środa, 20 stycznia 2016

Europa: nie dla idiotów?

Dla każdego z nas, kto żyje wystarczająco długo i z w miarę otwartym sercem, jest jasne, że grzebanie w języku i w znaczeniach, może postawić wiele spraw na głowie, a jeśli komuś szczególnie zależy na tym, żeby to osiągnąć, to warto czasem powalczyć. Najwybitniejsi specjaliści z Ministerstwa Kłamstwa i Propagandy, znanego inaczej pod nazwą Ministerstwa Prawdy i Edukacji, doskonale wiedzieli, że kontrolując przeszłość, kontrolują przyszłość, ale – być może nawet i lepiej – że kontrolując język, kontrolują człowieka.
Jeśli mamy wystarczająco dużo lat, by pamiętać czasy, które nam było przeżyć pod komunistycznym butem, doskonale wiemy, jak słowo potrafiło stać się ciałem. I wcale tu nie szydzę. Jestem jak najbardziej poważny, ponieważ nigdy nie miałem wątpliwości, że to co nam wprowadzono, to była prawdziwa religia, z prawdziwymi rytuałami, prawdziwymi mszami, w czasie których modlono się do autentycznego Dzieciątka, tyle że o nazwisku Lenin. Ci co pamiętają to zdjęcie, to je pamiętają. Oni tak to sobie właśnie zaplanowali. Dać nam coś w zamian. I jeśli dzisiaj głupi ludzie śmieją się z kościelnych rytuałów, tych pieśni, tych szat, to ani im do głowy nie przychodzi, że padli ofiarą najbardziej perfidnego kłamstwa. I że jeśli któregoś dnia będą kpić z Pierwszej Komunii, że to zupełnie jak owo „pasowanie na młodzika”, to są jeszcze tacy, którzy będą z nich autentycznie dumni.
Bo jest właśnie tak, że – czasem w większym, czasem w mniejszym stopniu – najbardziej liczą się te słowa i znaczenia, które im nadamy. Proszę zwrócić uwagę, że najczęściej z manipulacją tego typu mamy do czynienia na poziomie ideologii, albo tego, co się ideologią stało. Od czasu jak ideologią stał się seks i generalnie robienie sobie dobrze, możemy zapomnieć o używaniu – we wszystkich językach świata – w tradycyjnym znaczeniu, słów takich jak gumka, impreza, trawa czy seks właśnie. A słowo miłość? Czy ono przypadkiem nie otrzymało nowego sensu? Jeśli któraś z czytających ten tekst pań myśli, że mi się pomieszało we łbie, niech spróbuje zwrócić się do swojego kolegi w pracy z pytaniem „czy masz gumkę?” Nie do wiary! Tak jakby ktoś bardzo sprytny doszedł do wniosku, że wystarczą zaklęcia, a wszystko nabierze odpowiedniego kształtu.
Pamiętam jak jeszcze wiele, wiele lat temu, pewien dobry kolega opowiadał mi, że wracał pociągiem z Niemiec i w przedziale siedziała jedna pani, która relacjonowała swojemu towarzyszowi wrażenia z pobytu w wielkim świecie i w pewnym momencie krzyknęła: „A tych taksówek to tam tyle, że aż strach wyjść na szosę!” Pamiętam, że bardzośmy się wszyscy śmiali z tej pani, ale z perspektywy lat, jeśli się dobrze zastanowić, to zobaczymy, że, jakkolwiek jej zachwyt by nie był komiczny, ona przynajmniej nazywała rzeczy po imieniu. Ona zwyczajnie opisała stan faktyczny. Stwierdziła fakt, że w Niemczech jest bardzo dużo samochodów, i że dla kogoś nie przyzwyczajonego, nie jest łatwo się w tym zgiełku poruszać. Jakkolwiek jednak byśmy byli rozbawieni zachwytem tej pani, jedno jej przyznać trzeba. Nie wrzasnęła: „Ależ tam jest Europa!”
Z punktu widzenia dzisiejszych czasów i emocji, jakie nam przyszło odczuwać, ta pani zachowała się jednak jak burak na widok tzw. cywilizacji. Dla niej ulica była szosą, a samochody taksówkami i wszystko działo się bardzo szybko. Ale ja bym bardzo chciał podkreślić raz jeszcze. Ona przynajmniej nie uznała, że właśnie miała kontakt z Europą. A nawet, jeśli gdzieś w głębi swojej świadomości czuła, że była w Europie, to z pewnością słowo Europa rozpoznała w jego dosłownym, zgodnym z prawdą, znaczeniu. A nie zrobiła tego, co niestety wielu z nas robi notorycznie, dzień w dzień, aż do tak zwanego „porzygania”.
Dziś, z wszystkim swoimi wspomnieniami, bardzo tęsknię za południem Francji, za Londynem, a nawet może i za Frankfurtem, a jednocześnie od czasu do czasu czytam na TVN-owskim pasku, że czy to w Kolonii czy Sztokholmie znów doszło do jakiś przykrych wydarzeń, i doskonale zdaję sobie sprawę z tego, co z tą naszą Europą zrobiła ta banda, ten obślizgły gang barbarzyńców.
Syn mój jakiś czas temu pewnego lata spędził ponad miesiąc w Hiszpanii. Chciał znaleźć jakąś pracę, a myśmy byli pewni, że nie będzie z tym najmniejszego kłopotu. On, według wszelkich, powszechnie obowiązujących standardów, wygląda bardzo dobrze, jest mądry, grzeczny, wykształcony, no i zna świetnie hiszpański. Niestety, Hiszpania przeżywa ciężki kryzys i tam gdzie on akurat był, bezrobocie sięga ponad 20%. Jak idzie o Hiszpanię, wiemy – jak już wspomniałem – też jednak coś znacznie więcej. To jest piekło i on tego piekła trochę doświadczył. Mimo to tęskni za Hiszpanią dzień w dzień. On tęskni za tymi ludźmi, za tą Europą. Za tym kościołem, z tym niezwykłym księdzem. Za ta prawdziwą Europą, która – mimo wszystko – wciąż jakoś sobie radzi.
I teraz trzeba nam wrócić do języka i do tego kłamstwa. Ja wiem, co to jest Europa. Ja wiem co to jest europejskość i co to jest dzicz. Jeśli dziś, po tych wszystkich latach moich doświadczeń, moich nadziei i moich zawodów, muszę słuchać z ust ludzi zakłamanych, fałszywych i złych jakieś niestworzone bzdury na temat Europy i buractwa, to ja bardzo dziękuję. Ja doskonale się orientuję, co jest wielkie w Europie i dlaczego należy do tej Europy niestrudzenie zmierzać. Ja doskonale wiem, jak nam bardzo ta Europa jest potrzebna. Ale ja też doskonale zdaję sobie sprawę z tego, do czego tę piękną Europę doprowadzili zwykli tandeciarze, najzwyklejsza sowiecka hołota. Jeśli ja dziś słyszę w mojej ulubionej telewizji o brytyjskich nożownikach, o tych rozbitych rodzinach, o tej wiecznie dostępnej aborcji, o tych bandach faszystów i zwykłych debili niszczących swoje piękne miasta, to ja doskonale wiem, co się w mojej Europie wyprawia. Jeśli ja dzień w dzień muszę słuchać, jak ta banda kretynów próbuje mnie naciągnąć na najbardziej tandetny numerek, to ja proszę, żeby mnie z tego wyłączyć. Bo ja wiem, czym jest Europa. I wiem, że to, co oni nam proponują, to nie jest żadna Europa. To zwykła ruska gra w trzy karty.
Na koniec, chciałbym jeszcze raz zwrócić uwagę na to towarzystwo, z którym mamy do czynienia. Oto ludzie, którzy nie mogą nam dać spokoju nawet na chwilę z tą swoją niby-Europą. Od rana do nocy, zawracają nam głowę, swoimi głupkowatymi uwagami na temat tego co europejskie, a co zaściankowe. No ale niech będzie. Może faktycznie im chodzi o Europę autentyczną, o Europę piękną, Europę szlachetną? Tyle że to akurat nie jest prawda. Wystarczy im się przyjrzeć. Wystarczy popatrzeć, jak się zachowują, posłuchać co mówią. Ja ich wczoraj miałem okazję przez parę godzin oglądać w telewizji, i powiem zupełnie szczerze, że byłem w szoku. Przy całej mojej wiedzy, przy moich uprzedzeniach i bardzo niedobrych podejrzeniach, to co zobaczyłem przerosło moje wszelkie dotychczasowe wyobrażenia. Zobaczyłem tych pajaców, jak jeden po drugim wchodzą na mównicę i próbują nas po raz kolejny wykiwać, ciągną nas i ciągną i ciągną do tej swojej „Europy”, i sobie uzmysłowiłem, że oni mają tu na myśli coś bardzo szczególnego. Oni, uznawszy, że Wielki Sowiet zdechł, obstawili coś, co im akurat wydało się interesujące. Ta banda ruskich chamów nie ma na uwadze Europy naszych marzeń. Im chodzi o coś dokładnie przeciwnego. Oni są jak te kompletnie obojętne, bezmyślne, ogłupione dzieci, spędzające swoje życie między siłownią a lekcjami angielskiego i wiecznie rozmyślające o tym wspaniałym świecie, który kiedyś będzie też ich.
Otóż nie. Przyszłość nie będzie taka. Bo ów niby-europejski incydent, to był w rzeczywistości tylko incydent. I teraz wreszcie przychodzi czas na to, żeby dać świadectwo. Żeby pokazać, żeśmy się nie dali nabrać na ten nowy język. Żeby pokazać, a przede wszystkim powiedzieć, że w tej sytuacji, przy tych akurat propozycjach, przy tym poziomie kłamstwa, my pozostaniemy wierni sobie. My postanawiamy zostać burakami.

Informuję, że w czwartek, czyli już jutro, w Opolu na Uniwersytecie, o godzinie 18, będę opowiadał o TymKtóryNiePrzepuszczaŻadnejOkazji. Zapraszam wszystkich, a tych, którzy mają zbyt daleko, do księgarni na stronie www.coryllus.pl, gdzie są do kupienia wszystkie moje książki. Do wyboru, do koloru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz