piątek, 29 sierpnia 2008

Adam Michnik, czyli człowiek bez właściwości raz jeszcze

Pisząc dzisiejszy tekst, czuję i wyrzuty sumienia i spory niepokój. Wyrzuty sumienia, ponieważ - co na pewno zauważyli czytelnicy mojego bloga - osobą o nazwisku Adam Michnik, podobnie, jak Michnika kolegą, Jerzym Urbanem, programowo się nie zajmuję, a niepokój, bo - przynajmniej z mojego punktu widzenia - dwa dni obcowania ze zjawiskiem pod nazwą Adam Michnik, musi być zajęciem męczącym i podtrzymując wczorajszy temat, mogę się narazić tym, którym narazić bym się nie chciał.
Nie mam jednak wyjścia, bo z Michnikiem - okazuje się - jest jak z chipsami; niezdrowe, ohydne, absolutnie niepożywne, a mimo to, po pierwszej paczuszce, człowiek sięga po drugą, bo bez tej drugiej pierwsza nie ma sensu.
We wczorajszej refleksji, postawiłem - przyznaję, przewrotne pytanie - na jakiej plaży wypoczywa Adam Michnik. Oczywiście, nie chodziło mi tak naprawdę ani o plażę, ani o wypoczynek, ani w ogóle o to, czym zajmuje się Adam Michnik na co dzień i w czasie urlopu, bo to akurat nie ma znaczenia.
Zadając to pytanie, odniosłem się do świetnego artykułu red. Rybińskiego w Rzepie, w którym sugerował, że polityk Platformy Zbigniew Chlebowski, na przykład, może zostać odnaleziony każdego dnia wśród swoich wyborców, wśród półek w supermarkecie, w kawiarni, czy na piasku dowolnej plaży. Jako zwykły codzienny konsument.
Siadając do pisania tych słów, wychodziłem z założenia, że nad ogólną sytuacją w naszym Kraju, nie sprawuje kontroli, ani najbardziej zwykłej pieczy, ani Zbigniew Chlebowski, ani jego ogłupiali wyborcy, ale jeszcze ktoś. Ktoś o wiele ważniejszy, ktoś kto może przyjść na pogrzeb Bronisława Geremka i wygłosić przemówienie, nie w imieniu Parlamentu, nie w imieniu Państwa, nie w imieniu Kościoła, ale też nie w imieniu Rodziny, czy Przyjaciół, lecz w imieniu swoim własnym, czyli w tym wypadku w imieniu Adama Michnika.
I moje pytanie, mój problem, dotyczył tego, czy Adam Michnik, występując gdziekolwiek, bo przecież pogrzeb prof. Geremka był tu tylko pretekstem, występuje w swoim imieniu, czy w imieniu kogoś jeszcze. A jeśli w imieniu kogoś jeszcze, to kogo?
Na pytanie, postawione explicite - kim jest Adam Michnik - odpowiedział wyczerpująco blogger frau pranajtis w punktach:
1.Michnik chodzi do ulubionej warszawskiej restauracji tajskiej Jerzego Urbana.
2.Lubi czerwone wino (pił z Urbanem)
3.Lubi wódkę (pił z Kiszczakiem)
4.Nie lubi Berezy Kartuskiej.
5.Lubi nagrywać znajomych.
6.Nie lubi konkurencji i nie odpuszcza sobie nawet na imprezach pogrzebowych.
7.Jako jeden z niewielu internowanych zawdzięcza ludziom honoru wczasy i możliwość napisania kilku książek.
8.Nie lubi lustracji i dekomunizacji.
9.Lubi wysyłać sprośne smsy paniom z agencji... turystycznych Jedna skutecznie molestował.
10.Ma gruźlice.
11.Pali dalej papierosy.
12.Spedza wakacje na Kanarach.
13.Wstydzi się swojej rodziny - rzadko wspomina dokonania dydaktyczne matki Heleny Michnik, brata czyli stalinowskiego kata - Stefana i bojownika - komunisty o wolność Ukrainy - ojca Ozjasza Szechtera.
Kiedy, jednak nie usatysfakcjonowany wyjaśnieniami, dopytałem, frau pranajtis uzupełnił swoje wyjaśnienie dodatkowymi punktami:
14.Jest spod znaku wagi.
15.Nosi okulary i sztuczna szczękę.
A sytuacja dalej dla mnie jest nieklarowna. W ostatnim Wproście, Jacek Kurski, mówiąc o swoich relacjach z bratem, Jarosławem, wyjaśnia, że dla niego wzorem i bohaterem był zawsze Jarosław Kaczyński, podczas gdy dla jego brata, Adam Michnik "jeden z największych intelektów i pomysłów na Polskę ostatniego dwudziestolecia."
I ja oczywiście do pewnego momentu wiem, o co chodzi. Jest Jarosław Kaczyński - polityk, prezes Porozumienia Centrum, poseł, premier, jeden z animatorów życia politycznego w Polsce.
Ale Adam Michnik? Intelekt i pomysł na Polskę? Przecież według bardzo wiarygodnych informacji, on nawet nie jest już redaktorem naczelnym Gazety Wyborczej. Ba! Mówią osoby poinformowane, że w rzeczywistości nigdy nie był. On był tylko nazwą, on zawsze był jedynie głosem, informacją, wskazówką, fotografią.
Weźmy Jerzego Urbana, człowieka którego nazwisko wypowiadam tu po raz pierwszy i ostatni. Kim jest Jerzy Urban. Najprościej by było powiedzieć, że jest to człowiek na zdjęciu, do którego link wczoraj przesłał mi blogger cheshirecat75. No ale można też powiedzieć, że to żyd, komunista, ateista, milioner, wydawca. Jak ktoś chce poezji, to cham, swołocz, bydle, etc. etc. Ktoś to jest i ja mniej więcej wiem, kto to taki.
Ale kim jest Adam Michnik? Człowiek, który podobno, jako jedyny zrezygnował z udziału w sprzedaży akcji Agory i w ten sposób nie został miliarderem. Człowiek, który nie występuje w telewizji. Człowiek, który niechętnie udziela wywiadów. Człowiek, o którym nie wiadomo nic. Człowiek bez rodziny, bez życia prywatnego, bez miejsca zamieszkania. Człowiek z dwoma przyjaciółmi - z Wojciechem Jaruzelskim i wspomnianym już Jerzym Urbanem. Człowiek, który, wydaje się, nie chce brać udziału w polityce. Człowiek, który wycofał się z praktycznego redagowania gazety, którą współtworzył. Człowiek, który kiedyś był autorytetem dla wielu, a dziś - wszystko wskazuje na to, że z własnego wyboru - autorytetem tylko dla kilku najbardziej ogłupiałych obywateli.
Człowiek, który dziś spędza głównie czas, skarżąc w procesach sądowych wolną opinię publiczną i od czasu do czasu pisząc jakiś artykuł w Gazecie Wyborczej.
Człowiek, który staje nad świeżym grobem Bronisława Geremka i wygłasza czterdziestominutowe przemówienie, które właściwie jednogłośnie zostaje uznane za nieprzyzwoite, a które jednocześnie jest komentowane z taką uwagą, jakby wygłosił je ktoś, kto pojawia się tylko czasami, zabierze głos i odejdzie, z jednoczesną zapowiedzią, że kiedyś znów wróci.
Kim Pan jest, Panie Redaktorze? Czy Pan coś zamierza? Czy mam się bać?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.