czwartek, 19 czerwca 2014

O redyscyplinowaniu buldogów i o tym, co dalej

Sprawy rozwijają się w takim tempie, a my jesteśmy do tego stopnia skazani na własną intuicję i podejrzenia, że cokolwiek wymyślimy dziś, już tego samego dnia wieczorem może nie mieć najmniejszego znaczenia. W poniedziałek wysłałem swój ostatni felieton do „Warszawskiej Gazety”, ukaże się on dopiero jutro, a my od wczoraj wszyscy wiemy, że czas na dyscyplinowanie sług już dawno minął. Z jakiegoś powodu cel okazuje się znacznie bardziej radykalny – oni mają zostać ostatecznie i na dobre odprawieni. Jak wiele na to wskazuje, System uznał, że Platforma Obywatelska w dotychczasowym kształcie i pod dotychczasowym przywództwem uległa takiej degeneracji, że ów stan zaczął zagrażać bezpośrednio Systemowi właśnie, i że owo zagrożenie jest tak poważne, że można nawet zaakceptować powrót Jarosława Kaczyńskiego, a więc kogoś, kto jest przynajmniej przewidywalny, do władzy.
A więc, jak mówię, mój jutrzejszy tekst dla „Warszawskiej Gazety” wymaga tego jednego uzupełnienia: tu nie ma mowy o redyscyplinowaniu; tu dokonuje się zmiana władzy. Reszta pozostaje bez zmian.

Kiedy po raz pierwszy dotarła do mnie wiadomość, że nagrano polityków Platformy Obywatelskiej, jak ci – bardzo szczerze i najwidoczniej w kompletnej nieświadomości tego, że są na celowniku – prowadzą rozmowy kompromitujące pod każdym niemal względem całą formację, zanim zdążyłem się ucieszyć, że może wreszcie, raz i ostatecznie, szlag trafi tę bandę szkodników, pojawiła się wiadomość kolejna, że mianowicie czyszczeniem tego chlewa zajmuje się tygodnik „Wprost”. A zatem, przepraszam bardzo, ale jeśli na krajowej scenie politycznej obserwuję ruchy, których animatorem jest Sylwester Latkowski, to traktuję je oczywiście poważnie, ale nie z tym rodzajem powagi, jakiej on ode mnie oczekuje. Dlaczego? Dlatego mianowicie, że nie widzę możliwości, by System naczelnym redaktorem dużego tygodnika opinii czynił człowieka, który ma publiczny zarzut zabójstwa, i żeby za tym stała zwykła beztroska. Nie jest też więc możliwe, by rewelacje tygodnika „Wprost” mogły mieć dla nas na tyle znaczenie, byśmy im potrzebowali poświęcać swoje najlepsze emocje.
Popatrzmy spokojnie na to, co się stało. Przez długie miesiące niezidentyfikowane służby podsłuchują przedstawicieli reżimu, a kiedy już zbiorą w miarę pełny materiał, udają się z nim do Latkowskiego i każą mu wszystko opublikować. Czemu tam akurat, to wiemy. Ustaliliśmy wcześniej, że nie po to Latkowski tam jest, by nie było z niego żadnego pożytku. Zastanówmy się więc, po co im to wszystko? W imię jakiego pożytku? Żeby obalić rząd Platformy Obywatelskiej i pomóc Jarosławowi Kaczyńskiemu odzyskać Polskę? Nie żartujmy, proszę. A może chodzi o to, że oni w ten sposób załatwiają tylko jakieś swoje porachunki, tyle że są tak głupi, że nie wiedzą, jakie z tej prywaty mogą wyniknąć przykrości? Ja wiem, że to są ludzie źli, podli, a może i głupi, no ale żeby aż tak głupi? Nie wierzę.
A więc jaki był tego wszystkiego sens, cel i zamysł? Jakiś oczywiście był, tyle że my tego ani nie mamy możliwości się dowiedzieć, ani tak naprawdę nic nam do tego. A skoro tak, pozostaje nam tylko mieć świadomość, że z tego całego zamieszania dla nas nie wynika nic. Kto miał przez ujawnienie owych podsłuchów zostać zdyscyplinowany – zdyscyplinowany został, pozycje zajmowane przez uczestników tej gry zostały zredefiniowane, poleciał oczywiście najgłupszy z nich wszystkich, czyli Sławomir Nowak, zapewne tylko po to, by inni zobaczyli, czym grozi się zapomnieć, no a przede wszystkim, jakie to wszystko potrafi być proste i szybkie. Natomiast nam – podkreślę to jeszcze raz – nic do tego. Nawet nie wiadomo, czy nadchodzące kolejne wybory są czymś, na co warto czekać. Jeśli oni podsłuchują samego Kulczyka, ta smutna grupa dziadków, występujących jako Państwowa Komisja Wyborcza robi wrażenie dość komiczne.
A zatem, czy jest coś? Cokolwiek, co moglibyśmy uznać, jako wiadomość dla nas? Owszem, tyle że to już bardzo dokładnie określił swego czasu Poeta: „Bądź wierny. Idź.”

Zapraszam wszystkich do księgarni Gabriela Maciejewskiego pod adresem www.coryllus.pl, gdzie są do nabycia wszystkie moje książki, plus wiele innych, równie wartych uwagi. No i z prawdziwą desperacją, proszę o wspieranie tego bloga pod podanym obok numerem konta. Dziękuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.