Informacja,
że PKW, po raz kolejny, i to dziś w sposób oczywisty w obliczu zbliżających się
wyborów prezydenckich, odebrała Prawu i Sprawiedliwości należne partii
pieniądze, naturalnie mnie zasmuciła. Dodatkowo jeszcze, gdy zarówno Ryszard Kalisz,
jak i nie pamiętam imienia, a sprawdzać mi się nie chce Hermaliński publicznie
ogłosili, że żadne orzeczenie Sądu Najwyższego pozostające w konflikcie z ich
planami, zostanie przez PKW oraz Ministerstwo Finansów zlekceważone, dostałem
odpowiedniej cholery. Kiedy jednak zaczęły się pojawiać głosy, że bez tych
pieniędzy jakikolwiek kandydat Prawa i Sprawiedliwości nie będzie miał szansy
na wygranie tych wyborów, pomyślałem sobie, że bez przesady. Przede wszystkim,
w konfrontacji z ludzką nędzą reprezentowaną czy to przez Sikorskiego, czy
Trzaskowskiego, nawet przysłowiowy żółty pies miałby zwycięstwo w kieszeni, no
a poza tym do tego zwycięstwa nie będzie potrzebna jakakolwiek kampania.
Wystarczy to co mamy dziś, i bez łaskawych pieniędzy Kalisza i jego lewackiej ferajny.
Tak
sobie myślałem, gdy obejrzeliśmy tu sobie wszyscy ostatni jak dotychczas sezon
serialu o życiu Jezusa i Jego uczniów, a ja, poruszony do najgłębszych głębin
swojego serca tymi reklolekcjami, zaczepiłem naszego księdza proboszcza z
pytaniem, co on myśli o tej niezwykłej produkcji i... okazało się, że on,
podobnie jak pan kościelny, nigdy o serialu The Chosen nie słyszeli. Wtedy to
właśnie ogarnęły mnie bardzo ponure wątpliwości.
Nie
wiem, jak się ma sytuacja wśród czytelników tego bloga, ale zakładając, że może
być podobnie, jak w zakrystii mojego kościoła, pragnę zwrócić wszystkim uwagę
na to, że wspomniany serial, dostępny za darmo od samego swojego początku na internetowej
stronie thechosen.pl, w niemal całości sfinansowany w drodze tzw.
crowdfundingu, został przetłumaczony na 70 języków i obejrzany do dziś przez
blisko miliard osób na całym świecie. Mało tego. Wedle wszelkich wyobrażalnych
standardów, jest to film znakomity pod każdym względem. Jeśli go zestawić z
innymi, najbardziej może popularnymi filmami, gdy chodzi o aktorstwo,
scenariusz, zdjęcia, muzykę, oraz filmową wystawność, on im w niczym nie
ustępuje, a być może większość z nich nawet przewyższa. Serial The Chosen to
jest dzieło współczesnej sztuki filmowej.
A mimo
to, wiele wskazuje na to, że mój proboszcz i pan kościelny są zaledwie drobną
częścią tych, którzy od lat czekali na coś tak potężnego, a kiedy się to coś
ukazało, byli zajęci czymś zupełnie innym. Czytam, że na początku tego roku w
większości kin w Polsce wyświetlono dwa pierwsze odcinki serialu i na samym
wejściu obejrzało je 11 tys. osób, co, jak czytam, jest wynikiem imponującym. A
ja się obawiam, że jeśli nawet faktycznie na całym świecie serial obejrzały
setki milionów, to, gdy chodzi o Polskę, wspomniane 11 tys. to niemal wszystko.
A zatem,
wygląda na to, że wracamy do owego nieszczęścia, które na tym blogu opisywałem
wielokrotnie: tak wielu z nas, o ile dzień w dzień, od rana do wieczora, możliwie
najbardziej agresywna propaganda nie będzie
wbijała im do głowy określonego przekazu, nie ruszy ani ową głową, ani choćby
najmniejszym palcem u stopy, by dowiedzieć się czegoś na własną rękę. I w tym
momencie, sprawa odebrania Prawu i Sprawiedliwości państwowej dotacji, zaczyna otwierać
przed nami dość upiorną perspektywę. Bo jeśli się okaże że, gdy przyjdzie
wiosna, w grze pozostanie praktycznie tylko jeden kandydat, jedyną szansę
będziemy mogli upatrywać tylko w tym, że do majowych wyborów pójdzie 30 procent
wyborców, z czego ponad połowa to będą ludzie, którzy przynajmniej raz słyszeli
o serialu The Chosen.
Obejrzałem jeden odcinek, ale nie byłem zachwycony. Tylko nie potrafię sformułować, co mi się nie spodobalo
OdpowiedzUsuńObejrzałem fragmenty tego serialu i uważam, że wiele rzeczy z Ewangelii bardzo dobrze przedstawia.
OdpowiedzUsuńTylko ma taką wadę, że za bardzo "dokumentalizuje" i niektóre sprawy za bardzo próbuje jakby na siłę "uwspółcześnić", czy "sprowadzić na ziemię".
Ewangelia jak wiemy oprócz tego, że pokazuje prawdziwe wydarzenia jest równocześnie w pewien sposób "anegdotyczna". Św. Jan zapisał, że gdyby wszystkie wydarzenia z ziemskiego życia Pana Jezusa zapisać szczegółowo to cały świat nie pomieściłby ksiąg tak zapisanych. Dlatego też wiele z zapisanych sytuacji jest esencjami z życia Pana Jezusa, mającymi przekazać bardziej sens niż kronikarski przekaz.
Ładnie to pokazuje chociażby uleczenie kobiety cierpiącej na krwotok i wskrzeszenie dziewczynki, które się dzieją w jednym momencie, 12 lat choroby kobiety jak i 12 lat życia dziecka.
No, a serial jest nakręcony jakoś bardziej jakby był dokumentem niż opowieścią. Wiadomo, że film rządzi się swoimi prawami i może trochę się czepiam, ale tak to widzę.
Interesująca dyskusja o "The Chosen" https://magazynier.szkolanawigatorow.pl/czy-wybrani-odeszli-od-ewangelii-trzeci-typ-tekstu-rytualnego-wedlug
OdpowiedzUsuń