Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Auchan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Auchan. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 stycznia 2011

My ludzie z hipermarketu Auchan

Miniony weekend spędziłem w Warszawie, podejmowany przez mojego serdecznego kolegę Michała Dembińskiego. Michał Dembiński, jak niektórzy z nas z całą pewnością wiedzą, jest cudownym człowiekiem, uroczym kompanem, szczerym Polakiem, wspaniałym patriotą i serdecznym antykomunistą. Michał Dembiński urodził się w Londynie, w Londynie się wykształcił, w Londynie miał dom i wspaniałą pracę, i któregoś dnia pieprznął tym wszystkim i ze swoją rodziną przeprowadził się do Polski, bo czuł się Polakiem, Polskę zawsze kochał, i zawsze życzył jej jak najlepiej. Dziś Michał Dembiński głosuje, i tak długo jak sytuacja będzie tego wymagała, będzie głosował na Hannę Gronkiewicz Waltz na poziomie Warszawy, Bronisława Komorowskiego na poziomie kraju, oraz Davida Camerona na poziomie Wielkiej Brytanii, której razem z Polską wciąż jest obywatelem. Przy okazji Michał Dembiński ślubuje sobie uroczyście, że zrobi wszystko, by na polskie losy nigdy najmniejszego wpływu miał Jarosław Kaczyński i jego towarzystwo. Prawdopodobnie też z tego względu Michał Dembiński nie bardzo lubi rozmawiać na temat Smoleńska i tego wszystkiego co się tam stało.
Pamiętam, jak kiedyś Michał Dembiński, w ferworze którejś z debat na tym blogu, napisał, że na Ursynowie, w obrębie którego ma on piękny dom, „pies z kulawą nogą nigdy nie zagłosuje na PiS”. Z myślą, która stała za tą informacją polemizowaliśmy tu, jak sądzę dość skutecznie, a w pewnym momencie, o ile dobrze pamiętam, z odsieczą przybył nam nawet StudentSGH – człowiek zdecydowanie nie z naszego gangu. Mówię „z myślą”, bo oczywiście co do faktów, nie mieliśmy najmniejszych podstaw, żeby dyskutować. Co najwyżej mogliśmy pogardliwie wydąć usta, wzruszyć ramionami i – gdybyśmy chcieli być złośliwi – odpowiedzieć, że owszem, świetnie zdajemy sobie sprawę, że na Ursynowie nie mamy najmniejszych szans. Podobnie jak w Magnitogorsku. Lub pokiwać w zamyśleniu głową – gdybyśmy uznali, że tu nie ma co żartować.
Przypomniał mi się ów michałowy komentarz sprzed wielu miesięcy w minioną sobotę, kiedy zaszliśmy wspólnie do lokalnego supermarketu o nazwie Auchan, by na okazję naszego długowyczekiwanego spotkania kupić parę flaszek i coś do nich. Byłem tam już parokrotnie wcześniej, ale muszę przyznać, że nigdy nie miałem ani powodu, ani odpowiedniej inspiracji, żeby się wokół siebie rozglądać baczniej niż poza przestrzeń zajmowaną przez półki z towarem. Pamiętam tylko, że za każdym razem miałem wrażenie, że – choć sam sklep jest tej samej wielkości co każdy inny tego typu – jest tam znacznie więcej ludzi niż gdzie indziej, że mijane wózki są znacznie bardzie przepełnione, a przy kasach stoi znacznie więcej ludzi. I oto teraz, być może przez tę ogólną atmosferę jaka panuje w Polsce, a może z jakiegoś innego, nieuświadomionego przeze mnie powodu, zacząłem bardzo intensywnie przyglądać się naszym współzakupowiczom, i to na dodatek pod tym jednym tylko kątem – jako ludziom, wśród których gdyby nagle się pojawił kulawy pies, to on też by nie zagłosował na PiS. Gdyby pojawił się tam ten z jedną nogą kulawą pies, gdyby miał do wyboru Hannę Gronkiewicz Waltz i Czesława Bieleckiego, podobnie jak jego pan i sąsiedzi i znajomi pana, wybrałby Hannę Gronkiewicz Waltz.
Przyglądałem się tym ludziom tak intensywnie, że w pewnym momencie nawet wystraszyłem się, że ktoś to zauważy i mi coś powie. Ale kiedy już zacząłem, nie mogłem się powstrzymać. Patrzyłem na nich, a po głowie tańczyła mi ta jedna myśl. Że Michał miał bezwzględną rację. Nikt z nich nigdy nie zagłosuje na PiS. Mowy nie ma! I teraz, skoro już to sobie wyjaśniliśmy, muszę trochę opowiedzieć o tych ludziach. Ludziach, których kompletnie nie znam, ale których widziałem i którzy zrobili na mnie takie wrażenie. Otóż – nie wiem, może to jest kwestia w ogóle Warszawy, o której Michał mówi, że ona jest znacznie bliżej Londynu, niż Radomia – mam wrażenie, że ludzie, którzy mijali mnie w minioną sobotę w ursynowskim Auchanie, byli ludźmi bardzo, ale to bardzo zadowolonymi. Zadowolonymi przede wszystkim, że jest sobota i po pracowitym tygodniu oni wszyscy mogą się spotkać tu na zakupach, że wokół mają w bród wspaniałego, kolorowego towaru, że ten towar jest tani i w bardzo przystępnej odległości od ich dłoni, że te wózki są wystarczająco pojemne, żeby się w nich wszystko co oni sobie wypatrzą zmieściło. Ale też zadowoleni, że przez ten pracowity tydzień udało im się uczciwie zarobić na te zakupy, że w ogóle dobrze im się wiedzie, na tyle, że mają i ładne fryzury, ładne buty i w ogóle są bardzo dobrze ubrani. To być może przede wszystkim – że oni naprawdę dobrze wyglądają. A na nich, na zewnątrz czekają ich samochody, które są niemal tak ładne jak oni sami, a których bagażniki są wystarczająco pojemne, żeby zmieścić wszystko, co oni za chwilę wyjmą z auchanowskich wózków. I pojadą za chwilę do swoich domów, gdzie będzie na nich czekał kolejny bardzo sympatyczny weekend, który postarają się wykorzystać – tak jak co tydzień – jak najlepiej. I ostatnią rzeczą jakiej będą potrzebować w tym wszystkim, to Jarosław Kaczyński i jego obsesje.
Czy ja może sugeruję, że ludzie, których widziałem w minioną sobotę w warszawskim Auchanie, mają jakiś szczególny defekt? Że może oni są od nas gorsi. A może że oni w ogóle są jacyś inni? Nie bardzo. Owszem – oni są trochę inni, ale wcale nie na tyle, żebyśmy mieli ich jakoś szczególnie potępiać. Mogę nawet przyjąć taką ewentualność, że w swoim podstawowym wymiarze, oni są dokładnie tacy sami jak i my, a więc przede wszystkim nastawieni na to, żeby tego co już mamy nie stracić, żeby nikt im nie próbował mieszać w naszym życiu. Mój kolega Michał Dembiński opowiedział mi, że jest jeden rysunek Mleczki, który jemu bardzo, ale to bardzo się podoba. Oto stoi sobie młody król Kazimierz Wielki, a jakiś jego doradca mówi mu tak „Pamiętaj Kaziu. Zastałeś Polskę drewnianą. I lepiej nic nie kombinuj”. A więc, zupełnie paradoksalnie – wbrew intencjom Mleczki i podejrzeniom Michała – moglibyśmy uznać, że ludzie z Auchana na Warszawskim Ursynowie są jak ten doradca młodego Kazia Wielkiego. Oni bardzo proszą, by nie kombinować.
A więc w pewnym sensie są tacy jak my. Skromni, zwykli ludzie. Ludzie uczciwie pracujący, starający się dobrze wychować swoje dzieci, a niewykluczone, że wielu z nich już w niedzielne przedpołudnie z tymi dziećmi udający się na mszę do pobliskiego kościoła, gdzie, niekiedy wręcz siedząc obok nas, będą śpiewać pobożne pieśni i modlić się za pomyślność Ojczyzny. Tacy sami jak my, tyle że może trochę bardziej zamożni, a przez to bardziej przywiązani do swoich marzeń. A w tym przywiązaniu, naprawdę bardzo liczący na to, że będzie już tylko lepiej. Oczywiście, nie od razu, może też nie aż w takim stopniu, jak by to sobie wyobrażali, może nawet nie dzięki najlepszym, najmężniejszym i najzdolniejszym ludziom, może nawet dzięki ludziom nie do końca mądrym, kompetentnym i uczciwym. No ale mamy, co mamy. Mogło być lepiej, ale też spójrzmy na to co za nami. Popatrzmy wreszcie choćby na ten sklep. Czyż on, ze swoim jakże funkcjonalnym przepychem nie świadczy o tym, że jesteśmy na dobrej drodze? No i jeszcze jedno. Oni lubią Polskę i bardzo nie chcą, by na tej Polsce cokolwiek kładło się cieniem. Więc po co im taki PiS?
I to mnie prowadzi do wyjaśnienia, czemu w ogóle postanowiłem, przy tak neutralnym w gruncie rzeczy temacie, jego bohaterem uczynić mojego kolegę Michała Dembińskiego. Otóż przede wszystkim chodzi o to, że ja mam wrażenie, że on jest bardzo dumny z Polski, uważa że Polska to piękny kraj, który daje duże nadzieje na dobre i pełne dobrej satysfakcji życie. On patrzy na Polskę i widzi kraj, który niekiedy jeszcze wygląda jak Anglia lat 60-tych, czy Stany Zjednoczone lat 30-tych, ale wszystko idzie powoli do przodu. Z oporami, ale idzie. I dobrze jest być Polakiem, dobrze mieszkać w Polsce, dobrze jest tu umierać. I naprawdę nie ma żadnego powodu, żeby go co do tego pozbawiać złudzeń, mówiąc, że wcale nie jest tak słodko. Żeby go pozbawiać co do tego złudzeń, mówiąc że to jest kraj, który nam skradziono i to w najbardziej parszywy i podły sposób. I że to zrobili ludzie gorsi od najgorszych moskali. Tyle że on wiedząc to wszystko, nie rozumie, że Polskę można kochać nie za to czym ona jest, ale wbrew temu, czym ona jest. I chyba też nie wie, że nawet kiedy któregoś dnia te wszystkie Auchany się zawalą, a ludzie próbując spod nich uciec swoimi samochodami do swoich pięknych domów, do nich nie dojadą, bo utkną na nowowybudowanych, a już kompletnie rozwalonych drogach, a jeśli już im się uda dojechać, to zobaczą, że ich domy, skutkiem ostatnich opadów, są zalane przez lokalne podtopienia, to tę Polskę wciąż kochać warto i warto tu zyć i umierać. I że kiedy wtedy nagle Polska się przebudzi, a na je czele stanie przywódca na miarę Jarosława Kaczyńskiego, to ta Polska nadal będzie piękna. Więcej – będzie piękniejsza. I myślę, że tego on nie rozumie. I myślę też sobie, że – choć on akurat, przez swoją historię, stanowi przykład dość szczególny – właśnie przez tę szczególność świetnie symbolizuje tę zagadkę, która nas tak od długiego już czasu zadręcza.
To więc jest pierwszy powód. Drugi to taki, że Michał Dembiński napisał autentycznie znakomity tekst, który swego czasu zamieścił na swoim blogu, i właśnie zgodził się, bym go umieścił tutaj. A ja – nie chcąc go już w jakikolwiek sposób uzupełniać swoim komentarzem – pomyślałem, że napiszę do niego swoisty wstęp, właśnie w postaci tego wpisu. Jak mówię tekst Michała to tekst moim zdaniem wybitny, ale ma w sobie przy okazji to coś, co z całą pewnością wymaga uzupełnienia polemicznego. I bardzo bym chciał, żebyśmy tu ten tekst przeczytali, i go podziwiając, jednocześnie mu dołożyli – tak brutalnie jak tylko potrafimy. To jednak dopiero jutro.

Post Scriptum – Dla wszystkich tych, którzy swego czasu przejęli się moimi wynikami badań dotyczących Gazety Wyborczej, przedstawiam najnowszą aktualizację. Okazuje się, że papier na którym drukowany jest ten dziennik ostatnio bardzo obniżył poziom. O ile jeszcze rok temu, przy pomocy jednego wydania można było skutecznie umyć po dwa duże okna w dwóch pokojach, dziś ta sama ilość materiału z trudem wystarcza na jeden pokój i zaledwie początek drugiego. Chyba trzeba będzie się przerzucić na Rzepę, zwłaszcza że ceny są już podobno zbliżone.

Czy Donald Tusk wierzy w Boga?

        Gdy chodzi o kardynała Rysia, czy wielu innych księży, biskupów, arcybiskupów i kardynałów, to często bywa tak, że czuję rozczarowan...