środa, 19 czerwca 2013

O dorzynaniu watahy inaczej



Minęło już kilka dobrych dni od czasu, jak nasz kolega LEMMING przysłał mi to zdjęcie z krótką opinią, że jest w nim coś, co jednak przeraża, a ja, powiem szczerze, choć nie będę ukrywał, że pewne szczególne myśli miałem, to przestraszyć się jakoś nie potrafiłem. Dałem sobie więc kilka dni na przemyślenie sprawy, no a przede wszystkim na zorientowanie się w sytuacji, by wiedzieć już na pewno, czy rzeczywiście jest się czego bać. Dziś, po ponad już tygodniu, wszystko potwierdza moją oryginalną ocenę: mamy do czynienia ze zwłokami.
Dziś zaszliśmy sobie z panią Toyahową do lokalnej Żabki, aby zakupić butelkę wina na okoliczność tych strasznych upałów i przy okazji wpadła mi w oko „Gazeta Wyborcza”, gdzie oni na pierwszej stronie zamieszczają wyniki jakiegoś swojego badania, z którego wynika, że zdecydowana większość Warszawiaków nie może już znieść widoku tej swojej ukochanej pani prezydent. Z sondażami, a już zwłaszcza przeprowadzanymi na zamówienie „Wyborczej”, należy oczywiście bardzo uważać, szczególnie, jak idzie o ich intencje, kiedy to sam nawet diabeł nie jesteś w stanie ich rozpoznać, nie zmienia to jednak faktu, że oni ewidentnie judzą, i to judzą na rzecz porażki, która musi stanowić gwóźdź do trumny projektu, który dotychczas stanowił zarówno sens, jak i gwarancję ich istnienia.
Ktoś mi powie, że to jest taka gra. Że oni robią te sondaże po to, by nas zmylić, uśpić naszą czujność, odwrócić naszą uwagę, i kiedy mu już uznamy, że wygraliśmy, to dostaniemy tak w łeb, że się nie pozbieramy, i wtedy dopiero zrozumiemy, co miał na myśli Donald Tusk, kiedy mówił, że się bez walki nie podda. A kiedy Hanna Gronkiewicz–Walc wyszczerzy swoje urocze dziąsła, zobaczymy, czym jest strach naprawdę.
Otóż nie. To tak nie działa. Ten rodzaj manipulacji nie istnieje. Nie ma bowiem takiej możliwości, by wielkiej grupie społecznej najpierw wbić do głowy pewną informację, która de facto zmienia całe jej życie, a następnie poinformować, że nie, że to był tylko taki żart, i że wszyscy mają wracać do codziennych zajęć i udawać, że nic się nie stało. Wiemy bowiem wszyscy świetnie, jak działa tak zwany przekaz. Tam nie ma miejsca na wahania. Wszystko musi być oparte na idealnej wręcz konsekwencji, szczególnie jeśli owo wszystko jest od początku do końca wierutnym kłamstwem.
Mieliśmy okazję na własne oczy obserwować, jak to wyglądało na początku lat 2000, kiedy to System uznał, że Leszek Miller i jego ferajna to już ostateczna przeszłość. Pamiętamy bardzo dobrze, jak wystarczyło zaledwie kilka miesięcy, by zarówno Lech Kaczyński, jak i Jarosław, stali się dwoma niemal pierwszymi pod względem popularności politykami w Kraju. Wystarczyła jedna chwila przekierowania ataku w przeciwną stronę, by poszła lawina, której już nikt nie był w stanie zatrzymać. Czy ktoś sobie wyobraża, by w roku 2004, czy tym bardziej 2005, System nagle ogłosił, że nie, nieprawda, że ten Kwaśniewski z Siwcem to jednak równi goście, Miller był jednak fantastycznym premierem, Święcickim fantastycznym prezydentem Warszawy, a o tak wybitnych politykach, jak Kołodko, Sobotka i Ulicki, to już nawet nie ma co wspominać? Oczywiście, że nie. Tak się nie żartuje. Jak już zaczęto te dożynki, to trzeba było je skończyć.
A kiedy przed wyborami 2005 roku nagle spostrzeżono, że robi się niebezpiecznie, było już za późno. Po prostu za późno.
Uczepiłem się tego porównania z ostatecznym upadkiem postkomuny, i wiem, że część szczególnie bardziej uważnych czytelników tego bloga może tu poczuć pewne poirytowanie, ale daję słowo, że ja to podobieństwo, wręcz ścisłą tamtej akcji powtórkę, widzę bardzo wyraźnie. I oczywiście, podobnie jak dziś nie wiem, czemu System nagle postanowił wystawić swoje ukochane dziecko, Platformę Obywatelską na pastwę losu, i wtedy nie miałem też pojęcia, co oni chcą od tego biednego Kwaśniewskiego. No ale coś z całą pewnością chcieli i pokazali te swoje pretensje najlepiej jak umieli.
Patrzę na to nieszczęsne zdjęcie Donalda Tuska, opublikowane z taką starannością i oprawione tym żałosnym zapewnieniem, że on się będzie bronił, i przypomina mi się wspomniany ledwo co notkę wcześniej Wojciech Fibak, kiedy stoi przerażony przed Latkowskim i błaga go o to, by on może poprosił swoich mocodawców, by mu dali tę jeszcze jedną szansę. Przypomina mi się ten Fibak i myślę sobie, że ja bym bardzo chciał zobaczyć, jak wyglądały podobne negocjacje, tym razem prowadzone przez Donalda Tuska, zanim on ostatecznie udał się do swoich przyjaciół z „Polityki”, oni załatwili mu tę sesję, gdzie on robi tę swoją minę, a on drążącym głosem szepcze: „Nie oddam Polski bez walki”. Chciałbym to widzieć, jak on – zapewne parę smutnych dni wcześniej – szlocha: „Zrobię wszystko, co mi każecie”. To musiało być dopiero przedstawienie!

Bardzo proszę o to by, w miarę indywidualnych możliwości, finansowo wspierać ten blog. Musimy przetrwać jeszcze tę końcówkę. Dziękuję.

3 komentarze:

  1. Na szczęście w przypadku pani Gronkiewicz można zaufać sondażowi "Wyborczej". Przyznam, że nie sprawdzałam, ale chyba wszystkie podpisy zostały zebrane. Przynajmniej jak ja składałam swój to było jeszcze do uzbierania 1500, ale informacja dotarła do mnie pocztą pantoflową, więc nigdy nic nie wiadomo. Teraz czekam na referendum, podobnie jak cała moja rodzina.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Ninnyel
    Z tego co wiem, ona w Warszawie już budzi tylko śmiech, alebo wściekłość. Na zmianę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz, ja myślę, że to jednak chodzi o media właśnie. Masz rację z tym jak piszesz, że to nie dział ot tak sobie jak pstryknięcie. Sterowanie opinia publiczną wygląda jak holowanie wielkiego frachtowca przez mały holownik. Manewry można robić ale niewielkie, a zmianę kursu trzeba robić powoli i z wyczuciem. Chodzi o to, że jeśli masy zmieniają nastawienie bo każde okradanie i niszczenie ma swoje granice to trzeba mieć rękę na pulsie. Wahadło się wychyliło w drugą stronę i nie ma zmiłuj. Zrobili wszelkie możliwe badania i wyszło, że Tusk to już chabeta nadająca się do rzeźni na rytualny ubój. W takim momencie oni nie mogą udawać, że nic się nie dzieje i że da się to szybko odwrócić. Żeby zmienić kurs to najpierw trzeba zatrzymać ten którym frachtowiec idzie a to trwa. Dlatego żeby znowu uzyskać opinię fachowych i niezależnych, media muszą walić w Tuska i ludzi wyznaczonych do odstrzału jak w bęben. Co będzie później to się zobaczy ale teraz trzeba iść z kursem i delikatnie go naginać w określonym celu. Na szczęście tak spolaryzowali scenę polityczną, że nie mają nikogo w zamian i w łagodny sposób nic nie wykreują. HGW też już jest do odstrzału to tylko kwestia techniczna czy uda się wszystko przeprowadzić. Elbląg pokaże jak duże jest wahnięcie i pokaże już ostatecznie dla Donalda bo on tam jeszcze próbuje walczyć. Jeśli PO tam przerżnie to już się posypią jak domino. Ostatnio była jakaś akcja w szkle kontaktowych, do którego zadzwoniła jakaś rozżalona i oburzona kobiecina i miała pretensję do Miecugowa, że podsrywa rząd. Tak powiedziała. Dysonans poznawczy ją wybudził i wpadła w panikę na poważnie. Wygibasy jakie robi RKK na Salonie to też nie w kij dmuchał. Czekamy na Elbląg, może być ciekawie.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.