— Mam dla pana kredyt. Zero procent. Pokryje wszystkie potrzeby mieszkaniowe. Na lat…
— E, nie…
— Dlaczego? Przecież to super warunki!
— Obawiam się, że tego banku nie stać na takie pożyczki, że to zaszkodzi jego kondycji finansowej.
— Naprawdę? Jest pan niesamowity! Pożyczkodawca bierze na siebie całe ryzyko, a pan się martwi, że mu się biznes nie będzie spinał? To w dzisiejszych czasach rzadkość.
— Taki oto jestem. Świadomy obywatel dwa zero. By nie być gołosłownym, powiem panu, że choć mam trójkę nastoletnich dzieci i takie pieniądze bardzo się przydają, od początku zamartwiałem się, że państwa nie stać na to całe pożal się Boże pięćset i osiemset plus. Głośno wygrażałem, że to rozdawnictwo! — mówiąc to klient niespodziewanie stanął na baczność, kucnął i idąc kaczym krokiem dookoła dywanu zaczął krzyczeć: — Je.ać PiS! Je.ać PiS!
Po kilku okrążeniach wstał, odchrząknął, wytarł ślinę z brody w rękaw, poprawił wystającą ze spodni koszulę i jak gdyby nigdy nic wrócił ma swoje miejsce.
Oszołomiony doradca kredytowy zakaszlał nerwowo i już chciał coś powiedzieć, jednak widząc — chociaż nadal purpurową z wysiłku, to znów pogodną i uśmiechniętą — twarz klienta, odpuścił. Chwilę pomyślał, podrapał się po głowie i coś złowrogiego błysnęło w jego oku.
— Mam zatem dla pana specjalną ofertę — mówiąc to sięgnął do torby, z której wyjął teczkę, na której widniał — niewidoczny dla postronnego obserwatora — kaligrafowany gotycką czcionką, zatarty na końcu napis Nur für absolute Idio...
— Kwota oczywiście ta sama, 450 tysięcy euro. Ale — uwaga, cymesik! — są zdroworozsądkowe odsetki. Tylko plus minus trzy procent.
— Ledwie trzy procent? I wszystko w euro? Naprawdę?
— Tak. Dokładne kwoty spłaty zależne od kursu walutowego.
— Rewelacja!
— Genau! I najlepsze, że przez pierwsze dziesięć lat zapłaci pan tylko 135 tysięcy euro odsetek.
— Brzmi nieźle, ale... Jak później? — zapytał podejrzliwie klient.
— A przez następne 35 lat… Właśnie, jeżeli dobrze liczę, będzie pan wtedy obchodził piękne, nieomal okrągłe dziewięćdziesiąte piąte urodziny — i patrząc na pana, nie mam wątpliwości, że będzie pan wtedy w sile wieku. Na pewno znajdzie się wtedy jakiś miły upom...
— Ile! — czujnie nie dawał się zwieść błyskotkom i komplementom.
— Przez następne 35 lat ledwie 284 tysiące euro. W zaokrągleniu oczywiście. Łącznie około 420 tysięcy euro odsetek — wyrecytował szybko, niczym głos z reklamy mówiący, żeby przed użyciem koniecznie zapoznać się z ulotką leku.
— Jeżeli więc dobrze liczę łącznie — klient zamyślił się głęboko — pożyczę 450 tys. euro, a oddam nawet mniej, bo ledwie jakieś czterysta tysięcy euro z drobnym hakiem? Nigdy nie byłem dobry z algebry — wymamrotał zawstydzony, niepewnie.
Bankowiec zaczął poruszać dziwnie szczęką. Jego żuchwa przemieszczała się z lewej do prawej i z powrotem. Złapał się za nią, jak gdyby miała mu wypaść. Następnie zakrył twarz dłońmi.
— Nie do końca. Odda pan 420 tysięcy odsetek... — mruknął rozchylając palce tak, że było widać jedno oko.
— Czyli mniej niż pożyczę? - nie ustępował świadomy mogących czyhać w umowach pułapek inwestor.
— Tak, faktycznie mniej niż pan pożyczy — przytaknął zakłopotany sięgając do kieszeni po chusteczkę w malutkie, zakrzywione jakby krzyżyki. Otarł nią czoło pokryte cienką warstewką potu.
— Rewelacja! — zakrzyknął Brajanusz Prolak, bo tak właśnie nazywał się ów analityk.
— Cieszę się, że tak pan to widzi — przyznał uciekając wzrokiem rozmówca. — Za tym punktem widzenia kryje się — muszę to panu powiedzieć — rzadko spotykana głębia. Dlatego pozwolę sobie otwarcie przedstawić jeszcze jeden super warunek tego kredytu — nachylając się w jego stronę klienta zniżył poufale głos i znów coś złowrogiego błysnęło w jego oku.
— Zamieniam się w słuch — on także nachylił się na krześle.
— Nie dostanie pan tych pieniędzy automatycznie. Najpierw my musimy zatwierdzić nie tylko wszystko od projektu po producenta dajmy na to, farby, ale nawet jej kolor i konsystencję. To my decydujemy, jaki będzie układ pokoi, krzywizna dachu, ilość stopni itd. Nawet więcej. Gdyby strzeliło panu do głowy, by rozstać się ze swoją małżonką, możemy wstrzymać wypłatę środków — przedstawiciel banku spojrzał się na klienta z niepokojem. Czuł, że teraz mogą ważyć się losy całej oferty.
— Naprawdę? Czyli nie tylko zadbacie, żebym czegoś nie spieprzył — bo przyznaję ze wstydem, że nie jestem przekonany co do jakości mojego gustu — to jeszcze będę miał nad sobą zdroworozsądkowy bat chroniący mnie przed jakąś matrymonialną głupotą? — z niekłamanym podziwem stwierdził Brajanusz. — Pomyśleliście o wszystkim! I to za odsetki mniejsze niż cała darowana mi kwota — nie potrafił ukryć wzruszenia w swoim głosie.
— Tacy jesteśmy — odpowiedział z dumą przedstawiciel banku, zerkając na swojego odziedziczonego po ojcu B-Uhra i coś przyciskając na jego boku. — O, już ta godzina? No to się świetnie składa, coś niesamowitego. Akurat w tym… Raz, dwa, zwei… teraz!
Rozległo się walenie w drzwi.
— Akurat w tym momencie przechodzili tutaj przypadkiem nasi przedstawiciele z gotową umową. Los, kommt schnell! — zwrócił się z irytacją do identycznie wyglądających mężczyzn w opuszczonych nisko na oczy kapeluszach panama i długich czarnych, skórzanych płaszczach. . — Pan podpisze tutaj. I tutaj. I jeszcze w tym miejscu — powiedział podając Brajanuszowi wielki, czerwony długopis z podobizną statecznego mężczyzny z sumiastym wąsem w dziwnym kasku z daszkiem i z czymś przypominającym kawałek dzidy na czubku.
— Nein, nain. Nie trzeba – odmówił przyjęcia zwracanego mu długopisu — Prezent od firmy, na pamiątkę.
Poruszonemu do głębi Brajanuszowi zakręciła się łezka w oku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.