piątek, 12 września 2008

A co jeśli?

Dzisiejszy dzień mija pod znakiem zabawy, jakiej czujnym obserwatorom naszego życia politycznego, dostarczył Przemysław Gosiewski. Jakby ktoś się jeszcze nie zorientował, chodzi o to, że Gosiewski, albo – jak najbardziej nawet inteligentni i intelektualnie opanowani komentatorzy czują się w obowiązku zauważać – Edgar, wystąpił wczoraj u Rydzyka i bełkotał. Bełkotał do tego stopnia, że fragmenty jego wypowiedzi były niezrozumiałe. Tym samym z miejsca wzbudził podejrzenia, że jest pijany… no i, w sposób absolutnie zrozumiały, doprowadził wielu do szyderczych parsknięć.
Temat ten poruszyłem już w komentarzu na blogu mojego kolegi z Salonu marka.dumle, ale ponieważ i Marek retorycznie się wykręcił, a i ja jakoś nie potrafię o sprawie zapomnieć, uznałem, że wypada zwrócić się do Was z pewną refleksją.
Jeśli idzie o Gosiewskiego, każdy chyba zauważył, że od pierwszego dnia, kiedy jego osoba stała się częścią publicznego przekazu, stał się Gosiewski jednocześnie i politykiem jednym z ważniejszych, a jednocześnie politykiem jednym z najbardziej wykpiwanych.
Za co śmiejemy się z Gosiewskiego? Najbezpieczniej byłoby powiedzieć, że z Gosiewskiego śmiejemy się dlatego, że jest głupi, niesympatyczny, a być może jeszcze po prostu zły. Tak by było najbezpieczniej, ale chyba nie do końca szczerze i prawdziwie. Bowiem faktem jest, że wielokrotnie – jeśli nie przede wszystkim – z Gosiewskiego się śmiejemy dlatego, że wygląda pokracznie i mówi bełkotliwie. Powiem precyzyjniej – wygląda bardziej pokracznie, niż większość z nas, i mówi też bardziej niewyraźnie, niż my sami i ludzie, których na co dzień spotykamy.
Dlaczego uważam, że główny ton szyderstw z Gosiewskiego nie jest spowodowany merytoryczną, czy też intelektualną stroną tego, co Gosiewski robi i mówi? Dlatego najzwyczajniej, że Gosiewski może i jest głupi, ale na pewno nie bardziej głupi, niż zdecydowana większość polityków i w ogóle osób publicznie znanych. Gdybyśmy się chcieli śmiać z Gosiewskiego ze względów merytorycznych, to nasze śmianie się byłoby czystą stratą czasu i energii. Gosiewski, bowiem, jeśli intelektualnie odstaje od przeciętnej, to akurat nie w tym kierunku, o którym modnie jest tu myśleć.
Fizycznie jest inaczej. Fizycznie faktycznie Gosiewski rzuca się w oczy. Ciekawe przy tym jest, że on absolutnie się tym zdaje nie przejmować. Robi wrażenie człowieka, który zna swoją wartość, zna swój cel i, co może najważniejsze, zna intelektualny i czysto ludzki wymiar osób, które się z niego śmieją.
Wczoraj Gosiewski wystąpił u Ojca Rydzyka i fatalnie bełkotał. On zawsze mówi niezbyt wyraźnie, ale tym razem, mówił bardzo niewyraźnie. Do tego stopnia niewyraźnie, że część jego wypowiedzi była niezrozumiała. Oczywiście, w telewizji TVN natychmiast przypomniano bełkot prezydenta Kwaśniewskiego i zasugerowano, że Gosiewski był po prostu pijany, tak jak niegdyś Kwaśniewski.
Ja nie mam pojęcia, czy Gosiewski jest pijakiem. Nie wiem, czy on w ogóle pije, a jeśli pije, to co pije i, jak na alkohol reaguje. Wiem, że pije Kwaśniewski, wiem, że pił Wachowski, wiem, że, przynajmniej kiedyś, jeszcze w czasach starej Solidarności, pił Wałęsa. Czy pije Gosiewski – nie wiem? Biorę pod uwagę, że może i pije. Nie wykluczam więc, że wczoraj był pijany do tego stopnia, że bełkotał.
Tak na marginesie, muszę się przed Wami przyznać, że ja bardzo lubię alkohol. Lubię whisky przede wszystkim, ale też lubię koniak, Lubię też czerwone wino i mam okresy, kiedy piję dużo piwa. Mimo to, że bardzo lubię alkohol, nie upijam się. W ogóle. Z tej prostej przyczyny, że ja bardzo źle znoszę stan tak zwanego upojenia. Wystarczy, że wypiję ciut za dużo. Nie dużo. Ciut za dużo, a natychmiast zaczynam bełkotać. To jest u mnie pierwszy objaw tego, że za dużo wypiłem. Zaczynam bełkotać i kręci mi się w głowie. W ogóle dość często kręci mi się w głowie, nawet kiedy jestem po mleku, herbacie, czy kawie. Tak jestem skonstruowany.
W przypadku Gosiewskiego, tym bardziej nie wiem, czy on bełkotał, bo był pijany, czy może bełkotał, bo wypił troszkę za dużo i nawet mimo tego, że nie był pijany, miał bełkotliwy głos. Dlaczego tym bardziej? Dlatego, że Gosiewski zawsze mówi bełkotliwie. Nawet kiedy jest ewidentnie trzeźwy. On mówi bełkotliwie troszkę na zasadzie takiej, na jakiej mi właściwie bez przerwy kręci się lekko w głowie.
Jest jednak jeszcze jeden powód, dla którego używam zwrotu „tym bardziej”. Otóż Gosiewski nie zawsze wyglądał tak jak dziś. Kiedyś, w Newsweeku, poświęconym razem z okładką Gosiewskiemu, widziałem jego zdjęcie, jako młodego mężczyzny. Na tym zdjęciu Gosiewski stoi pod Murem Berlińskim i wygląda ładniej, niż w tych czasach wyglądałem ja i większość moich znajomych.. Oczywiście, możliwe, że to tylko zdjęcie, ale faktem jest, że młody Gosiewski wyglądał w najgorszym wypadku zwyczajnie. Wygląda na to, że od tego czasu stało się coś, co sprawiło, że Gosiewski zaczął się fizycznie zmieniać. I co sprawiło, że wygląda dziś tak, jak wygląda i że w najróżniejszych miejscach, szczególnie w okolicach portalu onet.pl. budzi kpiący śmiech.
Nie wiem na ile to jest prawda, zwłaszcza, że tę opinię słyszałem tylko raz, ale spotkałem się ze zdaniem, że Przemysław Gosiewski cierpi na chorobę, która ma wpływ na jego wygląd zewnętrzny. Jak mówię, nie wiem, na ile to jest prawda, ale biorę pod uwagę, że to może być prawda. A jeśli faktycznie jest tak, jak słyszałem, to sytuacja zmienia się dramatycznie. Gosiewski, jak wszyscy wiemy, słowem nie mówi na ten temat, jest zawsze mocny, pewny siebie i – w moim odczuciu – intelektualnie bardzo sprawny. Oficjalnie – poza tym jednym wypadkiem – nie było na ten temat żadnych chyba informacji, ale jest oczywiście możliwe, że Gosiewski jest chory.
A jeśli tak, to mogło się zdarzyć, że wczoraj w audycji Radia Maryja, Gosiewski mówił bełkotliwie nie dlatego, że był pijany, ale z zupełnie innych przyczyn. A jeśli tak, to nie ma się z czego śmiać.
Oczywiście całe to moje pisanie może być kompletnie bez sensu. Ja zdaję sobie doskonale sprawę z tego, co ryzykuję. Może się okazać, że Gosiewski wcale nie jest chory. Może się też okazać, że on wygląda jak wygląda, bo tak. Bez przyczyny. Ja na przykład jestem mały i gruby, ktoś ma wielkie uszy, kto inny potwornie krzywe nogi, a jeszcze kto inny jest komicznie pokręcony. Może się nawet okazać, że Gosiewski był wczoraj u Rydzyka pijany jak bela i powinien zostać za to wyśmiany.
Ale chciałem przy tym zwrócić uwagę na jeszcze inne ryzyko. Ryzyko, jakie wszyscy na siebie bierzemy, kiedy się z kogoś śmiejemy. A śmiać się lubimy. Czym bardziej jesteśmy wykształceni, czym bardziej wyszczekani, czym bardziej czujemy się wylansowani, tym częściej czujemy potrzebę śmiać się z innych. Znam świetnie środowiska, w których do dobrego tonu należy kpić i to, jak skutecznie potrafimy się pośmiać z innych świadczy o naszej towarzyskiej pozycji. A śmiać się możemy z wszystkiego. Z tego, że Jarosław Kaczyński śpi z mamusią, z tego, że nie ma pieniędzy, z tego, że śmiesznie przebiera palcami.
Śmiejemy się z polityków, z artystów, z sąsiadów, z kolegów, śmiejemy się z ludzi na ulicy i ten nasz śmiech zawsze świadczy nie tylko o naszym poczuciu humoru, ale o czymś więcej. O tym mianowicie, że jesteśmy inteligentni i błyskotliwi, jak tysiąc błyskawic.
Kiedyś Morrissey śpiewał: „It’s so easy to laugh, it’s so easy to hate. It takes strength to be gentle and kind”. Tak łatwo jest się śmiać. Tak łatwo nienawidzić. Grzeczność i dobroć wymagają siły.
Pewnie, że łatwo się jest smiać. Pewnie, że łatwo jest kogoś znienawidzić. Czy w związku z tym nie należy się śmiać? Ależ skąd! Śmiejmy się. Śmiejmy się gdziekolwiek i kiedykolwiek mamy na to ochotę. Śmiejmy się z Gosiewskiego, Kaczyńskiego, z Pitery, z Kuby Wojewódzkiego, Dody i z Tuska i z kogo tylko mamy ochotę. Musimy jednak pamiętać, że tak samo, jak ja teraz ryzykuję, broniąc Gosiewskiego, tak samo ryzykują ci wszyscy, którzy się z niego dziś – i nie tylko dziś – śmieją.
Bo łatwo jest się śmiać. Ale też łatwo jest z siebie przy tym zrobić idiotę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.