oczywiście i ja i wielu ludzi nawet z tamtego obozu wie, że wśród wyborców PiS-u są też osoby młode, wykształcone, a niekiedy nawet niewierzące. Ciekawe i dla mnie wręcz szokujące jest to, jak z każdym nowym dniem przekonuję się, że niemal wszyscy – jeśli nie wszyscy – przyjaciele tego bloga, to ludzie bardzo, ale to bardzo wykształceni, znacznie lepiej wykształceni ode mnie, i często z dużych bardzo miast. Czy niewierzące? Dziwne, ale tacy też są. No ale, statystyka jest taka, a nie inna. Dlaczego więc oni głosują na PiS? Myślę że z trzech podstawowych względów. Przede wszystkim dlatego, że uważają się za świadomych patriotów, a więc takich patriotów, dla których Polska jest częścią codziennych intencji, i wierzą, że PiS to partia szczerze polska i zorientowana narodowo. Po drugie dlatego, że nienawidzą tego czegoś co Herbert tak pięknie określił jako „szpicli, katów i tchórzy”, a w ich przekonaniu to właśnie PiS chce z nimi walczyć i ich ostatecznie wytępić. Po trzecie, mają nieustanną obsesję na punkcie konfliktu prawda-kłamstwo i uważają, że PiS to prawda, a System kłamie. I tu ich utrzymuje w stanie nieustannego podenerwowania. A zatem, krótko mówiąc, to są ci wszyscy ludzie, którym w tak bezczelny sposób Jan Pospieszalski użyczył mikrofonu parę miesięcy temu na Krakowskim Przedmieściu, i tym swoim gestem rozwścieczył tych, których rozwścieczył.
Kto głosuje na Platformę Obywatelską? Poza oczywiście Michałem Dembińskim? Pierwsza grupa, podobnie jak w przypadku PiS-u jest ściśle zdefiniowana. To są młodzi, wykształceni ludzie z dużych miast. Ludzie znający języki, zwiedzający świat, o dobrej sytuacji materialnej i bardzo dobrej pracy. To są też artyści, ludzie kultury i sztuki, aktorzy i tak dalej, i tak dalej. Kto jeszcze? No, kto jeszcze? Myślę, myślę i wymyślić nie mogę. Przecież to niemożliwe, żeby ta połowa społeczeństwa, która lubi Platformę Obywatelską, to byli wyłącznie „młodzi, wykształceni, z dużych miast”. A więc muszę chyba się oprzeć na metodzie odwrócenia. Jeśli mam rację twierdząc, że za PiS-em głosują ci, co uważają się za patriotów i wierzą, że PiS to partia szczerze polska i zorientowana narodowo, a przy okazji nienawidzą „szpicli, katów i tchórzy”, a zatem tak zwani Solidarni 2010, to znaczy, że Platforma swoich wyborców – nie mówię, że wszystkich – zbiera spośród ludzi, dla których problem „szpiclów, katów i tchórzy” nie istnieje, Polska i Naród mogą być pisane – choćby na internetowych czatach – z małej litery, a ten rodzaj przeżycia, jaki mieliśmy okazję oglądać w filmie Solidarni 2010 jest kompletnie obcy. A zatem w dużym stopniu ludzie – i tu mam przekonanie graniczące z pewnością, że mam rację – którzy stanowią faktyczną i potencjalną publiczność programu telewizyjnego o nazwie Szkło Kontaktowe. Podobnie więc jak na PiS głosują tzw. ‘moherowe berety’, na PO głosują ludzie, którzy w swoich szufladach trzymają numer telefonu, pod jaki trzeba zadzwonić, żeby napluć na Jarosława Kaczyńskiego i powiedzieć, że ten krzyż przed Pałacem Prezydenckim jest „śmieszny”. To jest bardzo ważne. ŻE TEN KRZYŻ POD PAŁACEM JEST ŚMIESZNY.
To są właśnie ci ludzie przede wszystkim. Dlaczego oni głosują na Platformę? Już wyżej napisałem – i będę się tego trzymał – oni gospodarczy wymiar polityki mają w dupie. Zwyczajnie w dupie. Podobnie zresztą jak w dupie gospodarkę ma znaczna część tak zwanego ‘kościoła toruńskiego’. Podatki, składki, prywatyzacja, drogi, rozwój, fundusze, a więc to wszystko, co tak bardzo absorbuje uwagę pewnej części „młodych, wykształconych z dużych miast”, ich absolutnie nie obchodzą, a nawet jak ich obchodzą, to oni nawet o tym nie wiedzą. Oni chcą wrócić z pracy, zjeść obiad i obejrzeć sobie telewizję. I to wszystko. Jeśli mój kumpel Michał Dembiński powie mi, że nie mam racji, to uznam, że kłamie. I to oni głosują na Platformę Obywatelską – tworząc jak najbardziej mainstream tego elektoratu – dlatego że po pierwsze, nienawidzą Kaczyńskich (obu!), bardzo czekają na dzień, kiedy ktoś usunie te zwłoki z Wawelu, a po drugie mają nadzieję, że Palikot, albo ktoś inny, zrobi wreszcie porządek z tymi pieprzonymi krzyżami i z tym całym, rozgrzebywaniem historii. Tak samo jak mainstreamem elektoratu PiS-u są rozszalałe z oburzenia i zapłakane starsze panie, starsi panowie i nawiedzone dzieci, krzyczące o łaskę do Pana Jezusa dla umęczonej Ojczyzny, tak samo, mainstream Platformy stanowi tak zwany Andrzej z Działdowa. Ty akurat tego nie wiesz, ale to dlatego, że w ogóle mało wiesz. I może to nawet jest dla Ciebie i lepiej.
Ale jest jeszcze pewien podział, o którym muszę wspomnieć. To jest podział nieistotny, drobny bardzo, wręcz niewidoczny. I jest to podział będący jak najbardziej potwierdzonym socjologicznym faktem. Na Prawo i Sprawiedliwość głosują pacjenci zakładów psychiatrycznych, natomiast na Platformę Obywatelską klienci zakładów karnych. A ja się zastanawiam, po której stronie stoi ten człowiek, o którym wspominałem już tu wcześniej parę razy. Człowiek, który raz na jakiś czas pakuje swoje śmieci do bagażnika samochodu i jedzie z nimi do pobliskiego lasu, żeby je tam zostawić, i tym swoim gestem doprowadza Michała Dembińskiego do szewskiej pasji. Bo tak jest taniej. Oczywiście tego z całą pewnością wiedzieć nie będę, ale jestem szczerze przekonany, że to jest ktoś, kto uważa, że takie zachowanie to nie grzech, ale dobry business. Poza tym rozróżnieniem, nie mam żadnych argumentów.
A reszta stoi jak stała. My po stronie pacjentów, a oni po stronie klientów. My więc jesteśmy zwykłą ludzką nędzą, a oni – to ci, którzy walczą, i to walczą nie byle jak! No i jest w tym wszystkim jeszcze projekt o nazwie Platforma Obywatelska i projektu tego ekspozytura. Co oni na ten temat sądzą? Tu jestem już najbardziej pewny, że się nie mylę. Oni o tym nie sądzą nic. Zwyczajnie nic. Oni się takimi bzdurami nie zajmują. Oni akurat, jeśli się śmieją, albo płaczą, robią to z kompletnie innych powodów, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.
I na sam koniec pozwolę sobie na absolutnie bezpośrednie zdanie do mojego kumpla Michała Dembińskiego: Wiesz dlaczego oni są inni? Dlatego, że to jest jedyne miejsce na świecie, gdzie miedzy ‘politics’ i ‘policy’, doszło do pełnej symbiozy. W tym sensie, że i w jednym i w drugim wypadku chodzi wyłącznie o utrzymanie władzy. A Ty mi coś opowiadasz o brytyjskich konserwatystach i Ojczyźnie! Wybacz, ale tym razem przesadziłeś.