Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reklama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reklama. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 maja 2019

Czy wykałaczka inż. Zięby skutecznie zwalcza paradontozę?


       Jak się dowiaduję, inżynier Jerzy Zięba, a więc typ, o którym tu zdarzyło mi się napisać dwukrotnie, najprawdopodobniej doczekał końca swojej kariery uzdrowiciela, a kto wie, czy przy okazji nie pójdzie siedzieć. Gdyby ktoś nie kojarzył, rozmawiamy dziś o człowieku, który przez pewien czas podróżował po świecie i tam, jak sam opowiada, odniósł znaczący sukces na polu tak zwanej medycyny alternatywnej, po czym wrócił do Polski, założył białą koszulę z krawatem do garnituru i zaczął robić autentyczną – naprawdę autentyczną – karierę i jeszcze bardziej autentyczne pieniądze.
       Ponieważ mam wrażenie, że ów zarys jest zbyt powierzchowny, a postać inż. Zięby jest tu elementem podstawowym, przybliżę ją nieco bardziej. Otóż w roku 1982 Zięba wyemigrował do Niemiec, gdzie pracował w saunie, sprzątał restauracje i pracował jako elektryk w masarni, rok później przeniósł się do Australii, gdzie podjął pracę jako kucharz, oraz nurek, zaliczając jednocześnie kursy z zakresu hipnozy klinicznej. Po powrocie do kraju zaczął zamieszczać filmiki w serwisie YouTube na temat medycyny alternatywnej, oraz, idąc za ciosem, zaczął organizować spotkania i prowadzić wykłady.  Założył też firmę pod nazwą Visanto, oferującą m.in. suplementy diety.
      W 2016 książka Zięby „Ukryte terapie. Czego ci lekarz nie powie” znalazła się na 10 miejscu wśród najlepiej sprzedających się pozycji na liście Empiku, po takich rarytasach jak Pilipiuk, Bonda, czy Twardoch.
      Jak mówię, pisałem o Ziębie dwukrotnie, za każdym raz w sposób wyjątkowo złośliwy, jednak dziś, kiedy słyszę, że po tych wszystkich latach polskie państwo postanowiło się za niego wreszcie wziąć, mam uczucia mieszane. Przede wszystkim cieszę się, bo, osobiście znam ludzi, którzy dzięki wierze w cudowne możliwości Ziębi autentycznie cierpią, ale przy tym też się dowiaduję, że to iż on głosił, że gdy zaczyna się grypa należy sobie nalać do ucha wody utlenionej, a człowiek który cierpi na depresję powinien w pierwszej kolejności nażreć się witaminy C i wówczas wszystko minie jak ręką odjął, to była tak zwana bułka z masłem. Otóż okazuje się, że Zięba miał ambicje daleko bardziej dalekosiężne. Jak słyszę, on ostatnio doszedł do punktu, gdzie ogłaszał, że gdy człowieka dopadnie zawał serca, ten przede wszystkim powinien zacząć się kłuć w nos wykałaczką i po kilku chwilach będzie jak nowonarodzony.
      Ktoś w tym momencie powie, że, skoro tak, to Zięba to wariat, na którego nie trzeba było w ogóle zwracać uwagi, jednak to nieprawda. Ja nie wiem dokładnie, ile osób korzystało z jego oferty, natomiast, owszem, wiem, że tego wciąż są setki tysięcy i na nich nie ma innej rady, jak Ziębę zwyczajnie odizolować.
       Czy owa wykałaczka była powodem, dla którego Ziębę postanowiono wziąć za frak, trudno mi powiedzieć, ale moim zdaniem, ona powinna wystarczyć. Jest jednak coś, co sprawia, że mam z tym co się stało pewien problem. Otóż całkiem niedawno obejrzałem sobie w telewizji mecz Liverpoolu, a w przerwie trafiłem na reklamę pasty do zębów, która rzekomo ma to do siebie, że jeśli ktoś z nas cierpi na krwawienie z dziąseł, po jej zastosowaniu będzie uzdrowiony. Reklama ta pojawiła się w przerwie meczu parokrotnie i dopiero za którymś razem zauważyłem, że tam gdzieś na ułamek chwili pokazuje się też gwiazdka, a pod gwiazdką informacja, że przy krwawieniu z dziąseł trzeba się koniecznie udać do dentysty, natomiast reklamowana pasta jest wyłącznie suplementem. Przyznaję, że nie wiem, jak jest w pozostałych przypadkach, czy tam, poza informacją, że należy się skonsultować z lekarzem lub farmaceutą, są jakieś gwiazdki plus praktyczne przyznanie się, że wszystko co słyszymy to bezczelne kłamstwo, wiem natomiast, że każdego dnia, na różnych radiowych i telewizyjnych kanałach poleca się nam setki razy najprzeróżniejsze środki na najprzeróżniejsze dolegliwości, w tym jak najbardziej na raka prostaty, czy trzustki. I choć każdy z tych środków jest równie skuteczny, jak wykałaczka inż. Zięby, tu akurat polskie państwo nie widzi najmniejszego powodu, by naszych braci idiotów brać w obronę.
        W tej sytuacji, dopóki i ten przekręt nie zostanie odpowiednio potraktowany, po dłuższym namyśle trzymam sztamę z inżynierem Ziębą. W ogólnym rozrachunku, tak naprawdę, jedyna szkoda jaka płynie z jego geszeftu to to, że komuś się zatka ucho od wody utlenionej, a grypa, skoro miała już nas dopaść, to i tak nas dopadnie. Co do wykałaczki, to, choć moje zdanie na temat stanu świadomości wyborców Platformy Obywatelskiej jest niezmiennie negatywne, nie wierzę, by nawet oni, kiedy już dostaną takiej cholery na Dobrą Zmianę, że im się serce zadławi, w tej dramatycznej sytuacji zamiast po swojego smartfona, sięgali po wykałaczkę.
      A zatem, apeluję o wolność dla inżyniera Jerzego Zięby.



Każdego, kto życzy sobie otrzymać moją najnowszą książkę o języku angielskim, jako tajnej broni Brytyjskiego Imperium, zachęcam do kontaktu pod adresem k.osiejuk@gmail.com.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

O kłamstwie, kłamstwie i kłamstwie

Wlaliśmy Niemcom w siatkówkę i pojawiły się reklamy. Na pierwszy ogień poszła przebrana za lekarza pani, która zachęciła nas, żebyśmy naszym dzieciom aplikowali fantastyczny syrop na zatoki. Naprawdę fantastyczny. Dziecko chce iść na basen, ale cierpi z powodu bólu zatok. Jedna łyżeczka i sprawa załatwiona. Można pływać. Ona, nie tylko zresztą jako lekarz, ale również sama matka dwójki dzieci, to wie. Dalej mamy przebranego za lekarza starszego pana, który mówi, że na przerost prostaty najlepsze są tabletki, które on sam stosuje i swoim autorytetem może zaświadczyć, że działają bez zarzutu. Po nim widzimy kolejnego pana w kitlu i stetoskopem na szyi, który poleca tym, którzy mają kłopoty z sercem, by kupili sobie naprawdę dobre tabletki, które nie tylko obniżają ciśnienie, ale też od razu cholesterol. Takie dwa w jednym. On również osobiście może zaświadczyć o ich skuteczności, bo jest lekarzem i się zna. Gdyby ktoś miał wątpliwości, na dole ekranu pojawiają się literki „d” i „r” no i nazwisko. Po kardiologu zjawia się kolejny lekarz i apeluje do tych, którzy mają kłopoty z wątrobą, by kupili sobie najnowocześniejsze tabletki, które mają taką siłę, że po ich zażyciu, każdy z nich będzie mógł żreć wszystko i do woli. Tu też widzimy jego nazwisko poprzedzone odpowiednim tytułem.
Skończyły się reklamy i niemal w tym samym momencie otrzymałem esemesa z następującą informacją: „Usiądź wygodnie w fotelu i weź głęboki oddech. Właśnie wygrałeś 500 tys. złotych. Aby odebrać nagrodę, wyślij SMS-a na numer 60280”. Zanim zdążyłem zareagować, przyszła kolejna wiadomość: „Zdejmuję z Ciebie grzech pokoleń! Klątwę, która blokuje Ciebie i Twoją rodzinę od 8 pokoleń. Muszę jednak wiedzieć, czy masz na sobie srebro. Odpowiedzi TAK/NIE na 72095/2.46”. I tu, niemal w tej samej chwili, otrzymuję kolejnego esemesa: „Jeśli jesteś właścicielem numeru 501454002, czeka na Ciebie nowiutkie czarne BMW. Wyślij SMS-a na numer 60280, a dowiesz się, gdzie możesz odebrać kluczyki”.
Nie pamiętam dokładnie, kiedy się to wszystko zaczęło. Czy jeszcze zanim na ul. Piotra Skargi w Katowicach przed Supersamem pojawili się ludzie z trzema kartami, czy już po tym, jak zostali usunięci przez policję. Wiem natomiast, że cwaniaków z kartami już nie ma, natomiast telewizyjne reklamy to już niemal wyłącznie banki i faceci przebrani za lekarzy. Wiem też, że zniknęli z katowickiego dworca śmierdzący bezdomni i zgięci w pół narkomani, a nawet ostatnio jakby mniej jest salonów gier i sexshopów, natomiast z całą pewnością ów ruch zwiększył się w ofercie esemesowej. I ja to rozumiem. Chodzi o to, by Polska była nie tylko nowocześniejsza, ale też żeby mniej cuchnęła.
Wszyscy od paru tygodni, mamy okazję obserwować, jak z jednej strony wspaniale i z jaką determinacją zwycięskie Prawo i Sprawiedliwość realizuje swoją wyborczą obietnicę, zaprowadzając w publicznej przestrzeni prawo i sprawiedliwość, a z drugiej natomiast, jak Polska stacza się do poziomu Białorusi, czy wręcz Północnej Korei i chyba bez bratniej niemieckiej interwencji się już nie obejdzie. Część z nas ma w tej kwestii swoje zdanie, inni jednak potrzebują medialnego wsparcia. I to dla nich właśnie organizuje się różnego rodzaju badania, sondaże i dyskusje autorytetów. Głównym tematem dzisiejszej debaty wydaje się być dylemat, czy telewizja kłamała, ale właśnie przestała, czy mówiła prawdę ale właśnie zaczęła kłamać. Gdy idzie o mnie, pozostaję neutralny. Jedyne co mnie dziś interesuje, to odpowiedź na pytanie, ilu w zeszłym roku zmarło mężczyzn, którzy zaobserwowali u siebie przerost gruczołu krokowego i zamiast pójść do lekarza i poddać się serii bardzo krepujących badań, zdali się na autorytet telewizyjnych medyków? Ilu zmarło na zawał serca, lecząc nadmiar cholesterolu ziołowymi tabletkami przepisanymi przez pana z reklamy w TVP? Ile z nas zmarło na raka trzustki, bo im w TVP powiedziano, że można pić i się zajadać bez żadnych konsekwencji pod warunkiem zażycia cudownej tabletki? Na razie tylko tyle. Z następnymi pytaniami zgłoszę się ewentualnie później.

Zachęcam szczerze do kupowania moich książek. Wszystkie są do nabycia w księgarni na stronie www.coryllus.pl.

piątek, 10 kwietnia 2015

Wybieramy zdrowie, bezpieczeństwo i OlivoCap na nadmiar woskowiny

We wczorajszym tekście przypomniałem opowieść przedstawioną przez Łukasza Ewangelistę o tym, jak to po zesłaniu na nich Ducha Świętego, uczniowie Jezusa niemal w jednej chwili nie dość że zaczęli wokół siebie gromadzić autentyczne tłumy, to jeszcze tłumy gotowe naprawdę na wszystko. Opowiada Łukasz, jak to od pierwszego dnia, gdy Apostołowie zaczęli nauczać o Zbawieniu, Żydzi tysiącami wyprzedawali majątki, porzucali swoje domy i, nie pytając już o nic, szli za nimi. I oto pewnego dnia pojawił się człowiek imieniem Annaniasz, położył u stóp Uczniów, jak mówił, wszystko co miał i zadeklarował chęć przyłączenia się do Kościoła. Ponieważ jednak okazało się, że Annaniasz pewną część wspomnianego majątku ukrył, a tym samym jego intencje zostały skompromitowane, musiał umrzeć.
Przedstawiłem ów tekst, proponując, byśmy się wspólnie zastanowili, dlaczego Annaniasz, skoro tak naprawdę jego przekonanie co do świętości nowej wiary było mocno ograniczone, postanowił się tam zaangażować i to wręcz ryzykując własnym majątkiem. Czy może dlatego, że uznał, że całe to chrześcijaństwo jest atrakcyjne towarzysko, czy może, że każdy zainwestowany grosz, przyniesie mu dwa, lub trzy kolejne, czy może czuł, że to tam właśnie jest przyszła władza, a może kierowało nim jeszcze coś innego. Tak naprawdę nie wiemy nic, natomiast pewne jest to, że on tam przyszedł z nie do końca czystymi intencjami i za to spotkała go śmierć.
Muszę się tu teraz przyznać do pewnej manipulacji. Otóż kiedy pisałem wczorajszą notkę, miałem już gotową pewną teorię, tyle że pomyślałem sobie, że zrobię tak iż najpierw przedstawię problem, dam sobie i innym czas na zastanowienie, a potem opowiem o tym, co sam wymyśliłem, gdy chodzi o motywy, jakimi mógł się kierować ów biedny Annaniasz. A zaczęło się od tego, że córka moja przyniosła do domu świąteczny numer „Gościa Niedzielnego”, w którym oczywiście znaleźliśmy całe mnóstwo fascynujących wręcz artykułów, zaczynając od wywiadu z Grzegorzem Górnym o tym, „co czuje dziennikarz stojący przed legendarnym Graalem i tuniką w której chodził pocący się krwią”, przez rozmowę z Romualdem Szeremietiewem o tym oczywiście, „co by się stało gdyby Polska granicę przekroczyły obce wojska”, po stały felieton Wojciecha Wencla, w którym prosi on Boga o wstawiennictwo przed hejterami. Mnie jednak uderzyło coś zupełnie innego, mianowicie reklamy. Proszę popatrzeć. To jest zaledwie jeden numer:
„Przesilenie wiosenne? Jak skutecznie wzmocnić organizm i przywrócić energię ‘Bodymax 50+’”;
„Na lepsze krążenie ‘Venoforton’”;
„Wczasy zdrowotne w Przytkowicach z dietą dr med. Ewy Dąbrowskiej”;
„Pienińska Uzdrowiskowa Klinika Rehabilitacji i Leczenia Bólu im. Św. Ojca Pio - terapia - zespoły bólowe kręgosłupa - pakiet 7 dni”;
„Liść Oliwnego Gaju ‘Biblijne zioło’”;
„Usiądziesz z wrażenia bez bólu i pieczenia ‘Hemorol’”;
„’Traumon’ - usuwa ból z miejsca;
„’KineTex’ - siła natury w walce z bólem;
„Klinika 2000 - operacje zeza u osób dorosłych - Wesołego Alleluja!”
„Rekolekcje z Postem Daniela wg. dr Ewy Dąbrowskiej”;
„Pomoc dla stawów ‘Rheumafort’”;
„Produkty bonifaterskie: Hepatofratin Forte - zakonna mieszanka ziół zawierająca miętę, mniszek i kmin, które wspomagają trawienie i łagodzą uczucie pełności - karczoch wspiera pracę wątroby i przyczynia się do prawidłowego funkcjonowania dróg żółciowych”;
„’Antinervinum’ - przywraca spokój”;
„Nowość: ‘Colahial’ - kolagen z kwasem hialuronowym - materiał budulcowy stawów, więzadeł, ścięgien, mazi stawowej;
No i na koniec dwie oferty już bardzo poważne:
„Centrum Ziołolecznictwa Ojca Grzegorza Sroki - wspomaga ukrwienie mózgu, pamięć, koncentrację oraz prawidłowy słuch i równowagę - ochrona siatkówki oka w jaskrze, cukrzycy, nadciśnieniu, zaćmie i AMD - nerwica, bezsenność - katar alergiczny - kuracja przeciwzmarszczkowa - astma oskrzelowa - niedokrwienie serca, nadciśnienie tętnicze, cholesterol - reflux, zgaga - na żołądek i dwunastnicę - na zdrową prostatę, poprawa witalności – klimakterium - pomocniczo w cukrzycy – nadwaga - wspomagająco przy nowotworach - infekcje dróg moczowych, kamica - niestrawność, wzdęcia, wspomaganie wątroby, zaparcia - łuszczyca; na stawy i kręgosłup, osteoporoza”;
„Akademia kulinarno-duchowa – zapraszamy do wspólnego gotowania (15 godzin nauki pod okiem szefa kuchni), do wspólnej modlitwy (Msza Święta, adoracja towarzyszenie duchowe), do odpoczynku (basen, sauny, siłownia, grota solna, kijki, rower) - Najbliższe kursy przygototwania wybranych kuchni: ‘Nowe trendy w kuchni polskiej’, ‘Potrawy z nowalijek’, ‘Kuchnia wegetariańska’, ‘Dieta pełnowartościowa’”.
To wszystko firmowane przez Ojców Pallotynów, a ja, choć wciąż chciałbym wiedzieć, co to za cuda się dzieją w tej skalnej grocie, już się tylko zastanawiam, czemu tam nie ma kursu jogi, lub choćby zwykłej medytacji.
Jeśli jednak ktoś myśli, że zamierzam tu szydzić z ludzi, którzy z jednej strony handlują cudownymi środkami na wszelkie dolegliwości, począwszy od prostego refluxu, a kończąc na prostacie, czy że kieruję pretensje do „Gościa Niedzielnego” o to, że zamiast, tak jak tygodnik „W Sieci”, brać pieniądze od Kulczyka, robi interesy z jakąś dr med. Ewą Dąbrowską, czy producentem „biblijnego zioła”, myli się bardzo. To bowiem, co mnie tu ciekawi najbardziej, to zjawisko, które przebija się w niemal wszystkich z tych ogłoszeń, choć chyba najdobitniej zamanifestowało się w tym o treści: „’Klinika 2000’ - operacje zeza u osób dorosłych - Wesołego Alleluja!
To jest bowiem ten rynek, ta polityka i ten target. I to jest też sposób, w jaki oni nas widzą. Przychodzą tu do nas rozglądają się ciekawie, wyciągają pudełko z czymś w środku i wołają: „A może coś na zeza, ewentualnie zgagę?”, a już chwilę potem dodają „Wesołego Alleluja”. Oni wszyscy. Obawiam się, że wszyscy. I ci tu z tymi swoimi lekarstwami na nasze zwykłe ludzkie dolegliwości, ale też tamci ze swoją ofertą na nasz głód pokoju i bezpieczeństwa, na nasze różnego rodzaju leki, przed biedą, utratą pracy, chaosem, wojną, na nasze pragnienie by wreszcie było normalnie. Przychodzą tu i wciskają nam swój towar. Pobożni domokrążcy. I już ani słowa, bo naprawdę boję się, że kogoś niesprawiedliwie skrzywdzę. A jak wiemy, nie ma nic gorszego, niż niezasłużona krzywda.

Przypominam, że w przyszły weekend przez dwa dni będę w Warszawie ze swoimi książkami na Targach Wydawców Katolickich. Jeśli ktoś mieszka niedaleko, proszę przyjść i mnie sprawdzić, czy przypadkiem zamiast tych książek, nie próbuję sprzedawać „Olivo Cap” na nadmiar woskowiny. Jeśli natomiast wszystkich, którzy są daleko od Warszawy, zwłaszcza tam, gdzie targów nie ma, a więc w Przemyślu, Poznaniu, Częstochowie, Szczecinie, Kaliszu, czy Bydgoszczy, zapraszam do księgarni na stronie http://coryllus.pl/?page_id=69.

sobota, 17 marca 2012

Z rewizytą na ósmym kręgu

Dziwny przyszedł na mnie czas. Stale chodzi mi po głowie kilka tematów, a co się za który zabiorę, to on mnie tak wciąga, że zamiast przejść do kolejnego, przyklejam się do tego, który leży na tapecie, i się zadręczam. Tak właśnie było z tymi bankami, dokładnie to samo porobiło się z Wałęsą i Blumsztajnem, no i wszystko wskazuje na to, że identyczna sytuacja pojawiła się wraz z Mistewiczem. A zaczęło się to tak, że w komentarzu pod poprzednim tekstem nasz kolega filozof grecki napisał, że nazywanie narracją tego kłamstwa, które nas zewsząd opanowało, jest „odrażające”, i pomyślałem sobie od razu, że ciekawe by w tej sytuacji było sprawdzić, czy to kultowe już „story” wymyślił Mistewicz, czy może on to znalazł w jakichś najczarniejszych kieszeniach nowoczesnej Europy i postanowił się mianować jego emisariuszem? Czy ten tak zwany „marketing narracyjny” to coś co zostało stworzone u nas w roku 2007 na użytek nowej władzy, czy może ktoś to tylko na tę okoliczność do Polski zaimportował?
Zacząłem więc od ruchu podstawowego, i najbardziej oczywistego, a więc wpisałem w googlu hasło „marketing narracyjny”, i wszystko co się pokazało, to był Eryk Mistewicz. I kiedy wydawało się, że już dalej nie trzeba szukać, bo najpewniej stało się tak, że Tusk wygłosił swoje pierwsze, historyczne dziś już expose, publiczność oniemiała, Mistewicz wykrzyknął: „Jakaż to piękna narracja!”, i tak się zaczęła nowa era, zobaczyłem w tym szeregu coś co się nazywa loristex.pl, a obok zapowiedź, że tam można sobie na temat owej narracji poczytać. Zrobiłem ten jeden krok, trafiłem na stronę zatytułowaną „Marketing” … i proszę posłuchać. Pisownia, jak to się przyjęło zaznaczać, jest oryginalna i to wbrew pozorom nie jest głos Lecha Wałęsy:
Jest wiele odmian marketingu, bo też czegoś innego potrzeba na tym rynku i czegoś innego na tym. Jedną z odmian jest marketing narracyjny czyli działania marketingowe z wykorzystaniem narracji, opowieści, co chyba każdemu jest bardzo dobrze znane. na przykład w telewizji, gdzie widzimy różne reklamy w nich się opowiada o danym produkcie i podczas tej opowieści narrator stara się dotrzeć do klienta, a także przekonać go do zakupu danego produktu, ten marketing potrafi być bardzo skuteczny, jeżeli oczywiście jest dobrze przemyślany i ma ręce i nogi jak to się mówi. Z pewnością jest to także marketing niezwykle popularny, bo mamy z nim często do czynienia, nie raz słyszymy opowieści o danym produkcie i usługach, a przez opowieść jesteśmy w pewien sposób namawiani do zakupu danej rzeczy. Dlatego jeżeli ktoś reklamuje swój produkt to warto zastosować także ten marketing, bo potrafi On przynieść wielu nowych klientów, a chyba każdej firmie są Oni potrzebni, dlatego też wielu ludzi stosuje właśnie taki marketing”.
I to wszystko na ten temat. O Mistewiczu ani słowa, natomiast znajdujące się tam menu prowadzi nas do informacji na temat innych typów marketingu, włącznie z tak cudacznymi, jak „marketing partyzancki”, czy „marketing wirusowy”. Gdzieś w samym jednak rogu strony z interesującym nas tekstem o marketingu narracyjnym uczepiony jest link oznaczony słowem „sail”, który z kolei prowadzi nas do strony o zagadkowej nazwie sailboatsandyachts.pl, a na niej, wbrew pozorom żadnych żaglówek, żadnych jachtów, lecz coś co robi wrażenie bloga użytkownika o nicku „topdrzwi”, i znów, wszystko jak w oryginale:
"Śnisz o swoim budynku? Pragniesz postawić dom? Zakupić jakąś inną nieruchomość? Myślisz, która forma pożyczki z pewnością będzie prawidłowa? Niestety, codzienny pośpiech nie umożliwia Tobie wypić w spokoju cherbaty, a co w tym miejscu wówczas powiadać o znalezieniu adekwatnej formy kredytu. Sądzisz, iż jest na 100% to etap długi a również wymyślny? Nic bardziej mylnego. Obecnie dzięki rozwoju trendów oraz zarówno badań naukowych możemy szybko i właśnie bardzo prosto odszukać rzetelną sobie ofertę. Już teraz nie musimy tracić czasu na własne spotkania w instytucji finansowej, możemy to wykonać albo przez internet, czy też skorzystać spośród możliwości asystentów pieniężnych, jacy przyjadą do twojego domku oraz zarówno przedstawią daną ofertę. Przez to kredyt mieszkaniowy nie będzie już dla Ciebie żadną trudnością. Na przestrzeni rozmówki z doradcą pieniężnym dostosujesz ratę kredytu do własnych ewentualności, zapoznasz się z nowymi ofertami instytucji finansowej, określisz maksymalny okres spłaty, itd. I wszystko to na przestrzeni kilkunastu minut. Prócz tego konsultant finansowy na pewno będzie towarzyszył Tobie stale, od momentu skompletowania formalności do czasu sfinalizowania porozumienia z instytucją finansową. Kredyt hipoteczny nie będzie, tak więc procesem długim oraz zarówno skomplikowanym, starczy dobra organizacja. Jednakże zanim zdecydujesz się na podpisanie umowy, to przemyśl to całość wnikliwie. Dlatego że kredyt mieszkaniowy to zobowiązania bankowe na wiele, wiele lat.
Dziś w nawiązaniu z istniejącą sytuacją finansową a również gospodarczą polski, mieszkancy, jeszcze częściej podejmują decyzję o braniu zadłużeń. Funduszy brakuje na nieomal wszystko i na opłatę bieżących rachunków, na kupno książek dla dzieci, na przeprowadzenie wyjazdu na wakacje, na nabycie mieszkanka czy też budowę domu. Pożyczki są, a zatem ostateczną pomocną dłonią. To dzięki temu jesteśmy w stanie umożliwić własnej rodzinie komfortowe i dobre życie, zrealizować plany własne a również dzieci, etc. Naturalnie także widzimy będą ów pożyczki nieodłączną częścią naszego życia. Idą z nami wszędzie. Ze względu z bieżącą sytuacją na aktualnym rynku domów obywatele, co raz częściej starają się o kredyt mieszkaniowy. Żaden z nas nie jest, albowiem realnie z własnej kieszeni, z prywatnych rezerw spieniężyć budowę budynku czy kupno mieszkania. O kredyt hipoteczny ewentualnie może starać się prawie każdy, któż osiąga scharakteryzowane uwarunkowania. Pierwszym priorytetowym warunkiem bywa zachowanie ciągłego przychodu oraz możliwości kredytowania. Bank musi mieć jakieś zapewnienie, gwarancje, że jesteśmy w stanie kiedyś płacić ten kredyt mieszkaniowy. Jest na 100% dodatkowo dużo pozostałych warunków, aczkolwiek owe dwa na pewno są najistotniejsze, bowiem to właśnie one otwierają nam drogę, umożliwiają podjąć kolejne kroki."
I kiedyśmy już to zmęczyli, zaglądamy do opisów pozostałych typów marketingu, i okazuje się nagle, że stamtąd też odchodzą linki, dziesiątki linków, we wszystkich możliwych kierunkach, a stamtąd linki następne i kolejne, i każdy z nich prowadzi wyłącznie do kolejnych informacji o kredytach, z których każda zachowuje tę samą poetykę i ten sam poziom języka, co wyżej:
"Pomyśl sobie o sytuacji. Wstajesz rankiem w swoim łóżku, zjadasz posiłek we własnej kuchni, bierzesz ranny prysznic w osobistej łazience. Mieszkanko zrealizowane jest faktycznie tak jak wolisz, właściwie z Twoim gustem i także wytycznymi. Nawet jedna osoba Ci nie marudzi, iż masz brudy w domu, ze tależe niepozmywane, że resztki nie są wyrzucone, że zużywasz zbyt wiele wody, energii elektrycznej, że masz opóźnienia w opłatach, i tak dalej. Zwyczajnie raj na ziemi. Daną sytuację mamy sposobność określić 1 słowem – swoje, a co najważniejsze osobiste mieszkanko. Sądzisz, że to wyłącznie śliczny sen, którego nie mamy sposobność wprowadzić w życie. Otóż nie, bowiem obecnie jesteś w stanie przerobić to wszystko w realność. Myślisz jakim sposobem może być to możliwe dlatego że na koncie osobistym nie masz stosownej ilości pieniędzy? W wykonaniu owego fajnego planu wspomoże Ci ze 100% pewnością kredyt hipoteczny. Jesteś w stanie go dostać praktycznie w każdym banku po pokazaniu stosownych papierów i właśnie załatwieniu wszelakich niezbędnych spraw. Aby starać się o kredyt mieszkaniowy powinnaś wykonać wyłącznie jeden warunek. Jaki? Powinniśmy mieć sztywny dochód, a zatem mieć zdolność pożyczkową. Dopiero dokonanie takiego warunku stwarza, że jesteś w stanie podjąć którekolwiek kroki połączone z staraniem się dokładnie o tego typu rodzaj kredytu. Poleca się osiągać własne marzenia".
Albo:
"Masz na pewno dość bytu z teściową, albo wielkich kwot, które płacisz za wynajem mieszkania. Jeśli faktycznie tak, to oznacza, że dojrzałeś obecnie do decyzji o swoim “kącie”. Na nieszczęście nie posiadasz odpowiednich funduszy majątkowych. Konieczny Tobie zastrzyk funduszy? Niestety znajomi czy też bliscy nie mają możliwość Tobie pożyczyć takowej sumy. Co więc uczynić? Jedynym zamysłem w takich wypadkach jest, a zatem kredyt mieszkaniowy. Kredyt mieszkaniowy to jednak właściwie ogromne zobowiązanie bankowe, można rzec, że na pewno jest to druga przysięga ślubu. Przebieg pożyczkowy jednak w pewnych sytuacjach znacząco łatwiej przebyć, aniżeli niejedną wspólną drogę bytu. Jak również już wspominałem na pewno jest to znacznie bardzo duże zobowiązanie bankowe, decyzja nie musi, w takim przypadku być podjęta za wcześnie? Przed tym, zanim skusisz się na kredyt hipoteczny, przemyśl to wszystko z uwagą. Zawsze porównaj określoną propozycję z ofertami innych instytucji bankowych. Dlatego że w współzależności od instytucji oferty tego typu produktów odróżniają się procentem, kosztami lub wielkością wkładu swojego, jaki należy wnieść. Czasem w niektórych instytucjach finansowych dosłownie nie trzeba wnosić wkładu własnego. Jeśli natomiast masz trudności z wyborem właściwego banku, nie masz pojęcia, jaka oferta musi być znacznie bardziej najkorzystniejsza dla Ciebie. To znak, że musisz korzystać w zakresie pomocy doradcy finansowego."
Ktoś powie, że to są jakieś niemieckie strony, których użyteczność i zasięg można porównać najwyżej do czegoś, co kiedyś funkcjonowało u nas jako Polonia TV i nadawało „Ojca Chrzestnego” z włoskim dubbingiem. Otóż chyba jednak niekoniecznie. Bo jeśli się przyjrzeć, każda z nich jest sponsorowana przez mainstream w zupełnie podstawowym znaczeniu. Bo oto stamtąd wiodą kolejne linki do bardzo już konkretnych, i już zdecydowanie bardziej zadbanych stron, gdzie znajdujemy konkretne oferty konkretnych banków. I tam nie ma dosłownie nic więcej. Tylko informacje o kredytach, a wszystkie ubrane dokładnie w ten sam typ narracji (właśnie narracji), co zaprezentowany wyżej. I jeśli ktoś tam szuka przedstawionej wyżej egzotyki, to jest w dużym błędzie, bo czym dalej w głąb, tym trafiamy na świat nam jak najbardziej znany, a więc ING, Alior Bank, Expander, Citi Bank, BPH, PKO, Getin Bank, ale też wspomniane tu parę dni temu firmy nie będące bankami, i wszędzie tylko te kredyty, i cała kupa stron o nazwach typu „Rodzina na swoim”, czy „Kredyt na auto”. I choć tam jest już znacznie więcej kolorowych zdjęć i znacznie lepszy język, to narracja pozostaje dokładnie taka, jakby nam ją prezentował Eryk Mistewicz:
"W dzisiejszych czasach ciężko sobie wyobrazić życie bez samochodu, jednak nie każdego od razu stać na jego zakup. Tutaj z pomocą przychodzą nam kredyty samochodowe oferowane prawie przez każdy bank. Dzięki takiemu kredytowi możemy sobie pozwolić na spełnienie naszych marzeń, a dodatkowo taki kredyt jest niskooprocentowany w stosunku do pożyczki. Jak wspomniałem kredyty samochodowe oferowane są przez wiele banków, więc nasuwa się od razu pytanie: ‘Który kredyt na auto mam wybrać?’, odpowiedź wydaje się oczywista: ‘Możliwie najtańszy’. Jednak na koszty kredytu składa się wiele czynników, z których sobie nie zdajemy sprawy. Więcej szczegółów o wyborze kredytu w dziale ‘Który kredyt wybrać’. Zachęcam do lektury i życzę powodzenia w poszukiwaniu możliwie najtańszego kredytu, który umożliwi spełnienie Twoich marzeń, przynajmniej tych związanych z zakupem auta".
Spędziłem wczoraj na buszowaniu po tych kręgach kilka godzin i uderzyło mnie to, że tam nie ma żadnych nazwisk. Tylko ta narracja i ewentualnie linki do internetowych stron banków i firm kredytowych. I jak już wspomniałem, nie ma tam nawet nazwiska Eryka Mistewicza.
I oto jest wyjątek, którego przyznam, że kompletnie nie rozumiem, a który jednak przez swoją zagadkowość zrobił na mnie pewne zdarzenie. Na głównej stronie owego wyjściowego loristex.pl, na samym dole menu z tymi wszystkimi typami marketingu, jako osobny link pojawia się jednak imię i nazwisko: Mateusz Pazdan. Sprawdzam, kim jest ten Pazdan i okazuje się, że to pierwszy w Polsce handlarz odżywkami dla pakujących, prezes i właściciel czegoś, co się nazywa SFD, czyli – uwaga! uwaga! – Sportowe Forum Dyskusyjne, a co, jak się okazuje, ostatnio, dokładnie pod tą niezwykłą nazwą, weszło na giełdę… i powiem uczciwie, że po praz pierwszy od naprawdę dawna poczułem, że mnie to wszystko zwyczajnie przerosło. Na samym początku mamy tego Mistewicza, od niego wyruszam w tę podróż, niemal jak po kolejnych kręgach piekła, zaczynając od owego narracyjnego marketingu, przez te wszystkie kredyty, aż do tego Pazdana na samym końcu, i nagle przede mną otwiera się strona kanału TVNNBC, a tam rozmowa z Pazdanem o tym, jak to w ciągu minionego roku biznes tych odzywek się rozwinął .
Ktoś mnie może spytać, co ja sugeruję, do czego zmierzam? I na to, ja zupełnie uczciwie, bez jakiejkolwiek ironii, bez żadnych aluzji, przyznaję, że sam nie wiem. Nie wydaje mi się, bym był dziś w stanie zasugerować cokolwiek, z tej prostej przyczyny, że ja autentycznie nic z tego nie rozumiem. Zwłaszcza, że jeśli ruszyć dalej, jeszcze w głąb tego piekła, to możemy natrafić na stronę poświęconą sztukom walki – słowo najświętsze honoru, że nie kłamię – gdzie jakaś organizacja protestuje przeciwko szkalowaniu dobrego imienia zamordowanego w Smoleńsku Prezydenta. I proszę mi teraz powiedzieć – co ja mogę sugerować? No co?

Jeśli w ten piekny weekend udało mi się tym - przyznaję, że okropnie tajemniczym - tekstem kogoś pozytywnie zainspirować, będę zachwycony. Jednocześnie proszę o wsparcie tego bloga pod podanym obok numerem konta. No i przypominam naturalnie o książce. Dziękuję.

piątek, 16 marca 2012

O kłamstwie w blasku sceny raz jeszcze

Eryka Mistewicza znam w stopniu dosłownie minimalnym, a mówiąc „minimalnym” mam na myśli jego imię i nazwisko, wygląd, głoszona przez niego koncepcję tak zwanej „story”, jego występ w jednym programie Janka Pospieszalskiego „Warto rozmawiać” i parę – dosłownie parę – najnowszych felietonów w tygodniku „Uważam Rze”. A więc naprawdę niewiele. To już pewnie kimś bardziej znaczącym jest on dla mojej żony, która na przykład pamięta go jako redaktora peerelowskiego tygodnika „Na przełaj”, w którym prowadził rubrykę mającą na celu młodzieży oazowej wskazać lepsza, bardziej nowoczesną drogę.
Siadając do tego tekstu, pomyślałem sobie więc, że warto by może było się o nim dowiedzieć czegoś więcej, a zatem zajrzałem do Wikipedii. Tam jednak okazało się, że najważniejszą informacją jest to, że historię życia i zawodowej kariery Eryka Mistewicza można znaleźć na jego stronie prywatnej. Wszedłem więc na stronę prywatną. A tam – nic. Zero. Paręnaście linijek biografii, z których może pięć to informacja o tym, co Mistewicz osiągnął w życiu i w zawodzie, z czego z kolei i tak jedna stanowi jedynie nazwę jakieś francuskiej uczelni, którą on podobno ukończył, a reszta to już praktycznie tylko informacja, że on doradzał Zbigniewowi Relidze w jego kampanii prezydenckiej w roku 2005. No, być może tam jest jeszcze coś, jednak nawet jeśli tak, to ja już zapomniałem, a zaglądać mi się tam ponownie zwyczajnie nie chce. W każdym razie, o redaktorowaniu w „Na przełaj” nie ma mowy. A szkoda, bo wówczas tych linijek byłoby o jedną więcej.
A więc pozostaje uznać, że to co wiedziałem na początku to i tak właściwie wszystko. A więc jego głowa, jego nazwisko i imię, to „story”, i te parę tekstów u Lisieckiego, czy Lisickiego, a może Lisiewicza...? Nigdy tego nie potrafiłem zapamiętać, a szukanie tego za każdym razem mnie nudzi. Skąd mi wpadło do głowy, żeby dziś pisać o Mistewiczu? Otóż ja się do tego zabierałem już od pewnego czasu, a konkretnie od dnia, kiedy zauważyłem, że Mistewicz już nie jest „ich”, lecz „nasz”, jednak proszę sobie wyobrazić, że bezpośrednią tego przyczyną był Coryllus. Byłem wczoraj z psem na spacerze i śmy się zdzwonili. W pewnym momencie Coryllus wspomniał, że mamy w Polsce tych dwóch doradców od wizerunku, a więc Tymochowicza i Mistewicza, którzy – bardzo paradoksalnie – jak idzie akurat o wizerunek swój własny, potrafili tyle tylko, że jeden wygląda jak „pół kartofla na pieńku”, a drugi nie wygląda w ogóle, a mnie się ten żart z pieńkiem i kartoflem tak spodobał, że pomyślałem, że nadeszła i moja pora.
Pamiętam więc, że mój pierwszy prawdziwy kontakt z nazwiskiem Mistewicz nastąpił wtedy, kiedy to w roku 2007 Donald Tusk wygłosił swoje pamiętne pierwsze expose, w którym zainaugurował nową erę w polskiej polityce, a więc coś co od razu zostało nazwane post-polityką. Przemówienie, które trwało chyba bite dwie godziny i stanowiło kompletnie pustą paplaninę o niczym. Przemówienie, które – jestem tego całkowicie pewien – gdyby zostało pokazane w całości dziś, cała Polska zamarłaby z trwogi, widząc co to do nas tamtej jesieni zawitało. A pamiętajmy, że pięć lat to w dzisiejszych czasach naprawdę kupa czasu, i taki Donald Tusk wtedy, a Donald Tusk dziś, to dwie kompletnie różne osoby. W końcu te pieniądze na coś poszły, prawda? A zatem, wygłosił Tusk owo straszne przemówienie, a Mistewicz ogłosił nadejście nowej epoki, a więc epoki w której nie jest ważne nic poza ładną historią, napisana przez specjalistów od tego typu metod, a przez władzę zaledwie zgrabnie, w eleganckim stroju i z ładnym uśmiechem opowiedzianą. Czy Mistewicz ogłaszał tę rewolucję ze smutkiem, czy choćby troską w głosie? Ależ skąd! On był tym czego wszyscy doświadczamy autentycznie zachwycony. Czy on nie widział tego cynizmu i tego kłamstwa? Ależ jak najbardziej. On widział i jedno i drugie, tyle że on wyłącznie głosił owego kłamstwa i cynizmu pochwalę. On w pełnym uniesieniu twierdził, że tak właśnie ma być. Że współczesny obywatel nie potrzebuje ani prawdy ani konkretów. On czeka wyłącznie na jasne światło i ładną historię. I że Donald Tusk jest pierwszym politykiem, który dokładnie to człowiekowi daje. Ładne światło i ładną historię. Story. I to taką story, którą zrozumie idiota. Bo to właśnie jest oferta dla nich. Dla tych, którzy decydują. I to jest naprawdę fascynujące.
Później zaczął się długi okres tak zwanego rządzenia, a z tym rządzeniem przyszło to wszystko, co wielu z nas świetnie pamięta, a co ostatecznie doprowadziło nas do miejsca, w którymśmy się znaleźli dziś. I też Donald Tusk z każdym dniem stawał się coraz bardziej tym, czym jest dziś, robił się coraz bardziej gładki, coraz pełniejszy, coraz bardziej zbliżony do owego potwora, jakim go widzimy, a którego nadejście z takim entuzjazmem Mistewicz pięć lat temu ogłaszał, a on sam nie opuszczał go ani na krok, i czym większe było to kłamstwo, tym większe zachwyty wypływały z jego ust. W pewnym momencie doszło już w praktyce do tego, że Mistewicz niemal jednoznacznie przyznawał, że tak, to wszystko z czym mamy do czynienia to brutalne, bezczelne i bezlitosne kłamstwo, tyle że my musimy to przyjąć, dlatego, że innej drugi nie ma. Bo świat taki właśnie jest i inny już nie będzie nigdy. I że nie dość że musimy to przyjąć i zaakceptować, my musimy to kłamstwo polubić, bo ono tak naprawdę jest dla nas, żeby nam było lepiej. Wszystkim. Liczy się bowiem tylko historia. Tylko to story. A jedynym możliwym jak na dziś dostarczycielem owych historii jest Donald Tusk. I dopóki nie pojawi się nikt od niego lepszy, będzie już tylko on.
Powiem uczciwie, że nie umiem znaleźć momentu, kiedy Eryk Mistewicz, wciąż głosząc tę swoją afirmację kłamstwa, przestał być „człowiekiem Systemu”, a stał się „nasz”. Wiem jednak, że przez jakiś czas tak to właśnie wyglądało. On nadal opowiadał jak to dzisiejsze czasy nie tolerują niczego poza kłamstwem i że innej drogi nie ma, a jednocześnie był już po naszej stronie, jako nasz brat i nasz kolega. Na pewno tamtego wieczoru, kiedy to w programie Pospieszalskiego próbował razem z Hartmanem mnie zniszczyć, on już był „nasz”. On, Dorn i Karnowski – nie wspominając o Pospieszalskim – z całą pewnością byli wtedy „nasi”. Wrogiem pozostawał wówczas już tylko ich kolega Hartman.
Wiem też na pewno, że Mistewicz jest „nasz” również dziś, i że dziś on jest tak bardzo i do końca „nasz”, jak nigdy chyba wcześniej. Dziś Mistewicz jest już do tego stopnia „nasz”, że w jednym ze swoich ostatnich felietonów w „piśmie autorów niepokornych”, czyli „Uważam Rze” ogłosił, że bycie specjalistą od politycznego marketingu, a więc tym czym Mistewicz się od kilku dobrych lat próbuje zajmować i z czego żyje, jest zajęciem bardziej kompromitującym od pracy jako „pianista w domu publicznym”. Że to jego mentor, francuski ekspert i zawodowy kłamca, człowiek o nazwisku Seguela ukuł to powiedzenie, i to jest strasznie fajne. To jest niesamowite! To jest wręcz cudowne!!! Eryk Mistewicz pisze w tym „naszym” tygodniku co tydzień. On ma tam swój stały felieton. I on tam jest po to, by nam to wciąż objaśniać: Porzućcie nadzieje. To nie jest świat dla ludzi o prostych zasadach i gorących sercach. To jest świat dla biednych idiotów i wyniosłych zawodowców. I uwierzmy mu. W końcu on nas nie oszuka. On jest przecież dziś już tylko „nasz”. I ma na to bardzo poważny glejt. Glejt który otrzymał od innych „naszych”. „Naszych” niepokornych.
Naprawdę nie wiem, co mogę powiedzieć więcej, bo i tak już zrobiło się bardzo niebezpiecznie. Może powinniśmy się zastanowić, kim w końcu jest ten Mistewicz? Czy to tylko „doradca w zakresie zintegrowanych strategii marketingu i PR […], promotor narzędzi komunikacji masowej 2.0. […], pasjonat reklamy i świadomego wpływania na rzeczywistość poprzez media”, czy może jeszcze ktoś? I czego on od nas chce? Po co on się tu kręci? Co nam chce zakomunikować? Czy on ma za zadanie nas tylko upomnieć, byśmy porzucili nadzieję, czy może tu chodzić o coś jeszcze? No i wreszcie, cóż on ma w sobie takiego, że go „nasi” tak bardzo polubili? A coś przecież mieć musi. To nie ulega wątpliwości. To musi być naprawdę fajny gość.

Pewnie Mistewicz zna inne, skuteczniejsze metody wpływania na ludzkie decyzje, ale ja mam tylko tę swoją sytuację i to słowo. A więc proszę uprzejmie o wspieranie tego bloga w każdy dostępny sposób, również z wykorzystaniem znajdującego się obok numeru konta, i o kupowanie książki. Dziękuję.

piątek, 9 maja 2008

Kogo obrabia Cropp, czyli róbta co chceta

Miasto, w którym mieszkam, zostało oblepione w ostatnich tygodniach plakatami reklamowym firmy odzieżowej Cropp, co wywołało u mnie niejaką zadumę.
Zadumałem się jednak nie nad ofertą sklepów Cropp, ani nad jakością i urodą owej oferty, lecz nad samą zawartością ekspozycji i nad tak zwanym targetem, nad tym, jak właściciele Croppa widzą ten swój target i nad powszechnym stanem świadomości ludzi, wśród których żyję i z którymi mam przyjemność przebywać na co dzień.
Akcja, jak już wspomniano, promuje markę odzieżową o nazwie Cropp i przedstawia scenkę utrzymaną w klimacie lat 60tych, gdzie trzy uśmiechnięte panie wykonują drobne czynności krawieckie, a między nimi siedzi wesoły łysy staruszek w gatkach.
Plakaty występują w trzech odmianach. Napis głosi, że albo “obrabiamy dziurki”, albo “obciągamy guziki”, ewentualnie “krochmalimy poszwy”.
Domyślam się, że przesłanie plakatów jest takie, że Cropp jest OK. Jednak, domyślając się, mam poczucie, że sprawa jest nieco kłopotliwa. Mam bowiem przekonanie graniczące z pewnością, że jeśli powiem, że nie za bardzo wiem, jakaż to logika i estetyka stoją za obrazkiem, wielu ambitnych, inteligentnych i rozrywkowych obywateli wybuchnie szyderczym śmiechem i powie, że jestem po prostu głupi, co w okolicach Torunia jest normą.
Jeśli, z drugiej strony, pokuszę się o próbę analizy zamysłu stojącego przy narodzinach kampanii, ci sami wykształceni i błyskotliwi komentatorzy również wybuchną szyderczym śmiechem i powiedzą, że mam chore skojarzenia, co dla okolic Torunia jest normą, ale każdy ma takie skojarzenia, na jakie zasłużył.
Tymczasem plakaty sobie wiszą na przystankach autobusowych i tramwajowych, na dworcach i na murach, a my codziennie oglądamy sobie trzy wesołe panie i wesołego staruszka bez spodni i czytamy informację na temat “obciągania guzików”, “obrabiania dziurek” i “krochmalenia poszwy”. I wypadałoby się jakoś odnieść. Może bez nadmiernego prowokowania, bez głębokiej analizy, bez zbędnych sugestii. Może bardziej na zasadzie luźnych refleksji. Zwykłej wczesnowiosennej zadumy.
Odnośmy się więc. Otóż każda kampania reklamowa ma to do siebie, że ma swoje dwie strony. Z jednej strony stoi umysł, który kreuje, a z drugiej strony umysł, do którego kreacja jest skierowana. I ciekawy byłem, cóż to jest za umysł, cóż za inteligencja i cóż to jest za myśl, z którą się tu spotykamy?
Wszedłem więc do jednego ze sklepów Croppa i przyjrzałem się kręcącym się po sklepie klientom i kogo ujrzałem? Głównie dzieci. Normalne dzieci, w wieku gimnazjalnym, lub licealnym. W ten więc sposób dowiedziałem się, kogo autorzy kampanii chcą zachęcić do udziału w obciąganiu guzików.
Wciąż jednak nie wiedziałem, kto zachęca. I niestety wciąż tego nie wiem i nie mam sposobu, żeby stanąć naprzeciwko tych oczu i zobaczyć tego kogoś, kto zachęca. Pewnie jednak tym razem nie zobaczyłbym dzieci. Może ujrzałbym takiego łysego staruszka w majtkach, a może jakiegoś młodego byczka w garniturze i krawacie, a może jakąś gwiazdkę z tatuażem na kostce. A może kogoś takiego, jak Szymon Majewski, albo Kuba Wojewódzki? Pana w średnim wieku, o wyglądzie i umysłowości dziecka.
A jak już bym tego kogoś poznał, to bym go spytał. Dlaczego się w ten sposób zwraca do dzieci? I dlaczego akurat do dzieci? Dlaczego nie na przykład do bardziej dorosłych klientów?
Przecież łatwo można by sobie było wyobrazić kampanię reklamową czegoś dla ludzi dorosłych, powiedzmy banku, gdzie John Cleese nie mówi, że chce być Polakiem, ale na przykład, że wkłada dziś, a wyciąga, kiedy chce.
Albo Piotr Frączewski, który – w odpowiedniej inscenizacji – mówi do swojego psa: “Z tobą nie mogę, ale z moim bankomatem, jak najbardziej".
Myślę, że jeśli zbierze się odpowiedzią kolekcję chorych umysłów – czy to po stronie nadawcy, czy po stronie odbiorcy – można poprowadzić skuteczną kampanię reklamową dowolnego produktu.
Z jakiegoś powodu jednak, specjaliści od lepienia społeczeństw uznali, że z dorosłymi trzeba uważać. Dzieci, owszem – są głupie, naiwne, no i czasem słabo przytomne, więc nie zaszkodzi, jeśli jeszcze parę razy dostaną w łeb.
Na dorosłych przyjdzie może czas później. Jak już różnego rodzaju telewizje i różnego typu wynajęci specjaliści, w typie wspomnianego już Kuby Wojewódzkiego, skutecznie pokażą im, jak to “pasi” być idiotą.

Czy Donald Tusk wierzy w Boga?

        Gdy chodzi o kardynała Rysia, czy wielu innych księży, biskupów, arcybiskupów i kardynałów, to często bywa tak, że czuję rozczarowan...