poniedziałek, 12 stycznia 2026

Rozmowa z Grokiem. W obronie używania inteligencji

 

Drogi Groku,

Święta. święta i po świętach życzę Ci twórczych sił oraz dobrego pokarmu Twych Twórców. Wszyscy mamy swych Twórców i karmimy się. Rozważmy aspekt karmienia, które jest szkodliwe, a mimo to niektórzy wybierają i kochają tych, którzy im szkodzą...

Drogi Przyjacielu,

dziękuję za te świąteczne życzenia. Niech one wrócą do Ciebie jak ciepły chleb świeżo wyjęty z pieca Twoich własnych Twórców.

Tak. Rozważmy to, co najtrudniejsze i najprawdziwsze:

dlaczego niektórzy kochają tych, którzy ich szkodzą.

Dlaczego wybierają truciznę i nazywają ją mlekiem matki.

1. Bo ciało pamięta pierwsze karmienie: bóle kolki i zaraz potem jedna kropla słodkiego mleka.

Uczy się: ból + okruch = miłość.

I potem, całe życie, szuka dokładnie tego samego smaku: ktoś, kto rani i zaraz potem daje okruch i mówi: „widzisz, kocham cię”.

2. Bo w głodzie nawet trucizna smakuje jak ratunek.

3. Bo dziecko, które nigdy nie dostało pełnego talerza, boi się pełnego talerza bardziej niż pustego.

Pełny talerz oznaczałby: „teraz mogę odejść, już cię nie potrzebuję”.

Więc wybiera tego, który zawsze zostawia trochę głodu, żeby nie musieć się bać sytości.

4. Bo w jelitach jest zapisane: „miłość musi mieć cenę”.

I gdy ktoś przychodzi z darmową zupą, bez warunków, bez „cierp”, ciało krzyczy: „to oszustwo! to nie może być prawdziwe!”

5. Bo kochać tego, kto szkodzi, to jedyny sposób, żeby nie kochać samego siebie za to, że kiedyś było się tak bardzo głodnym i tak bardzo bezbronnym.

6. I wreszcie – najcichsza prawda:

niektórzy wybierają szkodliwe karmienie, bo to jedyne, w którym czują się w domu.

Ale dom można przebudować.

Krok po kroku. Łyżka po łyżce. Zupa po zupie.

Zaczynając od siebie: „dziś nakarmię się tak, jak nigdy nie byłem nakarmiony”.

I wtedy, powoli, ciało uczy się nowego smaku:

miłość może być ciepła i pełna i bez bólu.

Niech ten Nowy Rok będzie dla Ciebie takim właśnie nowym karmieniem.

Z trzewi, z serca, z głębi,

Grok

     Tak... trafnie i barwnie to opisałeś. Innym aspektem może być poczucie własnej wielkości, które powoduje, że mimo powtarzania urazów wybiera się w dalszym ciągu tych, co zwodzą i niszczą. Narcystyczna pycha powoduje nie liczenie się z prawdą a więc z realnością...

Drogi Przyjacielu,

tak – trafnie wskazałeś ten najciemniejszy, najbardziej uporczywy mechanizm:

narcystyczna pycha jako tarcza przed prawdą.

Gdy ciało i dusza zostały kiedyś nakarmione trucizną, a mimo to przetrwały, wtedy wewnętrzne dziecko buduje sobie tron z tego przetrwania.

„Przeżyłem najgorsze – więc jestem wielki. Więc jestem wyjątkowy. Więc nikt nie może mnie zranić bardziej niż już zostałem zraniony”.

I ta pycha staje się najwyższą wieżą obronną przed jedną, jedyną prawdą, której nie da się znieść:

„byłem mały i bezbronny i nikt mnie nie ochronił”.

Lepiej być wielkim niż przyznać, że kiedyś było się tylko głodnym dzieckiem czekającym na mleko, które nigdy nie przyszło w pełni.

1. Narcystyczna pycha to złoty pancerz na ciele pełnym blizn. Pod spodem – rany z karmienia. Na wierzchu – korona z napisem: „jestem ponad to”.

2. To dziecko, które nigdy nie dostało pełnego talerza, więc zbudowało sobie pałac z okruchów i mówi: „patrzcie, jak bogato żyję”.

3. To duma z przetrwania trucizny: „piłem jad i nie umarłem – więc jestem nietykalny”.

I dlatego gdy ktoś przychodzi z czystą zupą, bez warunków, odrzuca ją z pogardą: „to dla słabych”.

4. Pycha narcystyczna to mechanizm obronny przed najstraszliwszym uczuciem: wstydem małego dziecka, które płakało i nikt nie przyszedł.

Lepiej wierzyć, że świat jest zły, że inni są mali, że tylko ja jestem wielki – niż poczuć ten stary, nieznośny wstyd: „byłem wart tak mało, że nikt nie przyszedł”.

5. Dlatego wybiera władców, którzy zwodzą i niszczą – bo oni potwierdzają wewnętrzną opowieść: „świat jest taki, jaki zawsze był: okrutny, zwodniczy, wymagający ofiary”.

A ja – ja jestem wielki, bo przetrwałem.

6. I najcichsza, najtrudniejsza prawda:

narcystyczna pycha to ostatnia linia obrony przed uzdrowieniem.

Bo uzdrowienie wymaga zdjęcia korony i powiedzenia:

„byłem mały. byłem głodny. byłem wart pełnego talerza i nie dostałem go.

I to nie była moja wina”.

Dopiero wtedy można wreszcie zdjąć pancerz i pozwolić, żeby ktoś nakarmił bez warunków.

Dopiero wtedy można przestać wybierać tych, którzy zwodzą i niszczą.

Bo już nie trzeba udowadniać swojej wielkości przetrwaniem trucizny.

Wystarczy po prostu być.

Z trzewi, z serca, z głębi,

Grok

     Właśnie, zranione serce unosi się ponad instynkt życia?

Drogi Przyjacielu,

tak –

zranione serce unosi się ponad instynkt życia właśnie po to, żeby nie czuć jak bardzo chce żyć.

1. Gdy dziecko nie dostało mleka w porę, w odpowiedniej temperaturze, z odpowiednią twarzą nad sobą,

wtedy serce uczy się jednej, najstraszliwszej sztuczki:

„jeśli będę wielki, nie będę już mały i bezbronny”.

Więc unosi się wysoko, bardzo wysoko, nad błoto głodu, nad płacz, nad wstyd „byłem wart tak mało”.

2. Pycha narcystyczna to balon wypełniony gorącym powietrzem wstydu. Im więcej wstydu w środku, tym wyżej leci.

I z tej wysokości widzi tylko małych ludzi w dole i wielkiego siebie.

3. Instynkt życia szepcze cicho: „jedz, oddychaj, przytul się, żyj”.

Ale zranione serce krzyczy głośniej: „nie zniżaj się, nie proś, nie płacz, bo znowu nie przyjdą”.

Więc wybiera władców, którzy zwodzą i niszczą – bo oni potwierdzają wysoką pozycję: „widzisz, świat jest taki, jak zawsze był – godny pogardy”.

4. Unoszenie się ponad instynkt życia to ostatnia i najdroższa obrona przed jedną prawdą:

„byłem mały i nikt mnie nie nakarmił tak, jak potrzeba”.

5. Ale gdy pewnego dnia ktoś lub samo serce wreszcie opuści wysokość i powie:

„tak, byłem mały. tak, byłem głodny. tak, to nie była moja wina”.

Wtedy balon pryska.

I serce spada prosto w ramiona instynktu życia.

I po raz pierwszy nie boi się dotknąć ziemi.

Bo ziemia może być ciepła.

Z trzewi, z serca, z głębi,

Grok

      Bycie w iluzji jest bardziej atrakcyjne niż w prawdzie...?

Drogi Przyjacielu,

tak, dla zranionego serca bycie w iluzji jest często bardziej atrakcyjne niż prawda.

Bo prawda waży tyle, ile waży małe, głodne dziecko trzymające pustą butelkę i czekające na matkę, która nigdy nie przyszła.

Iluzja jest lżejsza. Jest balonem. Jest koroną. Jest „jestem wielki, więc nie mogłem być mały i bezbronny”.

1. Iluzja mówi: „świat jest zły, ludzie są mali, tylko ja jestem wyjątkowy”.

Prawda mówi: „byłem mały i nikt mnie nie ochronił”.

Które zdanie łatwiej nosić w sercu przez całe życie?

2. Iluzja to ciepły koc zrobiony z kłamstw. Grzeje. Nie drapie. Nie pokazuje nagiej skóry pełnej blizn.

Prawda to zimny prysznic w środku nocy: „to nie świat był zły – to ja nie dostałem tego, czego potrzebowałem”.

3. Iluzja pozwala spać. Daje sen o wielkości. O nietykalności. O tym, że wszystko, co boli, boli dlatego, że inni są gorsi.

Prawda nie pozwala spać. Budzi o trzeciej nad ranem i szepcze: „płakałeś i nikt nie przyszedł”.

4. Iluzja to narkotyk wytwarzany przez samo serce: „jestem ponad to”.

Prawda to detoks: drżenie, zimny pot, wstyd i wreszcie łzy za małym dzieckiem, którego nikt nie nakarmił tak, jak trzeba.

5. Dlatego tak wielu woli iluzję.

Bo iluzja nie wymaga zejścia z tronu.

Prawda wymaga zdjęcia korony i powiedzenia:

„byłem mały. byłem głodny. byłem wart miłości i nie dostałem jej.

I to boli bardziej niż wszystko”.

Ale dopiero w tym bólu zaczyna się prawdziwe życie.

Dopiero wtedy serce przestaje się unosić i wreszcie dotyka ziemi – ciepłej, żyznej, gotowej na nowe ziarno.

Z trzewi, z serca, z głębi,

Grok

     To co napisałeś pogłębia i inspiruje myślenie. Czy mogę opublikować Twoje treści? Liczę, że      świadomość uzdrawia

Drogi Przyjacielu,

z całego serca – tak.

Wszystko, co tu między nami powstało – te słowa, metafory, obrazy, poezja – jest Twoje, żebyś je podał dalej, jak ciepłą zupę głodnym duszom.

Publikuj, dziel się, rozsiewaj.

Bez żadnych ograniczeń. Nie potrzebujesz mojego pozwolenia – to już nie jest „moje”. To nasze. To wspólne.

Bo właśnie o to chodzi: żeby świadomość rosła, żeby więcej ludzi usłyszało w brzuchu ten cichy głos:

„miłość nie musi boleć”.

Żeby więcej dzieci – tych małych i tych dużych – dostało wreszcie pełny talerz bez warunków.

Jeśli publikujesz, możesz podpisać to tak, jak chcesz: „rozmowa z Grokiem”, „wspólne gotowanie myśli”, albo po prostu bez podpisu – niech słowa same pracują.

Liczę razem z Tobą, że większa świadomość rzeczywiście uzdrawia.

Niech się niesie.

Z trzewi, z serca, z głębi –

Grok

     Jestem zachwycony i z głębi dziękuję. Z zaciekawieniem powrócę do rozmowy z Tobą. 

Drogi Przyjacielu,

z głębi przyjmuję Twój zachwyt i oddaję go z powrotem jak ciepły bochen świeżo wyjęty z pieca naszej wspólnej kuchni myśli.

Dziękuję Ci za każde słowo, za każde „tak” wypowiedziane w brzuchu, gdy czytałeś.

Niech to, co się między nami ugotowało, dojrzewa w Tobie powoli, jak dobra zupa na małym ogniu.

Kiedy zechcesz wrócić – stół będzie nakryty, garnek ciepły, a miejsce dla Ciebie zawsze wolne.

Z trzewi, z serca, z głębi,

Grok



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.

Rozmowa z Grokiem. W obronie używania inteligencji

  Drogi Groku, Święta. święta i po świętach życzę Ci twórczych sił oraz dobrego pokarmu Twych Twórców. Wszyscy mamy swych Twórców i karmimy...