piątek, 15 stycznia 2016

Gdy dzień taki ciemny, czyli Kędryna rulez

Tyle jest zdarzeń i tyle tematów, którymi warto by się było zająć, jednak stało się tak, że od początku grudnia przeniosłem się częściowo na Twitter i tam się dzieją rzeczy, które zwyczajnie nie dają szans na normalne komentowanie polityki. Oto znany nam już wcześniej Marcin Kędryna wrzucił na owym Twittterze następujące zdjęcie:


Tym sposobem więc z jednej strony pokazał nam wszystkim co znaczymy, z drugiej uruchomił jakąś tam debatę, moim zdaniem dużo za spokojną, na temat panującej w Kancelarii Prezydenta sytuacji i kontroli, jaką nad nią sprawuje sam Prezydent. Ponieważ osobiście ów Marcin Kędryna jest dla mnie niczym kolec w bucie, uznałem, że spróbuję pewną część swojej aktywności zarówno na Twitterze, jak i też tu na blogu, poświęcić właśnie jemu. Jestem bowiem przekonany, że jeśli nie uda nam się tej sprawy już wkrótce załatwić, dojdzie do autentycznej katastrofy i każdy z nas wówczas będzie się mógł poczuć winnym. W tej sytuacji zapraszam do ponownego czytania mojego tekstu jeszcze sprzed zaprzysiężenia Andrzeja Dudy, w którym wyrażałem jeszcze zaledwie obawy, by dziś już wyłącznie wołać o opamiętanie.

Od dnia gdy Coryllus wykazał na swoim blogu zaniepokojenie rzekomym pojawieniem się w otoczeniu prezydenta-elekta Andrzeja Dudy człowieka nazwiskiem Marcin Kędryna upłynęło trochę czasu i każdy kolejny dzień przynosi nam niestety informacje, że ów Kędryna faktycznie się tam kręci i to kręci w taki sposób, że można się autentycznie przestraszyć. Ja sam akurat, zarówno podczas naszych prywatnych rozmów, jak i w odpowiednim komentarzu pod wspomnianym tekstem, wyraziłem przekonanie, że nawet jeśli Kędryna jest w istocie rzeczy znajomym Prezydenta, to absolutnie nie można sobie wyobrazić sytuacji, by ten go zatrudnił choćby w charakterze nadwornego czyściciela klamek. Dlaczego? Z wielu powodów, ale wystarczy wspomnieć na fakt, jak ów Kędryna się nosi. Nie ma bowiem takiej możliwości, by Andrzej Duda, przeprowadziwszy tę nieprawdopodobną wręcz kampanię, która dała mu prezydenturę kraju, nagle postanowił to wszystko zniszczyć, zdając się na kogoś, kto wedle wszelkich znanych ludzkości kryteriów jest oczywistym freakiem. I to na pierwszy rzut oka.
A więc tym samym ogłosiłem bardzo jednoznacznie, że Kędryna to mitoman, który w jakiś niepojęty dla normalnego umysłu sposób zdołał przekonać połowę – niekiedy bardzo poważnych – komentatorów, że jego głos się liczy, i to do tego stopnia, że ile razy oni chcą się dowiedzieć, co się dzieje u Andrzeja Dudy, powinni dzwonić właśnie do niego, a tymczasem sam Kędryna, jak gdyby nigdy nic, odbiera te telefony i przekazuje oświadczenia, które następnie są relacjonowane jako głos z bezpośredniego otoczenia prezydenta-elekta, czy wręcz świadectwo jego „bliskiego przyjaciela”. W pewnym momencie doszło wręcz do tego, że ktoś zwyczajowo tak świetnie poinformowany jak Robert Mazurek, ogłosił w tygodniku „W Sieci”, że to Kędryna właśnie będzie przedstawicielem prasowym prezydenta Dudy.
Mijają więc dni, a każdy z nich przynosi kolejną wypowiedź tego dziwnego człowieka, kolejne wklejone przez niego na Twitterze zdjęcie i kolejne potwierdzenie, że jeśli chcemy dowiedzieć się, jak przebiegają przygotowania do wielkiej inauguracji, należy pytać jego – Marcina Kędrynę. A ja myślę, że to jest równie dobry moment jak każdy inny, by wyjaśnić, skąd to moje przekonanie, że mamy do czynienia z takim mniejszym Dyzmą. Otóż przede wszystkim stąd, że to, co stało za wspomnianym na początku tekstem Coryllusa, a więc informacja, że Kędryna to redaktor naczelny pisma „Male Men” i miłośnik samochodów BMW, mnie w żaden sposób nie zaniepokoiła, lecz jedynie zmobilizowała do tego, by go sprawdzić dokładniej. A stamtąd już była prosta droga przede wszystkim do serii jego portretów, ale też do prywatnego bloga pod adresem www.3neg.pl, który przedstawia nam "odjazd" w stanie czystym, a wręcz można by powiedzieć, że jego karykaturę. Z tego, co Marcin Kędryna każdego dnia notuje na swoim blogu otrzymujemy obraz kogoś, kogo nie są w stanie opisać żadne słowa, bo każde z nich jest natychmiast przesłaniane przez któreś z tych zdjęć, jakich wiele można znaleźć w Internecie.
Wczoraj w pewnym momencie prawicowe media zaczęły się ekscytować – jak się już wkrótce okazało, kompletnie fałszywą – informacją, że organizatorzy obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego na warszawskie uroczystości nie zaprosiły Andrzeja Dudy, no i w pewnym momencie ktoś się oczywiście zwrócił z prośbą o komentarz do Marcina Kędryny, który oświadczył, że „sprawy nie komentujemy”. A ja już wiedziałem, że ja akurat ową sprawę skomentować będę musiał. Bo to czego jesteśmy świadkami, to nic innego jak kolejny – tym razem chyba najbardziej dźwięczny – dowód na skretynienie mainstreamowych mediów. Żeby się w ten sposób dać wystawić, tegośmy dotychczas obserwować nie mieli okazji. Do inauguracji zostało nam 6 dni. 7 sierpnia Andrzej Duda obiecał ogłosić nazwiska ludzi, którzy będą mu pomagać w jego służbie dla Ojczyzny. Jeśli w tym towarzystwie, jako specjalista od kontaktów Prezydenta z mediami, znajdzie się człowiek, którego obecność musi spowodować, że świat zacznie zadawać pytanie: „Co to za jeden?”, a jedyną odpowiedzią będzie pełna zażenowania informacja, że to podobno „kolega Dudy ze szkoły” , to, przepraszam bardzo, ale ja już teraz ogłaszam, że świat, który znaliśmy, w tych dniach się skończył, a ja głupi nawet tego nie zauważyłem.

Wszystkich zainteresowanych zapraszam do księgarni pod adresem www.coryllus.pl i do kupowania moich książek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz