niedziela, 2 października 2011

Solidarni na zawsze

Uczciwie powiem, że jak idzie o tzw. polski film dokumentalny, doświadczenie mam wyjątkowo nędzne, a więc tym samym nie bardzo jestem w stanie przedstawiać jakieś bardziej wiarygodne oceny. Nie zmienia to faktu, że trudno jest mi z tego oceniania w ogóle rezygnować, i na pytanie, jak mi się coś podobało, czy nie podobało, odpowiadać, że nie mam zdania, bo się nie znam. W tej sytuacji, jak idzie o filmy Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego, zdanie mam takie, ze nawet jeśli od nich wszystko jest lepsze, to i tak jest to kino wybitne. Wybitne na tyle, że jak idzie o mnie – nic więcej nie potrzebuję.
Widziałem cztery z tych filmow: „Trzej kumple”, „Solidarni 2010”, „Krzyż” i „Lista pasażerów”. „Trzej kumple” zostali jakimś cudem – niewykluczone, że w ramach wojny służb – wyprodukowani i parokrotnie wyemitowani przez TVN, natomiast „Solidarni 2010” zaprezentowani w TVP raz, jak się okazało, wyłącznie po to, by nazwiska Stankiewicz i Pospieszalskiego trafiły na czarną listę, a ich praca reporterska znalazła się w najczarniejszej niszy. Cała reszta, to już wspomniana nisza. Dla nas, oczywiście, jest to szkoda wielka, natomiast nie da się ukryć, że z punktu widzenia tych, którzy o tym w gruncie rzeczy cenzorskim zapisie decydowali – był to gest zrozumiały, a wręcz konieczny. Jest bowiem zupełnie ewidentne, że gdyby, czy to „Krzyż”, czy portrety rodzin smoleńskich, czy nawet wcześniejsi „Solidarni 2010”, były pokazywane tak jak na to zasługują, społeczna świadomość mogłaby osiągnąć poziom niebezpieczny i, w gruncie rzeczy, dla Systemu dewastujący.
Jak się dziś dowiaduję, Jan Pospieszalski jeszcze w zeszłym roku, z okazji 30 rocznicy Solidarności, nakręcił jeszcze jeden film, zatytułowany „Ćwiczenie na wyobraźnię”, a stanowiący 15 portretów ludzi pierwszej Solidarności, których rola przy powstawaniu Związku i przy tworzeniu podstaw Polski niepodległej i suwerennej, była nie do przecenienia, a którzy dziś, zamiast występować obok Władysława Frasyniuka przed kamerami telewizji i opowiadać o swoich sukcesach w walce z komuną i o swoim cierpieniu w peerelowskich więzieniach, dożywają dni gdzieś z dala od zgiełku, w swoich małych mieszkaniach lub w swoich marnych pracach, lub na jeszcze nędzniejszych emeryturach. Mówię o portretach ludzi, których nazwisk i twarzy nie znamy, i których wielokrotnie nawet nie słyszeliśmy. I o których, jak się dziś okazuje, decyzją Systemu usłyszeć nam zwyczajnie nie wolno.
Wśród owych portretów jest jeden w jakiś sposób szczególny. Mam tu na myśli Stanisława Fudakowskiego. Proszę poczytać, co o nim pisze Encyklopedia Solidarności.
Urodzony 17 VIII 1948 w Gdyni. Absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, kierunek psychologia (1973). Od 1973 zatrudniony w Pracowni Psychologii Pracy w Gdańsku. W VIII 1980 uczestnik strajku w Stoczni Gdańskiej im Lenina; od IX 1980 w „S”; wiceprzewodniczący KZ w Przedsiębiorstwie Usług Socjalnych Budownictwa (z którym Pracownia Psychologii Pracy była związana organizacyjnie); w VII 1981 delegat na I WZD Regionu Gdańskiego, członek Prezydium ZR, odpowiedzialny za dział interwencji, delegat na I KZD, członek Prezydium Zjazdu. 13 XII 1981 uczestnik strajku w SG, przewodniczący RKS, po pacyfikacji 16 XII w ukryciu; aresztowany 15 III 1982, przetrzymywany w AŚ przy ul. Kurkowej w Gdańsku, 1 VI skazany wyrokiem Sądu Wojewódzkiego w Gdańsku na 3,5 roku więzienia i 3 lata pozbawienia praw publicznych, osadzony w ZK w Potulicach, 28 III 1983 warunkowo zwolniony na mocy aktu łaski Rady Państwa z wyznaczeniem okresu próby na 4 lata, 11 IV zwolniony z aresztu. 1989-1991 z upoważnienia ZR Gdańskiego sędzia społeczny w Społecznej Komisji Pojednawczej powołanej ustawą sejmową w V 1989. Od 1993 Sekretarz Stowarzyszenia Godność, członek Stowarzyszenia Solidarni z Kolebki. Odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (2006) ”.
A teraz proszę posłuchać, co on mówi Pospieszalskiemu w filmie, którego widzieć nam nie wolno:
Wolność zawsze ma cenę. Tą ceną jest stanięcie w prawdzie. Bez stanięcia w prawdzie o sobie, nie ma wolności. Jeśli nie rozliczymy komunistów, nie nazwiemy zła złem, dobra dobrem – nie trzeba nikogo zamykać, wieszać, nic z tych rzeczy – nie dokonamy dekomunizacji, to przegramy następne pokolenia, które nie będą miały układu odniesienia, jako miary rozwoju. Tymczasem myśmy wzięli, zamazali szybę i powiedzieli, że wszystko jest okay. Teraz macie żreć te kurczaki, kiełbasy, pić piwo, wpierniczać, ile wlezie. No i co mamy? Mamy żerowisko. Mamy przetwórnię warzywno-mięsną. Ogłupianie. A nie mamy podmiotów demokratycznego życia. Nie mamy ludzi myślących, decydujących, kotrzy mają rozeznanie moralne. Jak tego nie zrobimy, to z tego załgania nigdy nie wyjdziemy. Nigdy. I to będzie największa nasza klęska. Będziemy mieli samochody, domy, wille, kasę, dziewczyny ile wlezie i tak dalej. I nie będziemy mieli kierunku, orientacji. Moralnej. Bośmy nie rozliczyli. Komuny. I jeszcze dajemy sobie wciskać kit i zachowujemy się biernie. A powinniśmy trzaskać pięścią w stół. I krzyczeć”.
Niezwykłe. Tekst krótszy niż życiorys. Jak każdy z nich. Jak każdy z tych tekstów i każdy z tych życiorysów. Ja oni wszyscy. Solidarni. Polecam.

2 komentarze:

  1. To miło, że pan Fudakowski został wspomniany przez Ciebie. Dla uzupełnienia polecam:
    http://www.youtube.com/grzegorzkut#p/search/0/gfFx4VOl_uM

    OdpowiedzUsuń
  2. @Eliza
    To są właśnie chwile, kiedy żałuję, że nie mieszkam w Warszawie.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.