Ile można dostać za utratę dowodu?

Kiedy jeszcze Rafał Ziemkiewicz funkcjonował w powszechnej świadomości, jako patron polskiej prawicy, a nie warszawski dżoler, napisałem tekst, w którym opowiedziałem o tym, jak to w mojej najbliższej okolicy, a więc w czymś co gdzieniegdzie określane jest mianem kwartału, wyrosło, jak grzyby po deszczu, 12 banków. Chwilę po tym, wspomniany Ziemkiewicz, w felietonie zamieszczonym w wówczas jeszcze „naszym” „Uważam Rze”, poskarżył się, jak to w jego okolicy powstała cała kupa banków, a on je policzył i wyszło mu ich… no nie wiem, czy akurat 12, ale kilkanaście.
Pamiętam tamto zdarzenie z czystej próżności, bo kiedy się jest skromnym blogerem, jest czymś oczywiście bardzo przyjemnym zobaczyć, jak to się człowiek staje źródłem inspiracji dla wszelkiej maści mainstreamowych publicystów, i to bez najmniejszego wstydu i opanowania z ich strony, natomiast problem banków i tego, czym one się stały w naszym świecie, absorbuje mnie już zupełnie niezależnie od tego, co się na zmianę rodzi i zdycha w głowie kogoś takiego jak Rafał Ziemkiewicz.
A zatem, wróćmy może do początku. Któregoś dnia przyszło mi do głowy, by policzyć wszystkie banki, jakie w ciągu minionych kilku lat powstały w mojej okolicy i wyszła mi liczba 12. Mamy więc te banki, a oprócz nich jedną restaurację, jeden gówniany salon gier z dwoma automatami, punkt sprzedaży kebabów, trzy sklepy ze starą odzieżą, jeden prywatny, ledwo już żywy, sklep spożywczy, dwie „Żabki”, jeden sklep papierniczy, jeden lombard, jeden punkt bukmaherski, jeden kościół, jedno więzienie i szewca, który chyba od kilku lat nie żyje. To wszystko. Reszta to już te banki.
Tak się składa, że mam znajomego, który od wielu lat pracuje na różnych, średnio eksponowanych stanowiskach w przeróżnych bankach. I proszę sobie oto wyobrazić, że podczas niedawnego spotkania, powiedział mi on, że najgorszą rzeczą, jaką możemy zrobić, to korzystać z dowodu osobistego. Jeśli mamy choć trochę instynktu samozachowawczego, pierwsze co powinniśmy zrobić, to schować dowód osobisty głęboko do szuflady i nie wyciągać go stamtąd pod żadnym absolutnie pozorem. Dlaczego? Dlatego mianowicie, że jeśli go zaczniemy ze sobą nosić, może się zdarzyć, że go zgubimy, a jeśli go zgubimy, to może się oczywiście też zdarzyć, że znajdzie go ktoś na tyle zdesperowany, że pójdzie z nim do jednego ze wspomnianych wyżej banków, potem, jeśli trzeba będzie, do następnego, a następnie do kolejnego, i w końcu, przy którejś tam próbie, weźmie na niego kredyt, który my będziemy musieli spłacać. I nie będzie takiej siły na niebie czy na ziemi, która nas przed tym długiem uratuje.
W czym rzecz? Otóż te biedne dziewczyny, zajmujące się podstawową działalnością wszystkich banków, a więc sprzedawaniem kredytów, staną na głowie, by udzielić go każdemu, który o niego poprosi, nawet jeśli jest to niski brunet z wąsem legitymujący się dowodem ze zdjęciem przedstawiającym wysokiego blondyna z błękitnym spojrzeniem, bo ów kredyt daje jej dodatkowe sześćset złotych do pensji, a więc coś, co dla niej akurat może oznaczać życie. A jeśli z tego zrobi się afera, ona oczywiście straci pracę, tylko po to, by za chwilę – bez najmniejszego problemu, bo takich obrotnych dziewczyn poszukuje każdy bank – znaleźć sobie nową, natomiast właściciel dowodu z tego kredytu się nie wygrzebie, choćby się za nim wstawił sam papież Franciszek. Tak to podobno wygląda.
Opowiada mi mój znajomy, że od pewnego czasu żarłoczność banków stała się tak uderzająca, że można podejrzewać, że już niedługo ich właściciele opracują system, który będzie zmuszał ludzi do zakładania kont, brania kredytów, czy kupowania kart w sposób bezpośredni – nie drogą reklamy, czy ulicznego nagabywania, ale wręcz fizycznie. Ja oczywiście nie wiem, jak to będzie dokładnie wyglądało, ale mogę oczywiście sobie pewne rozwiązania wyobrażać. Może się więc na przykład okazać, że robiąc dowolne zakupy, choćby i za gotówkę, każdy z nas otrzyma kartę kredytową, którą będzie musiał płacić przynajmniej raz na rok, pod groźbą jakiejś tam sankcji. Może też być tak, że nie trzeba będzie akurat nic kupować, natomiast sama karta będzie musiała być corocznie odnawiana za drobną opłatą. Ale też może się stać tak, że nic z tą kartą nie trzeba będzie robić, wystarczy tylko mieć świadomość, że tam jest do wiecznej i natychmiastowej dyspozycji parę tysięcy złotych.
A może ów plan wygląda zupełnie inaczej, może oni już nam szykują coś takiego, czego nasza wyobraźnia na razie nie jest w stanie przewidzieć? Może i tak. Możliwości z pewnością jest wiele. Jedno jest jednak pewne: to wszystko idzie w tym kierunku, że banki albo zbankrutują i zamienią się w kupę gruzu, albo znajdą sposób na to, by dalej kwitnąć, a ów sposób musi się wiązać z jakimś rodzajem wymuszenia. Czy możemy się przed tym jakoś bronić. Oczywiście, jak już wspomniałem wcześniej, musimy pilnować dowodu osobistego. Myślę jednak, że niedługo może dojść do jakiejś liberalizacji systemu, w związku z czym będziemy musieli zacząć pilnować również wszelkich innych dokumentów, na których jest nasze nazwisko i adres, choćby rachunków za gaz, mieszkanie, czy energię elektryczną. Jakiś czas temu mojej młodszej córce kupowałem telefon i w celu potwierdzenia czegoś tam, musiałem w tym punkcie przedstawić jakikolwiek tego typu rachunek. Chodzi mi o to, że niedługo ów rachunek może się stać jedynym wymaganym dokumentem. A jeszcze za jakiś czas nie trzeba będzie mieć już nic. Wrócimy do domu z pracy, a w skrzynce na listy znajdziemy list, w którym będzie napisane: „Gratulujemy! Właśnie zostałeś naszym stutysięcznym klientem. Z tej okazji otrzymujesz od nas kredyt w wysokości 50 tysięcy złotych. Dzięki nowemu przyjaznemu dla klienta systemowi, nie musisz robić nic. Umowa została już przez Ciebie podpisana elektronicznie, a organizacją spłaty kredytu, jako Twój bank, zajmiemy się już osobiście. Mamy też dla Ciebie mega-niespodziankę. Szczegóły znajdziesz w SMS-ie, który właśnie został do Ciebie wysłany”.
Piiiiip!

Jeśli ktoś jest tu po raz pierwszy i mu się spodobało, informuje, że w sklepie pod adresem www.coryllus.pl można kupić wszystkie moje książki, w tym pierwszy wybór felietonów z tego bloga pod tytułem „O siedmiokilogramowym liściu i inne historie”. To już jest końcówka wydania. Cena jest wyjątkowo atrakcyjna, a dodruku nie będzie. Również pozwalam sobie przypomnieć, że ten blog jest dla mnie bardzo waznym źródłem utrzymania. Jeśli więc komuś się powyższy tekst spodobał, bardzo proszę o wsparcie pod podanym obok numerem konta. Dziękuję.





Komentarze

  1. Wyobraź sobie taki oto koszmar:

    Idziesz do głosowania , do urny i dostajesz listę , a na tej liście zamiast nazwisk kandydatów nazwy różnych banków...

    OdpowiedzUsuń
  2. @sąsiad Grula z Sieprawia
    Nie wiem, czy Cię to zaskoczy, ale moja wyobraźnia jest bardziej perwersyjna. W końcu, czemu zamiast tych reklam nie ma tam na Ciebie czekać podpisana już za Ciebie umowa?

    OdpowiedzUsuń
  3. No ale wtedy to nie będzie demokratyczne... jak Ty wybierzesz bank to odbędzie się wszystko demokratycznie, myślę że nie doceniłeś mojej dbałości o szczegóły.

    OdpowiedzUsuń
  4. @sąsiad Grupa z Sieprawia
    Może i tak. Ja zakładałem, że wtedy już nie będzie wielu banków, ale jednak wspólna korporacja.

    OdpowiedzUsuń
  5. @All
    Przy okazji chciałbym poinformować, że syn mój właśnie obronił pracę magisterską na piątkę i w ten sposób pokonał mnie o całe okrążenie: ja dostałem zaledwie tróję plus. Tyle dobrego, że mamy najlepszy dowód na to, że z genami jest wszystko w jak najlepszym porządku.

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja dziewczyna "dostała" z banku w którym nie miała konta kartę płatniczą której nie zamawiała. Musiała za to zapłacić 40 zł.Sytuacja ta miała miejsce po tym jak pytając o kredyt podała dane z dowodu.Kredytu nie dostała ale kartę już tak.

    OdpowiedzUsuń
  7. @toyah

    Serdeczne gratulacje dla syna :)
    I ojca oczywiście też ;)

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  8. Toyahu,

    Przekaz Antkowi moje gratulacje.
    Ty za to wczoraj napisales tekst na ...jak to sie tutaj nazywa,outstanding?

    Trzymajcie sie

    OdpowiedzUsuń
  9. @Artur Górski
    Dziwne. Myślałem, że to wciąż mamy przed sobą.

    OdpowiedzUsuń
  10. @ifa
    To jest fakt. Mam w tym pewien udział. Nie decydujący i pewnie bez praktycznego znaczenia, ale mam.
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  11. @tobiasz11
    Bardzo dziękuję. I za jedno i za drugie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy Rafał Trzaskowski zaprosi Miley Cyrus na uroczyste otwarcie nowej oczyszczalni ścieków?

"Für Deutschland", czyli o metodzie skutecznego uprawiania polityki

A więc Trump, czyli białe Święta?